Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

ostatni rok mojego życia z inhalantami w tle.

detale

Substancja wiodąca:
Natura:
Dawkowanie:
Sporo wszystkiego przez cały rok.
Rodzaj przeżycia:
Wiek:
18 lat
Doświadczenie:
Inhalanty- Wielokrotnie
Marihuana- Wielokrotnie
Tabaka/ Tytoń- Wielokrotnie
Alkohol- Wielokrotnie
Kofeina- 3 razy narktyczne ( reszta to poprostu taka zwykła kawa z rana)
Efedryna- 1 raz ( chęć porównania z pseudoefedryna)
Pseudoefedryna- 5 razy
Kodeina- 10 razy
Amfetamina- 2 razy

ostatni rok mojego życia z inhalantami w tle.

Witam!

Mój trip raport pragnę zacząć tymi słowami:

Jeżeli komukolwiek przyjdzie do głowy wąchanie kleju, rozpuszczalnika itp. to mam dla ciebie radę. Najlepiej weź z piwnicy taki młodek ok. 5kg albo ustaw się naprzeciwko ściany i pierdolnij głową z całej siły. Po tym powinny przejść Ci takie myśli. Bo mimo że mam 17 lat to wiem co mówię.

Cały raport to jak w tytule, wspomnienia z mojego ostatniego roku życia. Mam nadzieję że choć jedna osoba przetrwała ten wstęp i czyta to teraz.

Zacznijmy od tego że mój pierwszy raz z inhalantami odbył się dokładnie 3 grudnia 2015 r. Rodzice wyjechali na 3 dni do rodziny. Ja nie chciałem jechać bo oni przyjeżdżali do nas w tym roku na święta. W dodatku jak każdy wyrostek nie nawiedziłem tego typu zjazdów. Parę godzin po odjeździe rodziców słyszę dzwoni telefon. Odbieram. Okazało sięz że to mój dobry znajomy. Na potrzebę raportu nazwijmy go... Zając.

Elo. Montaż się na jakąś piątkę dziś. - Usłyszałem odrazu po odebraniu.

No w sumie dobra. Będę pod biedronką - Odpowiedziałem.

W moim mieście mam ten komfort że 5 hipermarket jest ulokowana wręcz przy sobie. Po krótkim ogarnięciu i zabrania zr sobą 50 zł ( tak rodzice na 3 dni zostawili mi 200 zł wtedy było to dla mnie masa hajsu) wyruszyłwn na przygodę. Znalazłem się pod sklepem była nas w sumie 4. Dostałem informację że już czekamy na palenie i zaraz reszta ekipy się zbierze. W końcu szybko zbieramy hajs. Było 8 osób każdy rzucił hajs i już po chwili mieliśmy nasze topy.

W końcu jesteśmy u mnie w domu wszyscy się rozkładają w swoich stałych miejscach bo nie był to pierwsze takie wyjazd rodziców. Po drodze kupiliśmy od znanej nam sprzedawczyni 4 tanie wina. Spokojnie sobie palimy blanty i pomijamy wino z Zającem i resztą ekipy. Jak tu nagle "Koń" i "Chomik" ( kurwa jakie nazwy jakby inicjałów użyć nie można) wyruszyłwn wyciągają z plecaka rozpuszczalnik chyba uniwersalny to był. Pytają się czy moją u mnie pokirać. Nie wiedziałem na jakiej zasadźe się to ćpa, ale zauważylem że wyciągnęli worek i nadali tam rozpuszczalnik. Oczywiście po mojej uprzedniej zgodzie. Widzę jak wdychają. Chyba ta Amarena mnie podkusiła żebym spytał się czy też mogę. Odrazu wręczyli i worek dodali rozpuszczalnika i poinformowali co robić.

Zaczynam. Pierwszy shot... Nic... Zero kompletnie, ale widzę że oni już trochę porobieni oczy dziwnie mętne. Drugi shot... Dalej nic. Mówią żebym większego wziąć. Dobra myślę przykładami usta na całe płuca trzymam parę sekund wypuszczam. Teraz czuję... Lekkie ciepło na całym ciele i delikatnie rozmazany widok. Zaczął męczyć mnie kaszel. Wyszedłem na balkon. Parę wdechów, jest lepiej. Jeszcze 2 shoty i dziwne uczucie odrealnienia. Ogromna przyjemność płynąca z okoła. Spowolnienie jakbym kodeine zarzucił. Godzina  wszyscy już nieźle porobieni. Porozchodzili się. Po tym dniu czułem że inhalantami się się kiedyś zajmę.

Po około 2 tygodniach dowiedziałem się o tym że dezodorant można też cpać. Póki starszych nie ma szybko. Szmata, dezo - wdycham. Wziąłem wtedy z 10 shotow, ale klepło tak jak tamte 5 rozpuszczalnika. Luz, lekkie odrealnienie trochę nie spójną gadka.

