Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

grzybki:-)

detale

raporty unknown

grzybki:-)

Mój pierwszy kontakt z grzybami halucynogennymi miał miejsce dość spontanicznie. Już od pewnego czasu chciałem się z nimi spotkać, ale jakoś niespecjalnie czyniłem w tym kierunku starania... Stwierdziłem, że `jak przyjdzie, to będzie`. Dla jasności chciałbym jeszcze tylko dodać, że jestem zwolennikiem jedynie naturalnych środków zmieniających świadomość.

Za pierwszym razem skonsumowałem ok. 30 sztuk niedawno zebranych, ale już ususzonych grzybków. Na dokładkę zapaliłem conieco polskiej ganji (niezbyt mocnej), co czynię regularnie - była to dawka niezbyt mocno na mnie wpływająca w normalnych warunkach, ale w towarzystwie psylocybków spełniła prawdopodobnie rolę katalizatora. Początek `jazdy` miał miejsce po ok. pół godzinie po opuszczeniu mieszkania mojego kumpla, u którego jadłem grzyby. Z uwagi na to, że było nas 5 osób, a grzybków mało z całego towarzystwa to ja najwięcej ich zjadłem. Pozostałe osoby ograniczyły się do ilości śladowych.

Ilość, która dostała się do mojego organizmu okazała się nad wyraz odpowiednia, choć na początku miałem pewne wątpliwości czy nie zjadłem za mało :). Na szczęście po ok. pół godzinie moje obawy zostały rozwiane :) :). Przez cały czas byłem niezwykle ciekaw `jak to będzie?`. Zaczęło się od tego, że poczułem dziwne mrowienie w nogach. Trwało to kilka-kilkanaście minut. Poczułem także, że skóra na nogach zaczyna falować. Potem uczucie to przeniosło się w górę, w okolice brzucha i po chwili zacząłem się śmiać nie za bardzo wiedząc z czego. Cały czas przebywałem w towarzystwie znanych mi ludzi, a czasem przewijał się tylko ktoś nieznajomy. Właśnie jedna z takich osób trochę się na mnie zdenerwowała bo był to jakiś młody pijaczek, którego wyraźnie intrygowało z jakiego powodu mam taki dobry humor i czy przypadkiem nie z niego się śmieje. Grunt, że mam znajomych, których widok odstrasza ewentualnych napastników - dzięki nim cały czas czułem się bezpiecznie i komfortowo (dzięki chłopaki :)). Mój śmiech był nie do opanowania choć na początku zdawałem sobie sprawę z otaczającej rzeczywistości. Oczywiście do czasu... Po fazie śmiechowej przyszedł czas na halucynacje - wydawało mi się w pewnym momencie, że znalazłem się wewnątrz ogromnej bryły geometrycznej, czegoś w rodzaju kopuły wyglądającej jak rodzaj fraktala - byłem w jej środku i obserwowałem jej strukturę od wewnątrz. Ściany kopuły często zmieniały kolory i samą formę. Wejścia w tą fazę przeplatały się z kilkuminutowymi powrotami do mniej więcej rzeczywistości. W tych momentach towarzyszył mi zdecydowanie wyśmienity humor. Całą otaczającą rzeczywistość chłonąłem ze zwiększoną prędkością. Miałem jednak pewne obawy przed opuszczeniem znajomego środowiska. Nie mogłem się zmusić np. do pójścia do sklepu znajdującego się dosłownie 20 m ode mnie za rogiem. Tzn. dokładnie targały mną mieszane uczucia w tym względzie - z jednej strony chciałem, a z drugiej coś mi przeszkadzało. Moja pierwsza próba skończyła się tym, że zwijałem się ze śmiechu po dotarciu za róg. Od początku zastanawiałem się jak zareagują na mnie sprzedawcy i ta myśl powodowała u mnie chroniczne napady śmiechu. Obawiałem się, że nie będę w stanie wykrztusić słowa, a jak już to zrobie to zaraz padnę ze śmiechu. W sumie kolejne próby kończyły się tym, ze nie udało mi się nawet wstać z krzesła, na którym siedziałem. W ogóle byłem praktycznie przewieszony przez oparcie, jakoś tam trzymałem równowagę, ale samodzielnie nie kontrolowałem swojego położenia. Miałem jeszcze jakieś bliżej nieokreślone halucynacje, których teraz nie mogę sobie już przypomnieć - całe zdarzenie miało miejsce już dość dawno. Fajne uczucie towarzyszyło mi również gdy poszedłem się odlać. Do Krzaków jakoś dotarłem bez problemów. Fajnie zaczęło sie gdy zacząłem lać. Stałem przy kępie 2-3 średniej wielkości mocno uliścionych drzewek. Nagle stwierdziłem, że znajduje się w całkiem innym miejscu. Coś w rodzaju dżungli, ale bardzo małej, zwartej, otaczającej mnie zewsząd. W pewnym momencie zacząłem się rechotać sam do siebie, szczęście, że nie olałem sobie nogawek... Dość długo trwał również mój powrót na miejsce (ok. 20-30 m przez drogę). Przez całą drogę ciężko rozmyślałem nad tym gdzie to ja byłem :)).

Potem pamiętam, że udałem się z moimi znajomymi do lokalu gdzie m.in. spotkałem własnego ojca. Wtedy jednak nie miałem już żadnych szczególnych doznań. Towarzyszyło mi już w tym momencie jedynie pewne pobudzenie charakteryzujące się brakiem zmęczenia oraz duża tolerancją na alkohol - wypiłem w krótkim czasie kilka piw co nijak wpłynęło na moje zachowanie. Co gorsza po wylądowaniu w łóżku wcale nie chciało mi się spać. Po pewnym czasie jednak zasnąłem. Następnego dnia przez cały czas odczuwałem zmianę w moim samopoczuciu. Nie była to bynajmniej faza z dnia poprzedniego, ale różnica była delikatnie zauważalna. Dopiero następnego dnia gdy rano się przebudziłem stwierdziłem, że czuję się w 100% normalnie.



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media