Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

grzybowy sylwester

detale

raporty unknown

grzybowy sylwester

Tera dochodze do siebie a wlasciwie dochodze do chwili wolnej

kiedy moge pisac. Od rana zrobilem juz tyle ze sam sie dziwie.


Jeden z najdziwiniejszych Sylwkow w moim life`ie :)


Normalne bylo ze 1 stycznia oznaczal dla mnie brak glosu,

zakwasy i kac total od bezrozumnej mieszanki swiatow - czyli far niente.


A dzis zasuwam jak maly motorek.



W nocy bylo inaczej niz zwykle. Posiedzialem, popatrzylem, pomyslalem

sam w domu, ale jak to mowi moja kultowa kumpela

za bardzo mi sie dupa swiecila zeby tak na miejscu usiedziec.

Poza jednym winkiem wypitym do konspumcji, zarzucilem lightowo

haszyk i OKA. zebralem sie szybciutko i tyle mnie bylo.

Wzialem w kieszen szampana i do geby grzybki

i wynioslem sie z domu :)

Zaczalem rzuc grzyby, ale poczulem ze hasz wchodzi wiec zrobilem

z grzybow kulke, schowalem do kieszeni. Na postoju puchy, wezwalem taksowke.

Nowy rok zlapal nas przy wjezdzie na

most. O total! Co sie zaczelo dziac, kazalem zatrzymac, stalismy na moscie,

niebo swiecilo, z radia lecial jakis trance a ja czulem szczescie :))

Potem kazalem sie zawiezc na inny most - glowny (tutaj nowy rok czci sie

na moscie przez Ren).

Po drodze przez cale centrum zjadlem grzyby. Doszedlem

na most. Tlumy, petrdy, blyski, smrod dymu, krzyki, przepychanki,

chodzilem miedzy tym wszystkim,

swiatla, twarze w koncu stanalem, gdzeis na srodku mostu.

Otworzylem szampana nad balustrada - cudownie - reka wyciagnalem korek i

zamiast wyrzucic korek, do rzeki wyalilem otawrta butelke.

(kurde motyw jak z zawleczka i grantem, ale chyba dlatego ze sie

przestraszylem i instynktownie wypuscilem to wieksze)

Wpadla i wiecej jej nie widzialem. Jutro moj szampan

bedzie w Holandii a pojutrze moze w pieknym miescie Antwerpia.

Moj wypadek wzbudzil okoliczna

wesolosc. Zosatlem napojony szampanem od jakich gosci. Ale nie mialem

ochoty na bratanie sie czy noiwe znajomosci.

W pewnym momencie weszly grzyby. Patzrylem na to wszystko i czulem sie

bogiem.


To na moja czesc! Przy kazdym wybuchu drazelm, o ja peirnicze!

nigdy tego tak nie pryzezywalem, iskry, swiatla, wybuchy.

POtem poszedlem sobie stamtad do miasta, ciagle strzaly dookolo mnie,

sztuczne ognie w gorze, wybuchy dookola. A ja nagrzybiony ;)

Dziwnie mi sie szlo. Mialem jakies zwidy - jakas bojka miedzy

czarnymi i bialymi (skini z turkami chyba) czarni uciekali w moja strone.

Na moj widok dwoch pryzstanelo i zrobiulo hajhitla i pobieglo za reszta.

Biali ich nie gonili, skupili sie kolo jednego z nich, gosciu

siedzilame na laweczce chyb cos mu bylo. Przesuwaly sie kolo mnie

rozne obrazy - goscie rzucajacy we mnie petardami, jakis wielki pies,

pochylajace sie budynki.


Ale bylem jeszcze na tyle swiadomy ze przy pierwszym bankomacie

wyplacilem sobie euro (co za czad - dali mi takie swiecace kolorowe

obrazki). Wsiadlem w taksi i kazalem do domu. POdroz wydawala mi sie

strasznie dluga, czulem ze wiaza mnie lodzia - wstystko dzialo sie jakby

we mnie. Plynalem dlugo dlugo, kompletnie stracilem rachube czasu

chociaz zapalcilem mniej niz poprzednio. Wlazlem do domu, wszystko oka.

Pololzylem sie i wtedy

nastapil jeden z najprzyjemniejszych grzybowych tripow.

Od teraz postanawiam w kazdego sylwestra wrzucac grzyby.

Dostawalem wstystko czego chcialem - wychodzilem z ciala,

przemieszczalem sie w przestrzeni, odbywalem nisamowite

podroze do miejsc ktorych nie znam, a ktore bralem w posiadanie

jak konkwistador. Jendoczesnie moje cialo zylo swoim zyciem

i swoja swiadomoscia - raz worcielm i czulem ze jestem niesiony

przez tlum. Stwierdzilem niewesolo i odjechalem gdzies indziej.

zadawalem pytania i dostawalem odpowiedzi obrazy.

POtem wrocilem i trip przeszedl w pouczajaca faze na moj temat. Wreszczie

poczulem dwa aspekty mojej osobowsci - ja-emocjonalny ktory sie wscieka,

kocha, cierpi, jest bezsilny i ja-racjonalny ten ktory przewiduje, liczy,

zna logiczne nastepstwa, wie, panuje nad biegiem zdarzen.

(teraz jak to pisze mysle ze rozdzielily mi sie polkule mozgu, prawda?)

Pierwszy raz widzialem ich osobno i pierwszy raz czulem zgode miedzy nimi.

W ogole niesamowite - grzyb mowil wierszem - trip lecial jak Pan Tadeusz.

Szok. W pewnym momencie zaczela sie gra - grzyb rozpoczynal zdanie,

a ja dopowiadalem reszte zeby sie rymowala. Znow dowiedzialem sie wiele.

Na temat moich celow, motywow, na temat jak godzic to co mysle o swiecie, o

sobie,

z rzeczywistoscia. Po tym wszystkim czuje sie jak nowo narodzony.

Albo jak zresetowany, nagle rzeczy skomplikowane staly sie proste,

moj swiat wewnetrzyn ktory byl chaosem wszelkich wymiarow i wszelkich

zdarzen biegnacych w roznych kierunkach stal sie linia.

Wzsystko ulozylo sie, po kolei i po prostu, jakby byl zbudowany

z klockow lego - element zaczal pasowac do elementu.

Wiec od rana dzwonie - i co ciekawe wszystko sie potwierdza. Sklada sie.

To takie proste.


W ogole czuje sie jakos bardzo przyjemnie - wlasnie slucham sobie

Madredeusa i czuje sie jakos specjalnie - niby nic a wydaje mi sie

ze uczestnicze w wiecznosci.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media