Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

psylocybinowe wzgórza

detale

raporty unknown

psylocybinowe wzgórza

nazwa substancji: GRZYBKI (PSYLOCYBINA)


poziom doświadczenia użytkownika: DRUGI RAZ


dawka, metoda zażycia: NIECALY GRAM, ZJEDZONE


"set & setting": WIELKA OCHOTA NA NOWA PRZYGODE





Caly trip mial miejsce 15 lipca 2003 roku w moim domu i na dzialce

wokol niego... Na szafce lezaly 4 male Psilocibe Cubensis Equador,

ususzone... Internetowe zrodla podaja, ze aby miec srednia jazde na 3

poziomie, hehe, trzeba zjesc ok 2,5g tych grzybkow... Lacznie te 4

sztuki mialy niecaly gram... Malo, pomyslalem ale mozna sprobowac,

moze cos zadziala, hehe! Tak wiec ok godziny 22 zarzucilem wszystkie

gribki, pogryzlem, pomemlalem i polknalem... Do 23 zadnych efektow...

Wiec jak zawsze poszedlem do lazienki, zeby sprawdzic czy glazura juz

faluje, to najlepszy sposob sprawdzenia poziomu ladowania sie grzybkow

czy LSD... Spojrzalem na glazure, nic sie nied dzialo... Dopiero po

glebszym przyjrzeniu dalo sie zauwazyc jej falowanie i wylanianie sie

z plytek pewnych wzorkow... Wanna zaczela lekko falowac i zmieniac

swoje ksztalty, stala sie troszke wieksza... Popatrzylem jeszcze

troche na terakote i poszedlem do pokoju... Nie czulem zadnego

dyskomfortu w brzuchu, pewnie dlatego, ze zjadlem tylko 4 malutkie

grzybki... Odpalilem gg i tak sobie rozmawialem do 24, czujac, ze cos

juz sie zmienia... Napiecie powoli roslo! Na bialej zaluzji pojawily

sie juz subtelne odcienie zieleni i czerwieni! To byl dobry znak!

Jazda zaczynala sie naprawde wkrecac! Poszedlem jeszcze raz do

lazienki zobaczyc czy moze ozylo w niej cos innego niz glazura i

wanna, hehe... Tym razem cala juz tetniala zyciem! Posiedzialem tam z

15 minut i wrocilem do pokoju... Zlapalem za telefon i zadzownilem do

przyjaciolek (pozdro 4 Zlosnica & Ozzz :)... Rozmowa byla calkiem

przyjemna ale powoli zaczynalem miec juz trudnosci ze sklejaniem

sensownych zdan... Otoczenie caly czas sie zmienialo! Nagle wszystko

zrobilo sie niesamowicie rozciagniete w pionie! Moje nogi zrobily sie

chude i dlugie, siedzenie od krzesla zjechalo do samej podlogi a

oparcie siegalo do polowy wysokosci pokoju! Caly czas rozmawiajac

przez tel. odkrywalem swoj pokoj na nowo! Zrenice zrobily sie

niesamowicie duze, nawet patrzenie wprost na zrodlo swiatla w ogole

ich nie zmniejszalo... Robilo sie coraz ciekawiej! Co raz bardziej

kolory niebieski i czerwony wkraczaly do mojego nowego swiata...

Skonczylem rozmawiac ok 12.40... Stanalem na przeciwko okna,

zobaczylem swoja twarz odbijajaca sie na nim... Po krotkiej chwili

wpatrywania sie we wlasne odbicie na moja twarz wskoczyly jakies

wojenne barwy! Poszulem sie jak indianin, hehe... Poszwedalem sie

jeszcze troche po pokoju i tak sobie pomyslem, ze moze wyjde na balkon

i zobacze jak tam jest... Otworzylem drzwi, wyszedlem na balkon i

doznalem wielkiego szoku! Jak ten swiat sie zmienil! Byl taki inny!


Drzewa ozyly dzieki promieniom ksiezyca, ktore niesamowicie na nie

padaly... I wtedy zapragnalem wyjsc do tego bajkowego swiata aby

lepiej mu sie przyjrzec! Zalozylem spodnie, oczywiscie na skarpetki

nie bylo juz czasu, hehe... Szybko zszedlem na dol po schodach (ale

one byly dlugie, wyciagniete i takie pokrzywione!)... Zalozylem

sandaly, otworzylem drzwi i fru na dwor! Zostawilem je lekko

przymkniete (nie na klucz), gdyz mialem tylko obadac najblizsze

otoczenie domu i szyko do niego wrocic, hehe... Poszedlem do ogrodu,

jak on niesamowicie wygladal! Ksiezyc swiecil tak intensywnie,

wszystkie drzewka, krzaczki staly sie takie ogromne, takie zywe!


