Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

wszechświat jest miłością!

detale

Substancja wiodąca:
Dawkowanie:
ok. 60 ususzonych, niezbyt dużych łysiczek, nazbieranych własnoręcznie w sercu Tatr
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Piękny jesienny dzień, las i nasłonecznione zbocze na jego skraju; nastawiony jak zwykle optymistycznie, nieco podekscytowany; w podróż wyruszam samotnie
Wiek:
23 lat
Doświadczenie:
psilocibe semilanceata, psilocibe cubensis, LSD, bromo-dragonfly, DOC, DXM, salvia divinorum, gałka muszkatołowa, MDMA

wszechświat jest miłością!

12.30. Intoksykacja. Spożywam pokarm bogów – łysiczki zanurzone w zupce grzybowej Smaczna Porcja. Nazwa nie kłamie, mimo psychodelicznego dodatku, zupa pozostaje całkiem smakowita.

Do plecaka pakuję śpiwór, wodę, odtwarzacz mp3 – i jestem gotowy do podróży!

+0.15. Po 15 minutach zaczynam już odczuwać pierwsze efekty, uczucie, że coś w środku zaczyna się dziać, jakaś nieokreślona zmiana. Wychodzę z domu i udaję się w stronę pobliskiego lasu.

+0.30. Droga do lasu jest dziwna i niezbyt przyjemna, czuję się osłabiony, mam lekkie mdłości, a przede wszystkim odczuwam coś w rodzaju zagubienia. Jako doświadczony użytkownik, nie przejmuję się jednak, gdyż wiem, że te nieprzyjemne efekty miną za kilka-kilkanaście minut.

+0.45. Wchodzę do lasu, a trip stopniowo rozkręca się. Niemiłe grzybowe wejście zaczyna ustępować, wciąż jeszcze czuję się nieco roztrzęsiony, chaotyczny, ale te uczucia mieszają się już z odczuciem ulgi i radości.

Spoglądam w górę na wysokie drzewa i całe miejsce wydaje mi się przepełnione świętością, starożytną magią. Trudno wprost uwierzyć, że to ten sam las, który odwiedzam na co dzień. Teraz jest taki głęboki, przepełniony znaczeniem.

+1-2h.

Trip szybko przybiera na sile. Postanawiam udać się w głąb lasu, do szałasu, który kiedyś wybudowałem tam z przyjaciółmi. ‘Postanawiam’ to właściwie złe słowo. Czuję się przez las wezwany, zaproszony do środka.

Im głębiej w las, tym bardziej przypomina on południowoamerykańską dżunglę. Wszystko zdaje się poruszać, ożywać. Widzę mnóstwo szczegółów, tekstur, kolorów, wszystko jest takie gęste i żywe. Z otwartymi ustami przedzieram się przez ten senny, magiczny las, powtarzając w myślach, a może na głos : ‘To nie do wiary, to niemożliwe, to nie może być ten sam, znany mi las!’.

W końcu docieram do szałasu. Mam ochotę odpocząć tutaj, wyciągam śpiwór i kładę się oparty o jego ścianę. Obserwuję słońce przysyłające mi swoje promienie zza drzew, niesamowitą grę kolorów i kształtów, która rozgrywa się na moich oczach.

Zamykam oczy. Pod powiekami natychmiast i bardzo wyraźnie ukazują się idealnie symetryczne geometryczne formy. Poruszają się i zmieniają barwy. Obserwacja ich jest fascynująca i wywołuje we mnie radosny, oczyszczający śmiech.

Ogarnia mnie fala euforii, teraz już także po otwarciu oczu śmieję się, a jest to śmiech bardzo szczery, czysty, spływa po całym moim ciele.

Las wokół mnie żyje, ściółka leśna faluje jak tafla wody. Wszędzie słyszę niesamowite odgłosy, zwielokrotnione, tajemnicze. Zapewne są to ptaki, ale mam wrażenie, że to głosy stworzeń pochodzących z tropikalnego, deszczowego lasu.

