Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pokaz

detale

Chemia:

raporty unknown

pokaz

a.. nazwa substancji : koty


b.. poziom doswiadczenia uzytkownika : doswiadczony


c.. dawka, metoda zazycia : po 2 kartony


d.. "set & setting" : gotowy na nowe wyzwania


e.. efekty : specjalne ;)


f.. czy dane doswiadczenie zmienilo Cie w jakis sposob : jak kazde inne,

czyz nie ?


g.. jezeli to nie byl Twój pierwszy raz z danym srodkiem, czym róznil sie

od poprzednich : wszystkim





Bylo to juz sporo lat temu. Zamysl calej wyprawy zrodzil sie w naszych

glowach jeszcze wczesniej. Chodzilo o pokazy sztucznych ogni, organizowane

na swiezym powietrzu, na tle starego zamczyska w miejscowosci ktorej nazwy

nie pomne .Impreza mial charakter masowy. Dziesiatki tysiecy ludzi

przeplywalo barwnym korowodem przez uliczki malej wsi. Miejscowe sklepy,

czego jestem pewien juz nigdy wiecej nie zrobily wiekszego obrotu.





Potrzebowalismy ok 5h aby dotrzec na miejsce. Razna 6 osobowa ekipa

zebralismy sie na dworcu PKP. Rozesmiane twarze, radosne podniecenie na mysl

o majacych miec miejsce przyszlych wydarzeniach sprawialy ze moglismy

wszystko ;) Po zajeciu miejsc (koniec pociagu kolo kibla) wyciagnelismy

stafik i rozpoczelismy zadymianie skladu. Nie trzeba bylo dlugo czekac

chwili kiedy z rak do rak powedrowaly kwadraty. Pozdrowilismy matke ziemie i

skasowalismy bilety do nieznanego. Dopiero wtedy naprawde rozpoczelismy

wyprawe. Wysiadajac w miejscowosci calkowicie nam nieznanej bylismy juz

zdrowo usmazeni. Zreszta wiecznie bylismy usmazeni. Okazalo sie ze liczba

chetnych na obejrzenie pokazu znacznie przerosla oczekiwania organizatorow i

ludnosc naplywowa spacyfikowala cala komunikacje autobusy dowozace ludzi w

OKOLICE pokazu transportowaly setki scisnietych osob. Trzeba bylo tam byc,

wszyscy mielismy absolutnie przezabawne wrazenie ze jestesmy transportem

sledzi co wiecej reszta pasazerow autobusu (czyli jakies 430 osob) tez

podchwycila temat i rozpoczela sie ok 40 minutowa odysea sledzi :)Poniewaz

trzezwych bylo jak na lekarstwo nie trzeba bylo dlugo czekac kiedy caly

autobus zaczal spiewac "panie szofer gazu" . A w samym srodku tego

wszystkiego MY :D Bawilismy sie swietnie spora zasluga w tym ze o dziwo nie

widzialem ani jednej zadymy. Tzn. jedna widzialem ale o tym pozniej.

Wysiedlismy z autobusu a naszym oczom ukazal sie polozony odleglosci jakichs

3 km zamek. Nie musze chyba mowic ze bylismy zachwyceni, gdyby mozna bylo

wazyc zachwyt bylby problem ze znalezieniem odpwoiednio duzej wagi.

Poczulismy ze oto podjelismy byc moze NAJWAZNIEJSZA w zyciu decyzje. Decyzje

o ogladaniu pokazu sztucznych ogni pod wplywem LSD ....





Po drodze zrobilismy zakupy piwo, fajki czyli to co najwazniejsze. Od

pewnego momentu mozna juz bylo sie poruszac tylko w strumieniu ludzkich cial

ciagnacych pod zamczysko. Koty wyszly w noc :)





Wszystko dookola nabralo nierzeczywistego wymiaru. Bylem wielkim demiurgiem

moglem ksztaltowac rzeczywistosc na dowolny sposob. Gdybym na swej drodze

spotkal tajwanska delegacje wyjasnilbym im w 37 dialektach jak maja dotrzec

do celu. Uczucie absolutnego komfortu sprawilo ze nawet gdyby ktos zapalil

mi przed nosem zapalke zeszczalbym sie z zachwytu. Jak juz sie pewnie

domyslacie nikt nie pali mi przed nosem zapalek, zapalili mi przed nosem

niebo :) Poniewaz okazalo sie ze pod samym zamkiem nie ma juz miejsc

pozostalo nam udac sie na poszukiwania miejsca z ktorego widzielibysmy

cokolwiek. Bylismy namaszczeni. Z drogi pod zamkiem widac bylo cala jego

konstrucje oraz wzgorze na ktorym sie wznosil. Nie wiem kto i kiedy wlozyl

mi lufe w usta i zaczelismy zadymianie sektora. Chwila kiedy wybuchl

pierwszy fajerwerk byla doniosla. Wielka kula wybuchla nad zamkiem

rozlewajac sie setkami kolorow (!) nogi sie pode mna ugiely i doznalem

uczucia WSZECHZACHWYTU, spojrzalem na ludzi wokolo i zobaczylem ten sam

wyraz twarzy u wszystkich, szeroko otwarte usta i wybaluszone oczy :)