W końcu święta 24 grudnia. Pomysł - ekipa i pasterka, ale na drodze stanął jeden problem musiałem wziąć ze sobą o rok młodszą kuzynkę czyli miała 15 lat. Koniec końców łącznie była nas 5. Ja, kuzynka, Zając,  Koń i Duszek. Na początek w 3 osoby zawarliśmy grama. Ja, Zając i Duszek. Koń delektował się rozpuszczalniem. W sumie to miałem i nawet teraz mam wyjebane w przypały, więc jedyne na co zwróciłem uwagę to, to że ma nikomu nie mówić co tu widziała, zero gróźb ipt. Po spaleniu wyciągnąłem z kieszeni 3 chusteczki i zacząłem je spryskiwać dezo które dostałem pod choinkę. Lecę shoty i nagle kuzynka pyta się czy też może. Wait, wath? Pomyślałem, ale w sumie to ma własny rozum i robi co chce. Postanowiłem wyciągnąć nowe chusteczki i 3 znich złożyłem w kwadrat, poinstuowałem co ma robić i dezodorant poszedł w ruch. Kuzynka brała shoty z dezo, a ja leciałem rozpuszczalnik. W drodze do domu prawie zwróciłem kolację. Z kolei kuzynka czuła się świetnie i z tego co wiem to przestała kirać jakieś 3 miechy temu.

Po tym incydencie długo, długo nic. Dopiero w lutym 2k16 zaczęło się poważnie. 5 luty wyprawa z Chomiki po mój pierwszy rozpuszczalnik. Kupiłem go w Mrówce - jedyny sklep budowlany w mieście. Po drodze opowiadał po jakim rozpuszczalnika/kleju czego się spodziewać. Bo dłuższym zastanawianiu przed półką z tymi środkami zdecydowałem się na uniwersalny. Tak oto się zaczęło nalałem około 1/4 do reklamówki i kiramy. 3 shot... Pierwszy raz mam takie uczucie. Czuję takie szczęście jakbym ciągle przeżywał orgazm. Cudownie, ale trwa tylko około 30 sekund. Lecę dalej, po około 7 powtórzeniu nie mam siły ustać na nogach. Siadam i widzę że wszystko przed oczami i faluje jak woda i cały czas blyska jak Flash aparatu. Mimo to wszystko wydaje się być takie naturalne. Przez 3 kolejne dni powtórka w piwnicy sam.

W końcu przyszedł 27 lutego. Dzień w którym to wjebałem się. W osiedlowym sklepie - promocja 6 dezodorantow z 18 zł. Wziąłem bez zastanowienia. Do tego jeszcze jakiś ręcznik z mikrofibry i powędrowałem za garaże. Dokładnie spryskałem ścierkę i muszę przyznać że pod względem wizualnym był to najlepszy trip. Poszła cała puszka. Reszta wraz ze ścieżką powędrowała do plecaka. Idąc kamienistą droga koło domu widziałem jak między pojedynczymi kamieniami chodzą małe ludki które to z kolei były zgniatane przez to że kamienie się przesówały. Te kamienie zaczęły do mnie mówić, a z racji że nie chciałem mieć tych ludzi na sumieniu stanąłem by ich nie nadepnąć. Mówiły mi o tym że lepiej żebym wracał do domu bo pyta deszcz mimo że nie padał to tak się wykręciłem że serio uciekła do domu. Cały czas gdy otwierałem oczy to najpierw wszędzie było czerwono i z czasem koloru wracały do normalności. Największy problem był z drzwiami bo nie mogłem znaleźć kluczy i dopiero po 15 minutach zorientowałem się że cały czas miałem je w ręce.

Cały marzec i kwiecień kirałem to klej, to rozpuszczalnik, to dezodorant. Zazwyczaj 4 razy w tygodniu. Na maj postanowiłem się ogarnąć końcówka 3 klasy gimnazjum trzeba uratować swoją sytuację z J. Niemieckiego mimo ćpania z nauką jakiś specjalnych problemów nie miałem bo szkoły nie opuszczałem. Tylko z niemieckiego bo z niego miałem zawsze problemy.

W czerwcu przestałem już chodzić do szkóły, a ćpałrm codziennie. Nie zawsze kirałem zdarzało się znów zielsko które ostanie raz jarałem gdzieś w kwietniu, amfetamina i tak dalej. W czerwcu miałem więcej czasu dla znajomych, mimo że ciągle ćpalem. To i tak najbardziej zaskoczyć mnie lipiec. Bo w lipcu na cały miesiąc miała przyjechać kuzynka którą wtajemniczeniem się zająłem. Ta sama która przyjechała na święta. Przez cały lepiej kirałem i kirałem i kirałem. Zazwyczaj tym samym składem czyli ja, kuzynka, Koń i Chomik.

