Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

forma

detale

raporty unknown

forma

Sprobuje przyblizyc Wam moja niedawna jazde. Powoli przestaje

dzielic sie wrazeniami z kimkolwiek, sadze jednak ze bedzie to typ

przestrogi, a nuz komus sie przyda...



Otoz pelen obaw w poniedzialek dostalem 30 suszonych grzybkow. Nie

byly calkowicie wysuszone, zas osobnik ktory mi ich uzyczyl wydawal

sie delikatnie mowiac podejrzany. W koncu schizofrenik myslacy ze

jest Learym i rozdajacy srodki psychodeliczne wsrod szkolnej

mlodziezy sila rzeczy nie moze wydawac sie zaufanym zrodlem

grzybow...



Po blizszych ogledzinach okazalo sie ze grzyby zostaly zatopione w

miodzie. Jednego grzybka wstawilem pod plomien i po chwili

ogrzewania zaczal skapywac z niego slodkawy plyn. W smaku byly

raczej normalne, niektore delikatnie bardziej slodkie od innych. Jak

juz pisalem bylo ich rowno 30, a ze byly wysuszone nie spodziewalem

sie zbyt mocnej podrozy. Zjadlem je rowno o 8, poszedlem sie umyc,

wrocilem przed komputer (to bylo wczoraj, wiecm ze gadalem z kims na

ircu, ale nie pamietam kto to byl; mozliwe ze nawet ktos z

#hyperreal...). W TV leciala zyciowa szansa, akurat jakas babka

wygrala sporo kasy i cale pomieszczenie rozswietlily niesamowite

odblyski. Niebieskie tlo teleturnieju wydawalo sie miec glebie, zas

po chwili moglem wyraznie odroznic dane ksztalty, jakby uwalniajace

sie z jednolitej masy. Obserwujac swoj doskonaly humor postanowilem,

wierzac we wlasne sily, zrobic cos nowego. Wstalem od komputera,

wylaczylem swiatlo i polozylem sie spac. Przedtem wyraznie czulem ze

cos zaczyna sie ze mna dziac, caly pokoj wydawal sie mniejszy,

zmienial ksztalt, tak samo jak pojedyncze rzeczy-rozszerzaly sie,

zwezaly i wciaz pozostawaly w ruchu. Bardzo trudno okreslic nature

tego ruchu, sadze jednak ze kazdy grzybiarz zrozumie o co mi chodzi.

Zachwianie percepcji na dobre zaczelo sie dopiero w lozku, ktore raz

wydawalo mi sie ogromnie przepastne, by nastepnym razem okazac sie

bardzo malym, ciasnym lozeczkiem. Zgasilem swiatelko i tu pierwsza

nowosc-trip przy zgaszonym swietle wcale nie jest straszny, wrecz

przeciwnie-ksztalt wszystkich przedmiotow jest mocno zaklocony, a

halucynacje bardziej podprogowe, jako ze nie widzialem wyraznie

charakteru otoczenia. Zamknalem oczy i zaczelo sie na dobre-wpadlem

w jakis typ transu, ktorego wiekszej czesci zupelnie nie pamietam.

Idealne obrazy pokazywaly sie tuz przed moimi oczami, poruszaly sie

w rytm slyszanych dzwiekow. Zaczalem miarowo nucic jakis rytm by moc

kontrolowac przemieszczenie wzorow. Nieskonczonosc kolorowych

budowli co chwila powodowala ekstatyczne uniesienie, tak ze po

kilkunastu minutach nie czulem juz swojego fizycznego ciala.

Unosilem sie gdzies w przestrzeni, podziwiajac niesamowite wizuale,

ktore sa wlasciwie nie do opisania w ludzkim jezyku. Obrazy

rozdzielaly sie na dwie warstwy, ktore wciaz nakladaly sie na

siebie, widzialem pastelowe kuleczki ktore ciagnely za soba

pomniejsze kuleczki, jakby typ poblasku. Wszystko to dzialo sie w

czasie jakis 15-20 minut, po czym nastapil totalny przelom. Czulem

czyjas obecnosc, ktos szeptal do mojego ucha. Urywki przed moimi

oczami zmienily sie w dane wizje. Sprobuje ja opisac, bylo to cos w

stylu filmowego ujecia z wciaz grajacym podkladem muzycznym:





Pokoj, caly oswietlony kolorowymi stroboskopami. Do pokoju wchodzi

jakas kobieta, ciagnie za soba chlopaka, wysokiego, bezwzglednego.

