Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pukając do kleju bram [3]

detale

Chemia:

raporty unknown

pukając do kleju bram [3]

Pukając do kleju bram - part 3 - czyli ciemna strona mocy.



"primus in orbe deos fecit timor!"



Tycjusz












     Oto kolejna garść luźnych wspomnień, tym razem przedstawię ciemną

stronę kirania kleju. Oczywiście całość będzie wysoce subiektywna ale sądze

iż wnioski wyciągnie każdy myślący człowiek. Uprzedzając nie będzie to

szkalowanie kleju jako takiego a po prostu ukazanie jednego z jego aspektów,

oczywiście wszystko to z mojego punktu widzenia.





FILMY - czyli rzecz o halucynacjach.




     Halucynacje bywają i złe a źle zinterpretowane potęgują strach,

paniczny strach jaki ogarnia młody niedoświadczony umysł. Paniczny strach,

który mnie dopadał, uderzając mieczem grozy powodował całkowity paraliż,

paraliż ciała jak i ducha. Najczęściej nie byłem w stanie nic zrobić, nie

mogłem ruszyć ręką czy nogą, ucieczka nawet nie wchodziła w rachubę, stan

umysłu bliski histerii. Są halucynacje straszne i straszniejsze, ale tylko

część z nich emanowała grozą, która uderzała z ogromną siłą od razu i w

jednej chwili byłem pod jej wpływem, żadnego stopniowania lęku, żadnego

ostrzeżenia, brutalny atak, bez pozorów i masek. Lecz nie tylko strach był

złą a właściwie nieprzyjemną stroną kirania, również ból, nie fizyczny a

psychiczny, uczucia bezsilności, smutku i rozpaczy.


Opiszę teraz halucynacje które wywoływały u mnie powyższe stany, pozwoliłem

sobie na mały podział mianowicie taki:



  • hr - halucynacje rzeczywiste czyli, zmiany postrzegania otaczającej

    rzeczywistości, nie były to zmiany fantastyczne ani odrealnione, akceptowane

    przez umysł jako coś naturalnego, zgodnego z porządkiem rzeczy i natychmiast

    znajdujące mniej lub bardziej racjonalne wytłumaczenie.



  • hf - halucynacje fantastyczne, świadomość nierealności istnienia w

    rzeczywistości jednakże prawdziwość, namacalność, czyniły je jak najbardziej

    realnymi w danym momencie trwania filmu nie były możliwe do odrzucenia jako

    nierzeczywiste.




hr - utrata wzroku.


     To była już późną jesień, wieczór przechodzący powoli w noc, kirałem

samotnie i nagle ogarnia mnie uczucie iż nie mam wzroku. Panika, otwieram

oczy i rzeczywiście nic nie widzę, w jednej chwili przez głowę przelatuje mi

tysiące myśli, jak dojdę do domu ? jak trafię do niego nic nie widząc ? co

powie matka ? co ja jej powiem ? że dlaczego nie widzę ? bo kiram ? Koszmar.

Paraliż, boję się ruszyć, trę oczy może mi przejdzie, ale nie przechodzi,

świadomość iż dzieje się to naprawdę wsącza się powoli niczym jad, jestem

bezsilny, pustka w głowie, po co mi to było wszystko, dalsze życie,

niezrealizowane plany i zamierzenia w jednej chwili legły w gruzach i myśli

najbardziej przyziemne jak wrócę, jak wytłumaczę...





hr - płomień.


