Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dziewcze i lsd

detale

Chemia:

raporty unknown

dziewcze i lsd

no ja mialem okazje to moze troche napisze.


akcja miala miejsce pare lat temu, miejsce miedzyzdroje, czas wakacje,

osoby dramatu: bakacz i jego nowa dziewczyna (pani x).



wyjezdzajac wzielismy ze soba 2 kwasiki (chyba panoramixy.. nie, raczej

koty) nie precyzujac kiedy dokladnie chcemy je spozyc. w druga noc po

przyjezdzie, kiedy jeszcze wlasciwie nie znalismy okolicy

postanowilismy wypakowac tripy zeby sie im troche przyjzec. wywiazala

sie mala sympatyczna sprzeczka:`zaloze sie ze nie zjesz terz tripa` -

to ja. dziewcze okazalo sie bardzo przekorne i natychmiast papierek

podazyl w jej usta. coz mialem robic? tez zjadlem. i to byl chyba

najbardziej spontaniczny trip w moim zyciu.


no set & setting at all!!! :-))


od razu po zjedzeniu wybralismy sie na promenade i kupilismy sobie po

pivku. pozniej mam mala dziure wydaje mi sie ze chodzilismy kilka

godzin po promenadzie gadajac do siebie rozne bzdury ale rozumiejac

sie zajebiscie i z kazda chwila czujac sie coraz bardziej ze soba

zwiazani i coraz bardziej nawzajem soba oczarowani. pozniej pamietam

pogawedki przerwala nam feria kolorow i wybuchow. jak sie domyslilem

po kilku minutach byl to po prostu pokaz sztucznych ogni. ale jak sami

wiecie - smugi, kolory to niezapomniane przezycia po lsd. widzialem na

niebie wzory i z calkowicie usmiechnieta twarza wpatrywalem sie w

kolory i wzory wykwitajace na niebie. wciaz tak cudownie zmienne i

ruchliwe i jednoczesnie niekonczace sie... obok mnie staal istotka o

ktorej wiedzialem ze przezywa dokladnie to co ja, bo mielismy ze soba

wzajemnie w tym momencie tak silna wiez empatyczna ze wiedzialem o

niej wszystko. ten stan calkowitego odsloniecia sie wzajemnego

to piekne, cudowne uczucie. wiesz o drugiej osobie wszystko i masz

swiadomosc ze ona ciebie tez tak przeswietla i jestescie wzajemnie

zachwyceni tym co widzicie w sobie nawzajem. tak to bylo wspaniale -

100% akceptacji i wszechwiedzy. caly swiat wtedy ograniczal sie do nas

obojga i wiezi ktora miedzy nami byla i ktora stawala sie coraz

potezniejsza w kazdej sekundzie. do tego stopnia zafascynowalismy sie

soba wzajemnie, ze inni ludzie nie znaczyli dla nas nic, byli tylko

pylem ktory wciaz przeplywal wokol nas, byli rzeka w ktorej kapalismy

sie my i nasze uczucie.


pozniej pamietam ze stwierdzilem iz strasznie skurczyl mi sie czlonek

na co pani x zareagowala `niemozliwe` i siegnela reka zeby to od razu

sprawdzic. przypominam ze bylismy na zatloczonej promenadzie :-). ale

nas w tej chwili nie obchodzily zadne normy spoleczne czy moralne.

sprawa wielkosci mojego penisa nie byla rozpatrywana seksualnie raczej

jako niesamowite zjawisko, ciekawostka ktorej rozwiazanie miescilo sie

gdzies w fizycznym, przyziemnym wszechswiecie. sprawa nad ktora ogromna

ilosc kolesi lamie sobie zycie i przez ktora wpada w kompleksy w

tamtej chwili byla tylko nic nie znaczacym epizodem, a raczej wiele

mowiaca ciekawostka. nie musze chyba dodawac ze doznania na mym

czlonku rowniez byly lekko zmienione i bylo to bardzo ciekawe

doswiadczenie. to ze ludzie sie (zapewne, bo w sumienie mam pewnosci)

ogladali za nam nie bylo w najmniejszym stopniu wazne. zreszta z tym

nieprzejmowaniem sie ludzmi to przeginalismy ostro, pozniej na tej

samej promenadzie wygrzebywalismy sobie piasek z dupy po siedzeniu na

plazy. na plazy jak to na plazy zapatrzylismy sie na morze, cudownie

nieruchome w swoejej zmiennosci jednoczesnie platikowe i matowe.

