Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

spotkanie z diabłem

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
6 saszetek Tantum Rosa, poddanych ekstrakcji i rozpuszczonych w niewielkiej ilości wody
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
nastrój bardzo dobry, nastawienie pozytywne, początkowo lekka ekscytacja. miejsce: mieszkanie przyjaciela. dwie "czyste" osoby towarzyszące.
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
marihuana, alkohol

spotkanie z diabłem

Normal
0

21

false
false
false

PL
X-NONE
X-NONE

MicrosoftInternetExplorer4

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-priority:99;
mso-style-qformat:yes;
mso-style-parent:"";
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin-top:0cm;
mso-para-margin-right:0cm;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0cm;
line-height:115%;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:11.0pt;
font-family:"Calibri","sans-serif";
mso-ascii-font-family:Calibri;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:"Times New Roman";
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Calibri;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}

Do wypróbowania benzydaminy przymierzałam się od dawna, gdy to usłyszałam o niej po raz pierwszy. Długo zwlekałam aż wreszcie udało się.

Lipcowy wieczór i brak większych planów na jego spędzenie. Włóczyliśmy się w trójkę po mieście. Pomyślałam, że dziś jest dobry moment. Po rozmowie z przyjaciółką doświadczoną w temacie substancji psychoaktywnych, ustaliłam dawkę – ona poradziła mi cztery opakowania, od siebie dodałam jeszcze jedno. Około godziny 22 wstąpiłam do apteki całodobowej, prosząc o pięć opakowań leku Tantum Rosa. Jak się okazało, saszetki sprzedawane są podwójnie, więc mogłam wziąć albo cztery, albo sześć. „Nie muszę przecież brać wszystkich” – pomyślałam i kupiłam sześć sztuk. Po wyjściu z apteki udaliśmy się na autobus. Humor nam dopisywał, śmialiśmy się, nie czułam żadnego stresu, raczej ekscytację.

Po dotarciu do domu przyjaciela (u którego spałyśmy z koleżanką), wypiliśmy po drinku, pogadaliśmy i przyszedł czas na ekstrakcję. Zabrałyśmy się do tego z koleżanką jakoś przed 1 w nocy. Uznałam, że raz się żyje i biorę wszystkie saszetki. Wszystko poszło szybko i bez komplikacji. Po filtracji rozmieszałam uzyskaną benzydaminkę z odrobiną wody i wypiłam na „raz”, zapijając sokiem z cytryny i wodą. Smak paskudny, przez kolejne dwie doby czułam jeszcze to gówno na języku. Po całym procesie i spożyciu przeze mnie substancji przenieśliśmy się do pokoju.

Byłam trochę zdenerwowana, cały czas myślałam o tym, kiedy coś zacznie się dziać. Dla odstresowania zapodałam sobie parę głupich filmów z youtube’a, pośmialiśmy się, pogadaliśmy trochę i tak niespostrzeżenie minęła prawie cała godzina. Zgaszone światła i porozstawiane świeczki tworzyły całkiem fajny nastrój. W pewnym momencie zauważyłam przed oczami migoczące kreski spadające pod różnym kątem, jak się później okazało – towarzyszące mi już do rana. Płomienie świec wyglądały inaczej niż zwykle. Koleżanka machnęła mi przed oczami podświetlonym telefonem – zostawił za sobą długą smugę światła. Bawiłam się tak parę minut. Rozejrzałam się po pokoju – świece migotały w rytm kawałków Massive Attack, wszystko pulsowało, przeleciało też kilka dużych much. Na stół wchodziły robaki wyglądające jak miniaturowe jaszczurki. Chowały się za szklankami albo wskakiwały do nich.

