Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

gdy zamieniam perspektywy, świat mam w dłoniach z plasteliny

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Chemia:
Dawkowanie:
Około 35mg w obu "Tripach".
Za drugim razem 0,6g Marihuany
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Ekscytacja, bardzo silne podniecenie przeżycia "zatrucia" Tryptaminą. Od kilku dni zalewałą mnie euforia i pozytywne nastawienie do bytu.
Samotność z powodu braku bratniej duszy do Tripowania. Nastawiony na wyjście do lasu, łąkę lub staw
Wiek:
19 lat
Doświadczenie:
Marihuana, Nikotyna, Benzydamina, Łysiczki, DXM, MXE, Kodeina

gdy zamieniam perspektywy, świat mam w dłoniach z plasteliny

Może i ten "Trip Raport" jest długi, jednak zawiera w sobie tak naprawdę okrojone dwa "Trip Raporty" z doświadczeń których jak każdy wie nie da się opisać słowami. Starałem się nie lać przesadnie wody i dostarczyć wam porządnego opisu mojego przeżycia psychodelicznego z moją pierwszą Tryptaminą- 4-Aco-DMT.

 

1. 4-Aco-DMT. Tryptamina po raz pierwszy w moim życiu. 
Dawka: 35mg
W moich rękach jest potężny woreczek plastikowy z zamkiem zaciskowym, a samej białej substancji jest ledwie wielkości opuszka małego palca.
Ściągam lustro, starannie je myję, znajduję żyletkę którą przemywam w spirytusie, lustro również. Gdy wszystko wyparowało wysypuję zawartość woreczka na lustro i rozdzielam 4 +/- równe kupki - zmniejszyłem jedną i dodałem do drugiej- tak powstała dzisiejsza dawka- 35mg.
Reszta powraca do woreczka.

Jest godzina 11:15 - Przygotowuję sobie wodę, 35mg przesypuję z lustra na kartkę i te 35mg białego proszku ląduje na moim języku.
Smak jest silnie gorzki, lekko kwaśny, nie powoduje odruchu wymiotnego - szybko zapijam wodą.
Minęła minuta, a ja jestem silnie podekscytowany, jak 3 poprzednie dni. Chcę wyjść na zewnątrz, jednak wolę jeszcze ocenić swój wygląd podczas działania substancji przed wyjściem.

+0:12 Zwiększa się saturacja kolorów, są lekko rozjaśnione, dominuje żółć i zieleń, jednak oprócz tego pojawia się dosyć silny bodyload którego uświadczam pierwszy raz w życiu, mimo że grzyby psylocybinowe we mnie już kilka miesięcy temu pływały.
Bardzo boli mnie szyja, mam drgawki mięśni, a każdy ruch powoduje silny dyskomfort. Narastają również nudności. Czuję się naprawdę źle, jednak mimo wszystko chciałbym wyjść do natury.

+0:14 Zaczyna się nieliniowe myślenie, czuję się lekko oszołomiony, a ściany zaczynają leciutko falować. Bodyload cały czas się nasila.

+0:16 Drgawki mięśni uniemożliwiają mi już zapisywanie czegokolwiek w notatniku, nasilił się ból szyi, jednak zniknęły nudności.

Pięć minut po tej notatce zobaczyłem piękno natury - jaka ona jest niezwykła, złożona, byłem silnie zainspirowany samym patrzeniem się na drzewa za oknem rozświetlone letnim słońcem, których liście z czasem wydyawały mi się być wygięte w odwrotną stronę niż są one naturalnie, mam nieprzerwane napady śmiechu które bardzo łatwo jest mi stłumić.
Po około dwóch minutach wszystkie wizuale zniknęły, zachwyt również. Czułem się po prostu odurzony i delikatnie odrealniony - moje źrenice jak kapsle (uwielbiam ten widok) załzawione i czerwone. Postanawiam nie wychodzić, bo zostanę "zdemaskowany".
Kolejne pięć minut - znów czuję przypływ narkotyku, z głośników nie głośno sączy się psychodeliczny rock, a ja bezsilny padam na łóżko i podziwiam jak to mój sufit zmienia swoje kształty i kolory tworząc przepiękny koncert świateł, laserów, wzorów i kształtów.
Po długim czasie wpatrywania się w ten sufit postanowiłem jak jestem z czasem...
Tak naprawdę jest +0:18 - Zaburzenia poczucia czasu są o wiele mocniejsze niż na grzybkach.

