Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

[25i-nbome] bilet w 4 strony

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Apteka:
Dawkowanie:
1szy raz: 2mg 25I-NBOMe (brak zauważalnych efektów od peaku)
2 raz: 330mg DXM, 2mg 25I-NBOMe
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Nastawiony na silne wrażenia wizualne. Za każdym razem czułem stres w trakcie nanoszenia blottera na dziasło.
Wiek:
20 lat
Doświadczenie:
Marihuana, alkohol, Grzyby psylocybinowe, 4-Aco-DMT, MXE, DXM, Bufedron, Benzydamina,

[25i-nbome] bilet w 4 strony

Mój pokój, 3m x 4m oklejony bladożółtą tapetą w randomowo wytłoczone wzory. 

Dwa łóżka, jedno małe, jednoosobowe, po przeciwnej stronie większe łóżko na dwie osoby. Dalej już tylko szafki, a na przeciwko ich dwa okna za firanką które podczas tripów zakrywają rolety- W przeciwieństwie do ścian w kolorze żółtym. Przed firanką spory wzmacniacz gitarowy, gitara, biurko i komputer.

 

Pierwsza próba z NBOMe zakończyła się na peaku. Wczytując się zaczęła wprowadzać mnie w kolorowy świat, gdzie żółć rzucana przez rolety zaczęła się przesycać. Ja leżąc na małym łóżku oczekuję nowych doznań, gdy muzyka lecąca z głośników komputera nagle zaczyna wydostawać się ze ściany, a chwilę później ze wzmacniacza.

Czuję, że zaczynam odpływać, kolory nabierają kontrastów i zdają się przesuwać w fazie (zmieniać kolory falami), gdy w pewnym momencie wszystko ustaje. Cisza, prócz muzyki, a ja trzeźwy. Drugą próbę podjąłem 3 tygodnie później. Identyczna dawka, ale z DXM przed zaaplikowaniem blottera, a to w celu obniżenia tolerancji na 25I-NBOMe i wzmocnienie jego działania. Któż by się spodziewał, że będzie to moja najmocniejsza podróż z tą substancją, a tym bardziej, że przeżyję to, o czym nawet nie marzyłem zgłębiając się w psychodeliczny świat.

 

Jest późne lato. Sobotni słoneczny i ciepły wieczór, ojciec wyszedł do pracy, więc całe mieszkanie puste do poranka. Jedyne co słychać to bawiące się dzieci za oknem i spokojny ambient lejący się powoli z głośników.

o 18:30 zaczynam pochłanianie DXM, którego łącznie dziś pochłonę 330mg. Tak ubogą kolację kończę o 18:46.

O godzinie 19:20 odczuwam pierwsze efekty DXMu, a 20 minut później działanie według notatek było już silne, jednak działanie było inne niż zwykle to bywało na DXMie, bardziej skupiałem się na zmianach w moim polu widzenia. Dominowały tym razem kolorowe szumy, oraz czerwono niebieska "ściana rzeczywistości", która przebiegała idealnie przez środek mojego pokoju.

Godzina 19:42- Mały kartonik właśnie spoczął na moim dziąśle- Tym razem pod dolną dwójką, ponieważ tylko tam mam pewność, że blotter nie zostanie podmyty śliną ani nie zacznie się przemieszczać.

O 19:54 wymiotuję, jednak to jest dla mnie najzwyklejszy epizod każdej intoksykacji DXM- Nie żałuję wtedy niczego, bo DXM zdążył się wchłonąć, a w żołądku pozostaje tylko zielona zawiesina z napojem, nie jest mi tego szkoda, bo wiem, że i tak już zadziała.

Poszedłem umyć miskę i wracam do pokoju. DXM działa już mocno, a ja zapominam że wogóle mam karton na dziąśle.

Muzyka nadal się sączy, a ja kładę się na łóżku. Coś jest nie tak, coś tutaj mnie denerwuje! Muzyka! Tak, to muzyka mnie denerwuje. Wyłączyłem więc komputer i... No właśnie. To co działo się dalej nie pojmuję moim umysłem, wiem że nie byłem tutaj żadnym zmysłem.

Jestem w pokoju wyłożonym dywanami- Przypomina to wysoką, zaniedbaną piwnicę. Jest tu brudno, a na każdej ścianie są ładne dywany. 

