Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kopiąc kamień zmarznie pani

detale

Chemia:

raporty unknown

kopiąc kamień zmarznie pani

Opowieść nie zawiera w sobie elementów nieprawdy i fałszowania

faktów, insynuacji, zmyślonych przeżyć itp. To, co tutaj napisałem

tworzy pewne przypomnienie sobie wycieczki z przeszłości, podczas

której byłem jednym z bohaterów przeżyć wywoływanych przez

psychotoksyczny LSD-25, zwany potocznie kwasem, środek, który dla

wielu będzie symbolem niezapomnianych przeżyć, do których z biegiem

lat coraz trudniej się wraca, a dla niektórych będzie wielką magią

znaczeń, zastanowieniem nad nieodwracalnymi zmianami w swoim

organizmie. Moje opowiadanie jest dokładnym zapisem wydarzeń, jakie

zaszły podczas tej wycieczki. Będą w nim zawarte przeżycia wg mojej

subiektywnej oceny, zarówno te wywołane działaniem narkotyku

bezpośrednio lub pośrednio jak i te, które można uznać za znaczące

podczas każdej wycieczki, nie tylko tej zorganizowanej z okazji

zażywania kwasa.



Wydarzenie to będące przynajmniej w moim życiu dosyć znaczącym, ale

do najznamienitszych i najszczęśliwszych nie należące, rozpoczęło się

jesienią roku 1998 w południe. Nie ma znaczenia, jaki to było dzień,

natomiast ważne jest to, że było to niedługo po życiowym, psychicznym

przeżyciu zapisanym na papierze p.t. „Faza i kat życia”. Ja wiem,

jaki to był dzień, ale Wy nie musicie wiedzieć. Istotne jest bardziej

to, że w tym dniu pogoda była słoneczna a temperatura powietrza dosyć

wysoka. Była to o tyle przydatna okoliczność, o ile takie warunki

można uznać za sprzyjające dobrej wycieczce. Wyruszyliśmy w czwórkę:

Ja, Ładrol, Dźwiedź i Maćkot.


Papierki nasączone kwasem rozmiękły się w naszych ustach. Byliśmy

nastawieni na nielada emocje. Ponieważ po fakcie wiem, że tych

emocji nie było, mogę postawić hipotezę już na samym początku,

mianowicie efekt działania bardzo dużej ilości grzybów był taki, iż

przerósł takowy po zażyciu LSD.


Cel, jaki sobie postawiliśmy, to była oczywiście wyprawa, podczas

której towarzyszyły nam emocje opierające się na wzrokowych

halucynacjach. Ale celem samej wycieczki było dotarcie na piechotę do

wyciągu narciarskiego, który w tamtym czasie było nowo otwartym

obiektem u podnóży Czarnej Góry. Tym celem w końcu była przejażdżka

samym wyciągiem i taki cel widniałby w opisie każdej wycieczki w

tamtym kierunku, na której młodzież nie zażywa narkotyków.


Przez pierwsze kilka kilometrów czekaliśmy aż nastąpi ewidentny

moment, w którym moglibyśmy powiedzieć, że się po prostu zaczęło.

Niestety takiego momentu nie udało nam się stwierdzić. Podczas

wyprawy przechodziliśmy przez dwie a właściwie przez cztery wsie,

tyle że w przypadku jednej to trudno mówić o zabudowie. W tej

pierwszej tuż na początku wycieczki usiedliśmy przed domem jednego z

naszych szkolnych kolegów – Zajki. Chwilę posiedzieliśmy i poszliśmy

w dalszą drogę, cały czas w oczekiwaniu na „fazę”. Przeszliśmy jedną

wieś, dotarliśmy do drugiej i dopiero wtedy, kiedy byliśmy w połowie

drogi do wyciągu (czyli przed 20 km), znajduję obrazy życia, które są

upamiętnieniem tej wyprawy. Wtedy to Dźwiedziu i Maćkot poczęli

zachwycać się zielonym kolorem lasu, czyli barwą liści, jaskrawością

kolorów. Byli wyraźnie podekscytowani, ale nie zauważyłem wielkich

emocji, które charakteryzowałyby mnie w czasie takich przeżyć. Ładrol

stwierdził, że to może być autosugestia i że on nie dostrzega żadnych

zmian w widzeniu zielonego koloru. Na to oni odparli, żeby przestał

taki mówić, bo to jest nieważne, a oni chcą się dobrze bawić. Ich

zabawa nie trwała jednak długo, pamiętam, że do końca wycieczki nie

przejawiali takiej radości ani razu.


Generalnie i to patrząc z perspektywy stwierdza się doświadczenie

widzenia bardziej jaskrawego niż normalnie koloru zielonego. To

stanowi zdecydowanie za przesłankę, iż kwas działał jak należy.

