Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

zoologiczno spirytualny trip na benzydaminie

zoologiczno spirytualny trip na benzydaminie


Doświadczenie: alkohol (praktycznie codziennie jestem pijany chyba, że cos łykam), marihuana (bardzo wiele razy), aviomarin (2 razy), gałka muszkatałowa (2 razy), DXM (1 raz), benzydamina (poniżej opisywany pierwszy raz).



Set&Setting: we własnym domu, prawie cały czas sam, żadnych zagrożeń w stylu rodzice, ciotki, wujki itp. ogólny brak stresu i totalnie odprężenie.



Nastawienie: jak najbardziej pozytywne.



Oczekiwania: halucynacje.



Substancja: Tantum Rosa, substancja aktywna benzydamina.



Stan w jakim pisze ten tekst: "odmienny stan świadomości”









Początek



cala akcja rozpoczęła się około godziny 12.05 jako ze wcześniej miałem zamiar łyknąć tę narkotkę udałem się do jednej z okolicznych aptek gdzie zakupiłem dwie saszetki Tantum Rosa po 3,24 zł za sztukę. po powrocie do domu postanowiłem cos zjeść żeby nie konsumować tego na pusty żołądek. i tu zaczyna się właściwa historia....



Konsumpcja



postanowiłem że nie będę się bawił w ekstrakcje(może kiedyś będzie mi się chciało) bo chciałem jak najszybciej to wchłonąć. wsypałem zawartość saszetek do szklanki i zalałem woda ale smak był wybitnie obleśny(gałka muszkatałowa i tak straszniejsza). w związku z takim obrotem sprawy dolałem jeszcze soku który kupiłem do zapijania. wypiłem wszystko w czterech łykach obficie zapijając sokiem i gorzką herbatą. posmak który mi został w ustach udało mi się zabić przez zjedzenie kanapki i picie soku. po wypiciu miałem małe nieprzyjemności w żołądku które po ok 15 min ustąpiły.



Wejście narkotki i cześć zoologiczna!!



zaczęło wchodzić po około pół godziny najpierw było lekko ale faza nagle zaczęła być coraz mocniejsza(wchodziła o wiele intensywniej niż inne rzeczy których próbowałem). w tym momencie poczułem się dosyć dziwnie i jak dla mnie było to mało przyjemne ale po jakimś czasie przestało mi to przeszkadzać. pierwszą rzeczą jaka zaobserwowałem były słabe ale zauważalne rozbłyski światła (w pokoju było jasno a ja siedziałem przed komputerem) i to co inni konsumenci tego specyfiku nazywają płomieniami albo dymem oraz smugi ciągnące się przy poruszaniu się. pierwszy efekt nie trwał jednak długo i ustąpił miejsca kolejnym haloonom. a co do smug to widziałem je przez cały czas.

w tym momencie zaczyna je właściwa cześć zoologiczna .

spoglądając na podłogę zobaczyłem ze okruszki leżące na dywanie zaczynają się poruszać i ten efekt utrzymywał się bardzo długo. w pokoju mojej siostry(gdzie stoi komputer przy którym siedziałem) widziałem jak jakieś miśki zaczynają machać rękami i nogami, wtedy wiedziałem że jest już dobrze. zacząłem tez słyszeć jakieś glosy jak by ktoś mówił do mnie i wydawało mi się że pluszowy zając chce żebym mu dal papierosa którego właśnie paliłem!!?!?. faza cały czas była dosyć ciężka(potęgowana przez hipnotyczną muzykę której słuchałem: Sadistik Exekution, Anaal Nathrakh, Exhumed, Yattering itp...) ale bardzo przyjemna. po jakimś czasie postanowiłem ze przeniosę się do innego pokoju i pooglądam se telewizje, wiec usadowiłem się wygodnie w fotelu przed telewizorem i... zobaczyłem lekkie falowanie liści na dużym kwiatku z bardzo dużymi liśćmi który stał na ziemi. kiedy przyjrzałem się dokładniej zobaczyłem ze na liściach siedzi jakieś paskudztwo! były to pół przezroczyste rodale przypominające pająki albo skorpiony. było ich pełno ale łaziły tylko po tym jednym kwiatku. tu wyszedłem do kibla a po powrocie pająków już nie było ale za to pojawiły się żaby które wspinały się po liściach:)żaby były wyraźniej widoczne. potem żaby się pochowały a na kwiatku pojawiła się ogromna czarna mucha(miała ze 20cm długości), ciągle brzęczała co mnie zaczęło po jakimś czasie denerwować. na szczęście mucha poleciała w pizdu po paru minutach i mogłem se dalej fazować. a tera z innej beczki, jedno zdążenie z tego okresu które szczególnie utkwiło mi w pamięci czyli... poszedłem po cos do łazienki spojrzałem w lustro i zacząłem się wpatrywać we własne odbicie. moja twarz zaczęła zmieniać kształt. rozciągała się kurczyła aż ostatecznie moje odbicie w lustrze przebrało kurwa formę ... SWIŃSKIEGO RYJA!!!!!!(to samo widziałem za każdym razem ) dziwaczne to jak cholera ale ...



