Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwsze grzybki - badtrip, a pozniej wspaniala euforia.

detale

raporty unknown

pierwsze grzybki - badtrip, a pozniej wspaniala euforia.

Nazwa substancji: 25 suszony grzybków zakupionych tydzien wczesniej czas zebrania nie znany.




Poziom doświadczenia: Nigdy wczesniej nie miałem z nimi do czynienia tyle wiedzialem o nich ile z opowieści znajomych i opisów z hyperreal'u.




Dawka: 25 suszonych grzybkow wczesniej pokruszonych nie az tak drobnie, zazytych do ustnie popijajac wodą.




Set&setting: Wszystko było z góry ustalone idziemy w nieznaną nam częsc miasta brak zabudowań itp. Mielismy jeść we dwoje ja T i kolega M. Samopoczucie wspaniale (mimo ze zaden z nas wczesniej nie jadl grzybow) strach juz zniknol ale troche na poczatku wkurzony ze w nocy padał deszcz ale pogoda była słoneczna jak na tą pore roku ( 21 październik 2004 ).






No więc spotkałem sie z kolegą M o 7:10 na pks'ie poszlismy do sklepu kupić wode mineralna i fante... Po zakupach poszlismy za dawne kino i skonsumowalismy po 25 najwiekszych suszonych grzybkow popijając wodą w zapasie mielismy jeszcze 20 grzybkow w razie braku efektow mielismy dołozyc.




Podczas konsumpcji M oznajmil mi ze nie moze zostac w naszym rodzinnym miescie tylko musimy pojechac do pobliskiego miasta tam gdzie sie uczymy - zaproponowal działki. Ja bez wachania odparłem ze nie ma sprawy wiec szybko dokonczylismy konsumpcje i szybko pobieglismy na autobus ktory akurat byl podstawiony na pks'ie. W czasie podrozy do naszego celu busem juz czułem pierwsze objawi lekkie ogłupienie gorąc w karku oraz totalne rozloznienie. Ale juz dojezdzajac do celu czulem lekki niepokoj chcialem juz isc na nic nie czekac ale kumpel rozmawial z kolega.




Po chwili postoju szlismy do naszego celu ja juz czułem efekty czułem ze czas przyspiesza ze wszystko sie nasila i lekki niepokoj nie wiem z jakiego powodu...ale nic, szlismy dalej. W czasie drogi obserwowalem chodnik czy cos sie zmienia ale jeszcze nie bylo wyraznych efektow tylko cos sie dzialo w glowie siadlismy na trybunach boiska pobliskiej szkoly i sie zaczelo.




Przy kazdym drzewie widziałem lekkie cienie w kształcie litery V ktore przeskakiwaly z drzewa na drzewo czułem sie jakbym zjadl mocna extaze nie wiedzialem co robic za co łapac i wogule lekko w padac w panikie nie wiadomo z jakiego powodu. M siedzial i czekal na efekty a ja juz nerwowo łapałem za walkmana i probowalem sie uspokoic udalo sie ale na chwile po czym zauwazylem ze boisko ma coraz wieksza głebie coraz bardziej mnie pochłania. Powiedziałem M ze zle tu sie czuje on powiedzial to dobra idziemy na te działki.




Gdy już dochodzlismy do bramki stało sie coś niesamowitego poprostu wyszłem ze swojego ciała nie czułem go w ogóle juz widziałem reke przed soba ale jej nie czułem obróciłem sie za siebie a ona była troche styłu przy moich plecach nie ruszajać sie, to tak jakby moj cien/duch wyszedl ze mnie. Strasznie sie przerażiłem bałem sie ze zaraz upadne wiec siadłem na pobliski murek.