pozniej pamietam ze bylismy na wydmach zrobic siku i z jakiegos

powodu spedzilismy tam duzo czasu. dokladnie nie wiem ile bo

oczywiscie schowalismy przed samymi soba zegarki.

pozniej znowu pamietam jak siedzielismy na trawie oddajac sie rozmowie

w ktorej najmniejsza wartosc mialy slowa. kochalismy sie swoimi

duszami, to jest cos czego nie umiem opisac slowami. wtem,

jednoczasnie zauwazylismy jakby jasniejsza od innych postac zblizajaca

sie znad morza. nie wiem na czym dokladnie wygladala ta jego jasnosc,

nie bylo to czyste fizyczne swiatlo. on po prostu wydawal sie...

jasniejszy od innych ludzi. zblizyl sie do nas. zupelnie nie potrafie

opisac jego wygladu - wiem tylko ze byl to mezczyna okolo 30 ubrany

jakos dziwacznie. czasami jestem gotow przysiac ze mial kaptur, kiedy

indziej znowu mysle ze widzialem jego twarz. bylo w nim cos dziwnego -

mimo ze byl jasniejszy od innych, jednoczesnie praktycznie go nie

rejestrowalem.


jakby istnial i nie istnial jednoczesnie. albo inaczej. nie istnial we

wszystkich swiatach do ktorych moja swiadomosc miala w tej chwili

dostep. koles po podejsciu przypatrzyl sie nam z dobrotliwym usmiechemm. tzn:


nie wiem


czy sie smial ale cala jego postawa wrecz promieniala dobrem. wolnym

ruchem polozyl nam rece na glowach, tzn na mojej glowie polozyl jedna

reke, druga na glowie pani x. w tym momencie poczulem niesamowity prad

w mojej glowie, moje mysli przyspieszyly w tempie niesamowitym i

przebiegly przez kolesia wdzierajac sie go glowy pani x. oczywiscie

jednoczesnie poczulem obecnosc pani x u moim ciele. smakowalismy sie

nawzajem kiedy uslaszalem slowa wypowiadane przez tego czlowieka(?) w

jakims bardzo dziwnym jezyku pelnym chrapliwych zglosek. brzmialo to

jak inkatacja przywolania jakiegos demona ale jednoczesnie slowa byly

nacechowane niesomitym... `swiatlem`. z kazdym jego slowem czulem

jeszcze wieksza wiez z pania x, az do granic mozliwosci ludzkiego

mozgu. bylismy na te chwile jednoscia. na koniec powiedzial `kochajcie

sie zawsze tak jak dzis sie kochacie` i puscil nasze glowy.

my cali drzacy w ekstazie transcendentalnej zagubulismy sie nawzajem w swoich

oczach z pania x i nawet nie zauwazylismy co sie stalo z tym

czlowiekiem(?).


pozniej juz do konca tripa caly czas poddawalismy sie dotykaniu sie

wzajemnie, probowaniu przeroznych pocalunkow bedac jednoczesnie wciaz

w tak silnym kontakcie empatycznym ze kazda przyjemnasc odczuwalismy

dwujnasob - raz jako swoje ciala i raz jako sygnal od drugiej osoby ze

tez to czuje...



bylismy w tym momencie oddarci od wszelkich polprawd, znalismy sie

jakbysmy byli jedna osoba. czysta transcendentalna milosc...

nie wpadlismy na tak przyziemna rzecz jak seks.









polecam tripa z ukochana osoba.


nastepnego dnia wypytalismy sie nawzajem co do tego dziwnego czlowieka

i widzielismy to samo.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media