Sam nie wiem jak, z mojego gardła wydobywa się przeciągły pomruk z przepony. Dźwięk jest niesamowity – zwielokrotniony, z pogłosem, brzmi dokładnie jak mantry buddyjskich mnichów. Nie mogę uwierzyć, że sam wytwarzam ten dźwięk!

Nie przestając mruczeć, ponownie zamykam oczy i postanawiam zagłębić się w wewnętrzny świat.

Geometryczne formy wkrótce ustępują miejsca bardziej złożonym wizjom. Z niesamowitą szybkością pod moimi powiekami wyświetlają się wielobarwne, skomplikowane obrazy. Wiele małych elementów tworzących ciągi porusza się, obraca, zmienia kolory, nakłada się na siebie, wszystko gna, pędzi, w każdej sekundzie zmienia się. Natłok obrazów jest wszechogarniający.

Nie mogąc już podążać za tymi wizjami, otwieram oczy, jednak niewiele się zmienia. Wciąż mam wrażenie, że do mojej głowy docierają w przeciągu jednej sekundy tysiące bodźców : kształtów, kolorów, dźwięków, myśli, uczuć. Czuję się jak na psychodelicznym roller coasterze. Totalna jazda bez trzymanki z prędkością światła. Strumień wrażeń, który napływa do mojego umysłu jest niesamowity, momentami mam wrażenie, że moja głowa od tego eksploduję, że nie ogarnę tego nawału bodźców. Muszę jednak zaznaczyć, że jest to doświadczenie wszechogarniające, ale nie nieprzyjemne – chociaż dla kogoś mniej doświadczonego pewnie mogłoby takie być.

+2-3h???

Nieustanny napływ wrażeń nieco słabnie, ale staje się też męczący. Postanawiam wstać z mojego legowiska i przejść się na skraj lasu, tak, żeby nieco przywrócić się do łączności ze światem zewnętrznym.

I rzeczywiście tak się dzieje, gdy jestem w ruchu, wszystko się uspokaja. Zakładam na uszy słuchawki z muzyką etniczną – tylko takiej muzyki jestem teraz w stanie słuchać. Te dźwięki wydają mi się idealnie komponować z moimi przeżyciami. Idąc przez las, czuję się, jak Indianin, podróżujący po swojej dzikiej krainie. A jednocześnie jak pradawny Słowianin, przedzierający się przez puszczę. Czuję jedność z wszystkimi historycznymi, żyjącymi w naturze plemionami. Czuję magię i moc tego miejsca, czuję jakąś nadprzyrodzoną obecność, jakby ‘ducha’ tego lasu.

Dochodzę do skraju lasu, skąpanego w jesiennym słońcu. Promienie słońca są takie ciepłe, i takie DOBRE! Dzieje się ze mną coś niesamowitego. Kładę się na porośnięte trawą zbocze i pochłania mnie coś, co mógłbym nazwać kosmiczną ekstazą, wszechogarniającą euforią, ale te słowa w żaden sposób tego nie oddają.

Czuję, jakby w tej właśnie chwili i miejscu spłynęła na mnie MIŁOŚĆ CAŁEGO WSZECHŚWIATA, nieskończenie dobra i piękna. Jest mi tak dobrze, tak bosko i błogo, że dosłownie wiję się po ziemi, płacząc ze szczęścia. Przepełniony jestem niesamowitą wdzięcznością. W myślach powtarzam tylko : ‘Boże, jak dobrze! Dziękuję, dziękuję, dziękuję za to, dziękuję że żyję…’.

W tym momencie wszystko staje się dla mnie jasne. Wiem, po prostu wiem, że cały wszechświat wypełniony jest miłością. Ta idealnie dobra i piękna energia wypełnia wszystko, jednoczy wszystko. W każdej chwili jest wszędzie, wystarczy tylko się na nią otworzyć, żeby doświadczyć jej doskonałości.

Powinniśmy być niesamowicie wdzięczni, że żyjemy, że mamy okazję doświadczyć tego piękna. Każdego dnia powinniśmy starać się otworzyć i doświadczyć jak najwięcej tej miłości i szczęścia.