     Lato, skwar leje się z nieba, piękne popołudnie, właściwy film poprzedził

następujący: mogłem dowolnie zabawiać się ogniem, podpalać na odległość,

bawię sięnim zatem podpalając krzaczki, pagórki itp. Po upływie pewnego

czasu kolejny film już ten właściwy: blok obok, słychać jakieś krzyki,

podnoszę głowę i widzę że w jednym oknie płomień aż bucha, płomień jest bardzo

gwałtowny, krwisto żółte jęzory ognia rozwalają szybę i tu następuje seria,

po kolei wszystkie okna w bloku stają w płomieniach, widok jest bardzo

realistyczny, w oddali słyszę już syreny straży, z bloku bije niesamowity

żar, budynek aż się gotuje wewnątrz, mam świadomość że tam są ludzie ale

płomień wybucha we wszystkich oknach z taką siła że zagłusza krzyki

przerażonych ludzi wewnątrz; kolejne ujęcie - widzę kolejne bloki i w ogniu,

widok z góry ukazuje mi całe miasto w ogniu, mam świadomość a właściwie myśl

tę podsunęła mi jakby jakaś nieokreślona istota, której obecność się

wyczuwało ale nie potrafiłem określić ani kim jest ani czy naprawdę jest,

wydawała się nierealna nawet podczas filmów, i to ona ukazuje mi moją winę,

mam pełną świadomość swojej winy, używałem daru ognia kompletnie go nie

rozumiejąc, wiem że giną tam ludzie, film pokazuje mi migawkowo kolejne

ofiary, to śpiące małżeństwo ogarnięte falą ognia nie jest w stanie pomóc

swoim dzieciom, które przerażone stoją w progu ich pokoju by za chwilę

żywioł i je pochłonął; matka biegnąca do pokoju dziecka które śpi w

łóżeczku, nie dobiega, ogień dorwał ją nim chwyciła za klamkę u drzwi,

kolejne obrazy, wszystkie wymieszane, napływają uczucia od najbardziej

przyziemnych - gdzie uciec, co zrobić by nikt się nie dowiedział, chciałbym

to cofnąć ale nie ma tak dobrze, wiem że to kara jaką muszę ponieść za

niewiedzę, nieświadomość. czuję ból tych wszystkich ludzi, czuję się

sprawcą, lekcja ale kim że jest nauczyciel by uczyć mnie przez cierpienia

innych...





hr - samotność




     Przytoczę dwa tripy, różniły się jedynie porą i moim umiejscowieniem ale

ukazywały to samo - totalną pustkę i samotność. Dzień, południe, lato,

przytulne miejsce w lesie, słyszę jak zamierają głosy ptaków, wycisza się

szum drzew, następuje kompletna cisza, jest tak cicho iż niemal słyszę jak

światło słońca ociera się o liście drzew, ruszam stopą, trzask igliwia jest

oszałamiający, roznosi się głośnym echem, echem które niczym nie jest

zakłócone, niemalże widzę jak rośnie w miarę oddalania, wiem że popłynie

bardzo daleko ponieważ jestem sam na planecie, nie ma nikogo oprócz mnie,

jestem sam ale dlaczego ? nie znam odpowiedzi, nie wiem co robić, dokąd iść,

pustka i oszołomienie, nasuwa się pytanie może zostałem tu za karę ? gdzie

jest do cholery cała ludzkość ? gdzie przyjaciele gdzie rodzina ? kompletny

brak odpowiedzi i zupełna niezrozumiałość, mam świadomość że nie dostanę

żadnych odpowiedzi, po prostu tkwię tu sam i nikt ani nic mi nie da żadnego

wsparcia, żadnego wyjaśnienia.

Drugi podobny film, dział się wieczorem, w mieście, idę znajomymi ulicami,

ale czuję że coś jest nie tak, światła co prawda palą się w oknach ale w

mieszkaniach nikogo nie ma, w ogóle nikogo nie mną, dziwne uczucie, jestem

sam, tysiące pytań przelatuje znowu przez głowę, wszystkie bez odpowiedzi,

najgorsze jest uczucie że nie mogę nic zrobić, nikogo nie spotkam nawet aby

o tym porozmawiać, po prostu zostałem sam ze sobą a ja nie umiałem dać

odpowiedzi.