Ona jest delikatna, nizsza i bardzo kobieca. Delikatnie chichocze,

zamyka za nim drzwi, on staje na srodku pokoju i zaczyna sie

rozgladac. Ona opiera sie wyzywajaco o drzwi.





Znajduje sie w jakims ciemnym lesie. Slysze chichot, zaczynam biec.

Slysze oddech, czuje pot splywajacy po moim ciele. Nagle w oddali

widze postac, smukla, ubrana w biale szaty. Dlugie blond wlosy

splywaja jej na ramiona. Zaczyna biec, chichocze i wciaz lawiruje

miedzy drzewami w jakims typie tanca. Podbiegam blizej. Widze jak ta

piekna, smukla osobka napawa sie widokiem lasu. Wokol niej jakis typ

aury, jakby jasniejace powietrze. Jedno slowo-Forma.





Kobieta podchodzi do faceta i zaczyna tanczyc wokol niego. Typowy

taniec erotyczny, co chwila muska jego muskularna klatke piersiowa,

szepcze do ucha rozne podniecajace rzeczy. Facet obejmuje ja na

wysokosci szyi, mocno, az kobieta pisnela. Tanczy dalej, patrzac na

niego zalotnie i mruczac.





Forma dotyka drzewa. Obmacuje kore, zlizuje zywice. Wciaz chichocze,

jej ruchy staja sie szybsze, widac ze czerpie przyjemnosc z pobytu w

tym miejscu. W pewnym momencie przytula sie do drzewa, zaczyna

kontemplowac z usmiechem na twarzy.



Facet lapie dziewczyne za szyje, przytula ja do siebie. Ona zdziwiona

probuje go odepchnac. On ojcowskim ruchem znow lapie ja na wysokosci

szyi i przytula z zamknietymi oczami. Dziewczyna powoli zaczyna

panikowac. On lapie ja swymi muskularnymi rekoma i w towarzystwie

piskow mocno zaklepia je wokol jej glowy. Slychac trzask

lamanego kregoslupa, w tym momencie muzyka przyspiesza.





Widze forme ktora zaczyna wgryzac sie w drzewo. Z kory tryska krew

ktora saczy sie po szyi pieknej istoty. Forma wyciera twarz i z

usmiechem i chichotem odbiega dale, lawirujac wsrod drzew.





Bardzo trudno opisac o co chodzilo w tej wizji, jest dosyc prosta i

powierzchowna, jednak wtedy wiele dla mnie znaczyla pod wzgledem

emocjonalnym. Poznalem Forme-jedno z 7 istnien, duchowy charakter

wszechrzeczy. Jako podstawowy charakter swiata jest to typ slabej

kobiety, destrukcyjnie nastawionej do rzeczywistosci. Swoja

pseudo-nieswiadomoscia krzywdzi wszystko wokol wlasciwie nie

zwracajac na to uwagi. Eksperymentuje... Moim zdaniem wlasnie to

lezy u podstaw czlowieka, takie bylo pierwsze ludzkie istnienie.

Forma jest wysoka, smukla kobieta ubrana w biale szaty, o dlugich do

ramion blond wlosach i niebieskich oczach. Jest wciaz wesola,

nieswiadomie powstaje, nieswiadomie zyje i nieswiadomie umiera. U

jej stop lezy wszelkie plugastwo, ktore jest drugim istnieniem z 7.

Lezac na lozku w pewnym momencie poczulem jak z bezksztaltnej masy

mojej poscieli cos zaczyna sie wylawiac. Bardzo plugawe formy, typ

robali oplatajacych moje cialo. Czulem jak robale zaczynaja pelzac

po mnie, wypelniaja mnie zaraz pod skora. JA jestem robalem, czescia

plugawej podstawy Formy, jej sluga. Poczulem jak wzbiera we mnie

radosc, zaczalem sie smiac i prezyc na lozku. W pewnym momencie

poczulem niewyobrazalna przyjemnosc, ekstatyczna podroz wgleb

siebie. Piekno ktore nagle zaczelo mnie otaczac okazalo sie 3

istnieniem. Mialo wyglad wysokiej murzynskiej kobiety, calej w

brazowych szatach i koralach. Spokojna, opanowana, pokazywala mi

nieprzebyte drogi ludzkiej sztuki, kult piekna i harmonii. Pamietam

ze to wlasnie wtedy doznalem calkowitego olsnienia, czulem sie

naprawde wspaniale moc ogladac te wszystkie niesamowite i nieopisane

rzeczy...





Reszta podrozy jest w wielkiej czescie zagadka, ewentualnie jest

zbyt zagmatwana by przyowlec ja w slowa. A, zreszta i tak juz pewnie

za bardzo Was zanudzilem...



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media