Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

dextromagikomuzyka

detale

Substancja wiodąca:
Apteka:
Dawkowanie:
900mg DXM
Rodzaj przeżycia:
Set&Setting:
Swój własny pokój, ciepły, słoneczny dzień, towarzyszka fazy, muzyka na słuchawkach.
Wiek:
24 lat

dextromagikomuzyka

Opis ten zawiera próbę przekazania odczuć związanych ze słuchaniem muzyki pod wpływem dekstormetorfanu.

Spożyłem 900mg. Gdy poczułem pierwsze efekty, założyłem na uszy słuchawki i puściłem sobie krótki (20min.) album Dathura Suavolens - Averni. Dzień wcześniej ściągnąłem tę muzykę i byłem nieco "podjarany" tematyką z jaką jest związana (rytualny dark ambient z Brazylii). Sam również mam niemałe doświadczenie z Daturą/Bieluniem. Także tym bardziej odczucia pod wpływem całej tej "delirycznej" otoczki nabrały dla mnie smaczengo charakteru.

Zamykam oczy. Postrzegam przed sobą przestrzeń. Coś jakby patrzeć w wielką beczkę pełną przestałej wody. Odcienie brązu mieszające się z zielenią. Leci pierwszy utwór - Offering. Przez pierwsze minuty moje uszy chłoną pojękliwe dźwięki przynoszące na myśl żałosne zawodzenie kogoś pokornie pokrzywdzonego. Coś jakby powolne piłowanie po jakimś strunowym instrumencie. W tym czasie "buduje" mi się w myślach cała otoczka bieżącego tripu. Niewyraźnie widzę jakąś grupę artystów, którzy trzymając przy swoim boku znane sobie instrumenty tworzą razem nierozerwalną całość stanowiącą zespół. Poczucie ekstatycznej pląsaniny w rytm płakliwego zawodzenia zostaje "zaburzone" przez wejście zapętlonego motywu o drewnianym charakterze. Coś jakby wielkie koło sternicze (na statku) zaczęło w powolnym/miarowym rytmie przetaczać się przez nasze pole słuchowe - środek, lewe ucho, dól, środek, prawe ucho, góra, środek itd. tworząc swoisty trans.

W tym momencie z położy mentalnych zasobów popuściły się wszelakie myśli/ wspomnienia związane z delirycznymi fazami - czy to na bieluniu, benzydaminie czy dimenhydrynacie.

Tło wizji nabrało roślinnego wydźwięku, kształtem, barwą i samym odczuwaniem przez zmysły. Krótkie migawki  ze starych książek w których widywałem naukowe przedstawienie Bielunia i jego morfologię. Wizje, a raczej odczucia bycia pewnym swoich myśli, że istnieje swoisty kult jakim darzona jest ta roślina, a jego wyznawcy dosłownie opętani jej mocą tworzą sztukę, jaką właśnie próbuję oddać w słowa.

Przez matrycę pamięci przelewaję mi się różniaste obrazy. Całe spektrum zjaw, upiornych kształtów - czuję się bosko odprężony, jestem w transie. Mam jakby flashback z bieluniowego tripu.

Kolejny utwór nasuwa się w moje odbiorniki. Zasas Zasas - Gate of Hell. Tutaj robi się już bardziej cmentarnie i w dosłownym rozumieniu mamy takie same wizje. Melodia wygrywana na przesterowanej harmonii, długie pociągnięcia organów i efekty przypominające zgrzytanie kości tworzą razem trupi klimat. Widzę wesołego kościotrupa, któremu strzelają kości, a on sam wygrywa upiorną melodię na swojej pokrytej pajęczyną harmonii. W pewnym momencie czuję się jak wrzucony do wielkiego "wiedźmowego kotła", w którym gotują sie różniaste demony, zjawy itp. Upioryczne głosy sprawiają dreszczowate uczucie, ale któż z nas ich nie lubi.

Utwór trzeci rozpoczyna się nagle i zaskakująco. Słychać zawodzenie wilków, typowy ambient. Czuć noc i księżyc w pełni. Zaczynam czuć się jak wilkołak. Widzę oko w którym powiększa się źrenica - wilcze oko. Wchodzą powolnie snujące sie dźwięki, a przede mną przedstawia się twarz wilkołaka. Przelatują mnie ciarki i dreszcze. Jego paszcza otwiera się i wysuwa z wewnątrz język, który tworzy pewnego rodzaju " dywan" rozłożony przede mną. W głowie pojawiają sie pytania: czy lubisz się bać, czy lubisz TO - odpowiadam twierdząco. Kolejne pytanie: idziesz dalej z nami..? W tym momencie przestraszyłem się, że sam Szatan do mnie przemawia i otworzyłem oczy.

Strach minął bardzo szybko, a ja zaczłąłem słuchać psytrance, który już ne dawał tak wyraźnych, muzycznych odczuć.

Reszta tripu juz nie była równie bogata w doznania. Pozostała stymulacja i mentalny magiel oraz bezsenność. Jednak te 30minut z tą "diabelską muzyką" były warte doświadczenia. Dzięki niemu zakochałem się w tego rodzaju muzyce i odnalazłem sowje prawdziwe korzenie, ale to materiał na inny trip raport...

Ocena: 

Odpowiedzi

Dextromagikomuzyka. Brzmi jak tytuł albumu LUCa.

Jak zwykle wtedy tripowalam ze Straszydlem i musze przyznac, ze Datura to swietny wybor na DXM. Mnie pogiely rachityczne katedry pod powiekami i atmosfera spowijajacego nas mroku. Polecam!

 

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media