Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

sprawozdanie potripowe

detale

Chemia:

raporty unknown

sprawozdanie potripowe


zaraz po przebudzeniu::




[komentarzy `w trakcie` nie wysylam, przezycia wywolane lsd kloca

sie ze strukturami jezyka, wyszedl z tego belkot, z ktorego samemu

trudno mi cos wnioskowac]



komentarze rwa sie, co wyniklo z przemeczenia, niedospania. (?) nie zaluje ani

troche. to bylo bardzo dla mnie wazne. narodziny nowego swiata. wciaz trudno

o tym mowic, ale powoli dystansuje sie, dystans sie zwieksza. Wczoraj zjazd

byl dosyc trudny, po spaleniu lufy (jednen porzadny mach), zrobilo mi sie

bardzo dziwnie. obrazy przesuwaly sie z niesamowita predkoscia, powracaly,

zapetlaly sie, petle ktore porywaja wciagaja, wiry. czasem bolesne, ale

bardzo piekne. to byla muzyka, kazdy bodziec zewnetrzny po tysiackroc

zapisany w ksztalcie muzyki i obrazu w mojej glowie, totalne wyczulenie

wszystkich zmyslow. swiatlo kursora migotalo, caly pokoj migotal kiedy

spojrzalem na nie. moj cien na scianie wydawal mi sie najpiekniejszym

zjawiskiem, chcialem go malowac, pragne tworzyc. czuje wciaz narkotyk,

ale coraz slabiej, wspomnienia sa jeszcze bardzo swieze. spalem malo,

jest nieomal piata, a ja wciaz jakbym w innym swiecie przebywal, szmat czasu,

wiecznosc.



nie wiem czy L*** wie kto wczoraj do niego pisal, nie podpisalem sie.

teraz dopiero mamy wspolna plaszczyzne, ina plaszczyzne, kazdy chcialbym by

ja posiadal, alternatywne plaszczyzny, na ktorych widac lepiej to co jest.

czytalem dzisiaj Witkacego, opisy jego peyotlowych wizji, rozumialem go tak

dobrze, cieszylem sie razem. euforia nie jest taka jak ja tu opisuje jest

bardzo osobista, wewnetrzna, jest zrodlem nieskalanej radosci istnienia.

istnienia a nie mysli o istnieniu, bez powlok ochronnych, ktorych zazwyczaj

uzywamy, ktorymi zaslaniamy sie w codziennym zyciu.



nigdy wczesniej nie czulem sie tak soba i tak oderwany od siebie, mogac

sie widziec z boku z zupelnie nowych perspektyw, nie jednej stu milionow

punktow odniesienia, wszedzie, w kazdym zakatku tego dziwnego wszechswiata.



tak wiele przegapilem. staralem sie wyciagnac jak najwiecej, pierwszy raz

jest szczegolny, ale to tylko jakas mala czastka, ktora udalo mi sie wywlec.

jestem teraz szczery wobec siebie, dopiero teraz moge sobie na to pozwolic

bo nie jestem splatany zadnymi ograniczeniami ani barierami psychicznymi.

wszystko podane na talerzu, w calej swej skomplikowanej istocie, mozna plakac

wyc z zachwytu ale najlepiej po prostu byc i akceptowac co sie dzieje,

i pamietac, o ile to mozliwe.



chce przedluzyc ten stan, wiecznosc mija szybko i nastepna i kolejna. kwas

wciaga we wlasny swiat, nie mam co do tego watpliwosci ale narazie jest

mi dobrze, nie potrzebuje go juz wiecej, bo mam poczucie spelnienia,

poznania Tajemnicy przez duze T. potem bedzie potem.



kawalek rzeczywistosci gilgocze mnie w stope.



szczegoly, chcialbym zanotowac wiecej szczegolow, pomoc sobie w ten sposob

w przyszlosci. jeden obraz powracajacy wciaz na nowo, kiedy konczylo sie juz

pomalu dzialanie narkotyku - ja ale zdeformowany, w kolko to samo, tancze,

poruszam sie w rytm, jestem w nim uwieziony, wiecznosc tu wiecznosc tam,

przeskakuje z jednego wszechswiata w drugi, tak bylo to bardzo meczace,

kiedy thc zaczelo walczyc z kwasem, moze za malo go przyjalem, moze za

wczesnie, wrazenia byly wtedy bardzo mocne, nie moglem zasnac.



wiem dlaczego ludzie robia to co robia, widze ich, mechanizmy ich dzialania,

nie denerwuje mnie nic, nie ma we mnie ani krzty agresji, agresje innych

akceptuje, godze sie na nia, chociaz wolalbym oczywiscie aby jej nie bylo,

bo jest tak bardzo zbedna przeciez. spokoj, plynny plyw mysli, narzekania

z przedpokoju, glosniejsza wymiana zdan, ja juz tak nie potrafie, nie ma

we mnie gniewu, czy na zawsze?



kuchnia wczoraj przedstawiala niesamowity widok. przedmioty ozywione, kazdy

z osobna, wolajacy mnie, pieszczacy moj wzrok, ja pieszczacy przedmioty

wzrokiem. ogladalem rowniez telewizje, byl film erotyczny, wtedy kwas wchodzil

dopiero i ludzie, ci naiwni ludzie, tak pieknie sie kochali, chcialem by byli

szczesliwi. piekne cialo posiadam, zdalem sobie sprawy, piekny od stop do glow.



muzyka porywala mnie i dawala wizje, czas napecznial. piata godzina, zjadlem

wlasnie obiad, ktory bardzo mi smakowal.



demon to dobre okreslenie.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media