Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

meksykanskie grzybki na holenderskiej ziemi

detale

raporty unknown

meksykanskie grzybki na holenderskiej ziemi


Mialem za soba juz pierwszy eksperyment z wlasnorecznie rwanymi grzybami prosto z hali Miziowej (okolo 40 swiezych)i bylo to fantastyczne, euforyczne przezycie, od tego czasu, mialem postanowiemnie, ze musze sprobowac jeszcze meskykanskich grzybkow. Bylo to 6 lat temu w lipcu, pojechalem z kumplem na sklot do znajomych z Amsterdamu. Po paru dniach zwiedzania coffe shopow powiedzialem kumplowi, ze dosc juz palenia, czas wreszcie na magiczne grzybki. Obok targu kwiatowego byl Headshop, kupilsmy paczke meksykanow (16 sztuk). Postanowilismy zjesc po 4 kazdy, a reszte zostawic na inny raz. Zjedlismy bez popijania, nawet nie najgorsze w smaku. Minelo pare minut i nic, poszlismy do coffe shopu kupilsmy troche palenia i spalilismy moze jednego jointa, dokupilsmy troche palenia, pamietam, ze bylo niebieskie(!). Po jakiejs godzinie zaczalem odczuwac jakies napiecie w zoladku, ale zadnych objawow dalej nie bylo. Jedynie zaczynalo nas draznic miasto i samochody. Poszlismy wiec do parku, czujac ze zaraz zacznie sie cos dziac, jednak ciagle bylo bez rewelacji. Po paru minutach zaczalem czuc rosnaca euforie, ktorej nie umialem z siebie uwolnic. Czulem, ze rozpiera mnie energia ale nie potrafilem jej spozytkowac w zaden sensowny sposob. Spostrzeglem drzewo rosnace przy stawie i postanowilem sie na nie wdrapac. Usiadlem na gazlezi i nagle zaczelo sie Cos Dziac. Zeszlem na dol i spojrzalem na kumpla i nagle wybuchnelismy smiechem, byl to czysty beztroski, glupi smiech, taki ktory nakreca czlowieka na jeszcze wiekszy smiech. Uswiadomilem sobie w tym momencie, ze jestem najszczesliwszym czlowiekiem na ziemi. Nie moglismy sie wrecz doczekac konkretnej jazdy.Zapadal juz zmrok i zaczely sie swiecic latarnie. To bylo jakby przeskok do nowego innego swiata, nagle poczulem ogromne bezpieczenstwo, wszystko wokol wydawalo mi sie przyjazne i takie cieple. Wszystkie ksztalty i kolory bylo po prostu idealne, caly swiat wydawal mi sie przytulny i moj wlasny, kazdy zakatek ktory mijalismy sprawial wrazenie miejsca stworzonego specjalnie dla nas. Usiedlismy na lawce i kupel stwierdzil, ze juz tu zostaje na tej lawce na zawsze, od razu mu przytaknalem. W tamtym momencie naprawde wydawalo mi sie, ze ten pomysl jest sensowny i wykonalny. Postanowlismy skrecic jeszcze jednego jointa. Skora na moich rekach i zaraz pozniej cale cialo przyjemnie falowalo. Palac jointa wydawalo mi sie, ze jestem przezroczysty i widze dym w moich plucach. Faza stawala sie coraz mocniejsza jednak marihuana pozwalala nam ja troszke kontrolowac, dzieki temu moglismy sie dogadywac miedzy soba, na tyle chociaz zeby wspolnie wybierac kierunek drogi. Po chwili uslyszelismy jakies dziwne odglosy i swiatla przebijajace przez krzaki. Okazalo sie ze to byla restauracja z kinem na powietrzu, podeszlismy blizej i zaczelismy ogladac jakis dziwny film po holendersku, ale jezyk nie mial zadnego znaczenia w tej chwili. Wszystko zrobilo sie animowane, moj kumpel tez byl animowany, wygladal jak jakas postac z kreskowki, ale nie wydawalo mi sie to dziwne ale raczej fascynujace i zarazem zabawne. Po chwili zorientowalismy sie ze ogladamy film z drugiej strony to znaczy siedzimy po drugiej stronie wielkiego plotna na ktorym byla projekcja. Wybuchnelismy smiechem i postanowilismy z tej okazji znowu zapalic. Chcielismy tez sprawdzic jak wyglada miasto w nocy po grzybkach. Poszlismy na Red Lighty, jednak poruszanie zaczelo nam sprawiac coraz wieksze trudnosci, dziwki w wystawach zaczely nas przerazac, ludzie i auta dokola rowniez. Postanowlismy wrocic do przyrody. Jednak faza stawala sie coraz ciezsza i zaczelismy sie gubic. W pewnym momencie zorientowalem sie, ze chodzimy w kolko jakiegos placu. Postanowilismy wyciagnac mape i sprawdzic gdzie jestesmy. Jednak czynnosc ta wydala sie nam tak dziwaczna, ze prawie udusilismy sie ze smiechu, w rezultacie podarlismy mape i beztrosko postanowilismy ze caly swiat od teraz jest naszym domem. Po dosc dlugim okresie bladzenia nagle zorientowalismy sie, ze jestesmy kolo sklotu, weszlismy tam ale nie pamietam tego za bardzo, opowiadano nam rano, ze tulilismy sie do psow i mowilismy cos do mikrofonu ktorego nie bylo. Wyszlismy znowu z domu i postanowlismy zjesc reszte grzybkow. Potem mam duze luki w pamieci, to byly juz czyste halucynacje, przypominajace kalejdoskop jakim sie bawilem gdy bylem maly. Bylo jeszcze ciemno gdy sie ocknelismy siedzielismy na nad brzegiem kanalu i bawilismy sie jakimis zabawkami, nie wiem skad sie tam wziely. Caly czass palilismy jointy i papierosy (ktorych nie pale), zaczelismy lapac rzeczywistosc jednak ciagle swiat byl taki miniaturowy i swojski, obojetnie gdzie sie znajdywalismy czulem sie dobrze i bezpiecznie jak u siebie w lozko. Prawie switalo gdy zaczelismy rozmawiac i przypominac wydarzenia z tej magicznej nocy.

Podsumowanie: Grzybki polecam kazdemu, jednak najwazniejsze jest odpowiednie dobrane miejsce.



Lasy, parki, laki, gory, ogolnie przyroda - TAK




Centra miast, samochody, zamkniete pomieszczenia - NIE



ps. Pozdrawiam, wszystkich grzybiarzy i przepraszam za brak polskich czcionek.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media