Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

mixtrip - czyli goodtrip po badtripie - picie "makumby"

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
Ok 300ml mleka 3,2% gotowanego wraz z trzema łyżkami stołowymi masła i ok 450-500g łodyg i liści kwiatów żeńskich konopii odmiany AK47 + 3 łyżki kakao i 2 łyżeczki cukry dla smaku.
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Niedziela wieczór, moje mieszkanie, maiłem bardzo dobry nastrój, chciałem się zrelaksować, w lodówce czekał na mnie 6ścio-pak piwa a na komputerze kupa dobrej muzyki i filmów oraz moje zdjęcia i ukochany photoshop - uwielbiam "tworzyć pod wpływem THC :)
Wiek:
27 lat
Doświadczenie:
Od ok 10 lat ( 17 roku życia ) palę regularnie marihuanę głównie w weekendy i sporadycznie w tygodniu - wieczorami.
Próbowałem tez sporadycznie grzybków, mdma, amfetaminy i lsd - ale jako iz boję się silnych dragów zażywałem ich małe dawki.

mixtrip - czyli goodtrip po badtripie - picie "makumby"

Witam

Mimo iż palę ziółko już od ok. 10 lat to moje przeżycia z tripa jaki zaliczyłem pewnej styczniowej niedzieli tego roku tj. 2012 zmieniły moje podejście i wiedzę na temat tej substancji...

Zaczęło się od tego iż odwiedziłem mojego znajomego - Czecha, w jego mieskzaniu w Ostravie gdyż ja i on poznaliśmy się dzięki zamiłowaniu do fotografii a okazało się iż mamy więcej wspólnych zainteresowań więc jakoś tak nasza znajomość trwa do dzisiaj. Zaprosił mnie gdyż lubię palić marihuanę a on mieszka w Czechach gdzie jej hodowla i posiadanie są legalne w pewnych ilościach. Skończył właśnie hodowlę odmiany, która zwie się AutoMazar - zaprosił mnie na jej degustację i mini imprezkę, degustacja i impreza się udały a w prezencie na odchodne - następnego dnia dostałem w pół litrowej butelce PET po mleku pół litra mleka wygotowanego z masłem i cukrem wraz z ok 0,5kg łodyg i liści roślin żeńskich wspomnianej wyżej odmiany - tego co zostało mu po żniwach ( po oddzieleniu topków od reszty rośliny ) ze wspomnianej wcześniej hodowlii. Dostałem to w tej formie gdyz obydwoje jesteśmy już ludźmi dojżałymi on ma 4 letniego synka ja 4,5 letnią córeczkę, dobra pracę itp... Nie chciałem więc ryzykować wracania z czech do Polski z suszem na pokładzie auta gdyż ewentualna wpadka mogła mi skomplikować nieco życie. A takie mleczko mimo delikatnego zielonkawo-brązowego zafarbu nie rzuca się zbytnio w oczy zwłaszcza w moim bagażniku, w którem walało się wtedy dużo więcej artykułów spożywczych, gdyż zrobiłem sobie w czechach większe zakupy, piwko, pistacje, rybisalat itp...

Gdy dotarłem już do domu - żona z córką pojechały akurat na 3 dni do teściów i miały wrócić dopiero następnego dnia po południu, czekało na mnie więc spokojne i puste mieszkanie.

Wziąłem więc prysznic, rozpakowałem zakupy, otwarlem butelekę piwa i odszukałem butelkę z magicznym mleczkiem aby je spożyć i czym prędzej schować po za zasięgiem wzorku i wiedzy mojej córeczki - nie toleruję wnoszenia i spożywania substancji psychoaktywnych przy dzieciach, nigdy nie palę przy dziecku ani też nie przebywam pod wpływem czego kolwiek - mam taki schiz. 

Nigdy wcześniej nie spożywałem "Makumby" usiadłem więc na komputer aby się dowiedzieć jak silne to może byc i ile należy spozyć ale natrafiłem ( teraz już wiem, że chyba pechowo ) na kilka artykułów w których ludzie pisali, że "nic im po tym nie było" postanowiłem więc przelać mleko do 0,5 litrowego kufla i wypic duszkiem co okazało sie trudne ze względu na intensywny posmak tłuszczu z masła zawarty w trunku. 

Przyznam iż zrobiło mi się po tym troche niedobrze ale szybko zapiłem ten smak piwem i zapaliłem papierosa co pomogło się mi powstrzymać odruch wymiotny.

Mleko spożyłem ok godziny 16:00 i usiadłem na komputer otwierając kolejne piwo z zamiarem zrzucenia zdjęć z karty w aparacie i zabawy z nimi w photoshopie.

Do godziny 18:00 nie czułem jeszcze żadnych efektów działania magicznego mleczka jedynie lekką fazę z drugiego już piwka, nadal pracowałem w photoshopie słuchając muzyki z radia bbc radio 1 - myslełem że jednak nic mi nie będzie i jednak dzisiaj nie zaznam juz mojego kochanego "ziółkowego ukojenia".

Ok godziny 18:20 zaczęły się pierwsze objawy nadchodzącego tripa uznaję więc tę godzinę za jego początek. Zaczęłó się od lekkich zaburzeń "widzenia" polepszonego samopoczucia, wyczulenia zmysłów, muzyka zaczęła mnie przenikać a pomysły na kolejne zdjęcia wręcz wylewały się z mojej podświadomości do świadomości - standardowe objawy jak po zapaleniu sobie jointa.

