Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ciąg dxm + lsd

detale

Chemia:

raporty unknown

ciąg dxm + lsd



Nie jestem pewien jaki dzisiaj dzien tygodnia. Czuje sie jakbym

przez ostatnie dwa lata mieszkal na bezludnej wyspie. Wszystkie

miesnie mnie bola, glowa peka od niewyjasnionych reakcji. Jestem

pewien, ze od ostatniego piatku non-stop na czyms lece. W piatek

wyjechali rodzice, maja wrocic w ta sobote. Zrobilem sobie wolne,

wcisnalem im kit ze jestem chory, ale nie jestem pewien czy nie

bylem w szkole. Od dawna interesowal mnie ten temat, w jaki sposob

mozna zyc bez przerwy na kwasie. Chodzic do szkoly, robic zakupy,

ale w tym ciekawszym swiecie. Postanowilem wiec sprobowac. Zakupilem

7 kwasow (Panoramixy), kazdy na jeden dzien. I zaczela sie jazda.



W sobote zazylem pierwszego kwasa. To wlasciwie jedyny trip, ktory

zdolalem w pelni zapamietac. Idealnie pamietam wzory na tapecie, jak

zaczely sie wydluzac, az w koncu utworzyly jakis typ siatki wokol

mnie. Gdy zaczelo robic sie widno wyszedlem na dwor. Swiat byl

odmieniony. Nic nie bylo takie jak kiedys, drzewa wydawaly sie takie

madre, wiekowe, w koncu swoje juz przezyly. Mogly opowiedziec mi

historie, ktore zaciekawily by nawet moich dziadkow. Wszyscy ludzie

dookola wydawali mi sie tacy nie wazni. Pamietam ze nie spalem cala

noc, cztery godziny po zupelnym ustapieniu jakichkolwiek efektow

zazylem drugi papier (troche sie przymusilem, ale jednak). Zaczal

sie kosmos. Chyba nawet nie doznalem zadnych halucynacji. Po prostu

siedzialem caly dzien w domu, gleboko zamyslony, co chwila wpadajac

w stan pol-snu. Po poludniu obudzila sie dusza odkrywcy, wyszedlem

wiec na miasto. Boze, co tam sie dzialo. Ludzkie slowa stanowily

malutkie nici w wielkiej pajeczynie jakiegos stworzenia. Potrafilem

z koloru owych nici wyczytac nastroj i emocje towarzyszace

wypowiadanym slowom. Drugi dzien z nikim nie rozmawialem, odlaczylem

nawet telefon. Po powrocie do domu powoli zaczalem bad-tripowac.

Wydawalo mi sie ze moje fizyczne cialo nie zyje, juz dawno je

opuscilem i jestem wyzsza istota, zajmujaca sie wazniejszymi

ludzkimi przypadkami. Usiadlem w wysokim, obitym fotelu na balkonie

i czulem, jak wiatr rozwiewa mi wlosy. Znowu gleboko sie zamyslilem.

W tym momencie przed moimi oczami stanal widok jakiegos podworka i

kilkorga dzieci na nim sie bawiacych. Jedno z dzieci odliczalo do

dziesieciu, wszystko bylo w bardzo szarych, czerwonawych kolorach.

Nagle tempo sie zwolnilo, dzieci rozbiegly sie we wszystkie strony,

a odliczajace dziecko zaczelo szukac pozostalych. Ocknalem sie, a

przed moimi oczami, na podworku grupka szczeniakow zaczela

przygotowania do zabawy zwanej `chowany`. Poczulem glod, ale nie

pamietam jak go zaspokoilem (moze w ogole tego nie zrobilem?).

Szwedalem sie troche po okolicy, obserwowalem ludzi, nie pamietam co

jeszcze. Rano w poniedzialek mialem ogromny zjaaaazd, wszystko

wydawalo mi sie takie szare i nieistotne. Pol dnia przesiedzialem w

fotelu, chyba nic nie robiac. Potem zaczely sie mimowolne

halucynacje-zdawalo mi sie ze zapadam sie w krzeslo. Czulem, jak

otwiera sie podemna jakis typ czafrnej dziury, a ja sie w nia

zaglebiam bez reszty. Teraz nie jestem pewien, czy to zaczal dzialac

kwas, ktorego przyjecia nie pamietam, czy byl to jakis typ

flashbacku. Wiem za to na pewno, ze tego dnia wieczorem zarzucilem

jeszcze jeden papier i przezylem cos bardzo niesamowitego. Wychodzac

z domu poczulem naplyw energii i w jednym momencie widzialem wszystko

dookola zupelnie inaczej. Mialem wrazenie jakby wszystko bylo

stworzone z bardzo cienkich niteczek o roznych kolorach, a ja

moglbym te niteczki dowolnie zmieniac, obcinac i przemieszczac.

