Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

cóż że ze szwecji?

cóż że ze szwecji?

Festiwal kultury w Sztokholmie. A skoro kultury, to jesteśmy naćpani naćpani naćpani, podrygujemy podrygujemy podrygujemy w niezmierzonej ciżbie ciżbie ciżbie naćpanych naćpanych naćpanych ludzi, którzy przyjechali do Sztokholmu na festiwal kultury kultury kultury i naćpani naćpani naćpani podrygują z nami w korowodzie w samym centrum Sztokholmu Sztokholmu Sztokholmu, który zmienił się dziś w wielką dyskotekę. Dla nas policja blokuje ruch, dla nas stoją samochody, dla nas gra muzyka, a my tańczymy tańczymy tańczymy.

Festiwal kultury! Kultury karaibskiej! Latynoamerykańskiej! Włoskiej! I – któryż to jeszcze naród komponował wielkie dzieła dyskotekowe? Obojętnie z resztą, co to za kultura, grunt żeby było łup łup łup. Przechodzimy z jednej parady do drugiej. Spójrz na tę Murzynkę. Biali nie potrafią tańczyć. Mijamy „wielką żarówkę” po raz dziesiąty. Łup łup łup. Korowód wyrzuca nas wreszcie, przegryzionych i lekko strawionych, na obrzeżu Gamla Stan. Tu wpadamy na wystawę wielkich zdjęć przedstawiających „rytuały przejścia” ludzi wszelkich ras i kolorów.

Narodziny. Śluby. Chrzciny. Obrzezania. Bar micwy. Zaręczyny. Zapowiedzi. Stawanie się mężczyzną; utrata dziewictwa; plucie kawą na noworodki; skakanie nad bykami; wiązanie stułą; niewyobrażalne przerażenie w oczach małego Turka czekającego na obrzezanie; brzuchy ciężarnych; szlochy panien młodych – wszystko to wychodzi z ram, nabiera głębi: wiatr porusza ich włosy, blik światła na okrągłym brzuszku faluje, bo zasłona nie do końca przykrywa okno, a jest przeciąg. Pali nas żar tropików. Suszy suchość pustyni. Chłodzą wody Gangesu. Psychodelia.

Miasto rozlało się w otaczających je ze wszystkich stron wodach, lekko faluje. I nie wiemy już, czy te światła są na prawdę tak rozmyte i rozedrgane, czy tylko nam się wydaje wydaje wydaje...

Ranek w Sztokholmie: te rozkoszne, przytulne domki na 24000 (słownie: dwudziestu czterech tysiącach) wysp archipelagu. Płyniesz sobie statkiem do zamku królewskiego. Mijasz domeczki o wielkich oknach i myślisz sobie – chciałbym w takim mieszkać, nad wodą, ze swoją żoną, synem i łódką, płynąć codziennie do pracy. A potem stajesz w królewskich ogrodach i chodzisz między równiusieńko przystrzyżonymi żywopłotami, które król sadził osobiście. Odwiedzasz chatkę króla (wiedząc, że jest to faktycznie rezydencja urzędującego króla, jakkolwiek śmieszni w tych czasach są królowie), oglądasz płótna, na których przepysznie przedstawiono, jak szwedzka armia spuściła wpierdol Polaczkom (skrupulatnie podpisane, każdy po nazwisku -ski, -cki wymieniony) i zaraz jakoś tak weselej się robi.

Wracasz do Slussen, zajadasz homara na Katarinahissen, podziwiasz panoramę. Sztokholm. Czternaście wysp połączonych pięćdziesięcioma trzema mostami. Chwileczkię, ile ich mamy w naszy stolycy? Sztokholm, tutaj firmy mają adres: Keja 5, Gamla Stan. Tutaj chodzimy w kółko nad wodą, dookoła wysp, dookoła Bałtyku, dookoła jeziora. Podziwiamy piękne żaglowce zaparkowane przed luksusowymi hotelami. Łodzie mieszkalne. Łódki, jachty, łódeczki. Lody mają pyszne, design – wiadomo, usposobienie – południowe. Miejskie plaże, miejskie skałki, w sam raz na rozłożenie kocyka. Zimni Szwedzi! Ha! Zimni, półnadzy, naćpani, pijani, tańczący w nocy na festiwalu kultury: Szwedzi.

* * *

Nad ranem w zimnym Sztokholmie dwójka zmarzniętych psychonautów w kolejce po hamburgera. Nad ranem, w zimnym Sztokholmie, gorące szwedzkie blond sucze, w minówach nie zakrywających pizd i z cyckami wylewającymi się przez głębokie dekolty, gdy nachylają się by rzygnąć prosto na szwedzką ulicę. Ulica, która – czy to pod wpływem sinego światła latarń, czy coraz bardziej doskwierającego niedoboru serotoniny – ukazuje nam się brudna i zupełnie nieszwedzka. W dodatku omamy zapachowe wykręcają nam fizjonomie, może z resztą to nie omamy, ale prawdziwe zapachy miasta: kanałów, Bałtyku, ryb, smaru, koszy na śmieci, spalonego tłuszczu, wymiocin i szczyn, wyłapywane z kilku kilometrów przez wyostrzony węch.

