Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

leśna przygoda z mahometem

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Chemia:
Dawkowanie:
ok 35 mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawiałem się jedynie na jaskrawe kolory i falujące drzewa. Miejscem mojej pierwszej przygody z psychodelikami był las.
Wiek:
21 lat
Doświadczenie:
Marihuana, amfetamina, mdma, bieluń

raporty zaufajdobrymradom

leśna przygoda z mahometem

 Od jakiegoś czasu czułem ogromną chęć wzięcia czegoś mocniejszego, niż tylko trawa, którą pale na co dzień . Przeczytałem wiele trip raportów min. na tym forum. Bardzo napaliłem się na LSD, niestety nigdzie nie mogłem jego dostać. Kolega o większym doświadczeniu polecił mi 4-HO-MET  Postanowiłem namówić kolegów na wypróbowanie tego.

Było ciepłe, zimowe południe. JA i koledzy których nazwę SS i BK . JA i SS mieliśmy w planach już wcześniej zażyć „hometka”  BK przyszedł do mnie na spontanie. Z racji tego, że była bardzo dobra pogoda, postanowiliśmy wybrać się do lasu. Razem podzieliliśmy i zjedliśmy hometa. Następnie udaliśmy się w stronę lasu. Szliśmy sobie spokojnie rozmawiając o snach i tripach. Było jakieś 100 m do pierwszych drzew, kiedy nagle wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Mówiłem sobie w duchu, że będzie dobra Luta, SS stwierdził, że po jaraniu nigdy tak się nie śmiał. Powoli zaczynałem odczuwać pierwsze upragnione efekty, droga była strasznie długa, ciągnęła się w nieskończoność. Dotarliśmy do pozostałości po starej kopalni węgla. Zobaczyliśmy szyb z którego wystawały metalowe pręty. Postanowiliśmy bliżej się temu przyjrzeć. Po chwili po czułem fale ciepła i oblał mnie zimny pot, miałem odczucie jakbym zapadał się pod ziemie. Razem stwierdziliśmy, że nie będziemy się zatrzymywać i ruszyliśmy w głąb lasu. Z minuty na minutę efekty się nasilały. Drzewa były bardzo duże. SS tradycyjnie zaczynał się od nas oddzielać i narzucać swoje ścieżki. Po krótkim czasie zobaczyłem na jego czole znaczek, coś w rodzaju bryły geometrycznej. Spojrzałem na kolegę BK, jego twarz robiła się fioletowa, nadał towarzyszyła nam ogromna euforia. Zboczyliśmy z drogi, bo jak twierdzi SS „tylko frajerzy chodzą kogoś drogami”.
Dotarliśmy do siatki odgradzającej pole od lasu. Było nam bardzo gorąco, strasznie się spociłem. JA i BK postanowiliśmy się rozebrać. Powiesiłem swoje rzeczy na siatce. Ciągle powtarzałem sobie, że jest dobrze, ale odczuwałem lekki niedosyt. Po chwili pojawiły się pierwsze oczekiwane efekty. Moja bluza była cała mokra i kapała z niej woda, byłem w lekkim szoku, pokazałem to BK, on też to widział i czuł. Ruszyliśmy dalej, butelka wody którą trzymałem w ręku była strasznie ciężka, nieśliśmy ją na zmianę. Ziemna pod moimi nogami jakby się poruszała. Widziałem mnóstwo węży. Dla pewności zapytałem BK, czy tu są węże, odparł że nie. Gdy wchodziliśmy pod napotkaną górkę, zaczęło się.
Korony drzew ruszały się bardzo szybko, z ziemi zaczęła wyrastać trawa, zobaczyłem pierwsze jaskrawe kolory. Czułem jednak, że to jeszcze nie jest to czego chcę. Każdy z nas obierał już własną drogę, rozdzieliliśmy się. SS strasznie się wydzierał, wydawał dziwne odgłosy. Powiedziałem do niego, że nie jest u siebie i ma zachować ciszę.
Nagle nas teleportowało, byliśmy w całkiem innym miejscu, to miejsce wyglądało jak puszcza amazońska, brakowało tylko rzeki, którą i tak po czasie zobaczyłem. SS oddalił się od nas, straciliśmy kontakt wzrokowy, po chwili znalazłem się na jakimś wzniesieniu i zobaczyłem go rozbierającego się. Spojrzałem na BK, który znajdował się niżej. Tworzyliśmy razem coś w rodzaju trójkąta. Czułem, że coś nas łączy. Po chwili usłyszałem SS wołającego do mnie „jeszcze masz te skarpetki na sobie”. BK zaczął mi się zlewać z drzewami. Postanowiłem pójść do niego i razem mieliśmy ruszyć do SS. Ujrzałem SS rozmawiającego z kimś. (ten baran gadał sam do siebie). Zobaczyłem jego i mojego dziadka, SS tłumaczył mu się. Bardzo szybko udałem się w stronę BK, który uspokoił mnie, że tam nikogo nie ma.
