Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kompletny bezwład

detale

raporty unknown

kompletny bezwład

substancja: gałka muszkatołowa

miejsce akcji: dzialka u znajomego

czas tripu: 2,5dnia

czas wejscia od spozycia: 8 godzin

inne srodki: thc (sporo) 2 piwa

galka: 30g/osobe


Dosyc dlugo przymierzalismy sie do tego tripu, wydaje sie to dosyc

niewinne,

galka jest tak powszechnym produktem, ze chyba nie moze miec az tak

"czarodziejskiej mocy", jak sie jednak pozniej okaze ma nawet wieksza....,

ale po kolei. Mimo mrozow zdecydowalismy sie odbyc tego tripa na dzialce u

znajomego, dzialka ta juz niejednokrotnie byla wykorzystywana do roznego

rodzaju podrozy we wnetrze irracjonalnych tajemnic. Pierwotnie mialo nas

byc

8 niestety liczba ta zredukowala sie o polowe, tak wiec zgodnie z zamiarem

postanowilismy przejsc do rzeczy. delikatnie wypilismy piwko i

przystapilismy do mielenia galki (przeczytalem ze lepiej kupic

niepomielona), najlepiej nadaje sie do tego stary elektryczny mlynek do

kawy, galki mielismy sporo, ale odmierzylismy +/- 30g na osobe, i

przygotowalismy zgodnie z przepisem, ktorego nie bede tu podawal. Po

dokladnym rozmieszaniu wywaru rozlalismy go do 4 kubeczkow i chlup!

niestety

nie bylo to takie proste jakby sie moglo wydawac, smak ma paskudny i

strasznie drapie w gardle, mimo ze zmielilismy to na pyl. Zagryzalismy to

chlebem z miodem ale smak jest tak wstretny, ze odruch wymiotny nachodzi

wlasciwie od razu... Po pierwszym lyku natychmiast zwrocilem (bylem po

kolacji, wiec mialem solidne podloze). Najgorsze bylo patrzec ze mam do

wypicia jeszcze caly kubek, a juz na sam zapach robilo mi sie niedobrze,

ale

co tam wystarczylo sie przemoc i galka znalazla sie juz inside me.



Strasznie

ciezko jest na zoladku, wystepuja nudnosci i odruch wymiotny. Staralem sie

jednak robic wszystko aby tylko tego nie zwrocic, skoro przemoglem sie i

wypilem juz to trzeba wytrzymac. Usiedlismy sobie wygodnie na sofach i aby

troche podkrecic nadchodzacy trip postanowilismy wyprobowac moja nowa wodna

fajke, a jako ze znajomy mial naprawde sporo gandzi, szybko sobie

poprawilismy humorki. Nadal nic, nie dostrzegam zadnej reakcji, probuje

sobie cos wkrecac, wczuc sie w muzyke (fullonowe transy), ale nic

kompletnie

nic. Zapalilismy kadzidelka, swieczki, pogasilismy swiatla, zblizala sie

polnoc, galke zaaplikowalismy ok 19 wiec chyba juz powinno sie cos dziac.

zaczynam dostrzegac dzialanie thc w organizmie, podobnie reszta

wspoltripowiczow, rozluznia sie atmosfera, wszyscy jestesmy przekonani, ze

jednak chyba cos nie tak, ze pomylilismy sie i ze nie warto bylo...,

alkohol

i thc zrobily swoje, okolo 2 wszyscy byli juz na tyle zmeczeni ze

polozylismy sie i zaczelismy "wczuwac" sie w muzyke! I w tym momencie,

nastepuje dla mnie zapadnia czasowa, postaram sie odtworzyc to co pamietam

(a jest tego naprawde niewiele), dwa dni wyciete z kalendarza!



