Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

w lesie oderwania

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Chemia:
Dawkowanie:
25mg 4-HO-MET doustnie, 8 godzin później spalenie 0,25g haszyszu
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
majowy las, ulice Warszawy nocą
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
marihuana, haszysz, „mieszanki ziołowe”, gałka muszkatołowa, 4-HO-MET, 4-AcO-DMT, 5-MEO-DALT, 25C-NBOMe, 2C-P, DXM, metoksetamina, metylon, mefedron, bufedron, MeOPP, pFPP, GBL, pseudoefedryna, kodeina, tramadol, xanax

w lesie oderwania

12.30, mój pokój – ja i PZ wsypujemy gorzki proszek pod język. PZ pierwszy raz zażywa jakiekolwiek psychodeliki. Po 3 minutach popijamy wodą i udajemy się na peron, by pojechać do innej miejscowości, w której znajduje się wielki las. Już w czasie krótkiej drogi na pociąg PZ zaczyna mieć pierwsze efekty. Twierdzi, że głowa dziwnie go boli. Martwię się, to nieoczekiwane. Mówi, że ledwo idzie. Zastanawiam się, czy nie powinniśmy wrócić, jednak nie zrobiliśmy tego. Kilka minut później, już na peronie, substancja zaczyna działać i na mnie – płytki peronu zaczynają delikatnie falować, są uporządkowane i interesujące. 

Wsiadamy do pociągu, całe szczęście przedział jest pusty. PZ czuje się lepiej, ogarnia nas euforia. PZ patrzy się na swoje dłonie. Patrzę na moje – wyglądają okropnie, blade, żółte i czerwone, co za ohydne mięso. PZ mówi, że nasza skóra ma paskudny kolor, w pełni się zgadzam. Po chwili przypomina sobie, że czytał o tym w moim poprzednim raporcie. Słyszę szepty dobiegające z wnętrza głowy PZ – wiem, że to jego myśli. Zajmuje nas oglądanie otoczenia. Czerwone, plastikowe siedzenia są bardzo ładne. Podziwiamy krajobrazy. Jesteśmy pasażerami pociągu. Jesteśmy pasażerami pociągu! To nas określa – jesteśmy pasażerami pociągu! Dlaczego nigdy tego nie zauważałem? Jestem pasażerem pociągu; oglądam życie przez szybę, czasem dostrzegam piękno, ale nie mogę się przy nim zatrzymać, nie mogę go dotknąć; mój pociąg jedzie dalej. Mogę tylko bezsilnie obserwować, na zawsze odległy.Czuję palący punkcik z boku głowy. Przekręcam głowę i widzę brązowookie dziecko o ciemnej skórze, które błyskawicznie odwróciło wzrok. Przestałem na nie patrzeć, ponownie poczułem palący punkcik – znów patrzyło, i znów natychmiast się odwróciło. Rozumiem. Cyganie wyczuwają obecność ludzi mających kontakt ze światem duchowym, a oni mogą wyczuwać na sobie cygański wzrok. Czy to właśnie Złe Oko?..

