Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

max adrenaliny na kwasie

detale

Chemia:

raporty unknown

max adrenaliny na kwasie

Nikomu nie życzyłbym tego co przeżyłem niedawno na kwasie.

Zaczeło się zwyczajnie. Jeden z moich kumpli miał urodziny więc

postanowiliśmy się zkwasić. Dla niego to był pierwszy raz, a ja już miałem

kilka tripów za sobą. Poszliśmy w pięciu. Kupiliśmy sobie trzy `Baby na

rowerze` (dla mnie najlepszy kwas).


Już od początku dzień wydawał się jakiś pechowy. Kiedy dzieliliśmy kwasa

siedząc na ławeczce koło stadionu podeszło do na dwuch łysych z szlikam

(właśnie zaczynał się mecz) i spytali skąd jesteśmy, ale na szczęcie nie

uznali nas za wrogów i poszli. Wydało mi się to niezbyt ciekawym początkiem

tripu. Zjedliśmy kwasa i wróciliśmy na swoją ulicę. Tam siedząc sobie na

ławeczce przed blokiem czekaliśmy spokojnie na pierwsze efekty. Po około 40

min. poczułem nagły przypływ energi i dałem propozycje żeby połazić po

mieście. W tym momencie dołączył do nas jeszcze jeden kumpel i miał

szczęście bo zostało nam jeszcze pół znaczka, którego oczywiście zjadł z

uśmiechem na twarzy. I było nas już sześciu. Wyrusziliśmy do centrum miasta,

spalając po drodze trochę ganji. Od tego momentu małem już niezłą jazdę.

Miałem wrażenie że jesteśmy w centrum uwagi, że spogląda na nas każdy i było

chyba tak naprawdę bo nieda się spokojnie zachowywać w szeiściu na kwasie.

Płytki chodnikowe pływały, a krztałty chmur na niebie tak przyciągały moją

uwagę, że nie mogłem przestać na nie patrzeć. Szedłem i cały czas patrzyłem

na niebo. Troszkę odleciałem w te chmury i wogóle zapomniałem że idzę z

kumplami. Z jednym z nich zacząłem rozmawiać o rękach. Mieliśmy na ten temat

głębokie przemyślenia. Po chwili rozmowy moje ręce zaczęły mi przeszkadzać.

Pytałem po co mi ręce itp. Tak bardzo mi przeszkadzały że miełem ochotę je

uciąć. Ktoś rzucił chasło `nie śmiejemy się` i wtedy dopiero zaczeliśmy

śmiać sie na maksa. Oczywiście każdy próbował nieśmiać się, ale każda taka

próba kończyła się jeszcze większym wybuchem smiechu. I tak szliśmy sobie

zaczowująć sie troszkę dziwnie. Co jakiś czas ktoś wchodził na ulicę,

pomijając już fakt że szliśmy bardzo powoli, co jakiś czas przykucając,

siadając na ławce. Wogóle nie przerażały mnie samochody jadące na mnie.