Widzę nieład w moim pokoju, widzę swoje ciało i czuję wstręt, więc postanawiam się wykąpać - włączam muzykę Comy i zaczynam się kąpać. Znów jestem trzeźwy, jednak po krótkiej chwili woda z lekka zaczęła mienić się kolorami tęczy, dźwięk uderzającej wody o wannę wydawał się być czymś co jest teraz dla mnie zbawieniem i sensem istnienia.
Myję się, myję głowę, zamykam oczy i leję wodą po głowie - muzyka ucicha, woda zaczyna brzmieć lekko jak jedwabny puch, przyjemnie, a ciepła woda jest dla mnie jak schron. Słyszę jakieś głosy, jakby ktoś się dusił, czuję silny niepokój, a ja sam istnieję w nieznanym mi miejscu, miejscu którego nie potrafię określić.
Wyłączam wodę, otwieram oczy, przed oczami bal fraktali. Nagle BOOM. Mam otwarte oczy, woda leci nadal, a muzyka leniwie się sączy z głośników.
Jestem trzeźwy, mam wrażenie, że siedziałem w łazience dobre pół godziny, jednak byłem tam jedynie 6 minut. Cały czas nie jestem świadom o co chodzi, wiem, że działa to falami, ale nie spodziewałem się że będzie aż tak mocno, by w jednym momencie "przełączyć" moją świadomość.

Wracam do pokoju i mam wrażenie, że to muzyka narzuca mi to co się dzieje wokół mnie. Wyłączam ją, ściany zaczynają falować, kolory przybierają na sile i dostrzegam drzewa przed oknem, dostrzegam, że drzewa są niemal identycznie ustawione tak jak rodziny mieszkające na parterze i relacje pomiędzy tymi rodzinami.
Moje oczy zaskoczone, moje usta otwarte, mój umysł zatruty wypowiadają "O Boże".
Wszystko się zgadzało, ilość drzew, ilość krzaków, rozrost drzew, ich miejsca, a nawet to gdzie był chodnik (z sąsiadem dobrze się znam dzięki motoryzacji).
Idę do dużego pokoju, rozkładam sie na łóżku i słysze rozmowy ludzi - słyszę jak mówią o mnie, o moich przeżyciach, o mojej przeszłości, o rzeczach ściśle ze mną związanych.
Nagle cisza... Euforia rzucająca na moją twarz szczery uśmiech... Zaduma i zdziwienie. Na ścianach zaczęły pojawiać się jasne, fraktalne wzory - tak jakby ktoś coś chciał mi przez to pokazać.

Fraktalne wzory były na całej ścianie, wiele z nich się powtarzało - wyglądało to jak wzory plemienne nałożone na tapetę. Widzę proste krzywizny które mają swoje idealne lustrzane odbicie, które rozmnażają się, dzielą i powiększają tworząc coraz to większe fraktale. W końcu zaczyna to przypominać jakąś siatkę neuronową, jednak fraktale znikają.
Cisza... Euforia... Zaduma.
Znów słyszę ludzi mówiących o tym jaka to rodzina jest piękna, jakie życie było wspaniale, po czym mówią o moim wypadku z dzieciństwa.
Znów zapada cisza... Zaśmiewam się i przed oczami tak wyraźna ściana, z tak wyraźnymi fraktalami, że nawet oderwanie wzroku nie powodowało ich zniknięcia- "O Boże, ja jestem w 5 wymiarze?" w mojej głowie wybrzmiewa pytanie, a na ścianie pojawia się małe dziecko, twarz chłopczyka, która się rozrasta, dzieli, jest ich coraz więcej, tworzą własne sieci, a sieci rozrastając się tworzą fraktale podobne do tych z początku wizji, które się dzielą coraz szybciej, powstają sieci, kolejne zwierzęta, rośliny i tak w koło przez dobre 15 "moich" minut - tak naprawdę była to minuta.
Fraktale znikają, cisza, euforia, zaduma. Wtedy wypowiadam słowa "O Ja" co zastąpiło podświadomie "O Boże".