Wtedy już wiedziałem ze złapałem doła opierajac sie kolan czułem jak klatka piersiowa opada na nie ale oczywiscie to był tylko schiz. Była to bardzo nie wygodna poza wiec poszedłem wraz z M pod pobliska altanke rozłozyłem sobie wczesniej zabrane gazety (bo wiedziałem ze bedzie taka mozliwosc ze bedzie chcialo nam sie siedziec a nie bedzie gdzie). Oparłem sie sciany i poraz kolejny poczułem ze wychodze z siebie ruszyłem rękoma i czułem jakbym miał sześć rąk złapałem się kolan i nie czułem swojego ciała. Wszystko sie nasilało nachodziło na mnie atakowało mnie pochłaniało mnie mnustwo obrazow nie mogłem wszystkiego chwycic jeszcze kolega M udawal karateke i robil jakies ciosy nademna nie moglem juz wytrzymac. Wziełem plecak i przytuliłem sie do niego aby nie czuc tego ze nie czuje swego ciała. Patrzyłem na niebo strasznie mnie pochłaniało patrzyłem na krzak było jakies takie dziwne wciagajace przerazało mnie to, niebo miało straszną głebie probowałem sobie uswiadomic ze jestem z daleka od domu i nie moze byc zadnego przypału wiec czym ja sie stresuje? Ale to na nic. Zamknełem oczy i zobaczyłem trzy obrazy ktore sie rozszczepiły i wyszła z samego srodka wyrażna czerwona kreska. Otworzyłem oczy i oczywisce mnustwo obrazow poraz kolejny mnie pochlaniały i tak spędziłem 30 minut. Pytałem sie M czy czuje jakies efekty a on tylko twardo stanoł na nogach i powiedzial o kurwa zaczelo sie ale miał całkiem przyjemne fazy ale to juz inny trip.




Powiedział do mnie ze musimy isc bo to jest głowne wejscie do działek i moze byc przypał wiec wziełem plecak i ruszylismy. Nie przeszedlem 20 metrow a poraz kolejny wyszłem z swojego ciała wiec szybko sie wrocilem i znowu siadlem opierajac sie o sciane. M zadzwonil do kolegi ktory znajdowal sie chwilowo w pobliskiej szkole umawiajac sie na spotkanie. Gdy dzwonil, jego twarz sie wyginała miny na jego twarzy sie zmienialy raz ciesząca sie raz smutna zmarszczki zmieniały swoje połozenie zaczeło mnie to bawić raz był dzieckiem a raz starcem jego twarz podzieliła sie na 4 czesci jedna bardziej wysuneta a druga wchodzaca do srodka twarzy jego ciało lekko falowało. Kumpel siadl kolo mnie i dal mi faktor X i wtedy wrocilem do dobrego stanu. W momencie kiedy zobaczylem napis "Sekcja zwłok ufo." Myslalem ze sie wyjebie na plecy ze smiechu i odrazu mi sie humor poprawil wiec sam rzucilem hasłem: "dobra możemy iść". Wstałem załączyłem muzyke i zaczełem wymahiwac rekami spojrzałem na M a jego twarz byłą taka zdziwiona jakby zobaczyl jakiegos debila. Oczywiscie w czasie drogi poraz kolejny wyprzedziłem swoje ciało ale powiedziałem sobie ze postaram sie nim sterowac przeciez nie połoze sie na ziemi i bede czekal az bede mogl chodzic.




To było cos niesamowitego chcialem isc w prawo juz sie obrocilem w prawo widzialem reke nogi ale dopiero po chwili dochodzila do mojej reki prawdziwa reka i tak pobawilem sie troche i wogule zapomnialem ze juz sam steruje soba tylko poprostu szedlem bez wiekszych efektow.




Doszlismy do celu i spotkalismy mojego kumpla i jego 2 kolesi z klasy. Zapronowalismy jednemu z nich 15 grzybkow... (15 bo wczesniej M dojadł 5 bo miał za słabą banie.) Koles z lekkim wahaniem wzioł 15 i zjadł. Powiedziałem tylko jedno: "Wariat kurwa wariat" na co on zaczoł sie śmiac mowiac ze musi jechac do kolezanki. Miałem jakies zaburzenia przestrzeni nie wiedziałem jaka odległosc nas dzieli czasami tak jakby moje oczy oddalały sie od głowy nie umiem tego opisac. Wczesniej zanim pogadalismy stalismy za siatką wydawało mi sie ze to jest inna sfera inny swiat byla to przezroczysta sciana ktora nas dzielila raz sie oddalała a raz przyblizała towarzyszyl temu taki impuls paniki ze gdzie ja jestem co jest kolo mnie pustka? a nie jednak cos jest i to mnie uspakajalo. Wyruszylismy załozyłem słuchawki i szedłem przez nieznane mi osiedle... Muzyka grała słonce wyszło przebijając liscie swoimi niesamowitymi promieniami wrecz cudowny efekt czułem wspaniała euforie szedłem z głowa wysoko podniesiona do góry i akurat właczyła mi sie piosenka mojego brata z rodzaju dumn'n'bass wydawało mi sie ze to narodziny świata (to troche za duze słowo ale ok niech bedzie). Ptaki mi skakały pod nogami wszystko było takie wspaniałe. Właczyło mi sie zwiedzanie tego świata (własnie sie spytałem brata i tytul tej pioenki to Adam F - The Thre knows everything czyli drzewa wiedza wszystko i dokladnie tak sie czułem!). Aż w pewnym momencie właczyłą mi sie zajebista techniawka z klubu dolmel (Wrocław) wydawało mi sie ze domy sie na mnie patrzą a gdy wszedł zajebisty moment moja dusza wyszła z ciała i zaczeła tanczyc (to był najczestszy moment mojego tripu) wyciąglem sluchawki z uszu i wrociłem do siebie przewinolem na muzyke otwartego umyslu i od nowa podziwialem swiat.




