Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

grzybowy sylwester

detale

raporty unknown

grzybowy sylwester


Ave


moje sylwestrowo-uzywkowe dni zaczely sie juz w wigilie ok 22. Po makabrycznej kolacji spakowalam sie i pojechalam do mojej pracowni. Wszedzie snieg, tylko czarne nitki drog. SKMka wlekla sie niemilosiernie, mysl - po co czekac.Reka sama powedrowala do kieszeni, maly szary krysztalek znalazl sie w moich ustach. Turkot pociagu, potem spacer do jednego z szarych pudelek Rzucilam plecak w rogu pracowni, usiadlam na parapecie i gapilam sie przez okno. Powoli poczulam ze rzeczywistosc zaczyna sie zaginac, Poczulam sie bardzo samotna, postanowilam wyjsc na ulice. Dziwnie wygladal swiat, makabryczna mieszanka bieli i szarosci. Na ulicach pustki, od czasu do czasu obok mnie przemknela jakas postac do konca nie jestem pewna czy byli to ludzie - ich ciala swiecily lekka poswiata - jedni byli rozowi, zieloni lecz wiekszosc z nich emitowala brudnoszare swiato. Twarze powykrzywiane w dziwnych grymasach - pojawilo sie pytanie - czy naprawde swiat jest tak cholernie szary i samotny. Brnelam dalej, nie majac na nic ochoty. Robilo sie coraz chlodniej , nie ma sie gdzie schronic , dlaczego wszystkie knajpy i bezpieczne miejsca zamykaja w wigilie. Usiadlam na lawce swiat do okola caly czas falowal jakby byl z wody. przypatrywalam sie jak szare pudelka blokow plynnie zmieniaja sie w rozne ksztalty - statki, drzewa, gory. Mialam dosc, wstalam powleklam sie w strone morza. I to mnie uratowalo, znikla szarosc miasta - swiat przyjal przyjemniejsza forme - przyjazne drzewa rozlorzyly swe dlonie. Chwile rozmawialam z jednym z nich, glaskalm jego kore, nie bylo takie szare i smutne jak te istoty o dziwnych twarzach z miasta. Bilo od niego dziwne cieple swiatlo, przyjemnie szumialo. Znowu poczulam, ze warto zyc. Czasami drzewa sa lepszymi przyjaciolmi niz ludzie. Usiadlam na ziemi opierajac glowe o pien - moje mysli ulecialy w nieznane swiaty. bylo mi naprawde wspaniale. Ocknelam sie gdy switalo. Zziebnieta powleklam sie do swej pracowni. Cieple cacao i cieple lozko, cicho saczaca sie muzyczka. Zaczelam spisywac te wszystkie dziwne mysli ktore pozostaly w mojej glowie. zasnelam... budzik zadzwonil o 16.00. wrzucilam troche ciuchow i innych drobiazgow do plecaka, zwinelam spiwor, dwa woreczki - jeden pelen zielonych lisci, drugi brazowej grzybowej masy. Pociag, znajomi - dziwnie trzezwa podroz, potem 12 kilometrow przez gory i nocleg przy cieplym kaflowym piecu.

Kolejne dni minely mi na obserwowaniu wiecznie pijanych znajomych. Jakos nie moglam sie dopasowac do tego klimatu. Zawartosc zielonego woreczka zmniejszala sie dzien za dniem. Samotnosc wsrod ludzi, nie mialam z kim porozmawiac - ostatnio coraz bardziej denerwuja mnie pijani ludzie.


Sylwester - godzina 21 - cale towarzystwo pijane. Zdecydowalam sie ze mimo wszystko sprobuje grzybow. Zaparzylam czerwony barszcz z torepki , wrzucilam cala zawartosc woreczka ok.40-50. Zjadlam , ubralam dodatkowy sweter i wyszlam na spacer. Powiedzialam tylko kumpeli , ze jak nie wroce do rana, to niech mnie zaczna szukac.

Gory nade mna, szlam nieodsniezonym szlakiem, sieg po kolana, zaspy. Halas dobiegajacy ze schroniska ucichl - uznalam ze jestem wystarczajaco daleko by poczuc sie bezpiecznie. Usiadlam na zwalonym drzewie, sluchawki na uszach - muzyczka z "Ptaska". Niebo zaczelo dziwnie falowac, gwiazdy byly tak blisko, ze moglam je dotchnac dlonia ( tego dnia podobno bylo pochmurno i nie bylo widac gwiazd). Popatrzylam pod nogi, na ziemi lezala dziwna substancja, ktora lekko swiecila zimnym ale przyjemnym blekitnym swiatlem, zyla, delikatnie oddychala. Poczulam ze musze ja dotknac - byla przyjemnie miekka. pomyslalam ze fajnie byloby sie na niej polozyc i tak zrobilam.


Skladala sie z malych pulsujacych ziarenek - kazde zylo swoim oddzielnym zyciem.


Byly wszedzie do okola mnie - zaczely zmieniac kolory - jaskrawe barwy. lezalam tak z dobra godzine zrobilo mi sie zimno. postanowilam wrocic do schroniska. Bardzo dlugo szlam - gdy weszlam zobaczylam ludzi oni tez byli dziwnie kolorowi - zadnych cieplych barw - ostre roze i zielenie.


Usiadlam na schodach, po chwili ktos usiadl kolo mnie i podal mi papierosa. Siedzielismy tak nic nie mowiac. Dziwna czarna postac, o strasznie dlugich rekach i nogach, przez chwile wydawalo mi sie ze ma skrzydla, ale gdy spojrzalam jesze raz nie dostrzeglam ich. zapytal czy lubie kisiel - wydalo mi sie to strasznie smieszne - ale odparlam ze tak. To chodz - wstal i poszedl w strone kuchni turystycznej. Ciezko mi bylo wstac ale jakos sie udalo. Stalismy nad mala kuchenka a on nucil "gotuj sie kurwa, gotuj" - rozmowa o Swietlickim, o tym calym swiecie o samotnosci, W moich dloniach wyladowal kubek cieplego kisielu ktory niesamowicie smakowal. Usiedlismy gdzies w kacie zdala od pijanej zgrai - rozmowa bardzo wolna, spokojna o tym jak nam zle, o tym jaki jest swiat, o calym tym naszym zamotaniu, Nabil lufke, zapalilismy ... czas mijal, slowa przeplataly sie z milczeniem. zaczelam byc zmeczona - rozstalismy sie zyczac sobie milych snow.

Rano szybko spakowalismy sie ze znajomymi i wyruszylismy w droge powrotna - przy wyjsciu ujrzalam mojego aniola - stal bez skrzydel, z lekkim cynicznym usmiechem - zyczyl mi milej drogi.

blou


sorry ze taki dlugi post ale nie umialam tego krocej opisac.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media