Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

nigdy więcej nie zjem grzybów

detale

raporty unknown

nigdy więcej nie zjem grzybów

Ten wieczor zaczal sie calkiem niewinnie. Siedzialem upalony, saczylem

browarek i pisalem list do kumpla. W trakcie pisania (moze dlatego, ze

niejedno zjedlismy z tym kumplem) wpadl mi do glowy pomysl, coby sie dobrac

do grzybow, ktore czekaly w szufladzie. Mialem paczuszke ok. 100. Rozsypalem

je na teczce obok siebie i zaczalem pogryzac jak chipsy do piwka. Zwykle

jadam


ok. 50 i tak tez chcialem zrobic tym razem. Na skutek rozkosznego i

beztroskiego stanu, w jaki wprowadzily mnie fajeczka i piwko, przestalem

zwracac uwage na ilosc pochlanianych przeze mnie kapeluszy. Strasznie fajnie

i plynnie mi sie pisalo, wiec zorientowalem sie ze wystarczy, dopiero gdy

litery na kartce zaczely sie rozmywac i zmieniac ksztalty, a ja nie moglem

zmusic dloni do stawiania tych precyzyjnych znaczkow. Zorientowalem sie, ze

zjadlem wiecej niz zwykle - na teczce zostalo ok. 25-30 grzybow. Poczatkowo

czulem sie dosyc normalnie nagrzybiony. Pozniej wszystko zaczelo sie

intensyfikowac. Kanty zniknely, wszystko bylo zaokroglone i plynne. Zaczalem

widziec podwojnie - ten sam obraz nalozony na siebie z lekkim przesunieciem.

Dawalo to taki efekt, jakby wszystko bylo przezroczyste, takie na wpol

materialne. Muzyka rysowala mi niesamowite rzeczy w glowie. Czulem sie b.

dobrze i leniwie. Lezalem na lozku i toczylem jakies powolne rozmyslania o

wszystkim. Do tego momentu wszystko miescilo sie w granicach tego co znalem

z innych jazd grzybowych lub kwasowych. Rozgladajac sie po pokoju zauwazylem

wygladajaca jak b. delikatna siec strukture. Byla jakby rozpieta na

niewidzialnych slupkach (a moze podwieszona na niewidzialnych niciach ?) i

mienila sie kolorami. Wstalem i zaczalem jej sie przygladac. Oprocz tego ze

moglem przez nia swobodnie chodzic (zajmowala spora czesc sporego pokoju i

znikala w scianach), jak na halucynacje zachowywala sie b. realistycznie.

Pozostawala zawieszona w tym samym miejscu


a jej obraz, gdy patrzylem z roznych katow zmienial sie zgodnie z zasadami

optyki. Moja glowa pedzila coraz szybciej, tracilem kontrole nad strumieniem

(rzeka) mysli. Owladnela mna idea, ze jest jakis obszar rzeczywistosci

(jakas druga strona), do ktorego maja wstep tylko nieliczni. Bylem

przekonany, ze istnieje jakis prosty rytual, zaklecie, ktory pozwala na

przejscie do tego rownoleglego swiata. Spedzilem sporo (chyba) czasu

zastanawiajac sie co musze zrobic, by sie tam dostac. Odtanczylem kilka

tancow, wypowiedzialem mnostwo potencjalnych zaklec, wykonalem wiele

rytualnych gestow i nic. Kolejna mysla bylo popelnienie samobojstwa. W

glowie odezwalo mi sie wielkie `EUREKA`. `Jakie to banalne, prosty rytual

przenoszacy w inna rzeczywistosc` myslalem sobie ` musze sie po prostu

zabic`. Na drodze b. racjonalnego, jak przyznacie, rozumowania, doszedlem

jednak do wniosku, ze nawet, jesli o to wlasnie chodzi, to smierc mi nie

ucieknie i w zwiazku z tym nie ma sie co spieszyc. Wiec dalem sobie spokoj z

poszukiwaniem rytualu i poszedlem sie odlac. Zwykle po psychodelikach lustro

jest dla mnie cudowna zabawka, lecz tym razem przerazilo mnie moje odbicie.

Wygladalem jak minotaur mniej wiecej - przekrwione oczy palajace

nienawiscia, twarz wykrzywiona w okrutny grymas. Odwrocilem sie od lustra,

choc postac ktora w nim widzialem bardzo mnie przyciagala. Mocno rozedrgany

i zaniepokojony odlalem sie a wychodzac z lazienki zaslonilem sobie oczy,

zeby nie patrzec na siebie w lustrze. Czulem, ze jeszcze nie osiagnalem

apogeum jazdy i to co przede mna budzilo moj strach. Polozylem sie z

powrotem. Zamknalem oczy i wsluchalem sie w muzyke. Robila mi w glowie tak

niesamowite zamieszanie, ze w pewnym momencie przeczolgalem sie przez pokoj

(nie bylem w stanie chodzic) aby ja wylaczyc. Wrocilem na lozko i staralem

sie uspokoic. Lezalem przerazony i powtarzalem `nigdy wiecej nie zjem

grzybow`, `nigdy wiecej nie zjem grzybow`. Wtedy zaczalem miec strasznie

intensywne halucynacje. Otworzylem oczy, ale to w ogole nie zmienilo mojej

sytuacji. NIe widzialem pokoju, widzialem za to ludzi. Pojedyncze postaci

pokazywaly mi sie przed oczami. Byli to ludzie, ktorych znalem z widzenia,

kumple, przyjaciele, brat. Kazda na tle bezksztaltnej czerni, niektore

patrzyly mi w oczy, inne w przestrzen. Niektore sie usmiechaly, inne nie.

Pojawilo sie wtedy we mnie przekonanie, ze osoby, ktore zobaczylem, sa w

jakis sposob w tej drugiej rzeczywistosci, o ktorej pisalem wczesniej.

Wygladalo to jak pokaz slajdow i bardzo sie uspokoilem podczas ogladania go.

Lezalem tak jeszcze dosc dlugo po tym jak halucynacje zniknely. Zostalem z

jazda grzybowa mieszczaca sie w granicach normy, ale bylem tak wycienczony

psychicznie, ze uspilem sie za pomoca marihuany.


Aha, wracajac do tytulu - zjadlem znowu dwa dni pozniej. :)

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media