Wcześniej mieliśmy podejrzenia, że może zostaliśmy oszukani. Teraz

mam jednak pewność, że te papierki zawierały w sobie toksyczny

środek. Jednak spośród szerokiej gamy halucynacji wzrokowych, które

wywołuje zostaliśmy obdarzeni tylko jedną. A dlaczego to był jedyny

wzrokowy objaw działania narkotyku? Ja to wiem z obserwacji

poczynionych w czasie wycieczki, jak i z udowadniania

przeprowadzonych nad działaniem narkotyków hipotez.


Pierwszą przyczyną słabszego działania LSD nie była niedostateczna

zawartość środka, lecz rodzaj kwasa, a w tym przypadku LSD nazywał

się „Bliźniaki”, który do najsilniejszych nie należy. Drugą przyczyną

i to najważniejszą, w szczególności dla nas: Sajmenosa i Ładrola była

wcześniejsza przygoda z grzybami halucynogennymi, podczas której

zażycie ponad 100 grzybów wywołało takie zmiany w organizmie i tak

pobudziło nasze poznanie zmysłowe, iż działanie tego kwasa nie mogło

wywołać większych zmian w psychice i obudzić naszą wyobraźnię,

przyśpieszyć działania mózgu.


Patrzyłem na swoje dłonie i wyglądały one inaczej niż normalnie. Były

grubsze, czerwone i posiadały cienką otoczkę powodującą, iż obraz

jaki widziałem, patrząc na nie, był rozmyty, ale nie zamglony. Był to

wyrazisty obraz, ciało rozmywało się w powierzchnią widoczną poza

dłonią, na przykład z drogą. W ten sposób rzeczywisty obraz

trójwymiarowy zmienił się na dwuwymiarowy. To kolejny dowód mało

znaczących zmian w percepcji.


Aczkolwiek mało się działo w naszych umysłach, moja psychika powoli

oddawała się w kleszcze psychozy lęku. W tamtym momencie, kiedy oni

przez moment utworzyli radosną parę czułem się odosobniony. Zanim

opowiem dalej warto napisać, że mój stan psychiczny to kolejny dowód

na działanie LSD.


W między czasie pobiegliśmy do rzeki płynącej blisko drogi, aby

spróbować czystej, górskiej wody. Pamiętam, że o mało co, nie

złamałbym sobie nogi, tak wbiegłem w kamienie.


Kiedy byliśmy w najwyższym punkcie wysokościowym mierzonym dla drogi,

przystanęliśmy na chwilę na przekąszenie prowiantu. Czułem się

zupełnie obcy a koledzy wymieniali między sobą jakieś zdania.

Naprawdę w takim dniu i w takim stanie nie można prowadzić filmowych

dialogów.


Patrzyłem. Na ostatnim odcinku drogi, tuż przed wyciągiem nie

wydarzyło się nic szczególnego. Dotarliśmy do naszej atrakcji dnia,

trochę wydzieliła się adrenalina. Potem działy się ciekawe rzeczy,

które warto odnotować. Pierwszą niesamowitą reakcją na zmieniającą

się rzeczywistość było odczuwanie stopniowego obniżania się

temperatury. Trwało to dosyć długo, tak jak długim wydawał się wjazd

na górę. Różnica temperatur jaka wystąpiła pomiędzy podnóżem góry,

gdzie świeciło słońce, a my ubrani byliśmy w koszulki, a miejscem

gdzie wyciąg kończył bieg i gdzie padał śnieg, widoczność sięgała

zaledwie 5 metrów, a my ubrani byliśmy w dodatkowe ubranie, np.

kurtki była znaczna. Pamiętam, że ubranie było tą przesłanką dla mnie

z rzeczywistości, iż podczas ubierania się na wyciągu wiedziałem, że

jeszcze nie zwariowałem. Nie wszyscy jednak tego dnia, którzy

korzystali tego dnia z wyciągu zabezpieczyli się przed zmarznięciem.

Kiedy mijaliśmy osoby lekko ubrane, ostrzegaliśmy ich, iż zmarzną na

górze, w słowach: „Zmarznie Pani, zmarzniesz itp..”.


W drodze powrotnej Ładrol znalazł kamień. Kopaliśmy go przez cały

powrót do domu. Staraliśmy się kopać go tak, aby nie wypadł z szosy.

Ciągłe ocieranie kamienia o twardą powierzchnię stanowiło jakby

historię otoczaków w pigułce i spowodowało jego specyficzne

uformowanie. Słynny kamień został nazwany „Rolling Stone”.


Niedobra wycieczka trwała, moja niedola z odmętami podświadomości

również. Robiło się coraz szarzej, smutniej, ciemniej. Patrzyłem na

stare poniemieckie domy i z empatią myślałem o tragediach rodzinnych,

jakie dzieją się w ich murach. W dużym skrócie przypominając to sobie

stwierdzam, iż powodowało to moje ogromne odosobnienie i strach przed

tym, że nigdy już nie powrócę do dawnej rzeczywistości.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media