Widzę stół, nad nim wisząca lampa, a na stole karabin AK47 pomalowany na czarno sprayem, który stoi obok niego. Za stołem, na czerwonym metalowym krzesełku siedzi łysy gościu w niebieskim dresie z adidasa i patrzy się na mnie z byka. W tle sączy się jakaś dziwna ruska muzyczka z małego radyjka z 1 głośniczkiem, stojącego na metalowym regale (takie jak są w magazynach).

Nagle widzę jak ktoś ze stołu ściąga kreskę i zaczyna się śmiać po czym swoim wzrokiem pochłania mnie i to ja staję się nim! Cały pokój pływa we fraktalach i wygina się we wszystkie strony, ja się śmieje i prubuję opanować swoje ciało, ale czuję że tracę kontakt, a cała rzeczywistość zaczyna skręcać się w spiralę. Nagle wchodzi inny łysy facet w niebieskiej kurtce pod którą ma czarną bluzę, pod nią zaś morowe spodnie zakończone wojskowymi glanami. On też jest porobiony, wygina się mocno, a jego oczy wielkie jak 5 złotych pochłaniają mnie. Teraz jestem nim- Czuję się pobudzony, serce wali jak młot i mówię po rosyjsku, że idę się przewietrzyć. Wychodzę na zewnątrz- Widzę zarośnięty las ograniczony błękitnym niebem z kilkoma chmurkami, starą asfaltową drogę, kawałek placu z betonowych płyt i drewnianą ławeczkę pomalowaną w kolor gównianego brązu. Siadam i zastanawiam się co ja musiałem brać.

Nie no, czekaj czekaj... Przecież ja przed chwilą byłem w tym domku, byłem kimś innym. Jak to jest możliwe że ja byłem nim, a teraz jestem sobą? Ciekawe co on musiał brać. A tam przecież też był jeszcze gościu na krzesełku! On też był jakiś taki dziwny!

O co tutaj... BOOOM jestem w swoim pokoju na dużym łóżku leżąc na wznak. Przed oczami tworzą się przeróżne wzory, kolory pływają jak w filmikach do wywoływania epilepsji, serce wali jak młot pneumatyczny, a słuch jest zniekształcony, stłumiony, a w dodatku każdy dźwięk który usłyszę powtarza się co sekundę 3 razy (dźwięk-sekunda-powtórka-sekunda-powtórka).

Co jest? Co ja brałem? Co mi się stało? Przecież brałem tylko DXM! Zepsułem sobie mózg? W końcu się dorobiłem! Zostanę debilem! Przecież miałem tyle planów! Jak ja napiszę maturę! Co pomyśli sobie rodzina i znajomi! W dodatku nie mogę się ruszyć! Paraliż? Nie będę mógł się nawet zabić! Będę taką rośliną do końca żywota!

Psychicznie, jak widać jest ze mną bardzo źle. Chcę sprawdzić która jest godzina, jednak zegarek wskazuje magiczne 88:88. Ale jest telefon obok! Tak! Łapię zań i natychmiast odrzucam go spowrotem, gdyż wszystko czego dotknąłem było mokre, ostre i wibrowało. Relaksuję się na łóżku, chcę przeczekać chwilkę, uspokoić się i pomyśleć jeszcze raz. Jestem na torze wyścigowym, na którym są pełne trybuny. Niebo identyczne jak na zewnątrz tamtej ruskiej chatki, godzina 16:43 (tak pisało na tabeli). To wyścig NASCAR! Widzę całą ekipę w garażach, samochody, słyszę warkot silników, spikera nakręcającego publiczność, która wiwatuje jakby na moją obecność wpatrując się w bezcielesnego Mnie. Widzę teraz cały tor z daleka i słyszę warkot silników- Tak, to samochody wyjechały z garaży, zaraz zacznie się wyścig!

Samochody przejeżdżają tuż obok mnie, na trybunach widzę dzieci z popcornem podniecone tym spektaklem, dorosłych świetnie bawiących się pochłaniając hektolitry piwa.

Dojeżdżają już do lini startu nad którą ja jestem, ja... jestem... Jestem... Czym ja jestem? Patrzę w dół, przemykają podemną samochody z rykiem silnika tak głośnym, że aż mnie ogłuszył. Ale czym ja jestem? Ja jestem... Masztem?