Jedziemy już 2 godziny, choć jesteśmy w pociągu dopiero 10 minut. Czuję się, jak przed daleką podróżą. To jedno z podstawowych ludzkich uczuć – poczucie, że ma się przed sobą daleką podróż pociągiem. To takie samo uczucie, jak miłość, złość, strach, gniew, po prostu do tej pory pozostawało niezauważone. Postanawiam poświęcić swoje życie eksploracji tego egzotycznego uczucia. Teraz jedziemy daleko, pociąg nigdy się nie zatrzyma. Będziemy w nim żyć, jadąc przez wieczność. Będą powstawać w nim państwa, toczyć się wojny, dokonywać odkrycia, cały świat będzie w tym pociągu.Wieczność minęła. Wysiadamy. Drobne problemy z równowagą, powierzchnia peronu rozmywa się i rozciąga, jest pełna tęczowych plam, podobnych do tych, jakie powstają, gdy na powierzchni wody jest benzyna. Ludzie na peronie patrzą na nas, zastanawiam się, czy wiedzą. Chcę jak najszybciej się od nich oddalić. Schodzimy z peronu i idziemy w kierunku lasu, lecz ścieżka prowadzi do ulicy. Zdaję sobie sprawę, że nie znam drogi. PZ pyta, czy musimy gdzieś iść. Jest nieobecny. Nie wie, gdzie się znajduje, skąd przyszedł, gdzie idzie, ani kim jest. Co chwila zdziwiony zauważa, że jestem obok niego. Las jest zaledwie kilkadziesiąt metrów od nas i wyraźnie go widzimy, jednak nie jesteśmy pewni, jak do niego dojść. W końcu się decyduję. Odczuwam dyskomfort w związku z faktem, że idziemy asfaltową ulicą, wzdłuż której są domy mieszkalne, mijamy ludzi. Każdy dźwięk powoduje echo, jakbyśmy byli w tunelu. PZ nie kontaktuje, co chwila się zatrzymuje, by podziwiać otoczenie, muszę przypominać mu, że trzeba iść dalej. Mówię mu, że musimy oddalić się od ludzi, bo wezwą policję. Mówię mu, że musimy oddalić się od ludzi, bo wezwą policję. Mówię mu, że musimy oddalić się od ludzi, bo wezwą policję... Dopiero na skraju lasu zdaję sobie sprawę, że powtarzałem to przez całą drogę. Obydwaj wybuchamy śmiechem.

Piękna, nieziemska zieleń. Czuję się ciepło i jasno, więc otoczenie też jest ciepłe i jasne. W lesie czas i przestrzeń są inne. Przejścia otwierają się i zamykają, kierowane czymś nieznanym, może czyjąś wolą. Może las sam w sobie jest odbiciem nadnaturalnego umysłu. Na ziemi leżą porozrzucane strony z jakiejś gazety. Biorę pierwszą z brzegu: czerwony tytuł „Kompleksy drogiego wodza”, obok czarnobiałe zdjęcie prosiakowatego azjaty, który okazuje się być Kim Dzong Ilem. Artykuł to przemieszanie komunistycznej propagandy z propagandą antykomunistyczną – początkowo nie byliśmy w stanie tego pojąć, przez co stanowisko autorki tekstu było dla nas całkowitą enigmą. Zaśmiewaliśmy się, czytając o kometach, tęczach i jaskółkach towarzyszących rzekomo narodzinom Kima. Doszliśmy do wniosku, że to najgorszy człowiek na świecie. Korea Północna to przykład tego, co stałoby się, gdyby dyktatorem został ten gnębiony przez wszystkich głupek, którego każdy z nas zna, gdyż z powodu jakiegoś okrutnego, nieznanego jeszcze prawa fizyki, taki dzieciak istnieje w każdej szkole podstawowej. Gazeta wygląda, jakby pochodziła z poprzedniego wieku, lecz nie było w niej żadnej daty. Mimo to zaczęliśmy być przekonani, że cofnęliśmy się w czasie i jesteśmy w latach ’90. [Po powrocie do domu sprawdziłem, że to pismo („Super Skandale bez Kurtyny”) przestało ukazywać się w 1995 roku]. Zaczęliśmy zastanawiać się, jaka osoba przynosi na środek lasu dziwne gazety, żeby je tam rozedrzeć i zostawić – absurdalność tej sytuacji sprawiła, że znów śmialiśmy się jak opętani, aż zabrakło nam tchu. Długo zastanawiałem się, co zrobić z Kimem, w końcu wsadziłem go do kieszeni.Szliśmy ścieżką wzdłuż torów, oddzielał nas od nich wypełniony wodą rów, miejscami rozlewający się w bagno. Znaleźliśmy wyrastające z bagna rośliny przypominające bambusy. Zdałem sobie sprawę, że bambusy nie rosną w Polsce, w takim razie to nielegalna plantacja bambusów, zasadzona przez kolumbijską mafię. PZ nierozważnie złamał jedną z roślin – uciekamy!