Byłem w środku miasta ale wchodząc na ulicę czułem się na wiejskiej drodze

na której wogóle nie jeżdżą samochody, które i tak wyglądały jak małe

kolorowe zabaweczki. Od wzięcia kwasa mineło już ponad 2 godz. wtedy

mieliśmy największą jazdę. Postanowiliśmy wejść do parku (i to był nasz

błąd). Kiedy tak szliśmy tym parkiem nikt nie umiał się dogadać. Każdy

chciał żeby wszyscy go słuchali. Kiedy wkońcu doszliśmy do porozumienia

usiadliśmy na środku alejki parkowej ustaliliśmy kolejność mówienia, co i

tak nie pomogło. Pamiętam jak spoglądałem na drzewa. Każdy listek uśmiechał

się do mnie. Kora na drzewie wspaniale się ruszała. Na ścieszce widziałem

geometryczne wzory które miały w sobie pewien ład. Były poukładane w jakiś

ciekawy sposób. Nie da opisać się słowami co ja wtedy widziałem. Nagle

usłyszałem w głowie muzykę. I powiedziałem że idziemy na festyn bo wydawało

mi się że jakieś dwieście metrów przed nami jest impreza. Dochodzimy do

miejsca gdzie miał być festyn a tam nic, tylko siedzi sobie troszkę ludzi na

ławkach i piją piwko. Usiadliśmy na ławcę i podszedł do nas troszke pijany

koleś i do dziś nie wiem czy ja miałem wtedy haluny cze koleś miał takiego

zeza, że nie sposób było się nie śmiać. Tak nas gość rozwalił że

postanowiliśmy lepiej pójść. (Był taki wspaniały Trip, byłby jeden z

lepszych gdyby nie ta akcja z zezowatym kotlesiem) Po jakiejś minucie

odwracam się i widze jak biegnie za nami około dziesięciu gości. Mówie

innym, a oni się odwracają i mówią że oni nie biegną tylko mam haluny. Po

chwili okazało się że miałem rację. I zaczeliśmy uciekać. Wpadłem w

niesamowity trans. Biegłem chyba najszybciej w swoim życiu (potem okazało

się że inni też to przeżyli). Nie zwracałem uwagi na nic, widziałem tylko

swoje nogi i nic poza tym. O wszystkim zapomniałem. Kwas+adrenalina to

niesamowity dopalacz. Tamci kolesie co nas gonili byli najebani to nie mieli

z nami szans. Kiedy już ich zgubiliśmy zatrzymaliśmy i dopiero wtedy

poczułem niesamowite zmęczenie. Włączyły mi się takie haluny ża te z przed

biegu to było nic. Myślałem że już luz, a tu ZONK. Kolesie pobiegli gdzieś

na skróty i wychodzą przed nami. O KURWA. Skok adrenaliny, przyśpieszenie

serca, przejebany DÓŁ. I gadka z kolesiami. My zkwaszeni oni najebani.

Gościowi twarz sie zmienia, wszystko lata do okoła. Totalny ropierdol w

mózgu. Zero rozumienia. Jeden koleś ściąga pas, drugi coś pierdoli. Wogóle

nie rozumiałem sytuacji. Nie wiedziałem co mam robić, chodziłem do okoła,

panikowałem jakby to była najgorsza rzecz w moim życi. Wszyscy mieliśmy

nasrane w gaciach. Miałem już przed oczami jak dostaje wpierdol na kwasie.

Najgorsze myśli, buty na twarzy. Poprostu tysiące myśli na sekunde. Gościu

się zapytał czemu się z niego śmialiśmy. Mój kumpel mówi że jesteśmy na

kwasie, a ten najebany `AAA to luz` bo myślałem że się ze mnie nabijacie,

spoko luz itp. Nagle poczułem się zajebiście, przyjemne wewnętrzne ciepło,

spadek adrenaliny. Totalne przeciwieństwo uczucia jakie miałem przed 20

sekunadmi. Ale to jeszcze nie był koniec. Odchodzimy weseli że sytuacja

wyluzowała sie, a tam wybiegają następni i krzyczą `gonić ich`. Myślę sobie

KURWA ZNOWU, i ponownie wpadłem w trans biegu, ale tym razem dwa razy

mocniejszy. Odwróciłem się i poczułem się jak na stadionie. Dosłownie

zobaczyłem setki ludzi biegnących za nami. Być może było ich co najwyżej 15

ale dla mnie ich było 200. Najbardziej przerażałe mnie myśl że złapią

któregoś z moich kumpli i wtedy już nie bedzie wyboru, będzie trzeba się

wrócić i chociarz próbować się bić bo nie wiem czy udało by mi się to na

takiej bani. Na szczęcie udało nam się uciec, ale to już był koniec

przyjemnej bani. To już do końca były rozmowy o tej sytuacji, już nie było

śmiechówy. Postanowiliśmy jak najszybciej wyjść z miasta i poszliśmy do

lasu. Zdołowani szliśmy do lasu. To było naszym jedynym celem szliśmy tam

bardzo szybko. Każde krzyki dzieci biegających i bawiących się dołowały nas

jeszcze bardziej, myśleliśmy wtedy że znowu nas gonią. Doszliśmy do lasu

już uspokojeni a tam kurwa następna akcja. Ognisko na polanie. Jakiś żul

przyjebal lasce. Laska podchodzi do nas zakrwawiona i mówi do mojego kumpla

że mu się podoba i że chce iść z nami. Mówie kurwa zaraz znowu bedziemy

spierdalać, ale naszczęście laska dała sobie spokój i poszła. Potem już był

tylko zjazd i aż do późnej nocy rozmowy o dzisiejszej przygodzie. Najgorsze

przeżycie było chyba dla mojego kumpla który pierwszy raz jadł kwasa. Po

kilku dniach sprawe rozwiązaliśm bo jeden z kolesi który nas gonił

przypadkiem chodził do tej szkoły co mój kupel i potem nie mógł przez kilka

dni chodzić do tej szkoły:))

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media