Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

serotoninowy wieczór po 1/3 kartonika

serotoninowy wieczór po 1/3 kartonika

Substancja: Bromo Dragon Fly (prawoskrętny stereoizomer), Ex-Ses

Ilość: 1/3 kartona, kilka buchów Ex-ses'a

S&s: Najpierw mój pokój, potem otwarta miejska przestrzeń, dość zimna pogoda.

Data : 4/12/08 - start

Wczorajszego dnia brałem dxm w dawce 675 i paliłem ziołowego blenda zwanego Ex-Ses. Dzisiaj z kolei czuję się niezbyt dobrze. Zmęczony organizm i ogólne przybicie psychiczne daje mi się we znaki. Na szczęście (!) koło południa (godzina 13:15) zarzuciłem 1/3 kartona BrDragonFly wraz z moim znajomym. Dość szybko pojawiły się pierwsze efekty, bo już po niespełna 30 minutach. Wpływ na to mógł mieć DXM brany dnia poprzedniego. Dodam, że to mój pierwszy raz z BrDF od kilku miesięcy, także tolerancja zerowa.

Poczułem przypływ dobrego humoru i "strzał serotoninowy", ale fizycznie nie czułem się za dobrze. Ból głowy, sztywnienie i napinanie się mięśni oraz jakieś drobne sensacje żołądkowe plus negatywne odczuwanie zimnego powietrza na dworze. Efekty te towarzyszyły mi przez cały czas trwania tripa, z tym, że w różnym nasileniu. Pierwszą godzinę spędziliśmy u mnie w pokoju grając w Half Life. Później poszliśmy po piwo i do znajomego. Tam, w ciepłym pomieszczeniu poczułem, że DF zainstalował się na dobre. Dobry humor, przyspieszone myślenie i ostrość obrazu cieszyła niezmiernie. Nie pobyliśmy jednak długo w ciepłym pomieszczeniu bo kumpel (gospodarz) musiał wyjść. Na zewnątrz dały się we znaki bardzo intensywne barwy . Szczególnie w oczy rzuciło się pomarańczowo-niebieskie niebo, pełne szaro-bordowych chmur, które razem dawały niesamowity widok. Świat nabrał większej kolorowości i szczegółowości obrazu co wpływało pozytywnie na humorek. Weszliśmy do biedronki po piwo i jakieś chrupki. Wewnątrz sklepu było bardzo przyjemnie/śmiesznie. Kolorowe regały i pełno dziwnych ludzi powodowało banan na twarzy. Szybko kupiłem co chciałem i następnie poszliśmy nieopodal rzeki w pewne ustronne miejsce. Wtedy pojawiło się jak do tej pory najmocniejsze działanie. Dość duża euforia i zachwyt z obserwacji otoczenia. Kolory nabierały coraz bardziej intensywnych barw. Pomarańczowe latarnie zaczęły otulać się coraz bardziej ciemniejącą barwą przestrzeni, która jak co dzień o tej porze zmierzała w kierunku noc . Wieczorny pejzaż jawił się jako ciemno-granatowy z domieszką fioletu plus intensywnie pomarańczowe latarnie, zielona trawa i cała masa barw z gamy szarych i czerni. Miejski klimat, lecz całkiem przyjazny. W konsekwencji, nasze samopoczucie było fantastyczne. Czuć po prostu było serotoninę :)

Rozpoczęły się dyskusje na różne tematy. Duża swiadomość "bycia" lecz bardziej w sensie psychicznym niż uczuciu zjednoczenia z miejscem. Skłonnośc do refleksji i euforia. Tryb myślowy znacznie polepszony w kwestii prędkości myślenia. Wtenczas minęło jakieś 3 godziny od wzięcia kartonika. Efekty wizualne przybierały na sile. Światło latarni zaczęło rozpraszać się w wielu kierunkach, przez co wyglądało trochę podobnie do szklanego owada o symetrycznej budowie półprzeźroczystych skrzydeł. Jakichś większych fraktali brak - za mała dawka albo jeszcze nie pora. Na ten czas również lekkie cevy, ale nic specjalnego. Głównie kropki w ciemnych odcieniach i inne tego typu badziewia. Poczucie ciała w miarę, jedyne negatywy to uczucie zimna od czasu do czasu, ale nie ma co narzekać - w kożcu zima jest ;p Po wypiciu piwa naszła ochota na kolejne, więc udaliśmy się do mnie do domu, po pieniądze. Z domu z kolei znów do biedronki. W środku stwierdziłem, że jest jeszcze śmieszniej niż poprzednim razem. Uderzyło we mnie uczucie gorąca panujące w środku i jaskrawe, walące po oczach światła sklepu plus cała mas syfu zalegającego na regałach. Wziąłem co chciałem i z uśmiechem na twarzy wyszedłem. Obraz na zewnątrz nabrał niezwykłej szczegółowości i ostrości. Bez problemu mogłem dostrzec każdą pojedynczą cegłę na wieży kościelnej oddalonej o jakieś 300 metrów. Oprócz zmysłu wzroku wyostrzył się smak i słuch. Piwo i chrupki smakowały bardzo dobrze, a otoczenie atakowało całą masą dźwięków.

