Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

tajemniczy, okultystyczny, hardcorowy rytuał

detale

Substancja wiodąca:
Chemia:
Apteka:
Dawkowanie:
1,5 mg 25Inbome
Afterglow DXM-owy - dzień wcześniej 300 mg
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Impreza z ostrą muzyką hardcorowo, breakcorowo, speedcorowo, terrorcorową :)
Wiek:
22 lat
Doświadczenie:
Dużo tego było, wymienię większość, bo wszystkiego nie pamiętam. Opisuję tripa sprzed lat, więc w nawiasie zaznaczę co zażyłam już po tym doświadczeniu: Ayahuasca, (po doświadczeniu), Changa i samo DMT, LSA, LSD, Psylocybina, (po doświadczeniu), 4-aco-dmt, 4-ho-met, 4-ho-mipt, 5-meo-mipt, Meskalina, Eskalina, 2b, 2cc, 2cp, 3cp, 25i-nbome, 25c-nbome, 25b-nbome, DOI, DOC, DOB, DOM, TMA-6, Amanita Muscaria, 3meopcp, 4meopcp (po doświadczeniu), MXE, Ketamina (po doświadczeniu), 2oxo-pcm, (po doświadczeniu), THC, AM2201, AKB48 Ab pinaca, Ab fubinaca i różne maczanki- wszystkich nazw już nie pamiętam, Fubinaci chyba już po tym doświadczeniu spróbowałam, Ormusy, Rape, Benzydamina, Gałka muszkatołowa, MDMA, 5apb, Amfetamina, Metkatynon, Mefedron, Klefedron i Hexen (po doświadczeniu), NEP, i jeszcze jakieś stymulanty, których też nie pamiętam, Alkohol, Clonazepam, Zolpidem, Alprazolam, Etizolam, Gbl, Kodeina, Morfina, Fentanyl (po doświadczeniu i na szczęście się nie uzależniłam), no i tak poza tym różne kawy i herbaty, yerba mate itp.

tajemniczy, okultystyczny, hardcorowy rytuał

   Tak sobie pomyślałam, że warto by było uzupełnić neurogroove o moje doświadczenia :) Publikowałam tutaj trip raporty z początków mojej psychoaktywnej kariery, które były średnio udane. Nie jest łatwo teraz opisać te długie lata licznych doświadczeń. 

    Niedawno wpadłam na pomysł, żeby wkleić tutaj fragment mojej (nieskończonej jeszcze) książki, w której opisałam najpiękniejszego tripa w moim życiu. Wycięłam zbyt osobiste momenty a zostawiłam te, które dotyczą samego tripa. Miłej lektury :)

 Dzień wcześniej napiłam się syropku na kaszel (i tym razem naprawdę w celu leczenia przeziębienia) a potem nadal trochę chora wzięłam kartonik z nbome i poszłam na imprezę.

 

***

 

 

  Nieco przeziębiona Rosalka zjadła trochę więcej leku na kaszel. Dysocjacyjny stan odrywał ją od emocji i wprowadzał w stan świętego spokoju.

 

    Przepełniona dysocjacyjno psychodelicznymi wibracjami Rosalka żyła w stanie świętości i radości z każdej drobnostki. Obce były jej wszelkie pożądania i namiętności. Potrafiła czerpać nieopisaną radość z tak prozaicznych czynności jak zrobienie zakupów i powrotny spacer do domu. Widok liści na drzewie wprowadzał ją w zdumiewający zachwyt. Wszystko jednak zmieniło się z chwilą, gdy Rosalka zmierzyła się ze swoim alter ego, które było jej cieniem.

       Tyle różnych znaków poprzedzało to wydarzenie… Te dziwne sny i wizje...  Baran, który przyleciał z nieba niczym kosmita… Krzyż spadający z sufitu i wpadający do jej serca…

            Po odbyciu fascynującej dyskusji na temat komputerów kwantowych, androidów,  a także biochemicznego wpływu różnych psychoaktywnych specyfików na mózg oraz ich metafizycznym potencjale, współlokatorzy wrócili do swoich pokojów. 

 

       Rosalka zupełnie nie przejmowała się tym, że pójdzie sama na imprezę. Wprawdzie została zaproszona tam przez koleżankę, którą słabo znała. Ze względu na swoją chorobliwą nieśmiałość Rosalka zdawała sobie sprawę z tego, iż nieszczególnie łatwo będzie jej poznać nowych ludzi. Pomimo to zjadła magiczny kartonik i wyruszyła na poszukiwanie nowych przygód.