Pierwsze halucynacje były całkiem interesujące, więc rozglądałam się po pokoju w poszukiwaniu kolejnych symptomów. Nagle moją uwagę przykuło coś dziwnego odbijającego się w oknie. Wpatrując się dokładniej zauważyłam postać starej kobiety, ubranej w czarną wiktoriańską suknię, piszącą list gęsim piórem. Nie patrzyła na mnie. Od razu powiedziałam o tym moim towarzyszom, oczywiście niczego tam nie widzieli. Poczułam się trochę nieswojo, więc wyszłam zapalić na balkon. Latarnie, przejeżdżające samochody, żar od papierosa – wszystkie źródła światła były rozmazane i zostawiały za sobą smugi. Przed oczami zaczęło pojawiać się więcej kresek we fluorystycznych barwach. Migotały jak popieprzone. Czułam, że cipkacz działa coraz mocniej. Wróciłam do pokoju.

Siedziałam na fotelu i badałam teren. Zauważyłam, na ścianie cień jakiejś ręki. Ręka przybliżała się do konturów innych cieni i potrząsała nimi, poruszając je. Wszystko wirowało. Moją uwagę przykuło też zdjęcie na ścianie. Typowy portret, kadr skierowany na samą twarz. Patrząc na nie przez dłuższą chwilę, zauważyłam, że dziewczyna ze zdjęcia mruga do mnie. Po chwili zaczęła robić różne miny, pokazywać język. Miałam ogromny natłok myśli, wszystko nacierało na mnie z zewnątrz. Było jakoś koło trzeciej i moi towarzysze stwierdzili, że idą spać. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że było to najgorsze, co mogli zrobić. Wyszłam na balkon, usiadłam na krześle i zapaliłam papierosa. W tym momencie doznałam czegoś, co mogę porównać do chwilowego wyłączenia się mózgu. Nie wiem ile tam siedziałam i co jeszcze robiłam w tym czasie, ale gdy się ocknęłam rozmawiałam przez telefon. Opowiadałam mojej dobrej koleżance o fazie, mówiłam jej, że czuję się dość dziwnie, ona o coś tam pytała, generalnie rozmowa się kleiła. Podczas jakiegoś monologu, opisującego to co widzę, zorientowałam się, że ona nie odzywa się od dłuższego czasu. Zapytałam „M., jesteś?” i nie uzyskując odpowiedzi spojrzałam na telefon. Żadnego połączenia wykonanego, odebranego, nic. Pomyślałam sobie: o co k*rwa chodzi, przecież z nią rozmawiałam! Wróciłam podenerwowana do pokoju. Usiadłam na podłodze obok łóżka,  na którym spali moi towarzysze i próbowałam puścić muzykę z laptopa. Po uporaniu się z chmarą owadów biegających po klawiaturze i znikającej myszce od kompa – udało mi się.  Zarzucałam Fever Ray’a na zmianę z Massive Attack. Muzyka wtapiała się w otoczenie, we mnie, była wszędzie. Ciężko to opisać, ale było to zupełnie nowe doświadczenie. Tak jakby dźwięki stanowiły swoisty soundtrack dla tego co się działo i co miało zacząć dziać się zaraz.

Siedziałam tak sobie przy tym kompie i nagle usłyszałam szepty, przeradzające się w szyderczy, ironiczny śmiech. Pojawiały się też jakieś rozmowy. Głosy dobiegały spod łóżka, stwierdziłam więc, że muszę wybadać do kogo należą. Położyłam się na podłodze i powoli przechylałam głowę w dół. Nagle wy*ebałam stamtąd jak z procy i wskoczyłam przerażona na łóżko. Zobaczyłam tam diabła! Słyszałam jak mówi coś o tym, że musi ze mną porozmawiać i że przyszedł po mnie. Zwinęłam się w kłębek i starałam się odeprzeć te myśli, mimo to cały czas czułam jego obecność. Widziałam go jeszcze w różnych miejscach – jak wdrapywał się na balkon, jak skradał się do pokoju – tylko jego cień, jak chował się za firanką i wychylał zza niej raz po raz. Byłam przerażona, prawie płakałam. Czułam, że on wcale nie chce ze mną rozmawiać – wystarcza mu to, że cały czas przypomina mi o swojej obecności, znęca się nade mną psychicznie. Wyglądał stereotypowo: kopyta, czerwono-czarne ciało pokryte sierścią, rogi…