Kontrolowalem otoczenie, potrafilem na nie wplywac i to bylo

wspaniale. Po czwartyym papierze doznalem typowego chill-outu,

spalem prawie caly dzien. Jak sie obudzielm bylo jeszcze

gorzej-totalna dekoncentracja, od tamtej pory nie wiem jaka jest

data ani jaki jest dzien. Efekt spotegowalo DXM, ktore wzialem w

ilosci 5mg, jakos popoludniu. Umysl mialem lekko wyklarowany, co

jednak szybko sie zmienilo, wraz z naplywem efektow DXM. Na poczatku

lekkie zmieszanie. Potem poczulem w sobie wielka misje, chec

zrobienia czegos niesamowicie waznego. I wtedy zaczal sie horror. Na

poczatku swedzenie calego ciala-wybieglem w samych bokserkach na

snieg i zaczalem sie w nim tarzac (dobrze ze bylo juz pozno, zaden

sasaid mnie nie zlookal). Wrocilem na chate i wytarzalem sie po

dywanie, czulem tak niesamowite swedzenie. Potem poczulem naplyw

nowej misji. Zlapalem czerwonego markera i wymalowalem sobie na

bialej koszulce znak batmana (wyszedl maksymalnie kiepsko, koszulka

do wyrzucenia). Zalozylem ta koszulke, wyposazylem sie w koncowke od

mopa i odswiezacz powietrza i narzucilem na siebie patchwork-taka

typowa narzute na lozka, tyle ze na domiar zlego zrobiona z

kolorowych latek. Wylecialem do parku, pamietam tez ze w

miedzyczasie znalazlem sie na garazach, myslalem ze wyskoczylem tam

z okna, ale to raczej niemozliwe, zwazajac na ok. 6 metrowa roznice

w pionie i 4 metrowa w poziomie. Biegalem chwile po parku (pamietam

ze mialem zamiar nocowac na drzewie-powrot do korzeni :P), psiknalem

chyba nawet jakiemus gosciowi odswiezaczem po twarzy. Po powrocie do

domu stanalem na balkonie, i mialem szczera ochote wyskoczyc (ale

niestety zdawalem sobie sprawe ze bym tego nie przezyl :)), potem

nie mam pojecia czemu rozwalilem na scinie cztery jajka. Pamietam

tez ze chcialem zostac krolem krowokurczakow, zas inicjacja bylo

wypicie szklanki mleka z jednym surowym jajkiem. Po inicjacji

nalalem pelna szklanke tranu z watroby dorsza i wypilem oddajac tym

samym hold plemionom Opiekunczych Rodzicow. Pamietam jak rzygalem po

tym tranie :) ale to juz chyba nie jest warte wspomnienia. Po

ustapieniu DXM polozylem sie spac i spalem az do rana dzisiejszego

dnia (czyli nie mam pojecia ile), kiedy to o 7.30 zazylem ostatniego

(!) siodmego kwasa.Piszac te slowa nie czuje juz zadnych efektow.

Czuje za to zmeczenie, ale i radosc. Musze sie porzadnie wyspac, bo

wygladam jak upior. Nawet gdyby w czasie mojego mega-tripu wpadli do

domu rodzice, ja prawdopodobnie bym o tym nie wiedzial. Od jakis

dwoch godzin sprzatalem dom (nadaje sie do remontu generalnego po

tych zajsciach), teraz sie klade. Jutro bede myslal nad tym, co dala

mi ta podroz. Na razie wiem, ze bezpowrotnie mnie zmienila. Mam

naprawde ogromna ilosc przemyslen, ale musze je jakos logicznie

ulozyc, jesli to w ogole bedzie mozliwe.

Na liste przesylam mocno skrocona wersje tej mega-jazdy. Jesli kogos

interesuje dany moment, niech pisze-postaram sie zdac jakis

dokladniejszy raport.

I jeszcze jedno-dopiero od dzis w pelni swiadomie pisze listy na

[u]. Jesli zdarzylo mi sie to wczesniej to sorry-bylo to podczas

tripu, nie bierzcie tego do siebie.



Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media