         Jakże fascynująco wyglądał Welodin! Miasto, w którym studiowała Rosalka, było wyjątkowo piękne i pełne starych, zabytkowych budowli. Gotyckie i barokowe katedry oraz renesansowe kamienice tworzyły bardzo baśniowy klimat. Dzięki mocy magicznego kartonika tej nocy budynki  wyglądały jeszcze piękniej niż zwykle. Rosalka miała wręcz wrażenie, że kamienice unoszą się do góry, aby chwalić cud Boskiego Stworzenia.  W dodatku fraktalne wzorki układające się w urocze sówki dodawały im jeszcze więcej uroku. Co ciekawe, Rosalka zaobserwowała, że jej psychodeliczne wizje z motywami kwiatowymi są niemalże identyczne jak tapety w barokowych pałacach.

    Niestety niektóre szare i zaniedbane kamienice wyglądały na bardzo samotne i opuszczone. Rosalka dostrzegła ich łzy. Zupełnie tak, jakby budynki zarażały się cierpieniem mieszkających w nich ludzi.

 

       Rosalka była tak podekscytowana, że w pewnym momencie zdała sobie sprawę, że od jakiegoś czasu krąży w kółko… i zupełnie nie wiedziała gdzie powinna skręcić, aby dojść do klubu. W tej samej chwili zupełnie nie wiadomo skąd przed jej oczami pojawił się jej znajomy Ambroży.

- O witaj! Wybierasz się do krainy osób z zaburzoną osobowością? - zapytał.

- Tak...Ty też? - odpowiedziała zmieszana i zdziwiona jego nagłą obecnością Rosalka.

- Też. - odrzekł Ambroży, po czym dodał -  Właśnie zauważyłem, że tak chodzisz w kółko…

-  Zgubiłam się po drodze…. - powiedziała lekko zawstydzona i zarumieniona Rosalka.

     Ambroży odprowadził ją pod klub, po czym zniknął w tłumie osób… Pojawił się nie wiadomo skąd i zniknął nie wiadomo kiedy i gdzie…

     Podczas kupowania biletu wstępnego Rosalka miała wrażenie, że obsługujący ją ludzie są nieco zimni i chłodni. Czuła się tak, jakby przyszła na  tajne posiedzenie jakiejś elity.

    Zostawiła kurtkę w szatni i przespacerowała się pomiędzy ludźmi siedzącymi przy stolikach. Wielu z nich miało na sobie stroje w kolorach czarnych bądź moro. Poza tym zdobiły ich tatuaże i różnego rodzaju kolczyki. Odniosła wrażenie, że wszyscy się na nią dziwnie patrzą. Jeden silny, ubrany w moro mężczyzna spytał jej się, czy przypadkiem nie pomyliła miejsca. Rosalka uświadomiła sobie, że musi wyglądać na „zbyt grzeczną”… Ludzie nie zdawali sobie jednak sprawy z tego, że była cichą wodą, która brzegi rwie.

   Gdy Rosalka weszła na salę taneczną ujrzała coś… coś, co przerosło jej najśmielsze oczekiwania.

W ciemności znajdowało się kilka monitorków ułożonych w odwrócony krzyż. Wyświetlały się na nich fascynujące obrazy. Rosalka raz widziała sowy, raz trupie czaszki, raz Buddę, raz słoniki  Dumbo a raz myszkę Miki. Postaci powtarzały w kółko ten sam ruch. Efekt ten wywierał na Rosalkę bardzo hipnotyzujący wpływ. Obserwując ich monotonne ruchy miała wrażenie, że czas stanął w miejscu.  Od monitorków biły tęczowe światła, które od czasu do czasu rozświetlały ciemną salę. 

   Rosalka czuła, że oto nastała najbardziej przełomowa chwila w jej życiu. W dodatku pojawiła się w czasie, w którym najmniej się tego spodziewała.

„Ale jak to? Dlaczego dziś? Dlaczego nikt mnie nie ostrzegł?” - zastanawiała się. I wtedy uświadomiła sobie, że najbardziej przełomowe chwile przychodzą w najbardziej zaskakujących momentach.