 Dotknąć boskości.
Czuję się choćby moja dusza gdzieś podróżowała - znane mi z podróży mentalnych rozpieranie w klatce piersiowej. Na dworze jest idealna cisza, uczucie się umacnia, zaczyna wiać wiatr a słońce zasłania chmura. 
Powracam do swojego ciała, ptaki zaczynają śpiewać, psy szczekają, nasila się ruch uliczny, a na zegarze wybija 12:00 co powoduje to że około 200 metrów ode mnie biją dzwony kościelne.
Dźwięk dzwonów powoduje u mnie furię, wiję się po łóżku, biegam, robię fikołki, rzucam poduszkami wydając groźne mruczenie, czuję zawiść, złość i czekam tylko aż dzwony przestaną dzwonić, by oszczędzić mi tej furii. Czuję się opętany.
Patrzę na lustro i mam wrażenie, że moje odbicie chce mnie pożreć jak wściekły drapieżca. Wracam na łóżko i słyszę jak ludzie znów mówią o mnie, o mojej przeszłości a nawet o tym co robię tu i teraz.
Znów odczuwam dziwny niepokój, a słońce zaczyna ponownie świecić - nagle wszystko ucicha, a na dworze słyszę jak ludzie obierają ziemniaki, smażą coś lub tłuką się garnkami.
Kilka minut później to samo uczucie - tym razem słyszę dźwięk obijających się sztućców o naczynia- Dalszą częścią nie zanudzam.
Stojąc przed lustrem, patrząc się w sobie w oczy słyszałem "Jestem Bogiem i jestem z ciebie niezadowolony" po czym moja twarz bledniała, a moje oczy stawały się podkrążone po czym zaczęła się rozciągać wzdłuż i wszerz.

+2:30 Nie czuję już głównych efektów, jednak myślę nadal nieliniowo - przykładowo niemiecki film sensacyjny powodował u mnie niepohamowane napady śmiechu, poważne rzeczy w wiadomościach (takie jak klęski żywiołowe, zabójstwa) powodowały u mnie śmiech, a niepełnosprawni umysłowo ludzie odrazę.
Spogladam na lustro, patrzę się we własne oczy o słyszę podświadomie - "Jestem Bogiem". Przybyła wtedy na mnie nieopisywalna zdolność tworzenia poezji pisanej, do czego talentu nie mam ani trochę będąc całkowicie trzeźwym.
Byłem szczęśliwy tym, że mogę żyć tu i teraz mimo że zwykle jestem naukowym "realistą". Mówię teraz nawet góralską gwarą, moje ciało wygląda potężniej i mężniej, mam sporo siły i chęci do działania.

"Niechze terozki bydzie jutro" - Mój tekst zabrzmiał w moich ustach, sprzątam swój pokój, układam wszystko, robię sobie jedzenie podśpiewując sobie po góralsku (mam góralskie korzenie). Nagle BOOM - moje ego narasta, uświadamiam sobie, że mój pokój to moja mała świątynia, że to Ja jestem Bogiem, lecz czuję, że póki co tylko poznałem namiastkę boskości.
Powstaje teraz sporo wierszy w moich głowie, rymowanych, z metaforami, z wyszukanym słownictwem, takim którego nie znam, jednak przelanie słów na papier sprawia mi nieokreśloną trudność.

Ostatnia rzecz którą zapisałem to widok chmury na niebie który bardzo przypominał mi człowieka- Młode dziecko, chłopca.
"Zły czas się zbliża, zły człowiek się narodził.
Niechaj żyje niechaj będzie
Ćhłopiec, dziecię pochwalone.
Był już tutaj, był już wszędzie
Zabił matkę, zgwałcił żonę
Bóg dostatku mu obrazem, dobroduszność drogowskazem"
"Niby trzeźwyś jest człowiecze, a w 5 wymiarze brodzisz"

Efekty uboczne: Wazokonstrykcja (zwężenie prześwitu naczyń krwionośnych) objawiajace sie bólem głowy i oczu.

2. Dwa dni przerwy by dotknąć nieskończoności.
Dawka: 4-Aco-DMT 35mg, około 0,6g marihuany
Nastawienie bardzo pozytywne, chęć doznania "pełnowymiarowej Boskości". Ciemno, pochmurno, ja na lekkim marihuaninowym haju.

18:45 około 35mg tym razem rozpuszczone w wodzie- smak niewyczuwalny
+0:05 Pierwsze efekty (lekkie odrealnienie)
+0:10 Lufka marihuany
+0:18 Silnie wyostrzona estetyka, mocno zaniżona szczegółowość wzroku. Objawiało się to głównie "Plastelinowymi kolorami", oraz odrzucającym wyglądem fabrykowanych przedmiotów (tak jak wzorki na tapecie).
Na tapetach widziałem idealnie wytłoczone wzorki w plastikowej masie.
Brak jakiegokolwiek bodyloadu, brak nudności, mniejsze oszołomienie, spokojniejsze myślenie niż bez marihuany.