Udaliśmy się do SS, nagłe usłyszałem jego krzyk. Wyskoczył z krzaków, w jednej ręce miał buty, a w drugiej skarpetki. Krzyczał, że jest wolny i niczego więcej mu nie potrzeba. Szybko podbiegliśmy do niego i kazaliśmy się ubierać, bo ktoś może nas zobaczyć. Efekty coraz bardziej się nasilały. SS stanął na wielkim kamieniu i krzyczał, po jego stopach spływała krew. Usiadłem rozmyślając, po czym stwierdziłem, że ten las spłynął krwią. W koło było wiele dziur po bombach z czasów wojny. BK stwierdził, że to przeklęty las. Staliśmy trochę w miejscu, SS nadal krzyczał, bałem się, że ktoś nas odnajdzie. Dużo rozmawialiśmy, niestety nie pamiętam o czym, po chwili przebiegł pies kolegi i od razu skojarzył mi się z policją. Las   w koło ciągle się zmieniał, kompletnie straciłem orientacje. Spoglądając do tylu widziałem miejsce, które już znam. Wszystko było bardzo zielone, widziałem jak trawa rodzi się wiosną i gdy przychodzi jesień staje się żółta i umiera. Na drodze pojawiały się grzybki. Miałem dość ciągłych krzyków SS dlatego kazałem mu się uspokoić. Ten las żył, wszędzie widziałem małe oczka, które zmieniały kolor. Wszystkie były skierowane w moją stronę, wszystko oddychało naszła mnie myśl, że przez złe zachowanie SS jesteśmy tam intruzami. Rośliny starały się zatrzymać mnie w miejscu. Postanowiliśmy się nie zatrzymywać, przypisałem to do życia. Nie warto się zatrzymywać i spoglądać w tył. Ruszyliśmy w drogę do innej krainy( co kilka metrów była inna kraina. ) Po dość długim czasie wędrówki po różnych krainach wyciągnąłem telefon, żeby sprawdzić która jest godzina. Przeczytałem sms od matki, że szuka mnie policja, a że miałem coś nielegalnego w domu przeszły mnie najczarniejsze myśli. Pomyślałem o więzieniu i pożegnałem się z kolegami.(szybko zrozumiałem jak łatwo można wpakować się do pudła, przez głupotę.)  Od tej chwili było coraz gorzej, odczuwałem strach, uciekałem przed czymś. Czułem, że las mnie wciąga, stawaliśmy się jednością, byłem wszystkim w koło. Bardzo wyraźnie czułem bicie serca psa, który nam towarzyszył. Złe myśli nawiedziły moją głowę, bałem się, że coś nam się stanie. Myślałem, że przedawkowałem i razem z BK stwierdziliśmy, że las to nie miejsce na takie przygody. Dalej bywało różnie, czasem czułem się dobrze i podziwiałem naturę, innym razem znowu się czegoś bałem. Wszyscy odczuwaliśmy ogromną chęć zwiedzenia całego lasu, chciałem być w kilku miejscach na raz. Tysiące myśli na sekundę gniotły moją głowę, czasem nie rozumiałem, co koledzy do mnie mówią. Dalej wpadłem w jakiś trans, ruszyliśmy po wodę, której bardzo nam brakowało. Z transu wybudził mnie dzik, od którego znajdowaliśmy się jakieś 5 metrów. Na szczęście zwierze uciekło w przeciwnym kierunku, po chwili jednak usłyszeliśmy dziwny dźwięk. Jakby wołanie tego dzika o pomoc, dźwięk ten bardzo się nasilał, pomyśleliśmy że stado dzików zmierza w naszą stronę. Uciekliśmy w stronę drogi. Ja i BK jako drogę ucieczki wybraliśmy skraj lasu, natomiast SS( zawsze po swojemu ) szedł środkiem pola. BK krzyczał, że nadjeżdża samochód. Na pewno ciekawym widokiem był SS na środku pola w czapce mikołaja. Przed oczami miałem już zakład psychiatryczny. Powoli odczuwałem, że faza już schodzi, więc ruszyliśmy do kolegi po wodę. Odebraliśmy butelkę wody i udaliśmy się w stronę domu. Po kilkuset metrach zobaczyliśmy nadjeżdżającego tira. Naszła mnie myśl i zobaczyłem Newa w gazecie. ”Ćpun na kwasie wskoczył pod tira”. Dalej była fala bardzo osobistych przemyśleń, na temat świata i życia… Gdy dotarliśmy do domu byłem bardzo zmęczony i nie poznawałem ludzi. Bardzo chciało się spać, ale jakoś nie mogłem usnąć. Poleżałem chwilę w łóżku, zjadłem i udałem się do ekipy, żeby coś przyjarać. Zapaliłem, licząc, że pomoże mi to w zaśnięciu, ale nic z tego. Miałem bardzo długą noc, pełną przemyśleń.

