Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pan marjan - blog

Psychodeliczny Triptyk, część pierwsza: "Można Inaczyj".

Wprowadzenie: Niniejszy raport został pomyślany jako pierwsza część psychodelicznego tryptyku. Pomysł polega na tym, że każdy z trójki osób uczestniczących w podróży, napisał na jej podstawie TR opisujący wydarzenia sprzed 2,5 roku. Nie narzucaliśmy sobie żadnej odgórnej formy ani nie dzieliliśmy się tym, kto z nas opisze konkretne wydarzenia a kto wstrzyma się od ich przytaczania pozostawiając je dla reszty. Na pewno część wątków będzie się więc powtarzała. Zamieszczam linki do pozostałych części tryptyku:

Drug patrol: Próbują rozchodzić bodyload, ratują ludzi w potrzebie.

Trip był testem nowej substancji, dlatego też zaczynałem ostrożnie. W czasie zbierania informacji o DOCu, natknąłem się na informację, że 3mg to zalecana dawka. Wywnioskowałem, że 2mg też powinno dać jakieś efekty, zapewniając jednocześnie komfort, który dobrze mieć kiedy bierze się coś po raz pierwszy. Zwłaszcza zimą w lesie. Z nielicznych opisów wynikało, że DOC jest dosyć podobny do LSD. Moje oczekiwania były zatem wysokie. Generalnie rzecz biorąc, substancja nas zawiodła i nie byłoby w ogóle czego opisywać w raporcie, gdyby nie kilka przygód, które nas spotkały i tego, że o DOC-u mało jeszcze napisano na NG, więc nawet szczątkowe informacje mogą się komuś przydać.

Slayer, Sałatka Warzywna i Delegalizacja Śląska

Okres sylwestrowo-świąteczny, będący dobrą okazją do odwiedzin starych znajomych i stron rodzinnych dobiegał końca. Mimo tego, wciąż nie udało się zorganizować wspólnego wyjścia na tripa. Na szczęście, z okazji Święta Trzech Króli, w ledwie rozpoczętym nowym roku, przytrafił się długi weekend. Postanowiłem więc złożyć wizytę w moim byłym mieszkaniu i zgodnie z planem, potripować na homecie. Było go trochę mało, bo jakieś 75-80mg na 5 osób, jednakże wystarczyło na całkiem wesoły psychodeliczny spacer. Raport jak zwykle pisany po długim czasie (3 lata). Opisuje dość mało niezwykłe wyjście, więc fanom mocniejszych treści nie polecam lektury. UWAGA: Raport NIE JEST Silesia Friendly.

Gdy rodzina pyta podejrzliwie czy coś paliłeś, wyjaśnij że tylko brałeś kwasy.

Wstęp: Zbieg okoliczności sprawił, że na przełomie 2011/2012, po tym jak długo nie mogłem znaleźć okazji ani towarzystwa, żeby spróbować psychodelików, nagle okazało się, że w okresie trwającym trochę więcej niż miesiąc umówiłem się na aż cztery tripy. Opisywany w niniejszym TR był trzecim z nich. Ze względu na duże ich zagęszczenie jak i inne okoliczności, nastawiałem się raczej na rozrywkowego tripa niż na podróż w głąb siebie. Już od dłuższego czasu planowałem z kilkoma starymi znajomymi zjedzenie hometa albo 4-ACO-DMT.

Coś z rutyny. Odczarowanie.

 

"Kamienice Mieszka I" czyli domówka zapoznawczo-grzybowa

Wprowadzenie: Niniejszy raport jest retrospekcją sięgającą ok. 3 lat wstecz. Po złotym okresie z psychodelikami trwającym dobrze ponad pół roku, podczas którego zaliczałem praktycznie same bardzo udane i zapadające w pamięć tripy, przyszedł czas na serię nieco gorszych podróży. TR opisuje pierwszy z serii już-nie-złotych psychodelicznych wypraw. Żadna z nich nie skończyła się bad tripem. Nie wspominam ich jako złych. Zwyczajnie nie były one najlepsze (w nie-eufemistycznym znaczeniu tego słowa).

Najlepszy koncert w życiu

 

TR pisany po długim czasie. Tym razem 3 lata od opisywanych wydarzeń.

"Nie powiem, bo nie zjesz" czyli Dionizje na szczycie leśnej góry.

 

Wstęp: Podobnie jak wszystkie poprzednie moje raporty, TR pisany po upływie dłuższego czasu. W tym wypadku jest to 2,5 roku. Podawane czasy nie są więc dokładne. Podróż była raczej krótka. Rozmów też nie prowadziliśmy zbyt wiele. Zdarzyło się jednak kilka niecodziennych rzeczy, których nie było mi dane doświadczyć na kwasie. Raport nie będzie więc taki znów najkrótszy.

Festyn z Okazji USA

Mieliśmy jeszcze trochę zapasów LSD, a na zewnątrz było już ciepło i słonecznie w ciągu dnia. Żadne decyzje nie zostały podjęte, ale temat wisiał w powietrzu. Jako że obudziłem się pierwszy, nie miałem okazji wypytać S i P o ich plany. Strategia działania była następująca: zjeść kwas, nagrać muzykę na telefon, spakować się, pojechać na plażę, podziwiać morze na peaku, a następnie pojechać tramwajem na wspomniany performance. Liczyłem, że S i P się przyłączą, ale nawet jeśli nie będą chcieli ze mną iść, to spokojnie będę w stanie ogarnąć siebie na połówce i spędzić miło dzień. Nie miałem wtedy jeszcze pojęcia, że mam piekielnie mocne kartony..

"I na to właśnie czekałem" czyli ukwiały, pomarańcze i magiczne blokowisko.

Trip opisywany po upływie długiego czasu. Podawane czasy są więc raczej orientacyjne. Podobnie jak z poprzednimi moimi TR - będzie długo i szczegółowo (tym razem naprawdę aż do przesady). Chcę spisać jak najwięcej z tego, co zapamiętałem. Rola którą staram się spełnić to raczej bycie dobrym kronikarzem niż gawędziarzem. Każdy kto nie poczuł się odstraszony powyższą zapowiedzią jest mile widziany w drugim akapicie, oraz każdym następnym.

Strony

Subscribe to RSS - Pan Marjan - blog
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media