Schizowałam coraz bardziej. Czułam się okropnie samotna. Bałam się i chciałam z kimś o tym porozmawiać, jednak oni ciągle spali. Próbowałam napisać smsa, wydawało mi się, że piszę go dwie godziny i tak z marnym skutkiem. Zamknęłam więc oczy i zaczęłam rozmawiać z alter-ego moich przyjaciół. Widziałam ich, gadaliśmy o jakiś pierdołach, normalna rozmowa. Potem otwierałam oczy i uświadamiałam sobie, że oni śpią – ogarniało mnie przerażenie, więc znowu zamykałam oczy i rozmawiałam z nimi w myślach, co mnie trochę uspokajało.

Zaczęło świtać. Postanowiłam wyjść na balkon, miałam dość tego schizującego pokoju. Siedziałam na krześle, słuchałam w kółko jednego utworu przez następnych kilka godzin, paliłam papierosa za papierosem. Nagle usłyszałam rozmowę moich przyjaciół, którzy właśnie wstali. Ucieszyłam się, że wreszcie nie będę sama. Weszłam do pokoju, żeby ich przywitać i nagle szok – oni śpią. Zdezorientowana wróciłam na balkon. Sytuacja powtórzyła się kilkanaście razy, chodziłam jak robot tam i z powrotem. Miałam różne dziwne przemyślenia, doszłam do wniosku, że nic nie ma sensu i potrafiłam to logicznie uargumentować. Czułam też nagły przypływ natchnienia, żałuję, że nie miałam szkicownika.

Było jakoś przed piątą nad ranem. Faza delikatnie ustępowała. Czas jakby stał w miejscu – wydawało mi się, że minęła godzina, podczas gdy upłynęła dopiero minuta. Przez następne godziny nie działo się nic szczególnego, motyw diabła przejawiał mi się jeszcze długo, ale halucynacje ustąpiły około dziewiątej rano. W międzyczasie widziałam jeszcze z balkonu mojego ojca, z którym nie widuję się od dwóch lat. Siedział w aucie parę godzin. Oczywiście nikogo tam nie było.

Koło południa, gdy faza zeszła mi już prawie całkowicie, stwierdziłam że sprawdzę, czy nie wysyłałam żadnych wiadomości w nocy. W skrzynkach nadawczej i odbiorczej nie pojawiło się nic nowego, natomiast w wersjach roboczych znalazłam smsa o takiej treści: „Dlaazehm Ci jeszcze coś chce Ci powiedzieć”. Oczywiście najbardziej logicznym wytłumaczeniem jest to, że napisałam tę wiadomość sama, nawet nie pamiętając jak i kiedy. I tego się trzymam, bo chyba nie chcę zagłębiać się w to bardziej.

Dodam jeszcze, że następnego dnia wieczorem znowu pojawiły się haluny, co prawda nie tak silne i długie jak poprzedniej nocy, bardziej pozytywne i łagodne.

Pominęłam tu kilka halucynacji, napisałam o tych najważniejszych i najmocniejszych.

Podsumowując – uważam, że dawka jak na pierwszy raz była za duża, to raz. Dwa – nie polecam brania w samotności. Nie spałam 40 godzin. Nie jadłam dobę. Poza tym zauważyłam, że mam problem z odbieraniem bodźców z zewnątrz. I mimo, że to była najbardziej poschizowana noc w moim życiu, nie żałuję i chętnie wzięłabym kiedyś ponownie.

Ocena: 

Odpowiedzi

Świetny raport. Samotny trip + noc + benzydamina = o ja pier***e ;D. Po czym jak po czym, ale po cipaczu nie powinnismy sami zostawać, bo może nam się wkręcić jakaś chora faza.