Boom... Znów jestem w swoim pokoju, nadal leżę w tym samym miejscu, ale tym razem koszulka która leżała na mnie leży teraz obok mnie. Zastanawiam się o co tutaj chodzi.

W głowie słyszę dźwięk podobny do odtwarzania nagrania zepsutego wentylatora na krzywej płycie winylowej na uszkodzonym gramofonie- Dźwięk zwalnia i przyspiesza, przypominając terkotanie. Nie wiem co wtedy widziałem, ale próbowałem resztkami świadomości ogarnąć co się ze mną dzieje. W pewnym momencie usłyszałem jak ktoś z sąsiadów zamyka drzwi... Oczywiście zrobił to 3 razy z sekundowymi odstępami. Na ścianie po mojej prawej stronie, tuż nad łóżkiem pojawił się "czarny" gang z karabinkami w formie przypominającej obraz. Przybiłem piątkę jednemu z nich (klepłem ścianę) i uspokoiłem ich słowami "Kuuurwa, sorki ziomeczki. Nie ogarnąłem", po czym sam z siebie zacząłem się śmiać

Gdy trzeci już raz usłyszałem ten sam monolog uświadomiłem sobie, że mam karton na dziąśle! Tak! Przecież brałem NBOMkę! Uff... Teraz już wiem co się dzieje.

W tym momencie znów odpłynąłem do własnego wszechświata, tym razem była to najzwyklejsza "edukacja psychodelików". Dźwięk zepsutej płyty synchronizował się z moimi wizjami, jednak w pewnym momencie częstotliwość tego dźwięku zaczęła wzrastać, a ja przed sobą widziałem grafenowy walec, którego od góry obcina idealnie ostre ostrze. Uświadomiłem sobie wtedy, że tak naprawdę nie da się zaznać chwili- czas płynie ciągle i nieustannie i z każdą chwilą jest go dla nas coraz mniej... Jednak nie da się określić chwili... Chwila jest nieskończenie mała i krótka, jest unikalna i nieprzewidywalna. Nie da się przechwycić chwili, można zrobić jedynie zapis kilku mikro, czy nawet piko sekund.

To jedyne co udało mi się zapamiętać. Wizje były bardzo przestrzenne, szczegółowe i kolorowe, a wszystko było dla mnie tylko interaktywnym filmem (mogłem dowolnie zmieniać perspektywy).Z całego tego transu pamiętam jedynie opisaną wcześniej naukę o czasie i końcówkę- W nieznanym mi języku rozmawiałem z kimś bogatym w bogatej restauracji pijąc szampana. Wiwatowaliśmy z powodu mojego osiągnięcia, cała sceneria i język przypominał mi Francję z filmów akcji z lat '90. Wychodzimy na zewnątrz na ekskluzywny jacht, a ja popijając naprawdę smacznego szampana, który bąbelkami koił moje gardło i przełyk zauważam kobietę, która nawołuje mnie po Francusku. Jest piękna, wręcz idealna. Pachnie przepięknymi perfumami, ubrana jest w czarną sukienkę obłożoną brylantami i prowadzi mnie przed spore, metalowe drzwi. Tam z torebki wyciąga brylant w którym widzę odbicie jej oczu, po czym cała rzeczywistość została pochłonięta przez owe odbicie, a ja razem z nią.

Jestem teraz w dziwnej przestrzeni, gdzie jest wszystko, ale nie ma niczego dla moich zmysłów. Widzę jak zbliżam się do czegoś, co przypominało czarną zasłonę obiektywu (jak we wstępie do Jamesa Bonda), która zaczęła się otwierać. Ze środka zaczęła wyłaniać się twarz, która coś mi pokazała i po chwili powiedziała TOP SEKRET z Francuskim akcentem a ja obudziłem się znów w pokoju.