Początkowo nic nie wskazywało na ogrom "bani" jaki miałem przeżyć byłem więc wyluzowany, spokojny i cieszyłem się, że jednak ziółko zadziała :)

To co stało się ze mną w ciągu ok 15 następnych minut przerosło moje oczekiwania - trip z "ziółka" zaczął bardziej przypominać to co przeżywałem kiedyś po LSD - miałem wrażenie obcości swojego ciała, miałem wyraźne schizy słuchowe i wzrokowe zarówno jak i przy otwartych jak i zamkniętych oczach, świat "falował", dziwnie zacząłem postrzegac kolory i przedmioty zdawały się poruszać lub zmieniać kształty -nie było to tak wyraźne jak po LSD ale bardzo podobne. Pojawił się u mnie stan lękowy - panika, przyśpieszona akcja serca, płytki oddech, nie umiałem usiedzieć na miejscu, zacząłem więc chodzić w kółko po mieszkaniu i starać się ogarnąć banie. Mimo iż stawała się ona co raz silniejsza ja starałem siebie uspokajać mówiąć sam do siebie, że to tylko THC, nic mi po tym nie będzie najwyżej odpłynę i zasnę. Niestety nie wiedzieć czemu objawy się nasilały a ja mimo ogromnego stażu w paleniu nie mogłem się uspokoić i "ogarnąć" tej bani. W moim umyśle pojawiły sie złe mysli, ze może coś nie tak poszło z tym mlekiem, może przez przypadek do tych odpadów z maryski dostała się jakaś inna roslina, trująca, przeciez u qmpla stoi pełno dziwnych egzotycznych kwiatków. Dostałem tzw. mindfucka i stanów lękowych. Nic nie pomagało ani dobra muzyka, ani film ani wyjście na balkon - nie byłem wstanie się na niczym skupić - cały świat wręcz pulsował i wariował w moich oczach. Poszedłem więc do łazienki i wziąłem zimny prysznic uspokajając sam siebie, że po prostu nigdy nie wtłoczyłem do swojego organizmu tyle THC i nie w ten sposób i że muszę do tego przywknąć - pomogło. Chociaż momentami byłem już w takim "lęku", ze chciałem dzownić po pogotowie - to przez wbicie sobie mysli o trującej roślinie.

Gdy już jako tako się ogarnąłem wyszedłem z łazienki była godzina 19:30... W moim odczuciu powinna być co najmniej 3:00 nad ranem gdyż tak bardzo dłużył mi się bad trip.

Ale najlepsze w tym jest to iż mimo naratających objawów takich jaki omamy słuchowe, wizualizacje na otwartych oczach, falujący świat, wrażenie obcości swojego ciała zamiast się tego bać zacząłem sie w tym zatapiać i fascynować się tym - nie chciałem już aby ta faza się skończyła, chciałem aby trwała wiecznie. Otwarłem kolejne piwo, zapaliłem sobie jointa, który został mi z zeszłotygodniowej imprezy i był schowany w laptopie ( mam kryjówkę w laptopie wmiejscu pod klapką na drugi dysk twardy :) ) i zacząłem odpływac w te "schizy" jednocześnie zastanawiając się jak to możliwe, że z samego tylko THC doświadczam tak realistycznych halucynacji i wizualizacji. Gdy zamykałem oczy widziałem kobietę jakby z klocków lego czy jakiś innych brył, która wiła się dookoła mnie, zmieniała kształ i coś mówiła nie wiem co ale to było miłe. Włączyłem sobie wtedy muzykę klasyczną Vivaldiego - zaczęła mnie przenikać i unosić czułem się lepiej niż po LSD nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego po THC i nie wiem czy jeszcze doświadczę. Naszła mnie taka wena, że zacząłem odszukiwac stare zdjęcia na dysku i obrabiać je na nowo tak aby postaci na nich były jak najbardziej podobne do kobiety, która cały czas gdzies tam twkiła w mojej głowie, nie widziałem jej juz ale cały czas czulem jej obecność. 

Było ok godziny 20:30 i nagle naszła mnie kolejna fala - tzw. powrót tripa - mój organizm musiał chyba jeszcze trawić mleczko i coraz więcej THC w coraz większym tępie trafiało do mojego mózgu - dostałem na chwilę znowu tzw. bad tripa przez intensywność doznań z tym związanych ale szybko uspokoiłem swoje myśli wiedząc już, że niczym się nie zatrułem tylko pierwszy raz w wżyciu udało mi się w tak krótkim czasie wprowadzic tak sporą ilość tej substancji do moejgo orgaznimu.

Zasnąłem ok 23:00 przytłocozny już tą banią ale zasypiało się bardzo miło.

Następnego dnia dosyć intensywna faza trzymałamnie jeszcze do ok. 10:00 potem zaczęła słabnąć ale do wieczora jeszcze odczuwałem efekty działania THC.

Ogólnie pomijając przerźliwego najgorszego w moim życiu badtripa i mindfucka jaki na krótko zaznałem to był to najlepszy trip po THC jaki w zyciu miałem.

Ale polecam go tylko doświadczonym tripowiczom gdyż gdybym wtedy spanikował i dalej drążył myśl o trującej roślinie pewnie zadzwoniłbym po to pogotowie gdyz nie spodziewałem się, że THC może aż tak silnie na mnie zadziałać mimo 10 lat palenia...

Pozdrawiam

Ocena: 

Odpowiedzi

:)

The quieter you become, the more you can hear

Kanna potrafią pokazać psychodeliczny pazur w dużych ilościach. Kocham niesamowitość dawanych przez nie onirycznych wizji. TR czytało się bardzo miło, ale mógłbyś więcej tekstu poświęcić na opis samego doświadczenia bo materiał miałeś świetny i bardzo oryginalny :)

I poswtała jakaś twórczość związana z tripem? Jak tak to fajnie jak by uploadnąć.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media