Zblizylem sie do stawu, zeby zamoczyc rece o sprawdzic czy dotyk sie

juz zmienil... A zmienil sie i to jak bardzo! Wlozylem rece do

kieszeni i wydawalo mi sie, ze sa kilometr odemnie! Pokrecilem sie

jeszcze troche po ogrodzie i postanowilem ruszyc dalej na podboj

magicznego swiata! Wyszedlem na droge i udalem sie w strone ulicy...

Szedlem droga a po obydwu stronach rosl sobie mlody lasek swierkowy i

tak jak ostatnim razem na LSD, te drzewka zamienily sie w czarodzieji!

Tylko, ze tym razem bylo ich o wiele wiecej i byly bardziej mroczne!

Popatrzylem troche na nie, pozniej na niebo (bylo takie piekne,

niebieskie, niesamowite) i poszedlem dalej... W drodze do celu

zatrzymalem sie na chwile i zamknalem oczy... Tego co sie dzialo w

mojej glowie nie da sie opisac! Tysiace kolorow, wzorkow! Kalejdoskop

przy tym to dziecieca zabawka! Nie tracac wiecej czasu na jazdy z

zamknietymi oczami udalem sie dalej... Po jakichs 200m dotarlem do 2 hal

ktore staly po 2 stronach drogi... Na tej drodze nieco dalej lezaly

sobie 2 biale sznurki, ktore bardzo swiecily... Popatrzylem na nie i

wtedy te hale + te sznurki, ktore staly sie rogatkami, zamienily sie w

urzad celny, hehe! Ale mialem smiechy z tego! Przeszedlem przez ten

urzad (nie mialem nic do oclenia, hehe ;) i dotarlem na duuuuuuzy plac

oswietlony bardzo mocnymi lampami... Spojrzalem sie na zuzel, ktory

pokrywal caly ten plan i wtedy ujrzalem niesamowite wzorki jakie sie z

niego formowaly! Kazdy najdrobniejszy kamyczek swiecil innym kolorem!

To bylo nie do opisania! Wtedy zaczela sie niesamowita gra swiatel!


Caly plac zaczal falowac roznokolorowymi swiatlem, raz gaslo, raz sie

zapalalo i pojawialo sie w coraz to nowych miejscach! Podszedlem do

kupki desek i zaczalem sie jej przygldac, szybko zmienila sie w walec

ktory zaczal na mnie jechac, hehe... Ale bylem twardy i sie nie

przestraszylem! Nastepnie postanowilem sprawdzic czy moge zobaczyc to

co chce widziec i tak oto znalazlem na ziemi jakis sznurek i wmowilem

sobie, ze to waz! Jak on zaczal pelzac, ruszac sie i swiecic w kolorze

teczy! To bylo cos pieknego, mozna bylo sobie wkrecic wszysto co sie

chcialo! Potem polozylem sie na lawce, nad bylo duzo duzo lisci, ktore

falowaly na wietrze i dodatkowo byly oswietlane przez pobliska

lampe... Ale to wygladalo! Nagle wszystko zjechalo w dol i moglem je

dotknac, zrobily sie cale purpurowe, wygladalo to jak olbrzymi

wachlarz! Polezalem tak z 5 minut i skierowalem sie w strone domu...





Kiedy bylem juz bardzo blisko mojego mieszkania, swiat byl juz

totalnie odmieniony! Wtedy wlasnie zlapala mnie niezla brechtawa!

Smialem sie z niczego! Taki smiech utrzymywal sie do samego konca

tripu! Pozniej postanowilem isc do lasu i zobaczyc co tam sie

dzieje... Najciszej jak sie dalo przeszedlem obok swojego domu i obok

2 innym (nie wiem czy bylo cicho bo ciagle sie smialem ale tak mi sie

wydaje, hehehehe ;)! Wszedlem do lasu! Wooooooooo! Co tam sie dzialo!

