Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

grzyby

detale

raporty unknown

grzyby

Wszystko, co zostanie napisane poniżej to wytwory mojej, będącej "pod wpływem" wyobraźni. Proszę o wyrozumiałość :-)

Zjadłem 20 grzybków. Może dla Was to mało, ale to moje pierwsze doświadczenie z halucunogenami. Jest po prostu zajebiście (boże, jakie to piękne słowo - zawsze oddaje całą głębię sprawy ;-) Jak sobie pomyślę, co by się stało, gdybym zjadł więcej... ech...

Nie mam (a może mam?) normalnych halucunacji. Przelatują mi przed oczami różne jednobarwne kształty (jeszcze przed chwilą napisałbym "tęczowe", choć to całkowite przeciwieństwo, ale ukazuje obraz całości). Dopiero gdy zamknę oczy, widzę rzeczy których nie stworzyłaby żadna faza po trawie - piękne, co chwilę zmieniające się różnobarwne kształty. Czasami mocno kontrastujące z tym, co czuje "trzeźwa" część mojej świadomości. Gdybym oddał jej głos, zapewne powiedziałaby że jest paskudnie - co chwilę dostaje sygnały od zmęczonego żołądka, a przede wszystkim traci kontrolę nad jazdą, co po trawie zdarzało się baaardzo rzadko.

BTW: Tak myślałem na początku, że sobie w trakcie jazdy przypalę, bo pewnie 20 grzybków nie da zadowalającego efektu. Jednak czuję się mile rozczarowany (ale głupie stwierdzenie ;-). Kurczę, mieszają mi się klawisze - muszę cały czas sprawdzać czy dobrze piszę...

Przerywam na chwilę - idę podziwiać wytwory mojej wyobraźni. Jest 3:20 (starego czasu). Przeżuwanie grzybków rozpocząłem o 1:48 (też starego czasu), więc cała jazda przede mną :-)

Spadam...

3:29 (mylą mi sie cyfry na zwegarku) - właśnie wróciłem z podróży. W tle Soundgarden, ciemny pokój, tylko odrobina światła z ulicy wpadająca przez szpary w żaluzjach. Zasłoniłem nawet kontrolki komputera, bo za bardzo kontrastowały z resztą.

Wczułem się w tę wspaniałą muzykę, przeżywałem ją jak nigdy dotąd. Pojawiło się wspomnienie znajomych, dla których liczą się tylko "skóra, fura i komóra". Wyśmiałem ich w duchu. W ciągu tych dziewięciu minut przemyślałem tyle ważnych spraw, zobaczyłem je w innym świetle, odkryłem co to Potęga Umusłu. Ludzie! dlaczego takie gówno - nie dające nic oprócz beznadziejnej, śmiesznej pewności siebie, niszczące ten cudowny twór, jakim jest nasz organizm, prymitywne zarówno w działaniu jak i w budowie chemicznej - czyli alkohol jest dostępne w sklepach, a człowiek który próbuje oderwać się od rzecywistości musi ufać skurwysynom dilerom? Chyba wiem - dlatego, że ci debile, którzy o tym decydują, nie mają zielonego pojęcia, czego ludziom prawnie zabraniają. Nigdy nie pojmą działania tych wspaniałych darów natury... Szkoda - zawsze będziemy skazani na życie w podziemiu, bo ktoś, kto rozumie o co chodzi, nawet jeśli dotrze na odpowiednie stanowisko, zostanie zakrzyczany. Gorzej! - nawet nie zostanie wysłuchany, oleją go w natłoku codziennych spraw. Z drugiej strony to dobrze... Gdy pomyślę o jakimś dresie wpieprzającym grzybki garściami, "bo to ostatnio modne i pasuje do moich trzech pasków", to mi się po prostu chce rzygać! Bądźmy elitą i uświadamiajmy tylko nielicznych, rokujących pewne nadzieje. Proszę, nie myślcie, że uważam się za kogoś wyjątkowego, nieprzeciętnego. Nie. Ja tylko jestem w tej nielicznej grupce, która coś odkryła. Może, gdy mi przejdzie i gdy wrócę do "rzeczywistości", uznam to wszystko za brednię, a Wy zaszufladkujecie mnie do takich, "co to się nafazowali i wydaje im się, że zrozumieli wszechświat". Pewnie tak będzie. Pewnie spojrzymy na to zwykłym, trzeźwym okiem i stwierdzimy że robiłem z igły widły. Możliwe. Ale teraz czuję się z tym wspaniale.

Brakuje tu zakończenia - jazda skończyła się o wiele wcześniej niż bym tego pragnął. Zapaliłem i teraz czuję że haszyk zaczyna górować nad grzybkami. Myślę już dość trzeźwo - wiem że napisałem to co wielu podróżników i wiem, że nikto, kto tam nie był, nie zrozumie o co mi chodziło, choć może być pewien, że "się wczuł". Nawet ja, wracając, myślę sobie "ale to banalne, po co ja to piszę... i pomyśleć że jescze godzinę temu ten kawałek tekstu był połową mojego życia...". Może to po prostu zakłócenie w działaniu mózgu, z którym lokator mojej czaszki gdzieś tam walczy, nie zważając że jego część odleciała... (Wyobraziłem to sobie, ale słowa, tym bardziej pisane, nie mogą tego oddać.) Może jestem kolejnym, który "dał sobie w mózg i teraz myśli że rozmawiał z Jezusem". Może. A może nie. Ja tam wolę tę inną rzeczywistość i choć na codzień ją trochę (ale przyjacielsko) wyśmiewam, to w głębi duszy ją kocham.

Boże, jakie to wszystko było schematyczne, banalne... Ale proszę was, nie róbcie ze mnie kolejnego rozmówcy Jezusa, "wczujcie się", a najlepiej sami spróbujcie, odlećcie!

I tak wyszedłem na kolejnego namawiacza i przestępcę ...ale mi z tym miło :-) Myślę sobie to starych dewotkach, przestrzegających dzieci przed takimi, co mówią "weź, a poczujesz się jak w raju". Boże, jak one trywializują. Zresztą, każdy ma prawo do wyboru sposobu myślenia, rzeczywistości w której chce funkcjonować. Dlaczego jacyś "obrońcy naszych dzieci" chcą nam tego zabronić? Może mają rację, a może tego nie rozumieją? Ech, głupie to życie... idę coś zjeść

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media