Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pierwsze 30 grzybków

detale

raporty unknown

pierwsze 30 grzybków

Pod koniec kwietnia pojechałam na odludzie-niesamowicie piękna

okolica,las,jezioro,mała plaża.Nie wiedziałam za bardzo,czego się spodziewać,na

wszelki wypadek wzięłam kanapki i soczek Kubuś :).Nastawiłam się głównie na

pływanie i zjednoczenie z wodą,więc rozebrałam się do stroju kapielowego i

położyłam na kocu.Głowę miałam nabitą ostrzeżeniami,ze grzybki to duszki i jak

nie będę ich szanować,to mi wkręcą taką jazdę,że zwariuję.Wzięłam 30,zagryzając

kanapka,i gadając do nich w myślach,że je witam,że cieszę się,ze ze mną są,bo

ja jestem dobra i chcę mieć pozytywną jazdę(takie podlizywanie się;).Leżę na

tym kocu i lęże,i zastanawiam się czy to już.Po ok.20 minutach zaczęłam się

bać,że jestem sama na kompletnym pustkowiu,że dostanę zawału serca,że z lasu

wyjdzie niedźwiedź,taki prawdziwy,a ja będę myślała,że to halun i nie ucieknę,i

on mnie zje.Leżałam na brzuchu i w pewnym momencie poczułam,że brzuch mi wsiąka

w piasek,zapada się głęboko w ziemię.Poczułam,że chyba zaczyna się faza.Bardzo

chciałam wejść do jeziora,bo czułam ze woda jest moim sprzymierzeńcem,ale nie

mogłam nakłonić brzucha,żeby przestał sie zapadać i wstał.Miałam ze sobą blok

rysunkowy,i widziałam tekstury na papierze-małe ludziki trzymające się w rządku

za rączki,kwiatki i firanki.Strasznie mnie to ucieszyło,że odkryłam z czego tak

naprawdę robi się papier.Blok cały czas mi gdzieś odpływał,był nie tam,gdzie

trzeba,co mnie złościło.Zaczęłam słyszeć melodie z wesołego miasteczka,z

karuzeli.Słońce paliło strasznie,a ja poczułam,że wysycham-nie miałam już nic

do picia,i czułam się jak na bezludnej wyspie,odcięta od świata i uwięziona

przez naturę.Przypominały mi się sceny z Blair Witch Project.Nagle uświadomiłam

sobie,że grzybki specjalnie mnie zaprowadziły w takie miejsce,żeby nitk nie

mógł mnie uratować,że zamierzają złożyć mnie w ofierze przyrodzie.To będzie

bezbolesne,powolne,sukcesywne wchłanianie mnie przez las,i to będzie moja

śmierć.Zaczęłam panikować.Pisałam różne rzeczy,i martwiło mnie żę tak bardzo

brzydko piszę,wydawało mi sie,że nic w życiu nie osiągnę z takim pismem.Co

jakiś czas budziłam się z twarza w kocu,w srodku strasznie mnie

paliło.Czułam,że od wieków nic innego nie było,tylko ta wysepka i obserwujące

mnie słońce.Wsłuchiwałam się w ziemię,i gdzieś w oddali usłyszałam

tupanie,bardzo,bardzo daleko.Po 10 minutach przeszła koło mnie grupka jakichś

chłopaków.Ich kroki dudniły w mojej głowie.Spłaszczyłam się maksymalnie,żeby

być niewidoczną,bałam się.Ale oni rzucili tylko tekst: O,jakiś towarek się tu

opala,i poszli dalej.Pomyślałam,ale byscie się zdziwili,gdybym teraz wstała i

miała pysk małpy.


Chciałam faktycznie wstać,ale nie mogłam znaleźć twarzy,tzn wiedziałam gdzie

jest,ale była taka dziwna i gąbczasta.W koncu przewróciłam się na plecy i

zaczęłam patrzeć na chmury.Wygladały jak stopy albo stara twarz Indianina

pykającego fajeczkę.Zmienił mi się nastrój,czułam się jak ryba albo

ptak,myślałam o Peru,i czułam się głęboko wdzięczna i szczęśliwa.Czułam,że jest

przy mnie duch opiekuńczy,że unosi się obok i cieszy się,ze mi się udał trip

:).Wydawało mi się,że jestem ogromną,przedwieczną,zadowoloną,zamszową

rybą,która nigdy nie umiera.Weszłam do wody,położyłam się na plecach,ale woda

spowodowała dziwny niepokój.Czułam,ze las się przyczaił,że woda też,i że jedyną

bezpieczną strefą jest piasek.Wróciłam na koc.Zagarniałam piasek rękoma,jakbym

pływała pieskeim,i czułam się jak drapieżnik,albo jak jaszczurka wygrzewająca

się na słońcu.Czułam,że dziedziczę po przodkach-zwierzętach słoneczną

złocistość,że jestem ciężarną jaguarzycą.To było niesamowicie piękne

uczucie,poruszałam się wolno i leniwie.Włosy,uśmiech i piasek,osypywały się ze

mnie.Potem widzialam swoją twarz jako twarz słonicy w masce gazowej :)

Czułam się kotem,łasym i czekającym na nagrodę,nasiąkającym niczym gąbka

słońcem.Potem stwierdziłam,że tu jest PIĘKNIE,i próbowałam sfotografować

wszystko uśmiechami.Poleżałam jeszcze troche,ale zaczęło się ściemniać,więc

zadzwoniłam do kumpla,że jestem po grzybach daleko od domu i zeby mnie

przywiózl z powrotem.


To było moje najpiękniejsze,oświecające doświadczenie z grzybkami.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media