Miedzy drzewami lataly bajecznie kolorowe promienie z pobliskich lamp!

Drzwa byly tak wysokie, ze ledwo widzialem ich koniec! Niekore byly

calkiem ciemne, wygladaly jak zle charaktey, co chwile zmieniajac

wyraz twarzy! Mowily do mnie kosmicznymi ruchami galezi ale nie dalem

sie zastraszyc! Ruszylem dalej, brnac przez swiat, ktorego jeszcze nie

poznalem! Po kilku minutach wyszedlem na pole... Tak samo jak po LSD

zamienilo sie ono w kraine pokryta lodem! Drzewa, trawa wszystko bylo

oszronione! I ta niesamowcie niebieska mgla! Cudowny widok! Nastepnie

w trawie, swoimi myslami przywolalem do zycia jakies umarlaki! Powoli

wylanialy sie z jakby grobow... Potem wkrecilem sobie, ze jestem na

dzikim zachodzie, na moim ranczo! Jechalem sobie konno posrod mojej

posesji (w sumie to stalem w miejscu ale otoczenie zmienialo sie tak

jakbym sie szybko poruszal!)... Niezle polewki mialem z tego! Gdyby

ktos mnie zobaczyl to na 100% smialby sie jeszcze bardziej niz ja! W

ogole to caly czas sie smialem, hehe... A to ze spodni, ktore mi

spadaly (albo mi sie wydawalo, ze spadaja, sam juz nie wiem ;), a to z

drzew, a to z niczego! Wraz ze mna szedl moj pies... Byl zawsze kilka

metrow przedemna, gdy chcialem go dogonic odbiegal dalej i dalej i

dalej... W koncu doszlismy razem do barierki, a to oznaczalo, ze

trzeba juz zawracac bo dalej jest obcy swiat w ktorym czychaja na mnie

obce istoty! Zaczepilem sie o ta barierke, powisialem troche na

niej... Czulem sie jak w wiezieniu, za kratami, nie moglem przejsc na

druga strone, hehe... Nastepnie odwrocilem sie i zaczalem wracac... Po

drodze minalem taki maly krzaczek pokryty pajeczynami, o dziwo

wygladal on jak budka z lodami, wiec zewrwalem sobie 1 galzake z

pajeczyna myslac, ze to lod i zaczalem go jesc, hehe! W smaku byly na

prawde extra! Potem probowalem jak smakuja liscie! Tez byly

niesamowicie dobre! W pewnym momencie zachcialo mi sie upasc na ziemie

ale pomyslalem, ze nie moge bo sie ubrudze i w ogole bede niefajnie

wygladal w szczegolnosci jak zejdzie ze mnie juz trip... Ale z drugiej

strony co mi zalezalo! Bylem wtedy inna osoba, bez problemow, nie

odpowiadalem za to co robilem, hehe... A to czy bede brudny czy nie

tez przestalo mnie juz obchodzic bo to bedzie problem tego ja w

normalnym swiecie, hehe! I tak tez upadlem na ta ziemie, lecialem

dobre kilka sekund, hehe! Upadek byl bardzo przyjemny, taki miekki!

Wstalem i upadlem jeszcze raz! Dosyc upadania... poszedlem w strone

lasu! Smiesznie sie chodzilo, droga w rzeczywistosci jest bardzo rowna

ale po grzybkach nawet najlmniejsza gorka wydwala sie jak olbrzymia!

Caly teren byl bardzo pofaldowany i ciagle zmienial swoje

uksztaltowanie! Tak wiec chodzenie po nim musialo wygladac naprawde

komicznie! W srodku drogi do lasu, zdjalem sandaly i zaczalem chodzic

bez nich! Poczulem sie jak na plazy, trawa byla taka mila w dotyku,

przyjemna, ciepla! Ale pomyslalem przez chwile na trzezwo i doszedlem

do wniosku, ze nie moge tak chodzic bo sie przeziebie, wiec zalozylem

obuwie spowrotem na nogi (mialem z tym duze trudnosci, gdyz buty

zaczely sie poruszac i ciezko bylo je zlapac ;)... Szedlem sobie

dalej, w pewnym momencie stanalem przed jakims drzewem i spytalem sie

go czy podoba mu sie moj pies, hehehehe! Niestety odpowiedzi nie

uslyszalem... Tuz przed duzym lasem jest taki maly sosnowy lasek,

wkrecilem sobie, ze to komisariat policji i zaczalem wrzucac na

wszystkich gliniarzy, hehe! To bylo niezle! Okolica nadal tryskala

milionami barw, swietlnych smug itp! Nastepnie usiadlem na kawalku

drzewa na samym poczatku tego lasu i tak sie mu przygladalem... Jaki

on byl tajemniczy! Nagle na pobliskiej dzialce zgaslo swiatlo

oswietlajace podworko i w tej samej chwili caly moj kolorowy swiat

zamienil sie w calkowicie czarno - bialy! Bardzo sie przestraszylem!


