Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kolejne starcie z bxm- 3cie i ostatnie...

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
4 wyekstraktowane saszetki Tamtum Rosa w roztworze wodnym, 255mg na 66kg ciała
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Chciałem powtórnie porozmawiać sobie z halucynacjami, jednak tym razem chciałem wywołać działanie chociażby lekko mistyczne przez dodanie lufy ziółka.
Ogólnie to raczej tak jak zawsze- Wyciszony, spokojny, weekendowy wieczór i sam w domu na całą noc
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Marihuana (od 2 miesięcu rzadko), Nikotyna(okazjonalnie), Etanol(Od roku Bardzo rzadko), DXM(co 2 tygodnie), Benzydamina(5 razy w przeciągu 4 miesięcy), 2x BXM (3 tygodnie wcześniej i 5 tygodni wcześniej [nieudana])

kolejne starcie z bxm- 3cie i ostatnie...

Moja bardzo niedawna podróż tym razem wymknęłą się spod kontroli- Ten raport może być dla niektórych przestrogą przy mieszaniu tych dwóch substancji, a nawet zażywania ich osobno!

Około godziny 18- Wyciągam z zamrażalnika zimną, ale nie zmarznietą wodę. Wysypuję 2 saszetki TR do 1 kubeczka i kolejne 2 do drugiego. Zalewam równo odmierzone 50ml wody (strzykawka) do obu kubeczków i mieszam. Itd itp. Przejdźmy do konkretów ;)

Łyk kontrolny i jazda z tym... Czymś... 

Zeskrobałem benzydamine z chusteczek przez które ją przesączałem. Wrzucam mokrą maź (nie chciało mi sie czekać aż wyschnie) do soku grejpfrutowego, wymieszałem, wcisnąłem cytrynę i znów wymieszałem

Jest 19:30- Łyk kontrolny i poleciałem po miskę, bo jeszcze nigdy tak obrzydliwego roztworu benzydaminowego nie piłem. Jak macie czas to ZAWSZE poczekajcie aż ta maź wyschnie, bo różnica w "smaku" jest niemała.

20:30- Kończę pić tą benzę (1x szklanka 300ml) . Pierwsze efekty już są odczuwalne, i to trochę w nadmiarze i trochę inaczej niż to było zwykle. O dziwo nie mam smug, które zawsze były drugim objawem po zawrotach głowy których teraz też nie było. Muzyka leci szybko- Klasyczny, denerwujący mnie objaw.

Ładujemy psychodeliczne turbiny...

...-Tak w skrócie mogę opisać co się działo od 20:50. Po pierwsze- Chaos w głowie, nie wiem co mam robić, czym się zająć, jak siedzieć, jak oddychać, jak się podpierać. W dodatku wszystko co zaczałem robić, odrazu mnie nudziło i denerwowało. To nie wszystko. W międzyczasie piszę z kumplem M.

O godzinie 20:56 nagle z mojej głowy wyskoczyły podstawowe zasady ortografii i powstawały słowa takie jak "hoinka" czy "biórko". Po 5 minutach słyszałem jak mi miałczy kot w szafce, no ale po chwili go zignorowałem, bo już wiem jak zachowują się Benzydaminowe halucynacje. Początkowy Bodyload zszedł- już nie ma tego mętlika w głowie, ale jest "coś nie tak".

Nawadniam się i rozmyślam jak ta benza właściwie działa, ale doszedłem tylko do wniosku że benzydamina blokuje pamięć roboczą- Przez to smugi, omamy, przesłyszenia i gubienie wątków. Zarzucam w siebie 17 tabletek Aco zapijając dla odmiany czystą wodą, szamam dużą mandarynkę i ciasto (widać że kocham wątrobe :P).

O 21:25 Muzyka już nie tylko gra ZA szybko- Robi co chce, nawet zmienia czasami tekst, przedłuża niektóre części piosenek, a w dodatku nie wytrzymuję dłużej niż 2 minuty przy jednej piosence. 13 minut później nie mogłem zrobić zeza- Mimo pozorów to jest spory problem jak chcemy coś przeczytać, dla przykładu Słuchawki douszne i opis słuchawki, albo chociażby wyczytanie pilota- NIC, dosłownie NIC nie widać.