Zajebiste doświadczenie. Sam chetnie bym coś takiego przezył ;)

Ja też widziałam diabła... znam ten strach tylko mój miał czerwone oczy widziałąm go jak patrzyłam w chmury po bnenzie. Wyrosły mu nagle rogi i miecz był zaje**** realny! 

amphibia

Ciekawy jestem czy haluny sa wynikiem czegoś zasłyszanego czy też mają coś wspólnego z jakąkolwiek rzeczywistością ale ostatecznie przecież nikt nie widział  np.ruchopiejki bo dopiero ją wymysliłem i sie jej nie boi więc obstawiam że te pedalskie osły z kosciółka winne temu i mozna faktycznie przez tych dupków wleciec do piekła jak sie ubzdzi komuś ze takowe istnieje, trzeba pamiętać o tym że każda istota ma prawo o sobie decydowac w każdej kwestii i żaden diaboł czy sam B nie ma prawa naruszyc wolnej woli bo to podstawowe prawo wszechswiata, niemniej jednak jego skutecznośc jest wprost proporcjonalna do naszej wiary w nie ale zawsze jeszcze pozostaje rezyganacja i wcielenie się w rolę obserwatora samego siebie;)) Super opowieść, jak ktoś skleci kiedyś książkę z dziwnych tripów to zrobi fortune bo ja mógłbym to czytac całymi dniami:)

Też się nad tym wielokrotnie zastanawiałam. Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że te wszystkie halucynacje, których doświadczyłam po benzydaminie to podświadomie kształtowane od dzieciństwa lęki, które wyszły z siłą kilkukrotnie większą. Nie jestem wierząca, ale zawsze wpajano mi w kościele czy też na lekcjach religii, że diabeł=zło. Biorąc cipkacza wiedziałam, że jest to złe i całe to zło zostało zalegoryzowane do postaci diabła. Wątpię szczerze mówiąc, żeby halucynacje po takich używkach jak benza mogły odzwierciedlać inną rzeczywistość. To wszystko, czego doświadczamy w takim momencie ma związek z zakorzenionymi w nas fobiami. Opisałam też w raporcie jak bardzo się bałam, gdy moi przyjaciele spali. Od dziecka zmagałam się z bezsennością i pamiętam mój lęk, gdy np. moja mama zasypiała wcześniej ode mnie. Bałam się wtedy tego, że zostałam sama. Teraz oczywiście mi to przeszło, ale widać taka schiza ciągle gdzieś tam tkwi w moim umyśle ;). PS. Halucynacje z ruchopiejką w roli głównej to byłoby coś :).

___________________________
'And you know I'm fine
but I hear those voices at night'

Trafnie to ujęłaś. Lęki w nas siedzące i te brednie, które nam wpajano przez lata młodości - to wszystko teraz wychodzi. Wiedziałaś, że wg. społeczeństwa benza jest zła i utożsamiłaś to z diabłem. Twój lęk przybrał właśnie postać diabła.

w trakcie projekcji, oczywiście jakby całe społeczeństwo stwierdziło że jest to cos dobrego i bralibyśmy to z czysta błogością i przeświadczeniem że czynimy dobrze to wizja była by niebiańska ale... pamiętam pierwsze tripy po marysce kiedy nie miałem zadnej opinii na jej temat, wystrzeliło mnie na takie wyżyny że później bylem tylko w stanie miłowac blixnich bo nie widziałem złych ludzi a tylko bardziej zagubionych i automatycznie nie moglem się na nich złościc a wyłacznie litować i pomagac im, problem się zaczął póxniej jak zapomnaiałem już co czułem i sobie zdałem sprawę że nie jestem w stanie wszystkich uzdrowić i dostałem kurwicy bo zacząłem czytac komentarze na YT i zobaczyłem jak ludzie są dalecy od miłosci i współczucia no i sam z tej nerwy zacząłem na nich napierdlalać- wniosek: Narkotyki sa dobre ale pod warunkiem że bierze je cała społecznośc albo choc nie mamy z nią póxniej kontaktu bo róznica potencjałów sprawia że cieżko później z tym wszystkim wytrzymac przynajmniej mnie, i tak oto z kogos pelnego miłości i pokory stałem się pełen złości na ludzi, Boga, Siebie, rodziców i na ogóly stan rzeczy, bo juz chciałbym tylko kochac kochac kochac i latać beztrosko o byt, a tu wciąz ciało.