Pomyslalem, ze w tak komfortowych warunkach moge wspolodczuwac z bliznimi cos

wielkiego cos co zmieni nasz poglad na swiat. Kolejne wystrzaly rozswietlily

zamczysko i moim oczom ukazal sie obraz wilekiej bitwy. Rycerstwo nacieralo

na mury, a obsada stawiala opor. Tak! Bylem swiadkiem zdobywania zamku, to

bylo niesamowite walka byla zaciekla i krwawa a ja stalem oniemialy. Trwalo

to raptem 20 minut kiedy nagle zapadla dziwna cisza... Uslyszelismy

wystrzeliwane race, tyle brzmialy inaczej. Byly jakby... wieksze ? :) Tak,

byly wieksze. Byly kurwa DUZO wieksze, bylo ok godziny 22:00 ciemno jak w

dupie kiedy nagle zrobil sie sloneczny dzien. Dzien trwal ok 3 minut.

Bylismy znokautowani, to co dzialo sie w naszych umysla bylo czysta ekstaza

pomieszana z proba przyswojenia tak ogromnego poziomu zachwytu. Ogarnela nas

euforia bylismy aniolami, bylismy nieskonczenie doskonali bylismy bogami a

bog byl nami. To co pokazono pozniej bylo i jest nie do opisania, kolejne

wybuchy bylo wieksze. Kazdy wybuch poprzedzala seria wystrzalow dlatego

mocno mnie zastanowilo dlaczego w tej chwili owa seria byla dluzsza i

szybsza. Czyzby wystrzelono wiecej ladunkow ? Tak, wystrzelono wiecej

ladunkow. Tutaj powinienem sie zatrzymac i dodac ze nagle zorientowalem sie

ze oprocz dzwiekow wystrzalow slychac monotonny powtarzajacy sie dzwiek, po

DLUZSZEJ :D chwili zorientowalem sie ze to otaczaja cy mnie ludzie przy

kazdym wybuchu wzdychali "WOOOW!" :D:D:D Sami przyancie ze moglo to robic

wrazenie zwlaszcza ze to bylo dzisiatki tysiecy ludzi. Ja tez robilem

"WOOOW!" robilem je bo tak bylo trzeba bo nic innego nie przychodzilo mi do

glowy, pewnie gdybym krzyknal :"to jest piekne" zlinczowaliby mnie. To bylo

"WOOOW!" Nagle neuronami polynela informacja ze to koniec, wszystko trwalo

ok 1,5h . Ogarnal nas KOSMICZNY smutek, oto odebrano nam cos

najprywatniejszego cos co sprawialo ze che sie zyc, sens istnienia jakby

jednym ciosem sciato nam lby. W takich to nastrojach udalismy sie do

pobliskiej knajpy. Tyle ze bylismy jak dzieci zagubione we mgle, Pograzeni w

zalobie zdalismy sobie sprawe jakie to wszystko co nas otacza jest typowe,

oklepane i szare. Wspomnienie pokazy sprawialo ze przechodzily nas dreszcze

ale i ogarnial smutek. Postanowlismy sprobowac powrotu....





Dalszy Ciag ;)