   Potężny, monotonny i marszowy rytm muzyki Industrial Hardcore był bardzo hipnotyzujący. Miał w sobie niezwykłą moc. Rosalka czuła wręcz, że te dźwięki spowodują coś… coś co sprawi, że już nigdy nie będzie taką samą osobą jak wcześniej. Miała nawet wrażenie, że są one jakimiś wyższymi od niej istotami, które wprowadzają ją w szaleńczy, ekstatyczny wir. Muzyka obdarzała Rosalkę niezwykłą mocą.  Proces ten jednak, pomimo tego, że Rosalka czuła olbrzymie podekscytowanie i euforię, miał w sobie coś przerażającego. Rosalka doznała odczucia, iż rozsypała się na drobne kawałki po to, aby potem znów złączyć się w nową, lepszą całość. Moment ten przypominał jej szamańskie rytuały, w których inicjowani przeżywali śmierć i odrodzenie. W trakcie tego procesu tak samo jak ona wyczuwali obecność istot z innego wymiaru.

     Obserwując to niecodzienne zjawisko,  Rosalka uznała, że  dj-e muszą być  przybyszami z innej gęstości, którzy przylecieli tutaj, aby dokonać tajemnego, transcendentalnego rytuału. Ludzie wokół wyglądali jednak na zupełnie nieświadomych tego, w jakim procesie uczestniczą. Zupełnie tak, jakby byli zahipnotyzowani…

 

    Pełna wrażeń Rosalka opuściła na chwilę salę taneczną. Podszedł do niej lekko pulchny blondynek, który trzymał w rękach piwo.

- Co tam,  jak się bawisz? - zapytał.

Rosalka stwierdziła, że przypominał jej zwykłego chłopaka, który uczęszczał na imprezy disco. Z pewnością nie przypominał jej członka tajemnego, okultystycznego rytuału. Doszła do wniosku, że blondynek pojawił się na jej drodze specjalnie po to, aby wywołać w niej jak największy dysonans poznawczy.

- Przecież to nie jest normalna impreza! Ty nie widzisz tego, co się tutaj dzieje? - zawołała. W jej głosie słychać było panikę, a z jej oczu popłynęły krople łez.

-  Co się niby dzieje? Przecież to normalna impreza – odrzekł blondynek zupełnie spokojnym głosem. Rosalce nie mieściło się w głowie to, że jej towarzysz mógł być tak bardzo nieświadomy  tego, w jak bardzo tajemnym rytuale uczestniczy. Jego absurdalne zachowanie jeszcze bardziej wzmocniło jej panikę.

- Nie, no nie jest normalna impreza! Tu są czary! - wołała, a z jej oczu płynęły coraz większe strumienie łez. Nawet nie uświadomiła sobie w którym momencie jej towarzysz zniknął.

 

    Rosalka wróciła do hipnotyzującego chaosu, który posiekał ją na drobne kawałki. Najbardziej przełomowe wydarzenia były jednak dopiero przed nią. 

  (to utnę, nie dotyczy to bezpośrednio tripa... Dalsza część rozdziału dotyczy poznania pewnej osoby i pojawia się tam dużo mega psychodelicznych opisów, ale to już bardziej moja wybraźnia niż sam trip ). 

 

Podsumowując, było to dla mnie niesamowite doświadczenie, po którym moje życie bardzo się odmieniło :) Życie stało się takie mega dziwne, paranormalne, okultystyczne :P 

       

     

 

Ocena: 

Odpowiedzi

Mmm... Poezja - ładny opis, szkoda tylko, że tak nagle się urywa.

To tylko sen samoświadomości.

Zajebiste.

ALE! za dużo tej Rosalki wszędzie. Rosalka to, Rosalka tamto, za dużo jej. Kiedy jest jeden bohater nie potrzeba tyle zaznaczeń o kim mowa - psuje to ogólną wymowę tekstu. Taki mini tip od początkującego "pisarza".

"

Rosalka zupełnie nie przejmowała się tym, że pójdzie sama na imprezę. Wprawdzie została zaproszona tam przez koleżankę, którą słabo znała. Ze względu na swoją chorobliwą nieśmiałość Rosalka zdawała sobie sprawę z tego, iż nieszczególnie łatwo będzie jej poznać nowych ludzi. Pomimo to zjadła magiczny kartonik i wyruszyła na poszukiwanie nowych przygód.

