Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

mój schiz

detale

raporty unknown

mój schiz

Oto co mi sie przydazylo po grzybach [osobiscie chcialbym zeby ktos to

przeczytal i ocenil]




osoby : Ja, Gutek, Wisnia, Szegi, chwilowo moja siostra (nie je grzybow ;)

srodek: grzyby, male, suszone

ilosc: ok. 40-50 sztuk

czas: zima, wieczór





Pierwszy raz w zyciu spozywalem grzybki... zaczelismy u Gutka w piwnicy;

godzina nieokreslona; wszyscy wala grzyby do geby, dlugo gryza, polykaja.

Smakowaly beznadziejnie. Po uplywie godziny faza zaczyna sie wkrecac. Nie

moge usiedziec na dupie; spacerujemy; towarzyszylo mi dziwne uczucie

nadmiaru energi, nikomu sie geba nie zamykala, swietny nastrój wszystko gra,

tylko te grzyby troche leza na zoladku... Przez cala faze nie moglem

przestac palic szlugów. [W tym miejscu musze wspomniec, ze przez jakies 3

godziny chodzilismy - tzn. przez tyle pamietam, ze chodzilismy, w tym czasie

pogubilem wszystko co ze soba mialem i jak twierdza moi koledzy zajebiscie

odpierdalalem, m.in. bawilem sie w moczenie rekawiczki w kaluzy (tej jednej,

ktorej nie zgubilem)] Nastepna (najbardziej intrygujaca czesc fazy) ma

miejsce nad rzeka, betonowy chodnik, z boku lawki jakies 10 m od rzeki.

Jeszcze dodam, ze Wisnia haftowal i zawinal na chate.



Tu zacząl sie moj schiz...



Nie wiem skad sie tam wziolem, ale stoje kolo jednej z lawek nad

nasza rzeka. Mam zamkniete oczy. Spie jest mi zimno. Fajnie czuje kaptur na

glowie. Mam jakies gdziwne schizy (takie jakie zdarzaja sie w snach). Bardzo

chce sie obudzic. Aaaa jeszcze wspomne, ze mialem kontrole nad tym co robie

chociaz dalbym sie zastrzelic ze po prostu snie (ciezko to wyjasnic). Czuje

sie jakby sen mnie uwiezil i nie mogl bym sie wydostac. Nie wiem co robic. W

koncu budze sie. otwieram oczy widze beton chodnika nad moja rzeka, stoje. W

tym momencie znowu wydaje mi sie ze spie, jakbym po prostu zacza snic inny

sen. Przypomnialem sobie wszytski przyjemne zeczy jakie robilem w moim

zyciu... w koncu przypominam sobie Gutka, Szegiego i nasze fazy po

marihuanie. Chcialbym zeby tu byli. Podnosze glowe [WSZYSTKO JAK WE SNIE!!!

Wydawalo mi sei , ze wszystko kreuje moj mozg, dziwilem sie jak wiernie

potrafie odtworzyc zachowanie Szegiego lub Gutka] ulica pusta, wiem ze jest

noc ale mimo to jest jasno, jest jakos tajemniczo. Przede mna stoi Gutek i

Szegi. Szegi smieje sie do mnie i mowi cos ze wreszcie glowa ruszylem. Czuje

sie tak jakbym sterowal moim snem. Mimo wszystko chce sie obudzic znowu

opuszczam glowe; zamykam oczy. Czuje, ze ktos mnie ciagnie, nie chce isc;

stoje. Nagle czuje sie jakbym stal nad przepascia przechylam sie i lece do

tylu (jak we snie) lece kawalek, lecz trzymam sie stopami krawedzi; cos mnie

lapie i w dziwny, magiczny sposob podnosi. Dziwnie sie czuje. Otwieram oczy

widze Szegiego [spoko ziom, swietan morda prawie 2 metry wzrostu], trzymam

mnie i sie smieje. Tez sie smieje chodziaz nie wiem z czego. [nic nie mowie;

dalej wydaje mi sie, ze snie] Na lawce obok siedzi moja siostra, wszystko

jest jakies dziwne. Prawde powiedziawszy czulem sie jak we snie chcialem sie

z niego obudzic, nie wiedzialem tylko jak, nie czulem strachu, wszystko mi

bylo obojetne [bo w koncu co moze mi sie stac we snie ;)]. Nagle, bez powodu

naplulem w kierunku Szegiego nóg, smiesznie podniusl noge i smieje. Te

zachowania utwierdzaly mnie w tym, ze byl to sen... podobnie zrobilem z

Gutkiem. Chcieli mnie tez usadzic na lawce, cos mowili, ze od 2 godzin tu

stoje i nie chce sie ruszyc. Bylem zdezorientowany; zamkniety we snie, bez

mozliwosci wybudzenia, bardzo chcialem sie obudzic, balem sie ze sie to nie

uda i ze bede musial zyc we snie. Czulem w sobie duzo energi i ozywienie,

jednak nie moglem sie ruszyc [chyba bylo spowodowane to zimnem, spodnie i

buty mialem cale mokre]. Szegi chcial, zebym sie ruszyl, przestawil mi prawa

noge do przodu, potem lewa [czulem sie jak male dziecko, ktore uczy sie

chodzic]. Zaczalem biec, chyba wydawalo mi sie, ze jestem na torze do

biegania (dlugi prosty betonowy chodnik). Po prudziesieciu metrach odwazylem

sie odwrucic glowe i popatrzec w tyl. Wszyscy biegli za mna (moja siostra,

Szegi, Gutek) i smiali sie. Krzyczeli zebym stanal. Zatrzymalem sie, oni

mnie dogonili. Chwile wszyscy stali kolo mnie. Szegi zapytal sie czy nie

jest mi zimno, pokiwalem glowa, ze jest. Zdja swoja czapke i zalozyl mi na

glowe; co chwile mi spadala, ale nie wiedzialem jak ja podniesc, wiec co

chwile robil to za mnie Szegi. W koncu usiadlem na lawce, kolo mojej

siostry, chyba spalem [tak wlasciwie to myslalem jak mozna wyjsc, uciec z

tego snu, bylem kompletnie zdezorientowany; rozumowalem mniej wiecej tak:

