Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pie(rw)szy raz z 4-aco-dmt

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Chemia:
Dawkowanie:
około 25mg / os. Waga: Ja i R. około 83kg, T. około 65kg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawienie bardzo pozytywne, ogólne podniecenie, od tripa wymagaliśmy mocnej psychodeli. Miejsce - najpierw dom, potem las(większość tripa) i ulice osiedla, następnie znowu dom.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
THC, UR-144/AM-2201(#), 4-AcO-DMT, DXM, Amfetamina, Extasy - słabo, Etanol

pie(rw)szy raz z 4-aco-dmt

  Zanim zacznę się rozpisywać muszę zaznaczyć, że przed wejściem AcO wychillowaliśmy się jeszcze bardziej popalając MJ, która towarzyszyła nam podczas całego tripa i jeszcze po nim.

 18:45 - Zarzucone około 25mg/os. wraz z R.

 19:00 - Pierwsze odczuwalne efekty, nigdy wcześniej nie próbowałem żadnych psychodelików, oprócz MJ więc uczucie było zupełnie inne, nowe, bardzo subtelne, ale z minuty na minute się nasilało. T. który miał się nami opiekować i tylko popalać, po chwili gdy zobaczył u nas efekty też się skusił, co prawda w małej ilości - około 10-15mg, ale to wystarczyło by wysłać go na małego tripa : D

  Działanie się nasilało przez następne 5 - 10 minut, czyli 20-25 min od zarzucenia, postanowiliśmy opuścić dom, w którym byli rodzice (pokój obok). Zerwałem się bardzo szybko, bo zaczęła opanowywać mnie panika, że ktoś coś wyczuje, ziemia na której stałem stawała się coraz bardziej miękka, moje ciało było mi troche obce, miałem uczucie prądu przechądzącego przez moje ciało - głownie ręce i nogi. Nie było żadnego odczuwalnego BL, wszystko było piękne. :) 

  Gdy wyszliśmy z domu było już ciemno, więc trip nabrał trochę mrocznego klimatu. Mimo tego świat był zielonego koloru, gałęzie drzew rosły na moich oczach. Następnie poszliśmy do ciemnego lasu, pomiędzy drzewami tło nabrało mocno niebieskiego koloru - dziwne bo było zupełnie ciemno! Blisko lasu znajdowały się domy, oglądaliśmy je, a one - przynajmniej mi bardzo mocno falowały, ściany domu zmieniały kształty, cały dom wydawał się gąbką. Powracało uczucie paniki, że ktoś nas obserwuje i nawet nie bedziemy wiedzieli co zrobić - poszliśmy dalej, głębiej w las.

  Pomiędzy drzewami przebijały się różne światła - głównie od stadionu lekkoatletycznego. Swiatla te zmieniały kolory, choć w rzeczywistości były po prostu białe. Drzewa zaczęły mi falować, wydłużać się, obraz stawał się coraz bardziej rozmazany, niebo zmieniało swoje kolory a ja nie mogłem się wysłowić, żeby opowiedzieć to co widze R. i T. !! Prawie, że jedyne co potrafiłem powiedzieć to "woooow! patrzcie!!! WIDZICIE TO?!".

  Widziałem np. zamiast gwiazd deszcz meteorów - wydawało mi się, że zaraz spadną mi na głowę, z gałęzi drzew ułożyła mi się twarz Jimmiego Hendrixa. R. i T. niestety aż tak mocnej psychodeli nie czuli - R. jest bardzo odporny na wszystko, a T. wziął 2x mniejszą dawkę. Jednak dogadywaliśmy się i było wspaniale podziwiać świat, choc było bardzo zimno. Gdy zbieraliśmy się w strone domu świat nabrał koloru pomarańczowego.:D Piękna sprawa.

   Po około 2h wróciliśmy do domu, a cała podróż po lesie wydawała się być snem! Była wtedy godzina około 21:30, czas leciał strasznie wolno, odczuwaliśmy jakby upłynęło 5h, a minęły 2h!! Usiedliśmy do kompa, ogrzaliśmy się, zjedliśmy gówniane żarcie, popiliśmy Pepsi i podziwialiśmy jak zmienia się tapeta na pulpicie, tępo patrzyliśmy w monitor podziwiając te widoki : D 

  Około pół godziny po powrocie z lasu naszły nas strasznie dziwne rozkminy, niekótre były ok. ale większość była bardzo drastyczna, depresyjna. Nigdy z R. i T. się nie kłocimy, ew. dla żartów - a tu, podczas tego doświadczenia powyłaziły jakieś złe strony każdego z nas i była gruba wymiana zdań - szczególnie pomiędzy R. i T. bardzo mnie te rozkminy przybiły, ale starałem się ogarnąć sytuację. 

  Pamiętam także, że zamienialiśmy swoje osobowości, przez chwile T. mówił jak diabeł, kusił do złego, potem włączyła się chora schiza bycia chujem dla swoich przyjaciół : D.

  Koło 22:30 działanie przechodziło, ale co pare minut powracało znowu, lecz w mniejszym nasileniu. Była chwila trzeźwości, podsumowania tripa, a potem czuć było znowu napływ psychodeli i rozkmin - bardzo dziwna sprawa.
 

  23:00 odczucia praktycznie całkiem zeszły, oprócz lekkiego falowania obrazu. Gdy działanie opadało jeszcze bardziej R. był trochę zdenerwowany faktem, że tak słabo go to porobiło. Zapalił fake hush z zawartością UR-144/AM-2201, ale nic go to nie ruszyło ! (R. ma szalenie odporny organizm - np. podczas operacji w szpitalu podali mu narkozę i pół ampułki miało go uśpic, a on prawie nie odczuwał skutków narkozy, dopiero po 2 całych ampułkach nie odczuwał bólu, ale dalej nie spał! Istny ROBOCOP!. O 01:30 bodajże skusiliśmy się na odrobinę HO-MET'a, około 10mg na głowę, pobudziło to nas bardzo, rozmazanie i falowanie obrazu powróciło, lecz nic poza tym... no może jeszcze to, że cała ta stymulacja nie dała nam zasnąć do około 3:30.

  Podsumowując - cały trip uważam za udany, dużo mnie nauczył i potwierdził moje przekonanie do "życia chwilą". Bardzo mocno psychodeliczna podróż, ale musimy się z R. i T. nauczyć tripować bez "wrzucania" na siebie : D Obyśmy następnym razem nie doświadczyli takich chorych rozkmin i zajęli się podziwianiem tripa, ale wkońcu był to nasz pierwszy raz :)

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

trzeba bylo wrzucic od razu calosc. na drugi raz zazyjcie w sloneczny dzien - roznica jest kolosalna. serio :) polecam 50 mg na glowe

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media