Wiele wyniosłem z tego przeżycia. Homet utwierdził mnie w przekonaniu, że wszystko jest dla ludzi, jednak nie dla wszystkich. Myślę, że nie prędko spotkam się ponownie z Panem Mahometem. Nie polecam na pierwszy raz takiej dawki, ani takiego miejsca.

Ocena: 

Odpowiedzi

Tak naprawdę pewnie gdyby nie ten SMS i przypał wszystko byłoby dobrze i o żadnym przedawkowaniu nie ma mowy...

Nawet będąc zjaranym po otrzymaniu takiej wiadomości mógłbyś sobie wjebać strasznego doła.

uprawiam densing

moja faza na homecie wyglądała bardzo podobnie, też łapałam negatywne wkręty, pamiętam ciągle powtarzającą się w mej głowie myśl "oni wiedzą, jesteś skończona". myślę, że ta substancja ma potencjał, ale tak jak napisałeś - nie jest dla każdego, nie każdy jest w stanie to udźwignąć psychicznie, bo o ile początek był bardzo przyjemny, to z każdą minutą odczuwałam coraz większy strach. bardziej do gustu przypadło mi 4-aco-dmt, IMO nie działa tak schizująco jak homet a trip jest przyjemny, odkrywczy i psychodeliczny, lecz w raczej niegroźny sposób ;). choć i tak pewnie dużo zależy od okoliczności...

___________________________
'And you know I'm fine
but I hear those voices at night'

peaches, tydzień temu w piątek zjadłem ponownie hometa, tym razem trochę mniej. Było całkiem inaczej, czułem się bardzo pewnie. Było zajebiście. Powodem mojego bad tripa, był mój "krejzi" koleżka, który darł morde, no i ten sms. Na dniach chcę spróbować 4-aco-dmt. pozdrawiam

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media