skoro snie to nic mi nie moze sie stac, moge wiec robic co mi sie podoba,

bylem przerazony perspektywa ciaglego zycia we snie bez mozliwosci obudzenia

sie]. Po jakims czasie ruszylem dupe i poszedlem za kumplami. Wczesniej

zylilem matce, ze ide na lyzwy, ktore zostaly u Gutka w piwnicy, musialem

jeszcze po nie pujsc, z tym ze nie zdawalem sobie kompletnie sprawy, z tego

ze ide po nie. Szlismy wiec do Gutka. Pod jego klatka przechodzil akurat

jakis chlop, podalem mu reke i powiedzialem 'siema!'. A ten kutas sie do

mnie przybuzyl, najpierw sie wystraszylem jakos strasznie; lecz po chwili na

nowo owladnelo mnie uczucie snu [bycia we snie], chcialem sie z nim bic,

lecz kumple mnie odciagneli. Poszedlem za nimi do klatki Gutka kazali mi

poczekac, oparli mnie o kaloryfer, ktorego ani nie widzielm, ani nie czulem,

za to zrobilo mi sie zajebisci przyjemnie [cieplo] ;) Po chwili Gutek wrocil

z jakims plecakiem w reku [moim] i kazal mi go wlozyc, wiec wlozylem,

wyszlismy przed klatke Gutek stwierdzil, ze odprowadzi mnie do domu, co

bardzo mnie zdziwilo (w koncu stalismy pod jego klatka, a on nie lubi

zapierdalac gdzies bez potrzeby) to utwierdzilo mnie w tym ze spie; lecz

uznalem, ze skoro nie moge sie obudzic to sobie tu troche pochodze,

zaczynalem sie fajnie bawic, w duchu smielem sie z Gutka [chyba to bylo cos

w stylu: co ty mslisz, ze ja glupi jestem widze ze to jakas lipa, jestesmy u

ciebie pod chata a ty chcesz mnie odprowadzac do chaty; cos tu nie gra,

teraz wiem to na pewno ;)]. Podczas drogi do domu Szegi z Gutkiem prali mi

mozg ty co mam matce powiedziec, z tym ze upraszczali to tak zebym

zrozumial, mowili jak do dziecka, powtarzali po sto razy co mam powiedziec,

przy tym smaili sie; ja przytakiwalem mowilem, ze OK, a w duchu myslelem

sobie ze jakis dziwny jest ten sen, troche sie go balem. Ich texty byly w

stylu: jak bedziesz w domu to powiesz mamie, ze byles na lyzwach, ze nawet

masz lyzwy w plecaku, ze potem byles gdzeis tam i cos tam. Pod moja klatka

przypolnieli mi jeszcze pare razy co mam powiedziec. W koncu poszli;

zostalem sam z siostra, weszlismy do klatki tu tez bylo jasno, chociaz

swaital nikt nie zapalil. Jednak bez ziomkow czulem sie jakos dziwnie, balem

sie. Wszedlem do domu. Tu bylo tez bardzo jasno, jakby wszystko bylo

oswietlone przez setki niewidocznech lamp; cale mieszkanie wydawalo mi sie

duzo nizsze, sufit, wszystko. Nagle zobaczylem moja matke, byla wkurzona

[BARDZO!] zaczela cos pierdolic. Lecz ja dalej bylem w swoim swiecie snow.

Olalem ja poszedlem w mokrych butach, spodaniach w kurtce do swojego pokoju,

usiadlem kolo kompa odpalilem go, bylem ciekawy jak sie gra w cso we snie,

jednoczesnie chcialem jakos ten sen przezyc, nie umierajac z nudow. Po

chwili matka wpadale zaczela cos pierdolic, wiec zdjalem spodnie, dopiero

teraz zauwazylem ze sa kompletnie mokre, rozebralem sie i rzucilem do luzka.

Przez jakies pol godziny rozpaczalem nad tym jak by tu wrocic do normalnego

swiata. w koncu zasnalem.



To bylo jakies 7-8 godzin od zjedzenia gzrybow, moich kumpli trzymalo 2 razy

krocej i slabiej ;p (nie jedli 1 raz).



Rano obudzilem sie bylem pewny [!!!] jak bum bum, ze mi sie to snilo;

lezalem i myslelem tylko o tym dziwnym trajemniczym snie, po chwili

przypomnailem sobie, ze wczoraj jadlem grzyby, kojarzylem wszystko (bez tego

co jest zawarte jako moja relacja, to uznawalem za sen) tylko jakos nie

pamietalem jak do domu wrocilem.



Wkrotce siosta sie zbudzila i dowiedzialem sie ze nie byl to sen; NIE

MOGLEM UWIERZYC!!! bylem kompletnie przekonany, ze snilem o tym.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media