Siedzimy – gdzieś – obojętnie gdzie – siedzimy nad wodą, dochodzi czwarta, światła oczywiście wciąż rozmyte i falują, ale to chyba w wodzie normalne? Hamburger jest ohydny. Co byśmy oddali za odrobinę zmęczenia? Królestwo za zmęczenie!

— Kurwa...

— W rzeczy samej...

— Zimno.

— Zimno. Pomyślałaś, jak one moga tak chodzić?

— No właśnie nad tym samym się zastanawiałam.

— Zimno, kurwa.

— Zimno... A widziałeś, jak patrzyły na mnie? Myślały sobie na pewno: „jak taka pokraka wyrwała takiego kolesia?”

— Kurwa, pierdolisz. Patrzyły na ciebie i myślały: „Chciałabym być taka, jak ona”.

Przytulamy się, żeby nie było tak strasznie zimno.

Na stacji metra czekamy na pierwszy pociąg dnia. Zwykła szwedzka dziewczyna patrzy z bólem na szwedzkiego chłopca. Może to mój nastrój, a może faktycznie w jej oczach tlą się łzy. Obejmuje go, patrzy w oczy. Może rozstają się na zawsze?

Sterylny szwedzki pociąg odwozi nas do sterylnego szwedzkiego hotelu, ze sterylnym szwedzkim pornosem.

I ten pornos, moi mili, ten pornos właśnie, nas usypia...

Ocena: 

Odpowiedzi

Genialny reportaż! Tylko boleśnie krótki. Zatrudnij się proszę w jakiejś gazecie jako profesjonalny trip-reporter!

No, tak. Wybór jest duży. Prawie każda polska gazeta mogłaby się nazywać "Dziennik psychodeliczny". Niestety mam marne szanse na zatrudnienie - prawie każdy polski dziennikarz pisze jak naćpany...

i powinnaś pisać zawodowo

Moze i powinienem, tylko czy byloby mnie stac na narkotyki? ;)

Dawno już czytanie nie sprawiło mi takiej frajdy.
Krótki, ale za to treściwy, konkretny i bardzo przyjemny w odbiorze tekst. Zero rozwlekania się i powtarzania, że wszystko jest niezwykłe, wszystko jest wszyskim, a nic jest jednością. Po prostu czytam, czuję tą skandynawską, zimną i czystą atmosferę i tak mi się podoba, że czytam ponownie.
Btw, muszę się udać do Szwecji. Ostatnio byłam w Skandynawii, ale jedną granicę dalej.
Pozdrowienia dla Ciebie i Twojej towarzyszki!

Dzieki. Planujac powtorzyc opisany wieczor, pamietaj ze Szwecja byla pierwszym krajem, ktory umiescil brdfly na czarnej liscie. To swinstwo potrafi zabic!

Pamiętam tę aferę.
Jesteś forumowym "trydzykiem" czy "t.rydzykiem"? Chciałam Ci posłać krótkiego maila, jeśli można.

tym, ktory ma takiego kolorowego awatara z takim sfraktalizowanym kolesiem. nie pamietam, ktory to...

To ma być trip report? To są wypociny jakiegoś pedała, któremu się wydaje że jest wyjątkowy wyjątkowy wyjątkowy tylko dlatego, że pojechał do Sztokholmu Sztokholmu Sztokholmu.

ja bym tak tego nie nazwał, ale w sumie brak jest tu konkretnego opisu działania, raczej odczucia i przemyślenia. Może się podobać, jeśli zapomnimy że jest to NG

Nsteczku, wszystko tam jest, co trzeba, tylko trzeba umieć czytać. Rozumiem, że pokolenie dopalaczy ma z tym problem. Wiedz więc, że jestem dobrym staruszkiem i specjalnie dla Ciebie przetłumaczyłem na zrozumiały dla Ciebie język. Akapit po akapicie. Bardzo proszę:

Dragonfly wszedł i jesteśmy w chuj wkręceni, skaczemy, bo tak nas to kurestwo kręci. Jest, kurwa, zajebiście.

Muza napierdala, faza się rozkręca na maksa, ważka jest zajebista. Jedna asfaltówa to się normalnie tak gibie, że bym ją wyruchał. No ale trochę już nas bolą nogi i idziemy usiąść i obalić jakiegoś browca. Siadamy, paczymy a tu wokół nas w chuj wyjebane foty.

Paczymy na foty, które się tak kurwa ruszają i robią trójwymiarowe. Ja pierdolę ważka jest zajebista!

Wszystko doopkoła faluje, nawet woda. Próbowałem gałki i cipacza, ale, kurwa, ważka jest da best!

Kurwa, fajnie w tym Sztokholmie, tylko w chuj wody i się można utopić, jak się jest na takim zajebistym dragu jak ważka. Ale trzeba być pojebanym, żeby mieć króla.

No i, kurwa, łódek tu dużo. Łazimy, bo nas roznosi energia.

Rano ścierwo schodzi i wykrzywia nam ryje. Czuje taki smród w nosie, jebie jak w mużyńskiej chacie, że aż bym sobie żygnoł. O, ja pierdole - lachony żygają na trotółar! Ale jazda, puściła se hafta na cyce!

Kurwa, nie moge usnąć, ale zajebista ta ważka. Ale bym dopalił zielska.

Ważka jest super i mówie wam, musicie spróbować, taka psychodelia, że chuj, wszystko faluje i jest normalnie wyjebiaszczo.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media