21:45- Desynchronizacja obrazu z dźwiękiem objawiający się głównie przy monotonnych ruchach (np. szuranie palcami po fotelu- Najpierw obraz, a 0,5 sekundy później Cyfrowy- 8bitowy dźwięk. Tutaj zaczynam już wątpić w dodanie THC do mojego miksu.

Cisza przed burzą

Nagle wszystko ucichło, czuję się normalnie, ale wiem że we krwi mam dwie silne substancje psychoaktywne. Zaczynam się obawiać, ale zbytnio nie panikuję i oglądam kilka filmików póki mam okazję. O 22:00 Nagle wszystko zaczęło wchodzić falą, pisk w uszach sie narastal, bicie serca przyspiesza, kolory delikatnie się nasycają, są smugi, 8 bitowy dźwięk, brak logicznego toku myślenia, brak sił, ogólnie w przeciągu 30 sekund wszystkie znane mi efekty obu tych substancji, objawiły się w swojej krasie. No może bez chaosu, który jest raczej takim "przestrojeniem" umyslu.

O 22:02 zaczęły ze mną rozmawiać 2 stojące przedemną głośniki, w nieznanym mi języku, ale brzmiał jak jakiś plemienny Indyjski. Sprawdzam czy na koputerze nie jest nic włączone, no i nic tam nie bylo oprócz skype i okna chatowego z M. Piszę do niego o tej sytuacji i narzuca mi to, iż to jest autosugestia- Jednak to nie była żadna autosugestia, czysta spontaniczna halucynacja sluchowa. Dwie minuty później słyszę znów ze strony głośników:

-Ej! Śpisz?-zapytał lewy głośnik szepczącym głosem.
-No chyba tak.- odpowiedział prawy głośnik męskim, 8bitowym glosem syntezatora.

Do godziny 23:30 dosłownie NIC się nie działo ciekawego oprócz opieprzania mnie przez sąsiadów za to że puszczam wodę by umyć naczynia po ekstrakcji benzy. Raczej nierealne, ale realistyczne. Postanawiam posłuchać tego głosu i zmyć naczynia później. Po tym biegał sobie pająk-cień czyli moja klasyczna halucynacja. Postanowiłem go zignorować, odwracam się do monitora i po chwili ukłucie w stopę. Nigdy nie doświadczyłem halucynacji czuciowej i muszę powiedzieć- Jest grubo, więc totalnie nie tak jak planowałem.

Porozmawiajmy, choć jest dziwnie...

M zadzwonil do mnie na skype, ale dochodzę do wniosku że chyba mnie nie słyszy. Szukam w ustawieniach co jest nie tak i gdy już przejrzałem wszystko, dopiero wtedy wpadłem na podstawową myśl Technika-Elektronika "Czy przewód mikrofonu jest odpowiednio wpięty do odpowiedniego złącza". No cóż- Metoda prosta i skuteczna, nie inaczej tym razem.

23:49 W końcu otwieram japę do innego przedstawiciela gatunku Homo Sapiens. Jest normalnie, mamy za chwilę grać w BFa. Po chwili ten plan realizujemy. Ja trzymający się zwykle czołówki leżę teraz na samym dnie rankingu. Nigdy w życiu tak źle mi nie szło. Ale to nie wszytko...

Zaczęła się druga runda, ale powoli jestem zażenowany swoim stanem. Podczas zabijania wirtualnycz żołnierzy myślę sobie tak o śmierci (jestem raczej niewierzący, ale ostatnimi czasy jakoś moja wiara powraca) i czuję swój szkielet. Czuję kazdy milimetr swoich kosci, zęby smakują metalicznie, serce przyspiesza, oddech robi się nispokojny- Coś jest nie tak. Postanawiam sprawdzić swój oddech na podstawie stopera- Już nie tylko muzyka przyspieszała, to ja byłem w spowolnionym tępie a czas biegł tak jak zawsze.

Nie wiem już któa to była godzina ale zaczyna się najgorszy objaw całej podróży: Jąkanie się. 