Święta prawda. Każdy z nas zna korzyści płynące z legalizacji THC zarówno dla Polski, jak i dla ludzi. Różnica poglądów czasami jest tak wielka, że chcialibyśmy, aby każdy palił. A jak nie udaje nam sie do tego doprowadzić, to czujemy jakiś "żal", że tylko my potrafimy tak pięknie kochać innych. Z tego żalu rodzi się frustracja i gniew, niestety. Więc trzeba palić i mieć nadzieję.... nie, trzeba spodziewać się, ze w końcu ludzie otworzą oczy i wszyscy staniemy się szczęśliwym społeczeństwem.

Ziomek. jestem na dxm i nie ograniam. Kompletnie nie oragniam o czym piszesz. Haloony są wynikiem beznydaminy. Będę chronił peaches i jej raport nawet nie wiem przed kim. Ale twój komentarz jest dziwny i nierozkminialny. W słuchawkach leci japońska muzyka, które podkręca DXM... zaraz chodziło  ci o to, że księża przez swoją postawę odpychają nas od kościoła? Czy że każdy boi sie tego, co ma w sobie. Swoich własnych demonów? Każdy sam sobie kreuje diabła oraz to, czego sie boi?

Peaches sorry za ten komentarz, ale 450mg DXM + odpowiednia muzyka tak mnie porobiły, że na jakiś czas  stałem się twoim rycerzem, broniłem twojego raportu przed (w moim mniemaniu) złym komentarzem.

To nie było pytanie oskarązjące nikogo ale broń brzoskwinki jesli czujesz taką potrzebę, z halunami chodzi mi o to że ja mam cos na kształt halunów w snach i  generalnie mam juz tam inny swiat bardziej realny niz ten tutaj i budze się zwykle radośniejszy niż  od pewnego czasu jestem w tej reality, ale bywają gorsze sny i tak się zastanawiam  bo jesli umierając poprostu zasypiamy i to co nam się  tu sni stanowi wówczas nasza nową rzeczywistośc to może byc róznie jak się komus umysli że był niedobry za zywota i musi ponieśc karę. W świadomym śnie sami mamy wpływ na  to co w nim robimy im bardziej jesteśmy świadomi że spimy tym bardziej szalone zabawy możemy sobie urządzac bez obawy o smierc bo wiemy że spimy i nic nam nie grozi ale co ze snami jesli nie jestesmy świadomi że spimy nasze myśli w nich generują rzecziwistość równie szybko co i w swiadomych tyle ze tam leci co mózgownica podrzuci czy kto już tam i np. umieramy i nasza rzeczywistośc jest snem a my pełni poczucia lęków zaczynamy kreowac sobie piekło i diobełka który po nas przychodzi i podsmaża bo jakies pacany nam wmówiły że taki istnieje i zamiast krować sobie ze ide do nieba mam faze ze byłem niedobry bo powiedzmy byłem bo mialem ojca pijaka który mnie doprowadzał do kurwicy, no i tak sie zastanawiam czy rzeczywiscie gdzies taki istnieje czy tylko w naszych umysłach bo może ten świat jest tym swiatem który śnił nam się w poprzednim zyciu itd... długo by jeszcze pisał zeby to w pełni naswietlić ale wydaje mi się to coraz bardziej prawdopodobne im dłużej pracuje ze snami... Sory jesli uraziłem czyjes uczucia religijne.

