Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

szpitalne jazdy

szpitalne jazdy

Hej!





Przeczytałem właśnie trip-report pt. Szpitalna anestezja. Ja też kilka razy byłem usypiany i faktycznie miałem niezłe banie.... tylko nigdy nie myślałem o tym jako o przeżyciach

dragowych... może dlatego, że było to narzucone z góry a nie zaplanowane przeze mnie... nie pamiętam jakie środki dostawałem, nie zwracałem na to uwagi, ale to mógł być fentanyl.





Pierwszy raz przeżyłem taką jazdę gdy miałem chyba 13 lat. Spadłem z drzewa i tak paskudnie

złamałem nogę, że musiała być operowana (gdy tak sobie wisiałem na drzewie po upadku, koło głowy dyndała mi stopa, nieprzyjemne uczucie, jak widzisz coś co nie bardzo jest realne a dzieje się naprawdę - ale mniejsza z tym).


No więc musiałem być operowany... Z tej pierwszej jazdy, gdy byłem już na stole, pamiętam

właśnie zastrzyk jakiegoś środka, który maxymalnie rozszedł się po ciele. Czułem go cały czas jak rozpływa się po każdej części ciała... Nabrałem wtedy jakby energii i chciałem rozmawiać z lekarzami i pielęgniarkami... Później pani anastezjolog założyła mi maskę na twarz i puściła jakiś gazik... a stwierdziłem żeby ją przycisnęła bo gaz ucieka :)))) Zaczęli się śmiać, bo okazało się że maseczka była za duża, a ja miałem małą mordkę... Niestety mniejszej już nie

znaleźli.... i w końcu złapałem taką banię, że pamiętam tylko jak jakiś lekarz z nożyczkami w ręku opowiadał mi bajkę albo jakiś wierszyk, brzmiał mniej więcej tak:


Bocian dziobał szpaka, później nastąpiła zmiana,


i szpak był dziobany przez bociana.


Ile razy bocian był dziobany?



Kurwa.... gość mi tym sprał łeb okrutnie, myślałem nad tym, myślałem i ... nic kurwa nie wymyśliłem, chciałem jakiejś podpowiedzi, a ten lekarz powiedział, że zaraz zakręci mi się w głowie... I faktycznie, po chwili złapałem zajebistego helikoptera i chyba usnąłem....


Obudziłem się dopiero na sali... widziałem moją matkę, zajebiście mi się chciało pić, a nie mogłem nic pić, bo groziłyby mi jakieś tam komplikacje czy coś... Ale moja kochana mamusia zorganizowała mi wody, którą podawała mi na patyku!!!! Poważnie!!! Patyczek był owinięty bandażem i moczony w wodzie a ja go sobie ssałem... Później cały czas zasypiałem, budziłem się...

Wieczorem jak mamusia do mnie przyszła znowu, to zastała mnie jak spałem w okularach, całkiem rozebrany, leżałem pod kocykiem, a pidżamkę trzymałem zwiniętą w rękach... Ale miałem w tedy banię cały dzień...





Innym razem, po wypadku samochodowym, również miałem połamaną nogę, ale już masakrycznie, też musiałem być operowany... I leżąc na stole, pani anastezjolog, kazała mi się podnieść bo trzeba mnie znieczulić w kręgosłup... a ja byłem taki rozjebany, poobijany, nic mi się niechciało, a po za tym to i tak nie miałem siły. Więc zacząłem się śmiać i tłumaczyć im wszystko... Ale po

kilku próbach i namowach jakoś mnie podnieśli... Pani celuje w kręgosłup a ja zacząłem się trząść, ona mówi żebym się nie śmiał bo to poważna sprawa, a ja mówię, że kurwa nie dam już, rady, niech sama się położy i podniesie się a ja jej zrobię zastrzyk... W końcu mi go zrobili... położyłem się, dostałem kroplówkę i leżę... słucham jak tam lekarze pracują nad moją nogą, słyszę wiertarki, gadki typu: - Podaj śrubokręt, nie, nie, czekaj, klucz ósemkę. -

Oddzielony byłem kotarą i niewiele nic z tego nie widziałem, ale byłem w takim stanie że nawet gdybym widział to i tak nie wzruszyło by mnie to. Pomyślałem nawet że nauczyłbym się czegoś nowego...


W pewnym momencie w trakcie kowersacji z panią anastezjolog, stwierdziłem że nie mogę oddychać! Przeraziłem się okropnie, pani tłumaczy, że sobie wmówiłem, że nic mi nie jest... a ja kurwa nie czułem mięsni brzucha!!!! I miałem wrażenie że się duszę!!! No więc pani zapodała mi zastrzyk i po chwili już nic mnie nie obchodziło, byłem taki rozwalony, rozmarzony... no i zapomniałem o

tym że się dusiłem. Obeserwowałem monitorek który pokazywał akcję mojego serducha i starałem się spowolnić akcję bądź ją przyspieszyć, cieszyła mnie ta zabawa. Zasypiałem, budziłem się, rozmawiałem chwilę z lekarzami, znowu zasypiałem i miałem zajebiście realne sny... Tyle pamiętam, bo ten wypadek troche mnie zmiażdżył i byłem w szoku, więc nie wiele pamiętam...


Swoją drogą człowiek w szoku też ma niezłe jazdy, to niezwykłe, że organizm w stanie zagrożenia życia produkuje takie środki... Nie czuje się bólu, pamięta nie wszystko...





Dobra nie nudzę już, opiszę wkrótce jeszcze jedną banie po narkozie...


Pozdrowienia dla służby zdrowia!

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media