Jak dzieci biegaliśmy między leśnymi polanami, przechodząc przez tunele tworzone przez krzaki, napawając się pięknem, gubiąc świat i siebie. Osiągnęliśmy jedność z naturą, wyzbyliśmy się iluzji osobowości. Las jest jednym, a ja jestem jednym z lasem. „Jesteś obserwatorem”. Metafory i magia.W błocie obok bagna widać było dwa głębokie ślady, jakby po przejechaniu terenówki. Poszliśmy za nimi. Nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom – na końcu obu śladów wyrastały olbrzymie drzewa. To one zostawiły te ślady! Przepełniła mnie radość i podziw. Te drzewa przyjechały!

Skąd biorą się ścieżki w lasach? Dlaczego nikt nie zadał tego pytania? Przecież nie ma większej tajemnicy. Czy rośliny wiedzą, gdzie nie rosnąć? Czy ktoś pozwala nam tędy przechodzić, prowadzi nas?..

Głębiej w las prowadzi wąska, bagnista droga. Gdy pierwszy raz ją zobaczyłem, sądziłem, że nie da się nią przejść. Spędziliśmy kilka godzin bądź minut na jednej z licznych polanek. Gdy znów wróciliśmy na główną ścieżkę, PZ postanowił nas poprowadzić. Dzielnie ruszył do przodu, odnajdując twardy grunt. Po przejściu przez bagno ujrzeliśmy rozległą przestrzeń, ze sklepieniem stworzonym z koron drzew. Poraziło nas piękno tego miejsca, i zrozumieliśmy, że przejście przez bagno było metaforą ważnej prawdy o życiu. Przepełniała mnie radość, biegłem i karmiłem oczy wspaniałością tego, co widzę.

Las wskazał nam kolejne miejsce postoju. Tę polanę otacza wyjątkowa aura – po chwili znajduję jej źródło. Mały pieniek, niesamowicie gęsto porośnięty hubami. Wygląda jak dom wróżek. Zdaję sobie sprawę, że to bóg lasu, to on tworzy ścieżki, to on zmienia upływ czasu, to on nas prowadził! Klękamy przed nim. Myślę o zamierzchłych czasach, gdy do tych ziem jeszcze nie dotarło chrześcijaństwo. Poganie składali bogu lasu krwawe ofiary, a on obdarzał ich mocą widzenia, taką, jaką dziś obdarzył nas. Ludzie o nim zapomnieli, ale on pamięta, i trwa niezmiennie. Zamykam oczy, w moim umyśle pojawiają się tęczowe, plemienne symbole, wzory, swastyki, tak samo, jak przed wiekami pojawiały się w umysłach szamanów. Spędziliśmy w tym miejscu godzinę, po czym oddaliśmy hołd bogu i poszliśmy dalej.

Mlecze! Przestrzeń jest żółta, zielona i biała. Zaczynamy rozmawiać o kwiatach, co sprawia, że brzydkie róże są  uznawane za piękne, a tak śliczne kwiaty jak mlecze są pogardzanymi chwastami. PZ zauważa, że mlecze są jak ludzie – najpierw piękne, potem zmieniają się w siwe dmuchawce, a na końcu pozostaje obrzydliwa, łysa głowa. Duszę się ze śmiechu. Przypominam sobie coś z dzieciństwa. Kiedy mlecze przekwitają, zamykają się, a usychające płatki zbijają się razem i są wysuwane na czubek. Jako dziecko zawsze wyjmowałem ten uschnięty zwitek, bez żadnego powodu, lecz zupełnie o tym zapomniałem. Teraz ogarnęła mnie mania: kompulsywnie zacząłem wyciągać suche płatki z każdego złożonego mlecza. PZ początkowo nie wiedział, co robię, lecz po chwili też się tym zaraził. Śmiał się, mówiąc, że współczuje tym biednym kwiatom, tak bestialsko przeze mnie wykorzystanym. Łąki wykorzystanych kwiatów. Kolejna salwa śmiechu.