Siedzę przed komputerem - okna zamknięte, drzwi zamknięte, cisza. Nagle czuję pobudzenie seksualne, jednak czuję że to nie jest po to by było to rozładowane moją ręką. Czuję się choćby ktoś tutaj był, wyczuwam kogoś obecność, kogoś kto chce sprawić mi przyjemność.
Zapalam ponownie lufkę marihuany by zaciagnąć nieco miłości do siebie. Jestem mocno upalony, jednak 4-Aco-DMT daje o sobie we znaki coraz mocniej, kolory są przesycone, oczy wielkie jak wieczko słoika. Poszedłem na balkon obejrzeć ostatnie promienie słońca tego dnia.
Było dziwnie, czułem że coś nawołuje mnie do mojego własnego pokoju. Gdy wszedłem poczułem ponownie silne podniecenie, po jakimś czasie wręcz czułem obecność jakiejś kobiety, jednak jej nawet nie widziałem.

+0:30 4-Aco-DMT rozkręciło się na dobre, słyszę każdy sygnał przepływający przez mój umysł, każdy kolor mojego otoczenia jest przesycony, a sam wzrok wyłapuje każdy szczegół. Siadam przed komputerem i czuję jak obie substancje delikatnie łaskotają moje receptory,
jak każda drobinka mojego ciała cieszy się chwilą którą właśnie przeżywam. Cały czas czuję bliskość jakiejś osoby która jest przy mnie, mam wrażenie że jest to mój stróż, a zarazem kochanka.
Zerkam na monitor i widzę pozamaterialną, stworzoną z półprzezroczystego, szarego obłoku dłoń która odciąga moją rękę od myszki po czym ta nieznana mi dłoń znika.
Chcę wstać, sprawdzić mój wygląd, jednak tuż po tym jak wstałem poczułem nieodpartą chęć tego by powrócić na krzesło czując jednocześnie presję innej osoby.
Nad drukarką pojawił się ciemny obłok przypominający sylwetkę dziewczyny o idealnej figurze, ubrana w czerwony t-shirt i jeansy, opierając się rękami o biurko. W mojej głowie słychać bardzo dziwny dźwięk przypominający kobiece wycie, który zamienia się po chwili w głos kobiety która przeżywa orgazm. Tracę kontakt z rzeczywistością, widzę jak ta dziewczyna wije się tuż obok mnie,
wabi mnie w stronę łóżka, a jej głos coraz bardziej zbliża się do orgazmu. Po chwili cisza, moje oczy tracą ostrość, obwód pola widzenia zmienia się we fraktale. Czuję taką satysfakcję choćbym to ja osiągnął orgazm.

Zapalam ostatnią lufkę. Tuż po chwili widzę ponownie tą dziewczynę, tym razem po prostu mnie pilnuje jak opiekunka. Każda myśl, każdy ruch był komentowany, a każdy czyn jaki chciałem popełnić był kontrolowany przez tego ducha jak przez opiekuna.
Znów tracę kontakt, w mojej głowie rozbrzmiewa dźwięk latającego komara, a ta pozawymiarowa postać nagle gdzieś znika.
W tym momencie na GG pisze nieznana mi dziewczyna z niedalekiego miasta "Hej co tam?" - była to godzina 19:31

Po tym zobaczyłem ponownie dłonie, znów zacząłem odpływać, a dłonie pojawiły się przy moich skroniach tak jakby ktoś był za mną i robił mi masaż skroni. Było mi cudownie, doskonale, jednak w mojej głowie narastał dziwny dźwięk podobny do latającego, dużego komara.
Nagle zobaczyłem, że światło w jednym momencie przygasło, tak choćby jakiekolwiek promieniowanie słońca płynęło poza cieniem naszej planety. Kolory zyskały dodatkową paletę barw a ja poruszając się czułem że ktoś podtrzymuje moje plecy. Nagle dźwięk stał się naprawdę głośny a w moim gardle poczułem jakiś obiekt, który utknął mi w tchawicy.
Miałem wrażenie że połknąłem komara, ale to jest niemożliwe, jestem naładowany psychodelą na maksa a organizm próbuje pozbyć się zalegającego obiektu. Poszedłem nad muszlę, wsadzałem palce nic się nie wydobyło, dziwny dźwięk narasta a wcześniejszy "Stróż" nagle gdzieś znikł.
Dźwięk narasta, wrażenie tkwienia czegoś w przełyku również do tego momentu aż zgniatam sobie gardło. W końcu nie wytrzymuję, biorę łyk wody - to też nie pomaga- Krztuszę się, dławię, kaszlę w pokoju który zdaje się mieć w sobie coś innego niż zwykle, coś innego niż dostrzec można w rzeczywistości stworzonej z naszych zmysłów.
Kładę się na łóżku, dźwięk zamienia się w infradźwięki. Wraz z obniżaniem się dźwięku, spływania tego nieopisywalnego obiektu w głąb mojego ciała zacząłem dysocjować.