Moje serce zaczelo bardzo szybko bic, myslalem, ze zaraz wyskoczy mi z

klatki piersiowej! Zaczalem sobie wkrecac zle akcje! Ale szybko to

opanowalem i zaczalem spiewac jakas piosenke, hehe! Po krotkiej chwili

kolorowy, bajkowy swiat powrocil! I znow bylo niesamowicie! Robilo sie

powoli widno a to oznaczalo, ze bylo juz ok 3... Czas wracac do domu i

posluchac muzy! Ruszylem w jego kierunku, ciagle sie smiejac, hehe,

cicho przeszedlem obok 2 domow i skierowalem sie do drzwi mojego... Ku

mojemu zdziwieniu byly zamkniete! A przeciez zostawilem je otwarte...

Wpadlem w panike! Nie wiedzialem co zrobic... Nie moglem przeciez

zadzwonic bo bym wszystkich obudzil, wiec dlugo sie nie zastanawiajac

zapukalem, hehe! Z sypialni moich rodzicow uslyszalem ich glosy: "idz

mu otworz"... Gdzies w domu zapalilo sie swiatlo i na dol zeszla moja

mama, bardzo zaspana...





Mama: "kto tam?"


Ja: to ja, hehehehe!


Mama: "gdzie byles?"


Ja (dlugo sie namyslajac): "na spacerze!"


Mama: "o 3 w nocy?!?"


Ja: "tak!" (tutaj zaczalem sie bardzo bardzo smiac, hehe :)


Mama: "ty chyba jakis nawiedzony jestes!"


Ja: "nie..."





Wtedy bardzo dziwnie na mnie popatrzyla ze schodow i poszla spac do

sypialni, hehe... Ja udalem sie w strone lazienki, spojrzalem na swoje

oczy, byly totalnie rozwalone! W ogole wygladalem jak jakis swir,

hehe! Nastepnie poszedlem do swojego pokoju... Tak jak przed wyjsciem,

caly tetnil jeszcze zyciem... W powietrzu unosily sie piekne brzmienia

dream trance'u! W ogole muzyka jest wtedy zupelnie inna, taka gleboka,

slyszy sie wtedy niesamowite, ukryte dla normalnego odbiorcy dzwieki!


Polozylem sie na lozku i dalem sie poniesc kojacym brzmieniom! Caly

czas machalem rekoma w rytm tej zakletej muzyki, hehe! Potem

zadzownilem raz jeszcze do kolezanki i staralem sie z nia jakas

logicznie porozmawiac ale mi nie wychodzilo... przeskakiwalem z mysli

na mysl! Probowalem jej opowiedziec jak jadlem pajeczynowe lody, hehe!

Pogadalismy jeszcze troche... Potem zachcialo mi sie spac, poczulem

sie zmeczony, wiec wszedlem do lozka, przykrylem sie koldra i

probowalem zasnac ale nie wychodzilo mi, hehe... Przelezalem tak do

5-6 sluchajac niesamowitej muzy i w koncu jakos usnalem... Obudzilem

sie o 9, z super humorem, bardzo bardzo wypoczety! Jedyne co mi

dokuczalo to bol miesni brzucha spowodowany ciaglym smianiem sie! Oczy

staly sie juz normalne, wrocilem do rzeczywistosci... Jedynie kolory

bylo nieco bardziej wyraziste niz normalnie! Ok godziny 12 wszystko

wrocilo juz do calkowitej normalnosci...


Mam nadzieje, ze Wam sie spodobal moj kolejny trip report! Sorry, ze

tak duzo wyszlo ale prawde powiedziawszy to co opisalem to malutki

wycinek tego co przezylem! Grzyby sa naprawde super! Polecam! :)

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media