Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

czerwonygrejp a dxm

czerwonygrejp a dxm

Subsatncje : Dekstrometorfan , Kodeina , Alkohol

Ilość : 750mg : 150mg

S&s : Mój pokój, muzyka psychodeliczna, wizje za zamkniętymi oczami, spacery po okolicy - nastawienie pozytywne, jak zawsze.

Substancje pomocnicze : czerwony grejpfrut, tabaka, 2tabletkiMGB6, piwo

Data : 22,01.09

Trip raport ten ma za zadanie przybliżyć skutki połączenia DXM z czerwonym grejpfrutem. Jak wiadomo, owoc ten ma wpływ na enzymy wątrobowe i wiele raportów wskazuje, że potęguje/polepsza on fazę po DXM.

Godzina 10:00 zjadłem pół grejpa czerwonego, a o godzinie 13:00 kolejne pół. Za jakieś dwie godziny aplikuję 750mg DXM sposobem: 10 tabletek co 5minut. Popijane gazowaną wodą mineralną. Żołądek średnio pusty. Dorzuciłem jeszcze dwie tabletki z magnezem i wyszedłem do kumpla. Potem poszliśmy po 3 magazynki, później po mineralną wodę a następnie w ustronne miejsce by spożyć Deksa.

Zarzucałem 10 sztuk co 5 minut i popijałem niegazowaną wodą o smaku cytrynowym - nie polecam! Godzina 15:10 loading. Wracamy w swoje okolice, pogoda bardzo mokra, pada śnieg i ogólnie jest ciapa. Ok, jesteśmy u kumpla w ciepłym pokoju, a raczej gorącym.

15:31 Minęło zaledwie 20 minut, a ja już czuję pierwsze efekty: ciepło na twarzy i w głowie, zwolniony/spokojniejszy oddech i bardzo delikatne mdłości, które często mam, gdy DXM za szybko się załaduje. Dodam, że to bardzo szybko, jak dla mnie bo przeważnie muszę czekać około godzinę na jakiekolwiek efekty. Kolega włączył DVD i film "Opór", wojenne kino opowiadające historię pewnych żydów.

15:48 Jest mi coraz bardziej ciepło i przyjemnie, ale w taki specyficzny sposób. Trudno opisać ten rodzaj euforii, DXM ciągle się ładuje, ale w taki miły/powolny sposób. Ciekawie się ogląda film, oko cieszy klimatyczna kolorystyka i dobre zdjęcia. Mimo wszystko, stwierdzamy, że nie oglądamy filmu i idziemy do mnie do domu. Wyszliśmy od kumpla, na dworze nie ciekawa pogoda, ale nie przeszkadzała mi zbytnio - jak to po DXM, człowiek dostosuje się do wszelakich warunków. Czuję, że mam zmienione odczuwanie poruszania się. Ruch sprawia mi wielką przyjemność, czuję się lekko i przyjemnie fizycznie. Euforia - typowa dla tego połączenia, na samym DXM'ie jest już nieco inna albo nie ma jej wcale, to wszystko to też zależy od s&s. Tutaj dodam, że straciłem rachubę czasu, więc nie wiem, która była godzina. Trip raport piszę na drugi dzień.

Jesteśmy u mnie, już dość fajnie zrobieni. Mam dużo energii i poczucie mocy, efekt ten szczególnie widoczny w miksie z grejpem. Włączam komputer by zapodać jakąś ciekawą muzykę. Już sam nie pamiętam co wtedy włączyłem. Nie jest to ważne, dodam tylko, że muzyka brzmiała świetnie i docierała do wnętrza świadomości.

Nie wiem kiedy, ale postanowiliśmy polatać za kurtyną powiek. W tym momencie postaram się opisać jakie miałem wizje, trudna to rzecz, ale spróbuję. Otóż CEV'y miałem najlepsze od dawien dawna - poważnie. Kojarzą mi się one z tymi jakich doświadczałem z początkiem swojej przygody DXM'owej. Mam tu na myśli głównie filmowe wizje z równoczesnym uczuciem poruszania się w przestrzeni. Dla przykładu: zamykam oczy, widzę tunel uformowany z jakiejś organicznej biomasy. Kolorystyka jest szaro-bura, połyskująca. Ciemne tło o zabarwieniu pomarańczowo-fioletowym (to jest adekwatne do oświetlenia panującego w pokoju). Tunel ten zwęża się i rozszerza, w końcu zostaję w niego wessany, czuję to. Ten motyw miewam bardzo często podczas wszelakich faz. Później trafiam jakby do własnej podświadomości, do obszaru w którym gromadzą się obrazy. Widzę wizualne strzępy różnego rodzaju przedstawiające niedawne wydarzenia z prawdziwego życia

Znajduję się w autobusie, patrzę przez okno. Jest zima, widzę jak pada śnieg. Czuję ruch, nie wiem gdzie zmierzam tym autobusem, dookoła nie ma żywej duszy

Jestem duchem i latam po okolicy. Czuję, że jestem zły. Poluję na kogoś, przemierzam znajome mi ulice z dużą prędkością. Mijam znane domy i miejsca, nie widzę żadnych ludzi. Wydaje mi się, że mam zdolność oglądania okolicy nie ruszając się z domu

