Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

gałka---nie-fajnie-nie-źle

detale

raporty unknown

gałka---nie-fajnie-nie-źle

Nazwa substancji: Gałka muszkatałowa

Dawka, metoda zażycia: około 7-10g, doustnie

Set & setting: Puste mieszkanie, godz. 21:30, matka miała wrócić za ok. 40 min. Wątpiłem czy poczuje jakiekolwiek efekty działania gałki


3.07.2004r.


* godz. 9:20


Siedze, myśle, przeglądam hyperreal\'a i nagle przychodzi mi do głowy myśl, żeby coś zażucić. Jako, że na chacie nic nie miałem, z braku alternatywy udaje się do kuchni w poszukiwaniu Magicznej Przyprawy.

Szukam, przeglądam szuflade i jest! Gałka muszkatałowa KOTANYI 18g. Wszystko byłoby pięknie, gdyby gałka nie była mielona i gdyby opakowanie nie było otwarte. Nie wiedziałem ile matka jej zużyła a co za tym idzie, ile jest jej w opakowaniu. Ale co tam, pieprzyć to, przynajmniej mnie nie jebnie. Więc biore szklanke, wsypuje gałke (zostawiam troszke na dnie opakowania, żeby mamusia miala ;P) i dupa. Okropnie tego mało, nawet gdybym reszte opakowania wsypał (na hyperrealu czytałem gdzies, że powino być ok 1/3 szklanki, a ja mialem około 1/10 :). Oczywyście sam sobie to skomplikowałem, bo zamiast wziąć normalna szkanke, to wziąłem pierwszą lepszą (od cocacoli, litrowa chyba). Nastepnie dolewam wody, mieszam... i do dziela! Smak ochydny, zapijalem sokiem i zagryzalem słonymi paluszkami. Po poł godzinie męczarni w szklance juz nic nie było. Wiedziałem, że gałka bardzo dlugo wchodzi więc wróciłem do innych zajęć...


*około 22:30:


Wraca matka, więc szybko mówie, że ide spać. Kłade sie do łóżka i oglądam tv.


*około 24:00:


Zasypiam...


*okolo 2:00:


Budzę się i nic, żadej zmiany, wszystko jak zawsze... myślałem, że już nic z tego nie będzie. Nie wiem czy zasnąłem, czy tylko leżałem. Powili zaczynało mi sie robić sucho w ustach, więc wstałem i poszedłem się napić. Wróciłem do łóżka i zasnąłem.


*chyba około 5:00:


Budze sie. Zacząłem sie dziwnie czuć, ale chyba wtedy nie podejrzewałem, że to sprawka gałki. W sumie nic takiego nie zauważyłem.Zachciało mi sie szczać. Wstaje, ide do łazienki i nagle czuje! CZUJEEE :P! Byłem baaardzo zaskoczony. Efekty trudno opisać bo w sumie lajtowo było, na pewno kłopoty z pamięcią i troche jak po alko. Chodziłem bez trudu, koordynacja ruchowa też całkiem niezła. Więc siedzę na kiblu (no właśnie!!! siedziałem na kiblu a mi sie chyba szczać chciało... dziwne. Możliwe, że ciężko było mi stać w jednym miejscu, więc pomyślałem, że na siedząco sie odeszczam:) Jak było na prawde-nie pamiętam)i nagle zaczęło mi sie robić bardzo gorąco i nieprzyjemnie. Myślałem tylko o tym, żeby sie skończyło... Ale nagle bum! znów przyjemnie:) Odsiusiałem sie chyba i poszedlem do łóżka. Leżałem, było mi fajnie. Próbowałem myśleć ale nie byłem w stanie. Kłopoty z pamięcią były tak duże ze po prostu sie nie dało. Chciałem zasnąć, myslałem, że jak się obudze to już niczego nie bede czuć...błąd.


*około 10:00:


Budze się. Faza trwa dalej. Sucho. Nos, jama ustna, oczy. Zero śliny, niczego. Chce wstać, iśc do łazienki, napić sie wody, czagokolwiek. Wstałem z wielkim trudnem, czułem sie jakbym ważył 2 razy więcej niż zwykle. Zrobiłem jeden krok i dalej nie moge, położyłem sie z powrotem na łóżko. Serce biło bardzo szybko. Poczekałem aż się uspokoi i znowu spróbowałem wstać. Byłem zdeterminowany bo matka na chacie a ja chodzić nie moge :D Wkońcu jakoś dotarłem do łazienki. Odeszczałem sie z trudem (nie leci tak łatwo jak na trzeźwo ;P), napiłem sie wody,przemyłem oczy (od razu lepiej...) i poszedlem spowrotem do łóżka :) Nie zasnałem, nie chciałem spać. Oglądałem tv. Matka przyniosła mi śniadanie (jak ja dobrze mam:) ). Niczego nie zczaiła, chociaż miałem lekkie problemy z mową. Śniadanie było baaardzo dobre, w ogóle miałem tego dnia duży apetyt, jadlem wszystko co moglem. Podczas obiadu (około 14:00) zaczął mnie brzuch napieprzać. Stanąłem przed niełatwą decyzją: przerwać ten wspaniały posiłek czy dalej jeść narażając sie na eksplozje żołądka? :) Na serio myślałem, że coś może sie stać, więc przestałem jeść. Dzień zleciał bardzo szybko byłem w takim półśnie. Po południu położyłem się przed tv i zasnąłem.


*około 20:30:

Budzę się, byłem zaskoczony, że zasnąłem, tym bardziej, że było mi w tej pozycji niewygodnie.
Myślałem, że jest około 16:00, patrzę na zegarek a tu 20:30 :D Faza trwała dalej, choć osłabła. Poszedłem się wykąpać a następnie do łóżka i spanie:)


Budzę się na drugi dzień już bez fazki. Echhh, jaka ulga:) Gdyby nie okropna susza w ustach i nosie, a także obcność matki w domu, jazda mogłaby być naprawde miła. Nie żałuje, że to zrobiłem, być może powtórze spotkanie za gałką w bardziej sprzyjających okolicznościach i w większej ilości.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media