No z tym może być problem. jeżeli śnisz świadomy sen, to spoko - jesteś panem sytuacji. Ale jeżeli śpisz i o tym nie wiesz, do władcą jest twój umysł. A ten koleś ma bardzo, bardzo, bardzo..... dziwne humory. I tu niestety jesteśmy skazani na swoją podświadomość. Jeżeli dręczą cię jakieś wewnętrzne demony, to podczas snu możesz wylądować w piekle - prawda. Chodzi ci o to, że jak ktoś ma ciężko w życiu, to potem w snach też ma ciężko? Jeżeli ktoś miał ciężki dzień a co za tym idzie ciężkie myśli, to potem podczas snu jego umysł będzie się pozbywał  tych złych emocji. Jeżeli będziesz chciał o tym pogadać, napisz na gg: 8371590.

 

Ja też interesuje się snami, OOBE i ogólnie uważam, ze obok nas jest znacznie więcej, niż możemy dostrzec. Benzydamina  pomaga nam dostroić się do tego nowego świata. Musimy pogadać na gg. 

Faktycznie może to miec sens, myślałem ze rzutem na tasme sni nam sie co popadnie bez jakiejś większej zalezności a to by tłumaczyło z kolei dlaczego nic nie robie co nie sprawia mi przyjemności, chcę mieć ładne sny, żeby zrekompensowac sobie  ograniczoną rzeczywistośc.. wszystko by się zgadzało teraz to widze dość wyraźnie, nie mniej jednak nie zmienia to stanu rzeczy że nie nadaję się do stałej pracy bo to mnie zabija już po miesiącu z nudy:) Dzięki Ci światła istoto, gg wolę zostawic w spokoju bo jestem świadomy że zyję w innej rzeczywistości, która bądź co bądź jeszcze się uprowomocnia i nie chciałbym ci moimi wymysłami zrobić wody z mózgu.Pozdrawiam