Postanowilismy sprobowac powrotu. Sytuacja przedstawiala sie nastepujaco,

przed nami bylo kilka km drogi do pokonania. W oddalonym o 3 km punkcie

mial byc utworzony specjalny punkt z ktorego autobusy miejskiej komunikacji

mialy zabierac ludnosc naplywowa. Mialy. Niestety nikt nie przewidzial ze

musza najpierw dojechac. A to nie bylo latwe, kawalkada samochodow poruszala

sie cala szerokoscia jezdni TYLKO w jednym kierunku: do wyjscia :) Widok byl

co prawda dosc zajmujacy sznur czerwonych swiatel az do horyzontu, stawal

sie raz wezem raz ogonem strasznej bestii, wszyscy razem obserwowalismy ten

widok stojac na szczycie wzgorza. Przed nami bylo ok 8 km marszu do glownej

drogi. Koty zaczely byc zmeczone. Okazalo sie ze samochody poruszaly sie

wolniej niz piesi. Pocieszeni tym spostrzezeniem razniej zaszuralismy

obuwiem. Wtedy na wlasnej skorze przekonalismy sie co oznacza skazenie

srodowiska tlenkiem olowiu wypluwanym przez uklady wydechowe samochodow. Jak

gdyby tego bylo malo droga jechaly tez autobusy, duzo autobusow. Wypelnione

do granic mozliwosci, mknely z predkoscia 4km/h i wypluwaly produkt uboczny

spalania ropy wprost w nasze pluca. Nic dziwnego ze zaczelismy sie czuc jak

prusaki potraktowane Raidem, robilismy sie zieloni i fioletowi na zmiane.

Szybka :) narada i postanowilismy odejsc w las aby zaczerpnac powietrza oraz

zwymiotowac :) Padlismy na ziemie i nie zastanawiajac sie rozpoczelismy

zadymianie zagajnika. Po ok 1,5h okazalo sie ze przewalilo sie najgorsze i

nawet zalapalismy sie na autobus. Naszym celem byl dworzec PKP. Dotarlismy

na miejsce ok 3 nad ranem. Najblizszy pociag byl o 13, rozlozylismy sie na

podlodze i rozpoczelismy...zasypianie :) Wlasciwie nie bylo to

zasypianie. Koty nie spia jak ludzie ;) Dworzec ukazal sie nam jako

"organizm" samodzielna jednostka zdolna prztrwac dzieki zlozonej strukturze

wewnetrznej. Konstrukcja dachu budynku pelniacego role dworca miala

strukture zlozonych kratownic, pomalowanych na wszystkie dostepne w

miejscowym sklepie kolory. Nie moglismy sie nadziwic inwencji projektanta,

dzielo zostalo okrzykniete arcydzielem. (Z uwagi na zbyt mala ilosc czasu

musze odpuscic opis tego co dzialo sie podczas 3h meczu w Magic the

Gathering moze kiedys gdy sam bede juz dziadkiem spisze to ku potomnosci)

Nastala godzina 9 rano i koty zaczely prezyc grzbiety. Przed dworcem

przywitalo nas slonce i perspektywa nierychlego powrotu do domu :) Jakby

nigdy nic "g" oznajmila, ze jest w posiadaniu bialego legwana. Naszym oczom

ukazaly sie dwa woreczki wypelnione bialym proszkiem :D Sniadanie trwalo

okolo 15min ;) Sytuacja rysowala sie nastepujaco sloneczny dzien piekny maly

dworzec kolejowy i 6 argonautow. Czekanie na pociag stalo sie zrodlem wielu

cudownych doznan zwlaszcza ze zawsze w najmniej oczekiwanym momencie wracaly

Koty i swiat stawal sie struktura zlozona z tylu zmiennych ze jego odbior

byl absolutnie niemozliwy. Wtedy w tych chwilach zdawalem sobie sprawe ze

moje "stniec"jest tyle warte co potracony kot na poboczu szosy. Jednak w

nastepnej chwili porywany euforia i zachwytem nad pieknem tego swiata.

Prowadzilismy niekonczace sie dyskusje o naturze wszechrzeczy i o braku

wszechrzeczy w naturze. Przez caly czas prowadzilismy akcje zadymiania ;)

Udalo sie ! Pociag ktory po nas przyjechal byl TYLKO naszym pociagiem, jakims

cudem okazalo sie ze caly wagon jest wolny. Czyz nie wymazona sceneria do

rozpoczecia zadymiana ? :) Podroz uplynela nam w sielskiej atmosferze

przerwanej wizyta pana konduktora ktory dziwnie sie na nas patrzac,zwrocil

nam uwage zebysmy byli troszke ciszej. Na pytanie dlaczego skoro jestesmy

sami w wagonie ? Odpowiedz byla krotka i zasadnicza. Musimy sie trzymac

regulaminu :) Smialismy sie przez nastepne 2 godziny i nie moglismy

przestac, regulaminowo zadymiajac przedzial, wagon, sklad, swiat.....





:)





P.S Potem jeszcze kilkanascie godzin gry MtG, az wreszcie litosciwy zjazd

ktory przypominal wlasciwie zebranie 95 letnich powrot do formy po owym

wyczynie trwal o ile pamietam okolo 3 dni :) Nie chce nawet myslec co by

bylo gdyby nie ziololecznictwo :)





Pewnie bym tego teraz nie pisal....

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media