Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

first contact

detale

raporty unknown

first contact

Food: Grzyby w dawce ponad 70 sztuk jakies 3-5h od zbioru...





Doswiadczenie: grzyby po raz pierwszy.... wczesniej: jaranie (bardzo czesto), feta(czesto), tablety(czasami), opiaty(różne i dużo.. obecnie wcale) + różne inne wynalazki... obecnie tylko(aż?) bak, nos i kółka...





TRIP:





Cała historia zaczeła sie dosc niewinnie heh mianowice rano będąc w szkole i szukając jakiegos ćpania(fety) natrafiłem

całkiem nie przypadkowo na kolesia który miał akurat na zbyciu półke frytania... po krótkiej nawijce okazalo się że kolo

wybiera się po lekcjach na łąke po grzybsy.. tak sie złożylo ze nigdy wczesniej nie mialem styczności z tego typu rzeczami

choćby dlatego że nie mialem skąd ich sobie skręcić , a tu sie okazało że rosną sobie na polu całkiem niedaleko w skali kraju ale dość spory kawalek od mojej budy... Oki Przyjebaliśmy po dziórach 0,5 białego na dwóch(o dzialaniu prochu nie ma co sie rozpisywac.. nic odkrywczego)... poszliśmy jeszcze na ostatnią lekcje i w droge! na polu byliśmy cos koło 14 w południe... zbieranie z początku nie szło najlepiej dopoki nie przenieśliśmy się na poletko obok.. ponad 2h i w moim pudełku bylo juz troche powyżej 120 grzybów (powiem tylko tyle ze troche czasu zmarnowalem na zbieraniu bardzo podobnych grzybów do tych działajacych ale różnily sie one kolorem[jasny brąz] i podobno nie działają)...


Na hacjendzie byłem około 21 wieczorem... zmęczenie dalo mi sie we znaki delikatnie mówiac... mimo ze wczesniej fukałem, od dłuższego czasu nie czółem juz dzialania fety (fizycznie bylem zjebany na maxa, a to przez to ze wiekszość czasu na polu spedzilem w jednej pozycji, kucając.. zresztą jak by nie patrzec lekka tolerancja mi sie juz wyrobila na to ścierwo)..


Po przyjściu zrobilem wszystko co miałem zrobic , wskoczyłem w pidżame, i zabralem się do przebierania magicznych znalezisk... wczesniej założylem sobie, że nie zjem w ten sam dzień ale nie wytrzymałem... I rozkmina... ile sobie zapodac?


Bo w sumie nie wiedziałem czego sie spodziewać... 40? 50? hmm padło na 70 świeżych smakujących jak ziemia, trawa i co tam jeszcze grzybków zapitych jednym piwem z cyklu strong... oki kiedy już zjadłem i wypiłem co trzeba, zasiadłem sobie przed kompem zapodalem jakies transy, wlazłem na irca (teraz wiem, że w pewnym sensie omineło mnie wiele jedząc je w domu w takiej a nie innej konfiguracji)... czekam.. czekam.. po jakis 25-30 minutach zaczyna mi podnosić sie ciśnienie(w sumie przyjemnie uczucie) wczesniej skonsumowane piwko jakby dopiero teraz dało o sobie znac.. powoli zaczeło mi sie dziać coś z wizją, patrząc mialem wrażenie, że moje oczy sa bardziej wypukłe niz normalnie... chwile potem wielkie BOOM! poczułem jakby krew z całego organizmu uderzyła mi w jednym momencie do głowy z duża siłą (czasem po mocnych dropach miewam podobnie)... oszołomienie maxymalne... myśli zaczeły zapierdalać z taką szybkościa jak nigdy przedtem, miałem wrażenie jak bym w jednej chwili wchłonął

