Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

„poznałem co to psychodelik – łusiczka’s part two - bad trip”

detale

raporty unknown

„poznałem co to psychodelik – łusiczka’s part two - bad trip”





Wiek - 17


Substancja – grzyby(30) + palenie(3 kule);


Poziom doświadczenia – grzyby po raz drugi, bakanie – dużo, feta – bardzo rzadko;


Ilość – wywar z 30


Set & Settings – miejsce i czas tego tripa to największy mój błąd chyba w życiu – działka na której byli moi starzy; pomyślicie że jestem pojebany – to prawda heh …







Jest godzina 19:00 – właśnie piszę ten tekst





Jak już pisałem wybór miejsca i czasu to mój największy błąd. Po prostu gorzej kurwa nie mogłem wybrać! Otóż był to 11 listopada na działce z rodzicami. Właśnie wyszedłem z kąpieli i dwóch buchach z wiaderka. Nareszcie jestem wyluzowany. Co za ulga…






Około godziny 12:00





Opowiem teraz o tym tripie… wybrałem 30 spośród 250 schowanych w szafce grzybków i wrzuciłem je do właśnie zalanego borowikowego „gorącego kubka” Knorr’a. Smak zajebisty normalnie jak gorący kubek a do tego jeszcze z przyjemnym zapaszkiem i smakiem grzybków… wypiłem i poszedłem sobie posłuchać mp3playera na tarasie. Jako że było w miarę ciepło jak na tą porę roku rozłożyłem się wygodnie na krześle zupełnie bez stresu itp. Posiedziałem tak z 20 minut i nagle poczułem wielką ochote „zrobić coś”. Zacząłem wyciągać gwoździe z desek co miałem właśnie zrobić. Szło mi to jakoś dziwnie – nagle oblał mnie zimny pot i pomyślałem sobie „zaczyna się” – wtedy jeszcze byłem pozytywnie nastawiony.






Od godziny 13:00 do 16:00





Nagle bania uderzyła do głowy – chyba znaczna ilość psylocybiny dostała się do mojej głowy… Kolory zaczęły wydawać się taki piękne… cudowne … wszystko ładnie oświetlone niezwykle dziś pięknym słoneczkiem. Nie pamiętam dokładnie co było po tym. Wiem tylko, że złapałem strasznego BAD TRIPA. Obraz przed oczami zupełnie nie przypominał tego codziennego. Wszystko było po prostu inne – lepiej nie umiem tego wyrazić - a zarazem bardzo takie … mistyczne? Czas zaczął płynąć bardzo powoli. Po około półtorej godziny od wypicia kubka poczułem co to znaczy PSYCHODELIK. Poczułem ogrom tego co może to zrobić z człowiekiem. Nie będę owijał w bawełnę - p prostu byłem naćpany. Jestem typem człowieka lubiącego używki – często bakającego, trochę rzadziej pijącego. Przy grzybach skun jest jak kawa. Przepaści pomiędzy tymi dwoma rzeczami nie da się opisać. Ganje traktuje jako właśnie używka, a poznałem co naprawdę znaczy drug. W czasie tripu miałem myśli, że nigdy więcej nie zjem łasiczek. Byłem po prostu przerażony ogromem mocy tej substancji. Naprawdę grzyby to coś zupełnie innego niż trawka. Do tej pory trzęsą mi się ręce po tym jak na mnie to podziałało. Ale wracając do mojego stanu to jak już wcześniej pisałem był on przerażający. Miałem bardzo pesymistyczne myśli. Z drugiej strony poczułem się jak bym wyszedł z ciała. Poczułem raptowny dystans do siebie. Zauważałem swoje wady, ale zalety także. Prześwietliłem całą moją osobowość. Poznałem naprawdę siebie. Cały czas czułem przerażający strach przed tym, że narobie sobie przypału i przejebane i rodziców. Na szczęście cały czas byłem poza zasięgiem ich oczu. Ale cały czas się katowałem, żeby nie zaliczyć wtopy. Cały czas oczekiwałem na zejście tripa i powrót autem do domu z działki. Gdy dowiedziałem się, że odjeżdżamy poczułem dokładnie znaczenie słowa „ulga”. Czułem dosłownie, że kamień spadł mi z serca. Podróż przy rodzicach przebiegła spokojnie, ponieważ bania już zeszła powoli. Podczas całego tripa jak i podczas jazdy byłem strasznie zamknięty w sobie. Wcześniej, gdy siedziałem jeszcze na działce na tarasie czułem cały czas wielką depresję. Miałem okropnego doła. Gdybym nie zjarał sobie kuli dobrego skuna nie wiem jak bym sobie ze sobą poradził. Po zbakaniu tej kuli poczułem się dużo lepiej i pomimo pesymistycznych myśli zacząłem myśleć trochę pozytywniej. I przestałem się tak panicznie bać. Nawet kremówka, którą zwykle uwielbiam – moje ulubione ciastko – nie smakowała mi ona. Wydawała się ona bardzo sztuczna i niesmaczna. Nie miałem po prostu na nią najmniejszej ochoty, wręcz brzydziła mnie.








Godzina 17:00 – w domu





W domu poszedłem się wykąpać. Patrz początek opisu…












- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -





EPILOG ( podsumowanie )





Zdecydowanie na grzyby trzeba się przygotować. Najlepiej chyba było by zgrzybić się w około 3 osoby. Miejsce i czas nie mogą być takie jak moje podczas tego tripu! :)

GRZYBY NIE SĄ DLA WSZYSTKICH. TO JEST NAPRAWDĘ DRUG NIE DLA KAŻDEGO. Ja się go po prostu przeraziłem. Poczułem jego ogrom.

I rada dla innych – jak jesz grzyby zawsze miej przy sobie na wszelki wypadek z 2 kule zioła! I to mówię całekiem serio!

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media