Pierwszy raz w życiu doświadczyć prawdziwego jąkania- Umysłowy koszmar

Zdania składają się bardzo powoli, język "ustawia się 2 godziny" a i tak stracił umiejętność wytwarzania liter "s, c, ż, dz, ć". Początkowo jest jeszcze ok, potrafię sklecić zdanie, jednak z czasem nie jest lepiej... Rozmawiając z M muszę się go pytać "A o czym rozmawialiśmy?" wtedy gdy on chce otrzymać odemnie jakąś odpowiedź. Nawet krótki temat typu:
"-Co jadłeś dzisiaj na obiad?-Pytam ja
-A makaron- Odpowiada M
-A z czym ty miałeś?-Pyta M"

W tym momencie jestem w stanie zawieszenia, szukam i szukam, ale nic nie mogę znaleźć by znaleźć wogóle temat na który ja mam odpowiedzieć, bo samo pytanie jest niezrozumiałe, a ja totalnie nie wiem co on do mnie mówi.
I z mojej strony pada pytanie "A o czym my przed chwilą rozmawialiśmy?"-  Jednak po czasie to brzmiało raczej "Aaaa o szym my rooo... roooo... zma... Gadaliśmy?"- Ale po kilku powtózeniach tego pytania już doszedłem do wprawy. Skonstruowanie zdania wymaga odemnie bardzo dużego wysiłku, czuję się tak choćbym upadł na głowę z wysokości i był po nim przytomny. Nie raz przed kolejną probą wyjąkania z siebie "aaaa oo szyym roooozmaaaaaaawiamyyyyyy?" cisnące się do moich oczu łzy, których nie było. Dopiero przypomnienie mi tematu w stylu:"O tym z czym jadłeś dzisiaj makaron na obiad" znów mnie zawiesza, robię wdech i dukam wyrazy których jeszcze nie mam poukładanych, a nawet nie mam ich wygenerowanych w mojej głowie. To jest prawdziwy koszmar gdy pdostawa porozumienia w otaczającym cię świecie staje się męcząca, trudna i nie za bardzo zrozumiała nawet dla siebie samego. Jedyne prawidlowo wymawiane przezemnie słowo to "ku**a".

Jednak to nie koniec nispodzianek. Zaczęły do tego wszystkiego dochodzić drgawki, jednak umiarkowanie- Ręce jakbym miał zaawansowanego Alzheimera. To nadal nie wszytko, uruchomiły się nie znane mi tiki nerwowe które polegały na szczękościsku, rozciągnięciu dolnej wargi, zamknięciu oczu i jakimś cudem "pójścia" prawego kącika ust niżej niż jest to możliwe normalnie. Te tiki pojawiału się głównie przy wymawianiu ostatniej sylaby ostatniego wyrazu w zdaniu które czasami próbowałem zacząć 4 razy, bo się nie nakręcilem wcześniej... Ogółem było bardzo nieciekawie.

Gdy duch BadTripa znów mnie nawiedza.

Przerywam rozmowę, by chociaż na chwilę odpocząć od mówienia- Jestem naprawdę niemal niezdolny do rozmawiania. Nachodzą mnie myśli że coś mi poszło w mojej jakże delikatnej sieci nauronowej i że zostanie mi to jąkanie już na zawsze. Ta myśl nie opuszczała mnie cały czas, ale nie otwieram nawet ust by nabrać powietrza- Chcę ochłonąć.
Znów czuję swój szkielet, bardzo nieprzyjemne uczucie a glównie zęby i nogi. Po chwili czytam o amputacji- Wyobrażam sobie jaki to musi być koszmar i kości nóg są teraz moim głównym ośrodkiem zainteresowania. Zaczynają się (aktualnie mam problem ze znalezieniem wyrazu- 20h od początku tripa) halucynacje słuchowe- Głównie takie, że wraca mój ojciec z pracy, albo to że ktoś chce do mnie przyjść, lub w końcu to że ktoś chce mi zrobić krzywdę. To jest psychodela którą lubię, ale tylko PO niej, bo w trakcie to nie wiesz co się dzieje. Myję naczynia- Znów jakiś głos się drze żebym wyłączył wodę, gazomierz straszy mnie swoim stukaniem które jest teraz bardzo głośne- aż piszczą uszy, przy kazdym ruchu gałką oczną witają mnie wesołe niebiesko-pomarańczowo-żółto-czerwone smugi które rozprzestrzeniają się z każdego kobnturu na który pada światło.

Czas odpocząć, ale najpierw trzeba się umyć. Idę do łazienki, puszczam wodę i znów tem głos... Dobra pierdziele to, ale umyje chociaż zęby. Nakładam pastę, wkładam szczoteczkę do buzi i do tego momentu jest wszystko ok. Poruszam prędkością z najniższą możliwą prędkością, jednak szczoteczka brzmi tak choćbym zasuwał nie wiem jak szybko, a w dodatku zdaje się, że z czasem owa szczoteczka coraz bardziej zaczyna wspomagać ruchy mojej ręki. Rezygnuję z mycia zębów, bo sobie je jeszcze powybijam...