wiedze zawarta w kilkuset stronnicowej książce... myślałem dosłownie o wszystkim, jedna myśl prowokowała następne, WIEDZIAŁEM WSZYSTKO, rzeczywistość wydała mi sie czymś abstrakcyjnym, doznałem oświecenia cokolwiek by to znaczyło... spojrzałem na siebie zupełnie z innej perspektywy(w psychicznym aspekcie tego doznania)... jakby z pozycji innej osoby... moje ciało wydało mi sie okropnie obce i bezbronne.. pamiętam, że bardzo poosuła mi humor myśl o tym, że zabijam ten organizm chemia(dragami, alko itp)... bylo mi siebie żal(na przemian siebie i tego czegoś)... do pewnego momentu zajęty byłem gadkami na ircu ale po pewnym czasie za nic nie mogłem złożyc zdania gdyż rozkojarzenie siegało zenitu, to co widzialem na monitorze nie wiele mialo wspólnego z jezykiem polskim... litery na ekranie byly zupelnie nie łacińskie... pamiętam, że pomyślałem o nich jak o jakimś alfabecie z kosmosu, bo w zasadzie tak wyglądaly(?!)... Internet Explorer był jakby animowany, wszystko sie ruszalo co chwila coś migało coś drgało zupełnie inny program( wygladało to dość komicznie... u góry wąskie a po środku max szerokie) heh winamp podobnie z tym ze wieciej badżesów sie ruszało... aha wspomne jeszcze, że na chacie byli wszyscy domownicy.. mi wystarczylo kiedy stara weszła do pokoju (na szczeście światła nie zapaliła a pokój byl oświetlony jedynie przez monitor)... jak ta kobieta śmiesznie wyglądała z nie oświetlonej strony zupełnie czarna, a z drugiej zielona(?).... kiedy odwracałem wzrok od monitora w ciemne miejsce obraz pozostawiał bardzo wyraźny i trwały "ślad" który z biegiem czasu gubił poszczególne kolory... z halunoow (no powiedzmy załamań w postrzeganiu otoczenia bo haluny to troche co innego) wystąpiło cos takiego jak wzory na tapecie normalnie chaotyczne teraz ukladały się w jeden schemat powielany wielokrotnie i falujący z góry na dół, firanki wyglądały jak kolumny z półprzezroczystego(?!!) gipsu, napis na plakacie przypominal grzyby o zielonym fluoroescencyjnym odblasku, niedojedzone ziemniaki z jajecznica w świetle monitora wygladaly jak skały z porostami (duze wrazenie to na mnie zrobilo hehe)... dzwięk maksymalnie wyostrzony ale tylko na początku tripu... w pewnym momencie narobil mi schizy, gdyż normalne czynności wykonywane przez kogos z rodziny w pomieszczeniu obok wydawaly dzwięki jak, by ktos krecil ładny dym na chawirce z tłuczeniem taletrzy, szklanek i waleniem garami o podloge naczele...


aha kiedy zachcialo mi się sikac za groma nie wiedzialem co ze sobą począć bo z jednej strony musialem iść się odlać, a z drugiej chorobliwie nie chciałem opuszczać swojego pokoju heh udalo sie chyba po godzinie (chyba bo czas się dłuży niezmiernie... aż sie dziwisz ze tyle sie wydarzyło w tak któtkim czasie, taka ilość informacji przepływa przez głowe....) w łazience mój wizerunek w lustrze zwalił mnie z nóg że tak powiem, widzialem KAŻDY szczegół na swojej twarzy, każdy zarys, zadrapanie, nie wiele brakowalo, a bym dojrzał komórki skóry (w każdym razie tak sobie wtedy pomyślałem mniej więcej :-D)... w kiblu wzory na kafelkach jak by odstawaly od nich i wszystkie leniwie falowały w jednym kierunku...


Dopiero na grzybach dostrzegłem wiele szczegółów o których do tej pory nie mialem pojecia (zarówno wzrokowo jak i psychicznie)... loty trwaly jakies 4h (nie jestem pewnien do końca, czy nie dłużej) stopniowo słabnąc... kiedy stwierdzilem, że pora już spać spotkała mnie nie miła niespodzianka... zasnąć się nie dało za chuja bo po pierwsze: serce waliło baaardzo szybko;


po drugie: myslenie tylko nieznacznie zwolniło ale bylo już ze tak powiem nijakie :/ ; po trzecie kiedy zamykałem oczy widziałem

różnie kształty w różnych kolorach(głównie grzyby widziane z góry !!!) przybliżajace sie i oddalające z różna częstotliwościa...


nie wiem kiedy zasnąłem ale nawet jeśli to przypominało to raczej cos takiego, że "śpisz ale czówasz" hmm a rano do budy...


mógl bym sobie w sumie to odpóścić ale poszedłem heh i żałuje bo od tego zbierania grzybów praktycznie w jednej pozycji nonstop ledwo chodzilem.. jak robot prawie nie zginajac kolan heheheh... no coz bywa.... podsumowując powiem tylko tyle nic do tej pory nie pozwolilo mi myśleć w tych kategoriach co pod wpływem grzybów.. coś pięknego... czystego... humor prawie cały czas albo zajebiście dobry albo neutralny... poki co trzeba czekac do następnego sezonu....





ps wielu rzeczy nie opisałem gdyż działo sie tak wiele ze po prostu nie da sie tego ubrac w słowa aby oddaly one wpełni stan w jakim byłem.... hmm przeczytałem swój opis i czegoś mi tu brak hmm psylocybiny w tej chwili? ;-)
pozdro

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media