Lezac wygodnie stracilem poczucie czasu, wydawalo mi sie ze czas to

przyspiesza to zwalnia..., najdziwniejsze bylo uczucie "falujacych nog"

kompletny bezwlad, klopoty z zachowaniem rownowagi, i fatalne uczucie

zalegajacego "tego czegos" w zoladku, pamietam ze chcialem isc zwymiotywac,

ale niestety nie bylem sobie w stanie poradzic. Gdy zamknalem oczy mialem

fragmentarycznie halucynacje, jednak nie byly one dlugie i towarzyszyl im

pewien strach i jakas obawa (mimo ze nie popadam w bad tripy). Czulem jak

muzyka mnie przeszywa, jak wszystko faluje i drga, czasem bylo to

nieprzyjemne gdyz niestety nie mialem nad tym kontroli. Postanowilem troche

poeksperymentowac ze stanem swiadomosci, caly czas czulem to dziwne uczucie

"falowania" wydawalo mi sie ze potrafie sie wzniesc, ze patrze na uspionych

przyjaciol z gory, mimo ze bylo ciemno doskonale potrafilem wskazac gdzie

kto lezy a nawet dokladnie powiedziec i opisac jak wygladaja. I nagle

zmiana, jestem gdzies w jakies dzungli..., uciekam przed jakims plemieniem,

slysze dokladnie jak przedzieraja sie przez krzaki, slysze kazdy szmer, a

nawet potrafie przewidziec ich ruchy (chyba dlatego ze przed tripem

ogladalem kawalek prodigy "voodoo people"). Nie jest to przyjemne, czuje ze

sie poce i ze mi zimno, mam dreszcze, za chwilke czuje ze jestem rozpalony

i

ze nie moge oddychac, brazowa substancja ciagle zalega moj zoladek, tak

bardzo chcialbym zwymiotywac, ale nie moge, nie jestem w stanie sie

poruszac. Nagle robi sie jasno, budze sie..., spalem? Tak spalem, Boze co

za

sen, na szczescie mam juz wszystko za soba, czuje sie fatalnie fizycznie,

bolesci brzucha, zawroty glowy, nudnosci! Ale juz po wszystkim jak dobrze!

Kolega mowi ze trzeba sie zbierac bo jest juz rano, a on musi jechac do

Czech. Nie jestem w stanie chodzic, czuje sie jak po ostrym przepiciu,

bardzo nieprzyjemny stan, probuje wyjsc na zewnatrz i zwymiotywac, ledwo

stoje na nogach wszystko faluje, wkladam paluchy i nic! sam odruch,

niestety

nic nie zwracam, czuje ze nie ustoje dluzej..., wracam do altanki.



Jade samochodem (kolega odwozi mnie do domu) masakra, patrze na droge

zachwycam sie nad mijajacymi drzewami, snieg jest tak bardzo bialy ze nie

jestem w stanie otworzyc szeroko oczu. ... jestem na schodach, probuje

wejsc na gore, tylko te falujace nogi, nie dam rady, to dopiero 3 stopnie

gdzie tam 1wsze pietro..., probuje zlapac sie poreczy, ale niestety oddala

sie ode mnie, widze jak sie smieje..., wychylam sie bardziej dosiegam jej

mam! przypatruje sie blizej to nie porecz, uciekam!! wszyscy biegna wiec

biegne i ja..., znow dzungla ale jakas inna, mnostwo ludzi, kolorowo

wszyscy

biegna w strone slonca ktore wlasnie zachodzi..., biegna po wodzie ktora

siega im zaledwie do kolan, ogolna radosc i euforia, to jedyny przyjeny

moment z tego tripa jaki pamietam, chce zostac, nie chce juz zadnych zmian,

tu jest mi dobrze, tu chce byc! otwieram oczy patrze na zegarek

(minelo zaledwie 5 min, wydawalo mi sie conajmniej kilka godzin), czuje sie

doskonale, jakby mi nic nie bylo, wykorzystujac ta "chwilowa zmylke" biegne

i wymiotuje do ubikacji, szybko przebieram sie i klade sie do lozka

(chcialem sie okapac ale zaczalem znow odczuwac klopoty z rownowaga, wiec

wolalem nie ryzykowac). Z trudem wlaczylem sobie muzyke i zasnalem.

niestety nic wiecej nie pamietam, nie pamietam tego ze po 4 godzinach odkad

zasnalem wstalem umylem sie i normalnie przeprowadzilem 3 godziny

korepetycji (nawet nie potrafie sobie tego wyobrazic w moim stanie), nie

pamietam ze byl u mnie znajomy, ze razem przeinstalowywalismy system...

NIC!!



Ogolnie trip bardzo ciezki, i nieprzyjemy (przynajmniej w moim przypadku),

czy warto bylo?? moze i warto, generalnie chyba jednak nie bede juz wiecej

tego testowal..., najbardziej ciaszylem sie ja obudzilem sie w poniedzialek

i wszystko bylo juz okej.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media