Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

piekło i niebo

detale

Chemia:

raporty unknown

piekło i niebo

Jakis czas temu , zdaje sie ze z rok postanowilem zrobic sobie uczte,

kupilem 2 kwasy, mialem je zarzucic z kumplem ale zdaje sie ze mial

jakies egzaminy, wiec przelezaly jakis tydzien, az pewnego wieczoru cos

mnie podkusilo i zjadlem je sam. zaczelo sie jak zwykle ,lekkie

naspidowanie itd. , puscilem pink floyd i po jakims czasie wszystko

wygladalo jak choinka na boze narodzenie , cienie tanczyly, wzorki na

tapecie i wykladzinie przesuwaly sie i zmienialy kolory, muzyka plynela

jakby z wewnatrz mojej glowy, czulem tylko nieopisana radosc i

szczescie. bardzo podobalo sie sie jak spojrzalem na moje nogi, byly

one jakby dwa razy dluzsze i na dodatek falowaly w rytm muzyki, po

jakims czasie lezac na kanapie z zamknietymi oczami (chyba latalem nad

miastem, cos jak w big lebowski) zobaczylem kolorowy wirujacy napis LSD

ktory przyblizal sie do mnie, gdy juz dotarl poczulem wtrzas jakbym

spadl z paru metrow na ziemie byl on bardziej psychiczny niz fizyczny,

od tego momentu moja swiadomosc ulotnila sie w niebyt, zaczolem sobie

przypominac co onacza ten napis, wiedzialem ze jest to cos bardzo

waznego ale nie moglem sobie za nic przypomniec co, mysl ta nie dawala

mi spokoju mialem zamiar popytac sie moich sasiadow, bo oni by na pewno

wiedzieli, cale szczescie ze nie poszedlem :), zaczolem sobie kojarzyc

LSD z ksywka mojego dilera, doszedlem do tego ze lsd dostaje sie od

przyjaciela ktory jest juz na wyzszym poziomie duchowym, wydawalo mi

ze wszyscy moi przyjaciele stoja przed moimi drzwiami i czekaja na mnie

az wyjde, a wtedy powitaja mnie jako nowo narodzonego, otwieram drzwi i

wyobrazcie sobie moje zdziwienie kiedy nikogo tam nie zastalem, wiec sie

ubralem i wyszedlem na poszukiwanie "klucza" (cokolwiek to bylo)

doszedlem do parku ale szybko sie cofnolem bo drzewa zaczely sie

zlowrogo uginac jak u tandetnym horrorze, stwierdzilem ze lepiej bedzie

sie cofnac do domu , gdy wrocielm czulem sie jakby mi ktos odebral

szanse wkroczenia do lepszego,wiekszego bytu, mialem to na wyciagniecie

reki, wystarczylo ja tylko wyciagnac i poznal bym wszystkie tajemnice

wszechswiata, strasznie mnie to dobilo i wtedy cos zaczelo sie psuc,

dzialo sie to stopniowo, powoli, jakby ktos odlaczal kolejne wtyczki z

mojego tripu, kolory zaczely bladnac, wzorki ustawac, sciany zaczely sie

kurczyc do srodka, wszystko bylo stare, pokryte kurzem, wykoslawione,

postanowilem zmienic muzyke ale to nie pomoglo, w jednym utworze pink

floyd jest taki kawalek spokojnej i pieknej solowki na gitarze, wtedy

wydawalo mi sie jakby to sama smierc grala na kompletnie rozstrojonym

instrumecie (przesladowalo mnie to jeszcze przez jakies pol roku),

zadzwonila do mnie kumpela, jak odebralem o malo bym zawalu nie dostal,

miala glos stu letniej jedzy, tak sie przestraszylem ze rzucilem

sluchawka i wyrwalem kabel z gnizadka, pamietam jak zapalilem papierosa

to zamiast dymu z ust wylecial mi kurz, ogarnely mnie mysli samobujcze

zycie nie mialo juz sensu, utracilem sens swojego istnienia mimo ze byl

on tak blisko, chcialem skonczyc z glowa i kiblu (doslownie,

prawdopodobnie i tak by mi sie to nie udalo :))) usiadlem i zaczolem sie

zastanawiac DLACZEGO, w koncu doszedlem do wniosku ze widocznnie jeszcze

nie jestem na to gotowy, ze przyjdzie to samo bez ingerencji z zewnatrz,

a smierc i tak nie pomoze bo i tak bym musial swoje przeczekac w

nastepnym zyciu (nie wierze w reinkarnajce i inne duperele) po jakim

czasie zaczela wracac swiadomosc, bylem przybity az do nastepnego dnia

do poludnia, pamietam ze zobaczylem jak slonce wychodzi za chmur i

oblewa wsystko swoim blaskiem, ze trawa jest bardzuej zielona, ludzie

weselsi a swiatlo jasniejsze i wtedy dopiero poczulem jakie zycie jest

wspaniale.



no to by bylo na tyle, wszystkiego nie ma w tym opisie bo po prostu nie

pamietam wszystkich szczegolow, jak ktos to powiedzial wrazenia z tripu

znikaja szybko jak sen po przebudzeniu, byl to zarazem najlepszy jak i

najgorszy trip w moim zyciu, ale wiele wnoiskow z niego wyciaglem

szczegolnie na sprawy zycia i smierci , wiele sie o sobie dowiedzialem,

wiele tez sie strachu najadlem :)

na koniec wypada przytoczyc swiete slowa niejakiego H.Osmonda (chyba

jego)




"To fathom hell or soar angelic,


Just take a pinch of psychedelic."

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media