Siedzimy otoczeni przez mlecze, rozmawiamy o kwiatach i społecznym uwarunkowaniu estetyki. PZ nagle wyciąga rękę i z obrzydzeniem na twarzy pokazuje coś za moimi plecami. Odwracam się i momentalnie to dostrzegam – na krzaku wisi mała sfera, wielkości kasztana. Jest odrażająca, emanuje nieopisywalną aurą ohydy i zła. Nigdy nie widziałem czegoś tak paskudnego; obrzydliwa aura przenika wszystko; przepełnieni odrazą odchodzimy. (Wykonany kilka dni później rekonesans wykazał, że sferyczny kształt był zgniłym owocem. Wciąż był nieopisywalnie zły i paskudny.)

Od starego semaforu odpadają kawałki rdzy i zmieniają się w piękne motyle. To takie oczywiste, dlaczego dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawę?

Idziemy wzdłuż torów. Wszędzie przewalają się śmieci, szyny i kamienie pod nimi mają rdzawy kolor. Rozumiemy, że to efekty wojny atomowej, która wydarzyła się na początku lat ’90. Przejeżdżające czasem pociągi są puste, kieruje nimi system komputerowy, który nie zważa na to, że niemal cała populacja Ziemi zginęła w nuklearnym rozbłysku. Zbliżamy się do stacji kolejowej. Jest niesamowicie zdewastowana – stopiony asfalt skapuje na tory, a na samym środku peronu rośnie wysoka trawa. Natura zwycięża, powraca w miejsca, z których chwilowo ją przepędziliśmy.  Nieliczni ludzie na peronie są obrzydliwi i zdegenerowani – efekt radiacyjnej mutacji oraz trwającego wiele lat chowu wsóbnego. Dla ludzkości nie ma już nadziei – te plugawe niedobitki nie będą w stanie odbudować cywilizacji. Ich zdeformowane twarze są martwe i pozbawione wyrazu. Nie jestem pewien, czy to wciąż ludzie, bliżej im do lovecraftiańskich Istot z Głębin.Wieki czekania na pociąg, brodzenie przez znikające sny w drodze do mojego domu. Postanawiamy zapalić resztki haszyszu. Jest już ciemno, ktoś zapalił świeczkę. Wpatrujemy się w płomień jak w transie. Widzę wirujące wokół niego historie, blask oświetla małe figurki ludzi z dawnych czasów. Ogarnia mnie senność, z trudem wyrywam się ze stuporu. Mamy kolejny pociąg do złapania.Warszawa. Spotykamy czekającego na nas znajomego, z którym mieliśmy się gdzieś udać. Bezwolnie za nim podążam, nie wiedząc, gdzie zmierzamy, ani po co. Jakieś stare fortyfikacje, mnóstwo ludzi i ognisk. Jestem świadkiem jakiejś przedziwnej, mistycznej ceremonii. Nie rozumiem tego, co się dzieje, ale czuję przytłaczającą atmosferę sacrum i tajemnicy. Obawiam się, jak zareagują ci ludzie, jeśli dowiedzą się, że nie jestem ich współwyznawcą.

Objawienie: jesteśmy w żołądku Boga. Reszta jest jasna - Bóg zjada doskonałe światy idei, żywi się ich pięknem i dobrem, a my jesteśmy tylko końcowym efektem boskiego procesu przemiany materii, bożym ekskrementem. To tłumaczy potworny dysonans między naszymi marzeniami, które są mglistymi wspomnieniami tego, czym byliśmy, a rzeczywistością. To, co nas otacza, ma tyle wspólnego ze światem stworzonym przez Boga, ile gówno z pyszną pieczenią.

Reszta rozmywa się w niepamięci.

Ocena: 

Odpowiedzi

Świetny raport, stary. Nie mogę jednak stać bezczynnie, kiedy historia jest fałszowana. Muszę walczyć o prawdę! Nie współczułem napastowanym przez ciebie kwiatom. Miałem na myśli kwiaty "wykorzystane" w znaczeniu "zużyte". Jednorazowe kwiaty. Przez łąkę przeszła horda roześmianych dzieci, które zużyły każdy kwiat. I ten smutny chłopiec przywieziony przez rodziców za późno, który zastał jedynie łąkę wykorzystanych kwiatów.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media