Obcowanie z duchami i innymi badziewiami czyli druga część tripu z cieniami w tle!!



fazy ze zwierzakami się skończyły a za oknem zaczęło się ściemniać, i kapkę nudno się zaczęło robić więc mając nadzieję ze jak będę patrzeć na coś odpowiednio długo to cos się zacznie dziać i zacząłem się gapić na ścianę na której właściwie nic ciekawego nie było ale chuj. i gapie się na tą ścianę jak jakiś debil a tu ze ściany wyłania się coś najpierw wyglądało to jak ciemna plama a potem wyłoniły się kształty ludzkiej sylwetki. widać było dokładnie rysy twarzy która przypominała raczej zombi niż człowieka. patrząc w różne miejsca widziałem wiele takich zjaw każda była inna i wyglądała bardzo ciekawie ale nie chciało mi się siedzieć ciągle w jednym miejscu wiec wróciłem do kompa włączyłem muzykę i dalej się nudziłem, właściwie to wydawało mi się że to będzie koniec i nic ciekawego się nie zdarzy. z nudów zacząłem patrzeć przez okno na to co się dzieję na podwórku i wtedy zobaczyłem na niebie dziwne znaki buahahaha jakieś światełka, kółka, wiry które się przemieszczały po niebie leciały znikały i pojawiały się na nowo a niektóre spadły i znikały zanim dotknęły ziemi ot tak. widziałem tez cos co przypominało smoka albo jakiegoś gigantycznego ptaka ciężko powiedzieć co to naprawdę było bo leciało to daleko ode mnie i jak większość zwidów było prawie przezroczyste i tak gapiłem się w te niebo sporo czasu ale i te halucynacje w końcu się skończyły. wtedy pojawił się M z browarami, wypiliśmy po jednym i działanie narkotyku zaczęło się na nowo. okruszki znowu łaziły po dywanie a na niebie latały różne rzeczy. potem M poszedł do domu i za pół godziny wrócił z kolejnymi browarami po których wypiciu nastrój o wiele mi się polepszył a wszystko co widziałem było wyraźniejsze. M poszedł do domu ale tym razem już nie wrócił z piwem a ja zostałem sam. ale nie na długo bo przybył Z a potem jeszcze P który dosyć szybko poszedł do domu. ja Z natomiast doszliśmy do wniosku ze trzeba jeszcze coś wypić. Z poszedł do monopola i kupił nalewkę porzeczkowa (syfiasty plastikowy smak) która szybko wypiliśmy a faza jeszcze bardziej się wzmocniła nie była aż tak silna jak na początku ale było całkiem fajnie. około drugiej w nocy położyłem się spać ale nic z tego wcale nie chciało mi się spać. leżałem chyba ze trzy godziny przewracałem się z boku na bok i bawiłem się komurką której wyświetlacz w ciemnościach zostawiał za sobą bardzo wyraźne i bardzo kolorowe smugi. ale o zaśnięciu nie było mowy. i tak do rana.



The end



teraz kiedy kończę pisać ten tekst jest godzina 7.44 rano nie spałem nawet minuty ale o dziwo wcale nie czuję zmęczenia ani żadnych negatywnych efektów działania benzydaminy,no może małe kłopoty z pisanie na klawiaturze. tylko ta bezsenność strasznie denerwująca. co do efektów wizualnych to wyglądają ciekawie i dosyć długo się utrzymują. a te najciekawiej wyglądające halucynacje były przy dziennym świetle słonecznym i to by było na tyle.



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media