Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

szacunek dla diabełków...

detale

raporty unknown

szacunek dla diabełków...

Zacznijmy od tego, że od Psylocybiny to jeszcze nikt nie umarł.....nawet śmiem powiedzieć że są one zdrowe:))) Jeśli ktoś ma dobrze poukładane w głowie i w życiu to grzybki mogą mu jedynie pokazać prawdziwe oblicze i niezwykłą przejrzystość naszego świata i sprawić, że zaczynamy rozumieć rzeczy, które kiedyś były dla nas zagmatwane.




Te Magiczne DiabeŁki potrafią nam przekazać całą swoją moC i tylko czy będziemy w stanie odpowiednio ją wykorzystać zależy od nas samych. Dla mnie grzyby zawsze są pewną Tajemniczą podróżą i nigdy nie wiadomo co będziemy mogli zobaczyć i czego doświadczymy podczas danego Tripa... one zawsze zaskakują... Lubię takie podróże bo zawsze są przyjemne powroty z tych emocjonalnych podróży... nawet z mocnych, nie zawsze kolorowych a czasami z takich, że sami naprawdę chcielibyśmy żeby sie szybko skończyły...


Słówko o Bad Tripie: dużo uczą... raz miałem utratę świadomki w sylwestra (75 sztuk strasznych kozaków), byłem całkowicie w innym świecie... pełnym zaskakujących mnie przeróżnych obrazów i bardzo nasyconych wizji... zmiany w percepcji były bardzo wyolbrzymione, podróż cały czas przybierała bardzo mocnego nasycenia wizji... aż w końcu miałem reset świadomości co 10 sekund... co chwilę ta sama sytuacja i te same słowa powtarzane: co się dzieje... co jest grane... gdzie ja jestem... Chciałem wrócić do domu, na szczęście mój kompan również grzybiący ze mną tego dnia na imprezie (również 75 haloonów) nie pozwolił mi wrócic do domu w takim stanie upsychodelizowania konkretnego, powoli pomógł mi wrócić do rzeczywistości ( była fajna scenka tego dnia w sylwka po polnocy...wszyscy składali mi życzonka, a ja myślałem że są moje urodziny:)...


Wyszliśmy z impry na dwór na powietrze... to pierwsze co zobaczyłem to koleżankę z dwoma warkoczykami, która zamieniła się w indiankę, charakterystyczne kolorowe paski na twarzy i wygląd jej twarzy z mojej perspektywy ugrzybionego wyglądała typowo indiańsko:) Wybuchy petard, fajerwerek i dymy z rac, powodowały u mnie tylko dwie myśli: wojna czy powstanie??


Gdy wyszedłem taaki w innym stanie do znajomych, nie bardzo wiedziałem co jest grane... a na dodatek kumpel również ugrzybiony ze mną, na szczeście on czaił o co chodzi, miał błogostan i u niego wszystko było OK:) i zaczął mnie karmić mandarynkami przez cały dalszy czas Tripa, gdyż witamina C i generalnie owoce mogą lekko złagodzić jazde... czułem się wtedy troszkę dziwnie, sylwester, wszyscy pijani albo naćpani i trochę ujarani, (no w sumie wtedy to mieliśmy nie byle jakie jarania... Różne Holendry i Stuff z Nepalu mówi wszystko za siebie... jeden mój buch przed zapieknką i miałem Skrooomną... największą w życiu jak po jednym buchu... a jeszcze miałem przed sobą całą zapiekanę z haloonami do wszamania i wiedziałem że tego dnia będzie Mocno...I Było!!!)


no i jak wszyscy na mnie patrzeli... to ja widziałem wśród nich innych ludzi, ale jak to musiało wyglądać, sylwester a ja z kilo mandarynek wtoczyłem:)) Czułem się czasami jak w Zoo, kumpel który mnie karmił mandarynkami, ja jako małpka która nie wie o co chodzi w tym świecie, bo jest w innym i pełno innych zwierząt, które patrzyły na mnie dziwnie (a podobno to ja wtedy na wszystkich patrzyłem jak nigdy na nikogo, wzrok szatański podobno miałem, pewnie ładne 5 zeta:))


Miałem juz 5 Tripów w życiu grzybowych ale ten był najmocniejszym... do końca nie wiem czy to był Bad tRip ale miałem wtedy niezły harmider wizyjny w bani:) Ale pozytywnie się skończyło, jak zanikły halucynacje... krótko mówiąc byłem jak nowo narodzony, wszystkie zmysły powróciły mi do normalnego stanu, ale na swiat już miałem inne spojrzenie, niczym nie zmącone, z innej perspektywy myślenia, po prostu powrócił mi Błogi stan:) było to tylko kilka słów, z tego co się wtedy wydarzyło, z tamtej pamiętnej dla mnie nocy.


Grzyby uczą szacunku... więc i my szanujmy święte kapulesze:)))) Pozdrawiam MushrooMowiczów...:) mam pytanko czy był ktoś w okolicach Zakopanego na zbiorach jakiś? Czy warto tam jechac? ELO




Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media