hf - brak nadziei


     Film kosmologiczny, kirałem samotnie w nocy, oparty wygodnie o płotek,

przed sobą miałem rządek drzewek, boisko i kolejny rząd wysokich drzew, w

oddali światła bloków. Słyszę ryk dochodzący z nieba, spoglądam w górę, na

tle rozgwieżdżonego nieba unoszą się dziwne obiekty (nie mylić z ufo),

ogromne obiekty, płaszczyzna postrzegania zmienia się, mogę ogarnąć je w

całości są potężne a jednocześnie nad sobą widzę kawałek obiektu

przykrywający całe niebo. Między obiektem a ziemią był niesamowity ruch,

unoszące się postacie, strumienie świateł, strumienie dźwięków, napłynęła

myśl iż jest to koniec świata/ludzkości. Przede mną za boiskiem stał tłum

ludzi, zresztą ludzie byli wszędzie, na dachach bloków, kłębili się i

biegali i wszyscy patrzyli w moją stronę, tak przynajmniej mi się zdawało

ale to nie ja byłem obiektem spojrzeń. Pojawił mi się obraz całości, cała

planeta była podzielona na obszary, większe, mniejsze to nie miało

znaczenia, na każdym obszarze był 'demon' wraz z pomocnikami. Była to

ogromna istota, jej wysokość określiłbym co najmniej na kilka kilometrów,

użyłem słowa demon ponieważ taki miała wygląd, nie wydawała się zła a

jedynie bezwzględna, była sędzią, patrzała na wybraną osobę a kilka jej

pomocników sfruwało z obiektu i brało danego człowieka na ten obiekt, stąd

ten niesamowity ruch na całym nieboskłonie aż po widnokrąg. Pomniejsze

demony/istoty latały po całym terenie wynajdując chowających się ludzi. Ja o

zgrozo! leżałem pomiędzy szponami tej istoty, przypominam iż była to

kolosalna istota, jej szpon wbity w ziemię obok mnie wyglądał jak wieża

ciśnień, zamarłem z przerażenia. Leżałem bez ruchu, bałem się oddychać aby

mnie nie dojrzeli. Ludzi ubywało została już tylko mała garstka, pomocnicy

istoty unieśli się do obiektu, w oddali widziałem jak wznosiły się inne

olbrzymie demony. W końcu i mój demon oderwał się od ziemi, strumienie

światła zaczęły powoli się zwijać, na niebie był niesamowity widok, ogromny

obiekt, i miliony unoszących się ludzi i istot.

W tym momencie nastąpiła jakby część uświadamiająca, nadal leżałem na ziemi,

ostanie istoty wlatywały do obiektu zaś sam obiekt zaczął się oddalać.