Przed moimi oczami miałem coś podobnego do naszego układu słonecznego, widzę jak każda z planet rozwarstwia się i dzieli tworząc całkowicie nowy wymiar.
"O Boże! To piąty wymiar!"
Tak oto spełniło się moje największe naukowe marzenie - uświadczyć namacalnie wyższych wymiarów, ale nie spodziewałem się że będę mógł żyć "Ja" w tym wymiarze będąc nadal uwięzionym w swoim ciele.
Widzę każde prawdopodobieństwo tego układu który zaczyna mi przypominać elektrony krążące wokół jądra, nasz układ słoneczny, naszą galaktykę, widzę każde prawdopodobieństwo ich ruchów, każdy przeskok, każde rozdzielenie czy podział.
Odcinam się od rzeczywistości coraz mocniej, jest mi błogo, bo pod moim sufitem doświadczam 5 wymiaru, jednak czuję że nie oddycham samoczynnie, muszę to kontrolować, jednak po chwili dochodzę do wniosku, że choćbym miał teraz umrzeć to nie mam się czego bać.
Widzę cały wszechświat, każdą gwiazdę, a gdy skupię się na jednej z nich, ona powiela się w nieskończoność i to Ja mogę decydować co z tym się stanie najzwyklejszym ruchem dłoni, jednak nie dłoni materialnej, tylko tej dłoni w 5 wymiarze - niczym Bóg.
To Ja wybieram rzeczywistość ze zbiorów prawdopodobieństwa. Chcę ustalić swoje życie i zaczynam nad tym pracować, układam elektrony tak jak chcę tworząc idealny ciąg zdarzeń.

+1:30 "Jestem Bogiem, to ja jestem światem, to ja istnieję w najwyższym wymiarze!"- Moje ego nie istnieje, jestem naszym twórcą.
Wszystko ucicha, w mojej głowie budzi się idealny spokój, cisza którą zaczyna przerywać modltwa starszej kobiety która błaga o zdrowie swego dziecka. Następnie słyszę kolejną, kolejną, kolejną, kolejną, jednak każdą z nich potrafiłem wysłuchać, każdą z nich potrafiłem zrozumieć, więc wsłuchując się w to moje resztki ego wyszeptały "Bóg istnieje, ty też jesteś bogiem i wiesz o tym, lecz nie jesteś tego świadom" słysząc prośby małego dziecka.
Nie będę pisał o czym były modlitwy, o co proszono, kto mówił, jednak każdą twarz każdego z głosów mogłem zobaczyć, mogłem zobaczyć najbliższe otoczenie tej osoby, mogłem poczuć ból, cierpienie, zawiść, złość czy nawet głęboką wiarę.
Po czym głosy ustały. Ja powracając powoli do swojego ego chcę wrócić do momentu gdy to mogłęm sterować 5 wymiarem, by zrobić to o co mnie proszono, jednak substancja nie dała mi już na to czasu.
Dalej to tylko lufka, jedzenie i zwykłe, szare życie człowieka który dotknął boskości jak język podniebienia, który po chwili uświadamia sobie to ze ustawił swój los, ustawił ścieżkę jego życia, ale tak naprawdę nic w tym celu nie robi w niższym wymiarze jakim jest czas.

Skutki uboczne: Senność (Marihuana)

"Gdy zamieniam perspektywy, świat mieć w dłoniach z plasteliny."
"Nieskończoność to istota nieprawdopodobieństwa."
"Nic nie jest przypadkowo"

Ocena: 

Odpowiedzi

Świetny TR, czytałem z fascynacją.

Dziękuję za opinię (i pierwszy komentarz). Cieszę się że czytanie moich słów przelanych na ekran było czytane z takimi emocjami z jakimi było to napisane ;)

Zaczytałam się, jak w dobrą książkę. Ciekawe skutki, przypomina mi to "stop klatka" i za duże przyjęcie DXM (w związku z wanną).

~know ur substance

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media