 

         Jakże fascynująco wyglądał Welodin! Miasto, w którym studiowała Rosalka, było wyjątkowo piękne i pełne starych, zabytkowych budowli. Gotyckie i barokowe katedry oraz renesansowe kamienice tworzyły bardzo baśniowy klimat. Dzięki mocy magicznego kartonika tej nocy budynki  wyglądały jeszcze piękniej niż zwykle. Rosalka miała wręcz wrażenie, że kamienice unoszą się do góry, aby chwalić cud Boskiego Stworzenia.  W dodatku fraktalne wzorki układające się w urocze sówki dodawały im jeszcze więcej uroku. Co ciekawe, Rosalka zaobserwowała, że jej psychodeliczne wizje z motywami kwiatowymi są niemalże identyczne jak tapety w barokowych pałacach."

Na 11 zdań 5 Rosalek to według mnie o 4 za dużo.

" Rosalka czuła wręcz, że te dźwięki spowodują coś… coś co sprawi, że już nigdy nie będzie taką samą osobą jak wcześniej. Miała nawet wrażenie, że są one jakimiś wyższymi od niej istotami, które wprowadzają ją w szaleńczy, ekstatyczny wir. Muzyka obdarzała Rosalkę niezwykłą mocą.  Proces ten jednak, pomimo tego, że Rosalka czuła olbrzymie podekscytowanie i euforię, miał w sobie coś przerażającego. Rosalka doznała odczucia, iż rozsypała się na drobne kawałki po to, aby potem znów złączyć się w nową, lepszą całość."

Tutaj na 5 zdań 4 Rosalki. A fe!

Może się trochę przypierdalam ale uważam, że takie rzeczy powinno się wiedzieć jeśli ma się zamiar napisać/wydać książkę.

Szczerze mówiąc, na to samo zwróciłem uwagę, ale nie chciałem się przypieprzać, bo za mało jest tu poetyckich tekstów. Zamiast powtórzeń można (wręcz należy) używać synonimów. Bohaterka, dziewczyna itd.

To tylko sen samoświadomości.

W sumie możliwe, że to przez te wycięte kawałki, nie mniej razi w łoczy.

Niezupełnie, bo powtórzenia pojawiają się w dialogach i w konkretnych fragmentach. Jest taka zasada, że nie używa się tego samego wyrazu w dwóch następujących po sobie zdaniach, chociaż czasami trzeba się nagimnastykować, by się jej trzymać. Tym nie mniej raport poetycki zawsze na duży plus.

To tylko sen samoświadomości.

Z tym, że jak zmieniałam imię to z kolei mi się czepiali, że wtedy nie ma pewności, że to ta sama osoba i nie powinno się tak często zmieniać imienia bohaterki. Więc mam wrażenie, że krytycy literaccy wszystkiego mogą się doczepić.  Ale dzięki za radę, może faktycznie częściej powinnam używać takich słów jak "dziewczyna". A coś powiecie o samym tripie a nie tylko o powtórzeniach?

Psychedelic :)

" Rosalka czuła wręcz, że te dźwięki spowodują coś… coś co sprawi, że już nigdy nie będzie taką samą osobą jak wcześniej. Miała nawet wrażenie, że są one jakimiś wyższymi od niej istotami, które wprowadzają ją w szaleńczy, ekstatyczny wir. Muzyka obdarzała ją niezwykłą mocą.  Proces ten jednak, pomimo tego, że czuła olbrzymie podekscytowanie i euforię, miał w sobie coś przerażającego. Doznała odczucia, iż rozsypała się na drobne kawałki po to, aby potem znów złączyć się w nową, lepszą całość."

Tak jest okej i jak ktoś się czepia, że nie wiadomo o kogo chodzi to niech się nauczy czytać :P
A co do tripu: tak jak pisałem, zajebisty.

Po przeczytaniu pierwszych zdań już wiedziałem, że będzie kosa:-) Poezja triperska to miód. Jedna tylko rzecz mi się nasunęła, że nie każdemu i nie zawsze warto mówić, co się widzi i czuje (vide blondynek, który nie rozumiał głębi Twoich doznań), bo to nie zawsze na dobre wychodzi. Taki tip.

To tylko sen samoświadomości.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media