Niejako zrozumiałem że ten obiekt to kolejna płaszczyzna życia, znalazłem

się nagle w czarnej przestrzeni, widziałem naszą planetę i oddalający się

obiekt, obiekt nie tylko oddalał się fizycznie niosąc w sobie całą ludzkość

a także 'oddalał się' jakby z naszego wymiaru, kolejne olśnienie i kolejny

pokaz, robię się coraz mniejszy oddalam się ogarniam wzrokiem cały układ,

galaktykę, nasz wszechświat, widzę to wszystko wymieszane poprzeplatane

energią, w tym kotle jest wszystko o czymkolwiek myśleliśmy, całe nasze

wierzenia, czas przemija coraz szybciej, widzę jak nasza planeta ulega

zniszczeniu, koniec całego naszego układu, galaktyki, widzę to wszystko

coraz bardziej oddalając się, całość naszego wszechświata, widzę jakoby w

kuli, ale kulę tę otacza inny świat, mijają miriady lat, czas płynie coraz

szybciej, płynie na tyle szybko że kolejne narodziny i uśmiercenia

wszechświata idą w rytm mojego bicia serca, oddalam się cały czas coraz

bardziej, czas płynie coraz szybciej, kolejne otoczki wszechswiatów ulegają

zniszczeniu, choć wydawałoby się iż są niezniszczalne patrząc na przemiany w

naszym wszechświecie który już jest dla mnie pulsującą kropką, mijam

ostatnią strefę i jest pustka, mijają kolejne miriady lat tak wiele że skala

życia zwykłego wszechświata wydaje się mgnieniem, zdaję sobie sprawę że

znajduję się w pustce w której zupełnie nic nie ma i nagle gdzieś na

krańcach tej pustki zaczynam dostrzegać czerń, po prostu czerń, ja również

znajdowałem się w czarnej pustce ale rzekłbym iż była klarowna przejrzysta,

z drugiej strony widziałem oddalający się nasz świat, a z tej tę

przerażającą czerń. Coś mi podpowiada że jak się do niej dostanę, to już

nigdy ale to przenigdy i nikt mnie stamtąd nie wyciągnie, wieczne piekło

wedle religii chrześcijańskiej wydawało się przy tym niebiańskim rajem,

panika, przerażenie, wizja łagodnie spłynęła,...





Tyle odnośnie halucynacji, oczywiście wszystkie były bardzo osobiste,

niemniej były przerażające. Nie wszystko w nich ująłem, nie wszystko ująć i

opisać chciałem, nie wszystko ująć i opisać się dało.





Fizyczne niedogodności kirania.


Tak fizyczne również istniały, przez pierwszy rok czasu kirania,

zauważyłem u siebie osłabienie, ciężko mi było wejść po schodach oraz

niesamowite drżenie rąk. Poza tym zapach, zapach kleju z ust czuć było nawet

do 3 dni po kiraniu o ile nie szło się następnego dnia kirać. Nie pomagały

żadne zabiegi w postaci jedzenia czegokolwiek, żadne inhalacje wszelkimi

środkami od pasty do zębów po odświeżacze do ust dostępne w aptece. jedynym

skutecznym środkiem na pozbycie się kleju zalegającego w tchawicy był bieg.

Jednocześnie połączony z intensywnymi ćwiczeniami styli wolnych +

przypiwniczna pakernia jako tako pozwoliły zachowywać pewien poziom

sprawności fizycznej.



Psychiczne niedogodności.


Owszem istniały, ale u mnie występowały w ciągu dłuższym niż

kilkutygodniowym, pojawiały się zaniki pamięci, problemy z koncentracją i

kojarzeniem, przy dłuższych ciągach świat filmów i rzeczywistości zlewały

się w jeden, niejednokrotnie nie byłem w stanie stwierdzić czy kiram teraz,

czy też może jest to rzeczywistość, sytuacje i wydarzenia które sobie

przypominałem, również nie potrafiłem umiejscowić, nie wiedziałem czy należą

do rzeczywistości czy też do świata kleju.







Uzależnienie.


Często ktoś się mnie pyta czy klej uzależnia, w pierwszej chwili ciśnie mi

się odpowiedź na usta - nie, co nie do końca jest zgodne z tym czego

doświadczyłem ja. Fizyczne uzależnienie, nie występowało u mnie w ogóle,

organizm nie dawał żadnego znaku iż potrzebuje czy wymaga do normalnego

funkcjonowania kolejnej dawki kleju. Psychiczne uzależnienie, tu już jestem

skłonny przychylić się w stronę odpowiedzi twierdzącej, sumarycznie okres

czasu jaki kirałem to 6 lat w tym 4 lata wzmożonego intensywnego kirania. Co

mnie pchało do kirania ? to niesamowite wizje, niezwykle barwne, rzeczywiste

i odrealnione, atakowały wszelkie zmysły od smaku po dotyk, od wzroku po

słuch. przez te wszystkie lata to właściwie był jedyny bodziec, który

wyzwalał we mnie ochotę wlania kleju do samary i zapuszczenia się w bezdroża

klejowego świata.






peyotl


Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media