Po 15 minutach szukania wyjscia z osiedla i proby znaleziena przystanku (to ze nie moglismy wyjsc z tego osiedla było tez niesamowite bo kumpel zanim sie przeprowadzil do mojego miasta mieszkal na tym osiedlu i nie potrafil z niego wyjsc!! wiec pewnie mial całkiem niezła banie) doszlismy do sklepu. Powiedziałem do M: "nie ma juz takich halucynacji nie?" a ona na to "Niee... wcale a spojrz na te jabłka" Faktycznie wzorki na nich i jego kolory sie wyginały ale juz trzeba było sie przypatrzyc a ja nie lubie tak, lubie jak samo mi wpadaja w oko halucynacje. W sumie pozniej jeszcze chodzlismy i zwiedzialismy troche świat ale juz nie było tak wspaniale. Towarzyszył nam jedynie dobry humor. Pozniej siedzielismy na ławce juz bez efektow jedynie mi czasami towarzyszyly takie momenty kiedy czułem pustke i nie czułem swego ciała takie 2-3 sekundowe momenty. Bardzo sie zdziwiłem bo faza mineła nam juz po 2,5 - 3 godziny nie wiem dlaczego moze dlatego ze grzyby były pokruszone i szybko sie strawiły nie wiem mam nadzieje ze ktos mi to napisze w komentarzach. Wrócilismy na altanke na ktorej mielismy najwiekszą banie i polalismy rece wodą. Woda była taka centralnie mokra poczułem prawdziwą inną mokrosc ale nie zachwycało mnie to az tak bardzo. Kumple mowili na mnie profesor bo w taki madry sposob opisywalem swoj trip jaki mialem przytulajac sie plecaka opierajac sie o altanke i bojąc sie nie wiadomo czego. Kumpel M powiedzial ze juz nie ma bani i nie chce marnowac czasu wiec wrocil do szkoly. Niedaleko tego miejsca byl przystanek wiec postanowilem z kumplem T wrocic do domu i pojechalismy...




Wchodzac do domu spojrzałem w lustro i zobaczyłem ze mam strasznie duze zrenice wiec unikałem kontaktu z mama. Posiedziałem chwile na kompie i poszedłem sprobowac spac ale nie mogłem widzialem grzyby raz wygiete raz takie wyschniete i czasami mi przechodziły przez oczy jakby tęcze ale nic specjalnego. Wiec wróciłem na kompa i na tym sie skonczyło.




Jeszcze nie wiem czy dane doświadczenie mnie zmieniło mineły dwa dni. Grzyby jeszcze wezme ale bede dokladal po 5... bo za ostro mi faza weszła... Miałem duzo szczescia ze sie na poczatku za bardzo nie zeschizowalem bo jak myslalem ze mam miec 6 godzin takiej fazy to myslalem ze sie poddam jakies detoxykacji or something like that ale naszczescie wszystko sie dobrze skonczylo. Przyszłe fazy chcialbym miec takie zeby łagodniej wchodzilo za bardzo mi narastała faza to mnie przestraszylo nie wiem bede jadl grzyby w calosci zeby wolniej sie rozpuszczaly? nie wiem zobaczymy. Teraz po zjedzeniu grzybow czesto mam uczucie wspaniałej eufori nie wiem dlaczego mam ochote sobie krzyknac i wpasc w smiech szczegolnie przy sluchaniu muzyki ktorej sluchalem podczas tripu.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media