Nastał zmrok i zrobiło się bardzo klimatycznie. Zielone światła sygnalizacji świetlnej mieniły się w oddali w kolorze jasno zielonym, określiłbym go jako "szklany kolor". to samo czerwone światła. Fantastycznie przykuwały uwagę oka, tak samo zresztą jak niebo. Powierzchnia drogi pokryła się masą dodatkowych, niezauważalnych wcześniej pikseli. Ciekawy efekt dawało światło odbijające się na jej mokrej powierzchni. Promień światła na trzeźwo ma raczej barwę nie wiele kolorową. teraz wyglądał niczym jaskrawa tencza. Dragon fly - idealna substancja na długie, wieczorne spacery przez fajną okolicę, szczególnie dobry efekt daje podczas ciepłych letnich nocy.

Po jakichś 4 godzinach od wzięcia kartonu rozpoczęło się jego szczytowe działanie. Rachuba czasu zaburzona i wyłączyła się sztuczna, chemiczna stymulacja dobrego samopoczucia. Stan ten charakteryzował się całkowicie dobrym humorem, pewnością siebie i brakiem paranoi, jakie mogą spotkać nas np. po grzybach. Czułem się fantastycznie stojąc z kumplami i gadając na różne tematy. Prędkość myślenia i reakcji mózgu, ciągle przybierała na sile co czasem dawało efekt lekkiego mętliku. Czuć było znaczne pobudzenie podobne do tego jak po LSD, choć niektórzy twierdzą, że DF bliżej do amfetaminy. NIE wiem jak jest dokładnie, mnie kojarzy się ta stymulacja ogólnie z tryptaminami i fenetyloaminami. Wszystkie mają kilka wspólnych dla siebie cech. Bardzo spodobał mi się ten stan psychiczny. Trudno to opisać,ale w głowie nie miałem nic innego tylko jedną wielką pozytywno-stymulacyjną myśl pokrywającą całe ciało. Mogłem wtedy stać i tylko słuchać co ktoś mówi w ogóle się tym nie przejmując lub sam gadałem z wielką przyjemnością. Kumpel miał te same efekty.

Jakiś czas później rozstałem się z kolegą i poszedłem do domu. Tam, będąc ciągle na niezłej fazie, zrobiłem co do mnie należy. Od razu włączyłem komputer by pooglądać psychodeliczne tapety. Dostrzegłem ciekawe efekty wizualne i deformacje obrazu, jednak nic wielkiego. Ot, taki DF'owy standard. Fraktalne tapety gubiły swoje kształty. Potem już sam nie wiem kiedy, ale zasnąłem bez najmniejszego problemu. Widocznie dawka 1/3 kartonu jest w sam raz dla mnie - bez tolerancji. Pamiętam, że miałem bardzo kolorowe sny, a sam stan snu był dość płytki co spowodowało, że obudziłem się około 4 nad ranem z wielką dezorientacją. Cały pokój wypełniony był latającym fraktalami o rozpikselowanym charakterze. Przez okno wlewały się pomarańczowo-egzotyczne kolorki nocnych świateł. Wtuliłem się w poduszkę i ponownie zasnąłem.

Ranek, wstałem sobie. Od razu kawa poszła w ruch, komputer power on. Muzyka już gra, jest pozytywnie. Czuć ciągłe działanie DF'a, głównie stymulację i chęć do robienia czegokolwiek. Także, zabrałem się od razu do sprzątania pokoju w rytmie grającej muzyki. Dodam jeszcze, że dzięki spaniu ominęły mnie całkowicie negatywne efektu - zjazdu.

Podsumowując, bardzo lubię tę substancję. Myślę, że tak dobrze podziałało ze względu na DXM z dnia poprzedniego. Następny TR będzie po dawce 1/2 .

Ocena: 

Odpowiedzi

No proszę, aż nie do wiary, że 1/3 kartonika tak zadziałała. Albo jesteś bardzo wrażliwy, albo to kwestia dxmu dnia poprzedniego. Ja takie wizuale to miałem po jednym kartonie ;p Tak czy siak muszę spróbować mniejsze dawki.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media