Znajduję się samochodzie. Widzę kierowcę. W środku jest dziwnie, jakbym siedział w jakimś pojeździe z kreskówki. Kierowca też przypomina jakąś animowaną postać. Pojazd ulega transformacji. O ile na początku przypominał ziemski automobil, tak teraz zmienił się w statek kosmiczny. Widzę błyskającą, nie znaną mi aparaturę. Pilot/kierowca odpala jakiś przycisk i lecimy z hiper prędkością, takie mam wrażenie

Zamykam oczy, siedzę na krześle. W ogóle większość wizji spędziłem w pozycji siedzącej. Czuję, że coś mnie wsysa pod ziemię. Mam wrażenie, że to jakiś zły duch. Wyraźnie wyczuwam czyjąś obecność. Zdaje się, że głęboko pod ziemią jest przejście do innego wymiaru, z którego jakieś dziwne byty przedostają się do naszego. Mam dystans - to tylko faza

Pojawili się też kosmici. W standardowo-DXM'owy sposób wdarli się do mojej głowy zapodając, inwazyjno/nieprzyjemne uczucie. Krzyknąłem coś do kumpla bo czułem, że on tak samo właśnie jest "badany". Otworzyłem oczy, bo nie lubię jak ktoś lub coś "wsadza mi paluchy w mózg". Mam jazdę, że coś mi zainstalowali wewnątrz głowy, jakiś biomechaniczny implant wielkości zapalniczki (!). Dodatkowo czuję, wewnątrz głowy jakby on zagnieżdżał się w miąższu mojej kory mózgowej czy innej masy. Lajcik, takie sytuacje to na DXM normalka :-)

Więcej wizji nie udało mi się przypomnieć. Na następnej fazie będę je zapisywał od razu bo wiem, że je wtedy pamiętałem. Zastanawia mnie jednak kwestia tego, co wpłynęło na to, że CEV'y były tak intensywne? Grejpfrut? A może MGB6? Wiem również, że wizji miałem całą masę, OEV'ów też. O, właśnie mi się przypomniało, że widziałem i czułem jak po domu latały półprzeźroczyste kulki, niby energii, które mogłem łapać w ręce.

Z racji ułomnej pamięci, nie pamiętam zbytnio, jak przebiegała faza. Pamiętam, że bardzo dobry efekt dało słuchanie Shpongli. Czułem, że tam jest jakiś przekaz - w tej muzyce. Wizja wykręcała się w takt dźwięków.

Potem poszliśmy z powrotem do kumpla, jednak wcześniej zakupiłem jeszcze trzy browary. Wtedy miałem już resztki fazy. Trwała ona ciągle, ale nie była już tak psychodeliczna - pozostała stymulacja i zmieniona świadomość. Pamiętam, że piwo smakowało bardzo "jęczmiennie", dużo inaczej niż normalnie. Wypiliśmy po 1,5 a ja poszedłem do domu.

Oczywiście, będąc na chacie nie wytrzymałem zbyt długo. Postanowiłem, że zakupię jeszcze kilka piwek i dowalę kodeinę :-) . Udałem się do apteki oddalonej o dwa kilometry (Tutaj już mam lepszą pamięć ), zapłaciłem 5,60 za thio. Dokupiłem do "zestawu" jeszcze trzy browary i udałem się w kierunku domu. Po drodze wyłuskałem 10 sztuk i popiłem smakowitym bronkiem. Była 20:37 - loading. Będąc blisko domu, piwo miałem już puste, więc postanowiłem dokupić jeszcze jednego żubra aby z powrotem były 3 piwa ;p Jak to przy monopolu - spotkałem czterech kumpli a zostałem z dwoma i chwilę gadaliśmy. Piłem to drugie piwo oczekując wejścia kody.

Gdy kończyłem już browara poczułem, że zaczyna ona działać (!). Typowe ciepełko i zmieniona gadka, klejąca się rozmowa i uczucie spokoju wewnętrznego. Wbiłem na chatę. W środku, pewnie za sprawą panującego wewnątrz ciepła - pierdolnęło mnie konkretnie (czyt. wyśmienicie). Niby takie marne 150mg, a euforia była lepsza niż po zarzucanym dzień wcześniej 300mg. Jednak DXM z kodeiną to jest najlepszy miks. Otworzyłem żubra i powoli piłem go delektując się zajebistą euforią. Gęba ucieszona i oczy opadające (szpilkowate źrenice). Nie wiem jak długo trwałem w tym stanie, ale gdy piwo się skończyło, to postanowiłem iść po kolejne dwa. Tak też zrobiłem. Na dworze było fajnie, w miarę ciepło. Chodziłem w samej bluzce mimo zimowej pogody. Wracając zahaczyłem jeszcze o stojących nie opodal kolegów. Chwilę pogadaliśmy i udałem się do domu. W środku chwyciło mnie gastro, także zaspokoiłem pragnienie. Później walnąłem się na łóżko i usnąłem. Zaliczyłem pełnowartościowy sen :-)

Podsumowując. Najpierw grejp potem DXM, do tego Koda i alko - miks wyśmienity IMO. Numero uno, faza na cały dzień. AA, zapomniałbym, poszło dużo tabaki i fajek. Teraz przerwa od DXM, bo co za dużo to nie zdrowo .

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media