Dokładnie 20 lipca zaliczyłem pierwszy przypał. Mam znalazła w kurtce zapis fiskalny potocznie zwany paragonu na 8 dezodorantów. Były to czasy gdzie waliliśmy po 2 puszki dziennie. Wytłumaczyłem mamie dlaczego to biorę. Tak naprawdę wpierdałem kity o tym że to dla tego żeby się odstresować,  a chuja prawda byłem uzależniony i wiedziałem o tym. Powiedziałem że koniec lipca koniec ćpania, ale nie przestałem. Robiłem to tak żeby nie wiedziała. Ojciec dowiedział się tak w ogólę dopiero o tym ćpaniu z 2 tygodnie temu.

W końcu nadszedł wrzesień starałem się ograniczyć do jednej puszki na 2 dni. Jakoś się udawało. W technikum poznałem "Małysza". Którego przyjąłem na ćpaniu MOJEGO dezo. Oj wkurzyłem się trochę, ale tylko na ułamek sekundy. W końcu miałem ograniczyć. Dobra po krótkim wywiadzie oddałem mu dezodorant i się sprawa rozeszła po kościach. Do końca października zszedłem do puszki na 4-5 dni. Czułem że mogę przestać to robić, ale czułem też że chcę to robić. Czułem potrzebę psychicznie i fizycznie zrobić chodzież z 4 kiry rozpuszczalnika, albo kleju, lecz powstrzymał się.

W dzień 13 listopada skończyłem ostatnie dezo w moim życiu od tamtej pory jestem czysty. Mimo że nie biorę już no prawie miesiąc dalej czuję skutki uboczne. Co najgorsze pewnie już nigdy one nie miną w pełni. Myślę że ten rok był dla mnie lekcją która odciśnie piętno na całym moim życiu. Teraz już nie kiram i nawet nie tyka THC czy alko. Szlugi od czasu do czasu zapalę, ale nic więcej.

Jestem szczerze otwarty na porady i krytykę co mogę zmienić w moich raportach bo pewnie jeszcze się jakieś pojawią. Czuję ogromne szczęście mogąc moim hisotrię gdzieś z siebie wyrzucić.

Jeżeli udało Ci się to przeczytać w całości to, albo nie miałeś co robić i aż tak się nudziłeś, albo jesteś nie spełnia rozumu. Mimo wszystko dziękuję Ci za to że poświęcileć swój nir wiarygodnie cenny wasz na moje wypociny.

Na koniec klasycznie przepraszam wszystkich za moją ortografię, ale piszę na komórce, a ona lubi płakać różnorodne figle podczas pisania. :D

 

 

Ocena: 

Odpowiedzi

...dlaczego młodym nie jest szkoda zdrowia na zabawę z dezodorantami. Przecież są substancje wydajniejsze, mniej szkodliwe, które też potrafią "dać fazę" i wcale nie trzeba mieć konkatków, aby je zdobyć. W końcu mamy internet. No, ale co kto lubi ;)

Ja naprawdę w tej chwili nie bardzo wiem, kim jestem. Mógłbym powiedzieć, kim byłem dziś rano, ale od tego czasu musiałem się już zmienić wiele razy.

Np jakie?

żyj szyb­ko, umieraj młodo, kocha­nie, za­nim się zestarzejesz

Zacznijmy od najbardziej oczywistego - apteka. Wiesz co i ile jesz, farmakologiczna jakość. Na HR są działy posegregowane jak najdokładniej się da. Znajdź swój ulubiony rodzaj dragów, nos w monitor i czytaj. Czy znajdziesz konkretną substancję, poczytaj trip raporty, opinie. Jest nielegalny? No to tutaj kontakty. Nie masz kontaków? To czytaj o legalnych pochodnych, i po nitce do głebka. W życiu mi jako gówniarzowi nie wpadło do głowy wdychanie kleju, dezodorantu, łykanie gałki muszkatołowej czy żarciem bielunia. Internet to takie potężne źródło wszystkiego - uczcie się, kształcie i szukajcie! Nie trujcie się, ćpajcie z głową ;)

Ja naprawdę w tej chwili nie bardzo wiem, kim jestem. Mógłbym powiedzieć, kim byłem dziś rano, ale od tego czasu musiałem się już zmienić wiele razy.

co do inhalantów się zgadzam, ale nie znaczy to że nature trzeba odrzucać

Nie to miałem na myśli. Natura posiada w asortymencie bardzo wiele ciekawych "przepisów". I jednak naturze łatwiej zaufać niż 100% produktowi z próbówki. Ale to sam już decyduje, co mu pasuje :)

Ja naprawdę w tej chwili nie bardzo wiem, kim jestem. Mógłbym powiedzieć, kim byłem dziś rano, ale od tego czasu musiałem się już zmienić wiele razy.

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2017
design: Metta Media