W łożu

W łóżku czekał mnie klasyczny Benzydaminowy zjazd, lekko wygładzony DXM. Czyli fioletowo-czerwono-pomarańczowo-żółto-zielono-niebieskie rozbłyski przy otworzonych oczach, halucynacje w formie chodzących robali-cieni, latających światełek, spadających gwiazd czy pływających po ścianach czarnych plamach, które powstawały z dziwnej- gąbczastej struktury. Patrzę się na fotel, a na nim najpierw pojawia się jasnoszara mgiełka na której wyrasta gąbka i pęcznieje jak ciasto na drożdżach. Jakie było moje zdziwinie gdy jej tam nie było po zprawdzeniu jej ręką- Doslownie szok!

Patrzę się na fotel a na nim znów wyrasta gąbka, bardzo ciekawy efekt ale nie do końca zrozumiany przezemnie. Skózane etui na moim telefonie w miejscu w którym jest magnes również zaczęło obrastać podobną gąbką. Bawiąc się tym "czymś" zauważyłem, że mogę to deformować palcem, a to powraca do swojego ksztaltu jak prawdziwa gąbka! Ba, nawet mogę odrywać kawałki a to i tak rośnie z powrotem (tak z 1cm szerokości, 2cm długości, 0,5cm wysokości) aż w końcu mózg się przestawił i już nie było nic oprócz całej swojej pamięci życiowej odtwarzanej we własnych uszach- Przez to nie mogę spać, stopy są zimne, zaczyna mnie boleć gardło a w dodatku się pocę. O 4 w nocy słyszę za oknem napad na jakąś kobietę z nożem którym została dźgnięta. Nie wiem czy to była halucynacja, czy nie, ale jeżeli jednak to była halucynacja-To szacun dla mnie za wyobraźnię.
Znów myśli o śmierci, znów mój szkielet daje mi się we znaki i tak sobie myślę cały czas i myślę, aż doszedłem do takiego momentu, gdy przechodząc przez jakieś drzwi wszedłem Gdzieś gdzie było tak pięknie, że pierwszy raz od kilku miesięcy szczerze uśmiechnęłą mi się twarz. Wszystko ładnie, ale po tym wszedł Zygmunt Hajzer z reklamą Wizira (wiem że to głupie, ale tak niestety jest na benzie gdy się ma zamknięte oczy).

Gdy oczy są otwarte, to nic się nie dzieje, gdy są zamknięte to albo słyszę muzykę i widzę bardzo realistyczne obrazy z mojej pamięci (np. Mój pokój z innej perspektywy, wygląd strychu u Babci), albo słyszę jakieś nie zawsze mądre wspomnienia i film pod powiekami w monochromatycznej postaci- Świat duchów. Takie halucynacje były dla mnie przyjemne i miło się leżało przy nich tak w bezruchu.

Następnego dnia: Odwodnienie (mimo że wypiłem ponad 3L napojów niegazowanych), osłabienie, trudność w kojarzeniu niektórych wyrazów, metaliczne w smaku i słabe zęby oraz bardzo głębokie rozmyślenia o naszym końcu świata który w mgnieniu oka zyskał na znaczeniu (ale to muszę potwierdzić na trzeźwo).

 

Ogółem: BXM pokazało przedemną swoje oblicze którego się naprawdę przestraszylem i dopiero teraz zobaczyłem niebezpieczeństwo jakie wynika z brania tych dwóch substancji- Razem czy osobno, nieważne- Wolę mniej szkodliwe rozwiązania. Osobiście jak już masz brać BXM to z rozwagą- Nie przekraczaj 2g Benz i 20 tabletek Aco, bo nie wiadomo jak zareagujesz- Sam się o tym przekonałem mimo doświadczenia z tymi substancjami i tym miksem.

Ocena: 

Odpowiedzi

Koniecznie muszę tego doświadczyć ale powiem że jestem ciekaw większej dawki, takie doświadczenia to dla mnie norma, uważam że najlepsze jest totalne wyjebanie na świat i nie ogar ;) Fajny trip raport :)

Tak to ja.

zajebiście się czytało!dzięki:)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media