Długo myślałem nad tym czy by się tym podzielić no ale czemu nie ? piszę to do tych co lubią haluny opowiem moje historyjki :) ale opowiem tylko o tantum o innych nie opowiadam było dużo ale to już np. na gg szukam też osób co znają dużo leków w których tkwi narkotyk. Zaczynamy to było tak o tantum dowiedziałem się od 2 kumpli oni szli na to i chcieli żebym szedł ale moja laska nie chciała to zostałem no ale dobra wieczorem 1 przyszedł do nas na plac a 2 do domu uciekł ;D podobno go tak poschizowało słaba kepa chuj z nim no i dobra ten 1 mówi że widzi wielkie muchy , pająki itd niby mnie to nie ruszyło ale dobra minął jakiś czas pokłóciłem się z laską pomyślałem a idziemy na banie oczywiście wziąłem na banie brata i kumpla jego ;P bo oni jedyni normalni co mnie rozumieją ;) no później mój kumpel z nami jeszcze na takie banie latał ale nie długo no i dobra kupiłem to ^ ^ i dzwonie po nich żeby przyszli pod nasz ogródek w lasku czysto nikt nie latał ja już miałem przygotowaną wode i saszetki zakupione kupiłem 3 czyli po 1 na łebek jak na 1 raz :P wypiliśmy poszliśmy ** dzielnice naszą , na szkolny bo fajnie się tam siedzi a akurat była już taka pora roku że 17-18 się ściemniało :P no i 1h zamulanie :( mówie gówno nic się nie dzieje słabe oni też nic i się pojawił ten kumpel .... ;D co to brał już i mówi do ciemności wkręcać banie 30min miałem humorek ale dalej dziwny smak ale udało mi się pierwszemu uruchomić wkręcić banie oczywiście z pająkami ;D i wkręciłem ją bratu i jego kumplowi no i jazda :D mnie to tak porobiło że 3h latałem jak popierdolony po tym szkolnym ;D i kukałem co tu jest co tu jest psy , koty , ludzie , meteoryty czy coś w tym stylu no ale dobra najlepsze jak się brat zgubił szukamy go a on za górką patrze jeb on siedzi przy stole myślę to schiz patrze a to jednak prawdziwy stół był no ale patrze co on robi a on pokazuje palcem CICHO i głową pokazuje na lewo i mówi patrzcie tam jest Ryś ... jebłem w tym momencie tylko że wtedy on widział rysia a my tygrysa ;D ale my dalej byliśmy to też zależy pośmialiśmysie tez w świetle bo macie kreski białe przed oczami srebrne jakby i najlepiej ruszać rękami nogami to zobaczycie :D coś to jest bomba też można z tego nawet kulki tworzyć i nimi rzucać ... w ciemności nie działa w ciemności schizy ; ) tylko nie polecam wam za bardzo wkręcać bani jak nie idziecie na nocke bo nie wytrzymiecie sami w pokoju i nie zasniecie ! nie ma szans zasnąć nawet jakbyście próbowali nie dacie rady. potem namówiłem kumpla po 2 saszetki poszedliśmy on ja i mój brat kumpel od brata nie mógł akurat no i dobra po 2 szczerze ? chujnia zamuł i lęk mnie pier... myślałem że się zesram ze strachu nic nie pomogło miałem schizy krótko co się z nich śmiałem 2h się męczyłem oni się śmiali a ja latałem jak pojebany z kąta na kąt na prawdę musicie mieć twarde głowy ale się starać nie wystraszyć 2 saszetek nie polecam już lepiej 3-4 bo 2 dają coś w stylu lęków nie wiem czemu dobra ale olać później latałem na jaranie i acodin , picie i znowu tantum w 4 po ile nie pamietam ale jakos po 1,5 na łebek tylko że co się stało ? okazało się że im większa ekipa tym lepiej samemu lipa we 2 lipa dziwnie w 3 już nieźle ale w 4 osoby po tym samym idzie sobie takich klep pięknych nawkręcać że to jest bajka wyobrażacie sobie smoka któy do was idzie pamiętajcie da się musicie chcieć na 1saszetce dacie rade nawet tylko ciężko : smoki , psy , koty , jaszczurki , dinozaury , pająki ..... które mnie straszyły potem bo się z nich śmiałem ;D , meteory , wampiry , nie polecam sobie wkręcać jakiejś osoby strasznej z horroru ;D bo ciężko ogarnąć jak się jej boicie ;) ale dobra to są schizy takie sobie ale zanim zarzucicie 3-4 na łebek saszetki zastanówcie się dobrze czy dacie rade wytrzymać bo na serio we 2 poszliśmy z kumplem po 3 saszetki + 1 coś takiego czyli tak po 3,5 około na łebek nie minęło 5min ja już się czułem tak jakby pijany kumpel poszedł srać xD szkoda mi go bo się schizował bo na ogródku w kiblu pajęczyny pająki itd na trzeźwo jeden chuj ale na tym ciężko ja wyjebałem z lałby po 3minutach siedzenia w niej samemu .... i go wołałem że idziemy :D na dzielnice polatać była może 18 zawsze latamy do 2-3 w nocy nie polecam bo was psiarnia może zgarnąć albo jakaś ekipa przekopać;) ale my to my :D jakby to powiedzieć  każdy schiz bardzo realny lęków nie miałem lękałem się bo mnie schizy atakowały i ja to czułem znikały ale atakowały :) przysięgam ;D najgorszę czego się zlekłem to idziemy przez las na ogródek już 24-1 w nocy lataliśmy tu tam tu tam no i patrze białe psy haskie nie wiem jak dokładnie się to pisze widziałem 1 nagle 2 nagle 5,6 itd mówie kurwa widzisz je , jeb on ich nie widział schizy podchodze do 1 taśką go a on nie znika i zaczyna warczec i takie czerwone oczy kopałem go i nic i gadam ja spierdalam a kumpel spierdala za mną bo się poschizował też i mój błąd? w lesie po 3-4 saszetkach lepiej isc bez swiatla ;p myślałem poświece po nogach i idziemy tylko że się cienie odbijały krzaków , drzew itd i centralnie ja nawet nie musiałem sobie wyobrazić nic pomyśleć od razu z cienia scorpiony , kraby , robaki , pajaki , weze ; D i atakuja :D ja tej bani nie zapomne do konca zycia ;D i wiele wiele innych musielibyście się ze mną wybrac:) to byście zobaczyli , teraz w piątek po długiej przerwie od tantum bo jeździliśmy na innych zarzuciliśmy we 3 po 1 saszetce już aż tak nie złapało fajnie było ale za mało ale nie zapomne jednego na ogródku na blacie stoi figutka Ojca Pio patrzeliśmy się na nią a on zaczynał tańczyć , całusy posyłać ;D ja jebałem z tej schizy przez około 1h .... oni to samo nie umiałem się powstrzymać xd mówie kur no on tańczy nie wierze ;D jeszcze ten jego taniec.... omg przypominam że to jest normalnie nie żywe i nie możliwe żeby się ruszało czyli zajebista schiza i przyjemna bo nie wystraszyła tylko śmieszyła ;). Jak ktoś chce popisać o fazach to pisać do mnie ;) polecam też acodin 30 na łebek zależy jaki organizm i się wyluzować puścić swoje nutki albo grać w jakąś kolorową grę ;D

