Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

aczkolwiek pozytywnie.

raporty unknown

aczkolwiek pozytywnie.

Substancja i dawka: około 15 g suszonej skóry kaktusa San Pedro ( zawiera on meskalinę )





Około godziny 3 po południu zacząłem przygotowywać wywar. Zmieliłem w młynku do kawy 30 gramów suszonej skóry San Pedro ( w niej jet największe stężenie alkaloidów podobno ). Wrzucułem to do około 2 l gorącej wody, do całości wycisnąłem 3 cytryny. Wywar gotował się 6 godzin, straszliwie przy tym śmierdząc. Ciecz przefiltrowałem najsampierwej przez sitko, późnej przez watę. Odstawiłem do wystygnięcia.





Miałem nadzieję że uda mi się wypić całość, że będę miał mega halucynacje, fazę życia. Oczekiwałem kosmosu, myślałem że uznam meskalinę za drug życia.





Po 9 wieczór zacząłem pić to paskudztwo. Pierwszy łyk był dla mnie mega zaskoczeniem. Smakowało to znacznie gorzej niż ruta stepowa..... coś na poziomie roztworu benzydaminy. Było przeokropnie kwaśne, miało smak rozgotwanego... makaronu z ryżem, z grzybami i Bóg wie czym. Przez półtorej godziny wmusiłem w siebie tylko połowę wywaru. Zakończyłem picie łącznie z pierwszym, całe szczęście nieudanym bełtem. Pod koniec picia czułem już pierwsze efekty. Początkowo jedynie charakterystyczne dla fenetylamin uniesienie, uczucie jasności umysłu. Po dwóch godzinach zauważyłem pierwsze zmiany wizualne. Nieokreślone wyostrzenie krawędzi, rozjaśnienie pola widzenia, wyostrzenie kolorów. Towarzyszyły temu przechuj mdłości, cały czas podchodził mi do gardła TEN smak... dostawałem spazmów, wykręcało mnie na samą myśl o wywarze, gdy poczułem jego zapach, miałem odruchy wymiotne. Dopaliłem ziela by zniwelować mdłosci, niuestety nie pomogło.





Narkotyk załadował sie całkowicie po około 2,5 h. Czułem się piekielnie ociężale fizycznie, byłem zmęczony, stanie i chodzenie przychodziło mi z wielką trudnością. Miałem nadzieję, że meskalina podziała na mnie trochę stymulująco, ze będę miał dobry humor, że będę pobudzony. Niestety, byłem zrypany jak po wychlaniu ćwiary, zataczałem się ze zmęczenia, mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa. Co jakiś czas podjadałem jakieś ciastko czy inną pierdołę... nie chciało mi się jeść, czułem wręcz jadłowstręt, ale jedzenie sprawiało mi przyjemność. Po zamknięciu oczu ukazywały mi się delikatne, mało wyraźne fraktale, znacznie bardziej zróżnicowane niż po 2C-T-2 czy 2C-I. Miały głębszy sens, były ciekawiej zbudowane, mniej monotonne. Poszedłem się położyć. W ciemnościach przypatrywałem się twarzy mojej dziewczyny. Ku mojemu zaskoczeniu OEV\'y w ciemnościach były naprawdę niesamowite oraz wyraźne, tak ze mogłem się im przygladać. Jej twarz zmieniała ciągle wyraz. Wyrastały jej wąsy i broda, wyglądała jak martwy książe. Po chwili pojawił się ciemny kapelusz z woalką, wyglądała jak wdowa na pogrzebie. Potem rozwarstwiła się jej głowa, jej przekrój wyszedł na wierzch, w srodku tańczyły małe żółte rybki na niebsieko-fioletowym tle, jedno oko przesunęło się w górę, jak na obrazach Picassa. Twarz robotnika, żołty kask, rzygacz jak z starej kamienicy, wywalony długi jęzor, świecące oczy – ten widok najbardziej mnie poruszył. Momentami gdy ją całowałem budziła się we mnie odraza, ale uspokajałem się przypominając sobie ze to tylko działanie narkotyku.





Dziewczyna i kumpel poszli spać, zostałem z jednym znajomym. Zaczęły mi się układać myśli, mówiłem nawet z sensem, co przedtem było niemożliwe. Zjedliśmy kluski z pomidorami, zupełnie bez smaku, smialiśmy się z głupot, wypaliliśmy paczke papierosów, o piątej nad ranem położyliśmy się spać.





Jak już mówiłem na początku, oczekiwałem kosmosu, dostałem niestety lajcik. Mimo wszystko nie żałuję doświadczenia, choc nie sądzę aby mnie ono za bardzo wzbogaciło. Cały trip przyrównałbym do 2C-I z halucynacjami bardziej LSD-owymi, bez uczucia przytrucia, bez poprawionego humoru. Pozostały wywar mam zamiar lepiej przefiltrować i jego wypicie poprzedzić zażyciem moklobemidu.

Pozdrawiam

Koń

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media