Jestem już po peaku, wiem co się dzieje, gdzie jestem, czym jestem i co zrobiłem, więc czas przejrzeć się w lustrze. Sprawdzam czas na telefonie który jest zimny, sztuczny, śliski i mokry- Jest godzina 22:47. Wstaję z łóżka. Wszystko wokół mnie pływa, niektóre obiekty nawet zmieniają swoje kształty na chwilę, kolory szaleją jak na zepsutym telewizorze. Moje ciało wydaje się być zbudowane ze styropianu, a ja mogę się poruszać tylko w 4 kierunkach świata. Dziwi mnie to bardzo, ponieważ nie jest to zależne od mojej woli. Dochodzę jakoś do łazienki- Moja twarz zbudowana jest z płynnej mazi, która cały czas zatacza kręki rysując obryz mojej twarzy- Oczy są bardzo duże.

Postanawiam się załatwić. Wraz z moczem wpływającym do muszli, wraz zaginaniem tafli w tejże muszli zagina się przestrzeń wokół mnie i spływa do toalety. Dźwięki są dziwne, chaotyczne, lekko robotyczne i głuche. Po zaspokojeniu potrzeb wracam do pokoju, włączam światło które nie świeci jednolitym światłem- Co chwilę zmienia się jego barwa i natężenie, lekko pulsuje wypełniając każdą powierzchnię fraktalami. Nagle czuję, że coś się dzieje z moimi oczami, są jakby napompowane, a obraz który widzę jest przybliżony i rozciagniety, choćbym patrzał jak przez soczewkę, jednak po dłuższej chwili słyszę pyknięcie w mojej głowie. Obraz zaczyna się oddalać i rozciągać w kształt stożka. Moje pole widzenia rozciąga się i rozszeża do tego stopnia, że widzę OBA barki, sufit i własne stopy w jednym momencie, to wszystko zalane przesyconymi kolorami w przesadnym kontraście.

Siadam na łóżku i rozmyślam o ludziach i o ich pracy- Pomyślałem o tym, że wszystko dąży do komputeryzacji, a tam gdzie już teraz jest komputeryzacja (biura) oszczędza się na miejscu. Wyobraziłem sobie to, że ludzie będą układani w metalowych siatkach z komputerami, rurkami doprowadzającymi jedzenie i rurkami owe jedzenie odprowadzające... Wtedy ludzie staną się kulami tłuszczu, które w końcu zaczną wylewać się z tych siatek i mieszać się z innymi ludźmi... Chwila chwila! O czym ja myśle!

Włączam komputer chcąc zajać umysł czymś więcej, niż absurdalnymi myślami, jednak mam wrażenie, że monitor jest zepsuty. Wszystkie kolory zmieniają się co chwila od lewej do prawej. Pulpit ożył, wszystkie ikony przemieszczają się i są animowane, tapeta rusza się niczym film, litery w komunikatorach są w czarnych chmurkach, które w pewnym momencie przewracają się jak wieża z klocków Yenga. Wszystkie obrazki stają się unikatowym filmem, nie zapętlonym, a filmy zyskują przestrzeń- Nie są to już zwykłe obrazy z dźwiękiem- To przestrzeń, skompresowana rzeczywistość.

Muzyka brzmi głęboko i naturalnie, otacza mnie z każdej strony, wszystko jest piękne, wszystko dzięki jednej maszynie... Gry nie sprawiają mi zaś żadnej przyjemności, jednak tak samo jak filmy są rzeczywistością, a nie zwykłym interaktywnym obrazem... Dalej to już tylko komputer i internet zostały moją zabawką. Poszedłem spać około 3 rano, bez żadnych problemów z zaśnieciem.

Flashback:

Pewnej nocy miałem koszmar senny w którym brałem NBOMe i cały czas coś kombinowałem robiąc absurdalne rzeczy w absurdalnych sytuacjach, po czym wchodzi ojciec do pokoju i pyta się dlaczego tak dziwnie wyglądam i co wogóle robie. Następnie wchodzi siostra, pyta o to samo, kuzynka, kuzyn, wujek, babcia, coraz więcej osób, coraz większy chaos, coraz większy absurd, aż do momentu gdy obudziłem się cały spocony w łóżku z tachykardią, gorączką (39*C) i halucynacjami.

Podsumowanie: Niektórzy mówią o tej substancji "psychodelik", jednak ja nie zaliczyłbym tejże substancji do psychodelików... To jest coś co pozwala uwolnić się naszej wyobraźni, coś co pozwoli przeżyć niewyobrażalne narkotyczne, absurdalne wręcz wizje, w których nie jesteśmy ciałem, jednak brak tutaj tej "edukacyjnej" części psychodelików.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media