Faza Faza Faza: )

Diabeł musiał byc przerażający..Za to ja przeżyłam jeden wielki koszmar po benzie...Rodzinka spała a ja sama w pokoju zarzuciłam trzy saszety.Może to i niewiele ale dla mnie znacznie za dużo..W skrócie: prześladował mnie powieszony mężczyzna.gdzie nie spojrzałam,on się pojawiał.Wisiał na lampach ,na oknach,za oknami na parapetach,na karniszach ,pod prysznicem.Miał zmasakrowaną twarz.Był tak prawdziwy że ze strachu raz się zsikałam w gacie..xD Bałam się przejsc przedpokojem do łazienki więc nasikałam do dwoch szklanek u mnie w pokoju.Wiem,siara ;p ale strach był paralizujący.Widziałam też chodzących ludzi po moim domu,wychodzili z luster.W odbiciu telewizora widzialam odbicie mojego taty jak siedział na kanapie,mimo że go nie było w domu.Ci ludzie wg mojej interpretacji byli duchami,tak wyglądali.Mieli jakieś rany,połamane ręce,kości wystające.Szok.Mysle ze to była za duza dawka.Jakies pol roku pozniej wzielam jedna saszete i nic sie nie działo oprócz smug i dobrego humoru.Mimo to,ludzie o słabych nerwach : uważajcie.

dodam jeszcze że ten wisielec mogł byc przyczyną tego, że rok wczesniej powiesił się mój kuzyn.Więc zgadzam się z wami, że przzeszłosc ma związek z tymi halunami po benzie.Tych halucynazji miałam od groma ale te najbardziej zapadły mi w pamięci,były najstraszniejsze.I jeszcze do tego ten strach...Człowiek sam nie wie czego się boi ale sie boi i koniec...Dla mnie był on nie do opanowania.Sama mysl, że zaraz zobacze cos strasznego ogarniala mnie paniką.cały następny dzien mialam do dupy.Nic mi sie nie chcialo.Strach utrzymał się jeszcze 2 dni po zarzyciu.Najlepiej chyba brac to wczesnie rano...

Bardzo przyjemnie się Ciebie czyta muszę powiedzieć. I współczuję przeżycia, to musiało być przerażające.

"Nie wierzę w boga, który nie potrafi tańczyć"

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media