Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

faza grzybowo-komputerowa

detale

raporty unknown

faza grzybowo-komputerowa

Wszystko zaczęło się bardzo prosto; kolega - sąsiad, który wprowadził mnie w trawę, zapytał tym razem czy próbowałem kiedykolwiek grzybów. Moją pierwszą reakcją było pewne zaniepokojenie, spowodowane tym, że wiele nasłuchałem się głupot na temat grzybów (że złe, trujące itp.).

Postanowiłem jednak spróbować, toteż pewnego dnia udalismy się na "wycieczkę rowerową". Na miejscu okazało się (wbrew moim oczekiwaniom),że pole jest pełne takich jak my poszukiwaczy, co więcej od razu zawarlismy kilka znajomosci, powiedziano nam też gdzie najlepiej szukać. Nasze pierwsze porcje zebralismy po okolo 30 minutach. Umówilismy się na trip za tydzień. Nie mogłem jednak czekać tak długo - postanowiłem działać sam. Następnego dnia, po ucieczce ze szkoły, zjadłem swą pierwszą dawkę przegryzając chlebkiem. Jako że nie odczułem natychmiastowych reakcji, zacząłem krzątać się po domu.

Nagle, po około godzinie, poczułem co jakby wstrząs wewnętrzny, jakby coś "urosło" we mnie. Zrobiło mi się słabo i postanowiłem się położyć. Faza się zaczęła. Leżałem na łóżku czując, że tracę kontakt z moim ciałem. Co więcej - patrząc przed siebie poczułem coś jakby "zatracenie tożsamosci", tzn. czułem, że mój pokoj jest pusty. To wprawiło mnie w przerażenie - skoro nie ma mnie tutaj, to gdzie jestem? Natłok myśli przerwał te rozważania - znowu byłem sobą. Postanowiłem spojrzeć za okno, akurat zaczął padać deszcz. Nagle poczułem się bardzo samotny - tripowałem przecież sam. Od teraz każdy sprzęt domowy wydawał sie być bardzo groźny i przerażający; komputer pokazywał mi język, a modem miał się bezczelnie. Najgorsze były jednak rzucone na krzesło spodnie - straszny potwór, chcący mnie zjesć. Zacząłem strasznie się bać (nie tripujcie pierwszy raz sami), ale trwało to tylko chwilę, ponieważ postanowiłem zmierzyć się z potworem - czyli uruchomić komputer i zagrać w jakąs gierkę.

Na pierwszy ogień poszedł Quake - i to był szok. Obraz stał się niewiarygodnie wyraźny, płynnny i rzeczywisty. Byłem wręcz pewny, że moja prawdziwa rzeczywistość to ta z gry, a kazdą smierć bohatera przeżywałem jak własną. Swiat Quake`a był jednak wtedy zbyt kanciasty jak dla mnie, więc uruchomiłem Dooma...

Doom okazał się grą bardziej wkręcająca niz Quake! Świat Dooma był o wiele ciekawszy i bardziej realistyczny niż jego natępcy. Mimo pseudo 3D zastasowanego w tej grze czułem pełną trójwymiarowość świata. Podobnie było z grą Cadilllacs&Dinosaurs (Callus). Te elektroniczne podróże przerwało wtargnięcie starych. Musiałem zjesc ohydną marchewkową zupkę (która o dziwo wtedy wydawała sie szczytem sztuki kulinarnej) i wyekspediowano mnie po chleb i bułki. To był już jednak koszmar. Straszne było przejcie przez ulicę, a już w ogóle horrorem było poprzoszenie sprzedawcy o bułeczki - tak się go bałem.

Trip grzybowy wpływa też na swiadomosć swoich emocji; można je wtedy dowolnie kontrolować i oceniać. Uzyskuje się wtedy wiadomosć rzeczy,nad którymi normalnie się nie zastanawiamy (np. swiadomość śmierci; wiemy że nasze życie jest ograniczone, lecz wtedy nie boimy się tego, akceptujemy to).

Znikają wszelkie kompleksy, zahamowania, wewnętrzne bariery emocjonalne (Daniel Goleman, autor książki "Inteligencja Emocjonalna" mówiącej naukowo o emocjach, sam też był tripperem). Ja sam bardzo krytycznie spojrzałem na cały proces dojrzewania itp. Łatwo też wtedy dostrzec fałsz i głupotę innych ludzi, ale też ich szlachetne i inteligentne zachowania...

To już inna bajka.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media