Niematerialna. Wieczna. Bez początku i końca. Bezimienna, bezkształtna energia, która przenika wszystkie żywe istoty. Która mknie przez wszechświat jak fala w oceanie, wysyłając kaskady bezczasowego cudu wiszące w powietrzu. Czyste wezwanie dla naszej wewnętrznej natury, aby zbudziła się z naszego codziennego życia, naszego strachu. Miłość jest bezczasowa, miłość jest czystością. To światło, promienie wschodzącego słońca tańczące ponad powierzchnią oceanu. Miłość jest tobą, miłość jest mną. To najgłębsza wiedza, spokój bycia, śmiech Ziemi, bezgraniczny oddech wiatru, cud możliwości, moc myśli, dar życia, najwyższa wibracja, najświętsza świadomość... Wiedza. Życie. Miłość. Nieskończone. W tobie. Teraz. Zawsze.

Nie wiem jak długo trwam pogrążony w tym boskim stanie, ale jest to zdecydowanie najwspanialsze uczucie, jakiego można doświadczyć w życiu. Czuję się, jakbym odkrył ostateczną prawdę, mam ochotę głosić wszystkim dobrą nowinę. Mam ochotę chodzić po świecie i krzyczeć do ludzi ‘Hej, zostawcie wasze przyziemne sprawy i posłuchajcie tego – WSZYSTKO JEST MIŁOŚCIĄ!’. Czuję się jak jakiś oświecony prorok. Chociaż na co dzień odrzucam ideę Boga i nie jestem religijny w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Jednak to doświadczenie wydaje się tak głęboko religijne, przejmujące i prawdziwe, że naprawdę nie wiem, co o tym myśleć.

Nie mogąc już samemu ogarnąć niesamowitości tego, co doświadczyłem, dzwonię do mojej dziewczyny, żeby się z nią tym podzielić, opowiedzieć o wszystkim. Oczywiście brzmię dla niej jak nawiedzony wariat, jak twierdzi – mówię zupełnie jak ktoś obcy. Umawiamy się jednak na później, bo czuję, ze po tak miażdżącym przeżyciu chcę być z bliską mi osobą.

+4h i później – Po tym czasie efekty powoli słabną. Zaczynam myśleć i odbierać świat coraz bardziej ‘normalnie’, jednak wciąż jestem głęboko dotknięty intensywnością tego, co mnie spotkało.

Przez cały dzień nie mogę myśleć o niczym innym. I przez cały dzień rozpiera mnie niesamowicie pozytywna energia, chcę być dobry dla wszystkich, chcę, by moi bliscy wiedzieli, że ich kocham.

Podsumowując – dzięki tym niepozornym grzybkom, przeżyłem niesamowicie głęboką i intensywną podróż. Wracając do domu po kilku godzinach, czułem się, jakbym wracał po bardzo długim czasie, z bardzo odległego miejsca. Zdarzyło się tyle rzeczy, i tak odmiennych od codziennych doświadczeń.

Najpierw grzyby zabrały w mnie w psychodeliczną jazdę z prędkością światła bez trzymanki, bombardując moją głowę tysiącem bodźców na sekundę. Potem zaś zafundowały mi pięciogwiazdkowe mistyczne przeżycie, równe tylko doświadczeniom religijnych proroków. Absolutnie miażdżące (acz pozytywnie) doświadczenie.

Ocena: 

Odpowiedzi

O, takich TRów chętniej bym więcej czytał. O to chodzi. Gówniarze - czytajcie i uczcie się!

Raport całkiem całkiem, tylko znowu poszedłeś do lasu. Nie masz tam innych miejscówek? Może czasami warto wejść w coś innego tak dla odświerzenia zmysłów?

Heh, kiedy ja po prostu lubię tą miejscówkę :) Ale oczywiście, że tripuję też w innych miejscach, w każdym settingsie jest inaczej i zdecydowanie warto doświadczyć różnorodności :)

Jeden z najlepszych TRów, jakie czytałem. Nie dość, że przeżycie cudowne, to jeszcze jak opisane! Zbierz się kiedyś i skrobnij następne, trzymam kciuki! :-)

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media