Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

pukając do kleju bram [2]

detale

Chemia:

raporty unknown

pukając do kleju bram [2]

Opiszę jedno z ciekawszych przeżyć, które doświadczyłem po kleju. Osiagałem je stopniowo (za każdym kiraniem coraz bogatsze w szczegóły, głębsze, ciekawsze tym bardziej, iż był to cev.)


Zaczęło się niewinnie, ot kilka punktów zielono-złotych, te punkty zaczęły

pojawiać się coraz częściej przy cevach w trakcie innych wizji. Najpierw

rotowały wolno i właściwie bez jakiegoś uporządkowania czy ładu, później

przybrały wyraźną formę, jakby kilku nici helisy, przeplatających się ze soba,

przenikajace siebie, jednocześnie nici te złożone już z setki tysiecy punktów

tworzyły jakby korytarz. W początkowym stanie widziałem go niejako z zewnątrz i

tylko wycinek, wiedziałem że jest długi wręcz nieskończony, ale widziałem tylko

jego fragment z boku, tak było przez długi czas (względnie miarą mogą być

kolejne kirania). I wtedy pewnego dnia stało się.


Kiralem przy zamkniętych oczach, pojawiły się złoto-zielone punkty i nagle niesamowita jazda, punkty ułożyły się w tunel ale tym razem byłem już wewnątrz nieskończonego tunelu, bez

żadnego przestoju poczułem każdą końcówką ciała, każdą komórką ba! każdym atomem

niesamowite przyśpieszenie, dosłownie pędziłem całym ciałem przez ten tunel,

niesamowite uczucie pędu, helisy z których zbudowany był tunel rotowały

gwałtownie jak szalone, jednocześnie było czuć jakby drugi o wiele wolniejszy

obrót tunelu. Ogarnęła mnie euforia i jednoczesne przeczucie że to coś więcej

niż tylko film, inny poziom doznań i nagle koniec, tunel się rozpłynął, ogromne

uczucie pustki i jakiegoś żalu, tęsknoty? Nie wiem, ale czułem się zawiedziony.


Taki stan utrzymywał się przez kilka kolejnych kirań, zawsze byłem po tym

roztrzęsiony i zawiedziony, powoli wkradała się myśl iż jest to lot ale dokad?

Jaki jest cel? Bardzo pragnęłem się dowiedzieć, niestety był to film, którego

nie dało się narzucić, przychodził kiedy chciał i odchodził rownież kiedy chciał

jak istota mająca własną wolę.


Kolejne loty były coraz dłuższe, aż znowu nastąpił przełomowy moment, podczas lotu obróciłem się całym ciałem i pęd czułem teraz jakbym leciał w pozycji leżącej na plecach od strony glowy, zaczęło narastać ciche buczenie, bardzo niski dźwięk, przyjemny, jednocześnie prędkość

wzrosła do tak niewyobrażalnej że przestałem odczuwać sam pęd, jedynym efektem

był teraz narastający dźwięk i uciekający tunel, przedtem zaś pozycja siedząca,

cisza i widok mknących poskręcanych helis. Caly czas towarzyszą głębokie

uczucia, euforia, podniecenie, świadomość że może wystąpić coś niezwykłego, nie

istniało w tym momencie dla mnie nic. I znowu koniec, tunel się rozpłynął,

wysiadka była już mniej przyjemna, rozhuśtane emocje, świadomość że dotknęło się

czegoś tak niezwykłego, ale nie było dane tego zobaczyć, raz zaniosłem się

płaczem po takim locie.


Loty zdarzały się nadal, nieraz krótsze bez obrotu ciała, za każdym razem ogromne emocje, przy starcie zawsze czucie ogromnego pędu. Potem nastąpiły dwa kolejne zwroty a właściwie jeden, czyli dotarłem na koniec tunelu. Jak już mówiłem, po obrocie ciała następowało wyraźne

przyśpieszenie i narastający niski, wolno wibrujący dźwięk, tak było dotychczas

aż za którymś razem ped uległ tak potwornemu przyśpieszeniu że helisy zniknęły,

a ja tak przyśpieszyłem ze osiągnęłem koniec nieskończonego tunelu! Wydaje się

to dziwne, ponieważ mam świadomość że tunel jest nieskończony i że nawet lecąc z

tak zawrotną prędkością nigdy nie osiągnę końca (zresztą jak może mieć

nieskończony tunel jakiś koniec?), ale takie było uczucie, po prostu wszystko

zniknęło i za chwilę czułem już jakby hamowanie, kolejny obrót ciała ale już bez

mojej świadomości, po prostu byłem w pozycji siedzącej i bardzo wolno płynęłem

przez końcówkę tunelu, to co ujrzałem (prosze wybaczyć mi ubogość języka ale nie

odda tego żadne słowo), heh śmiesznie nazwać to czymś nieziemskim bo calość po

prostu z tym tunelem była nieziemska, tunel wychodzil w czarną przestrzeń, przed

moimi oczyma unosił się ogromny obiekt.


Dlaczego pisze obiekt? Rozmiary megagigantowe dosłownie przytłaczał swoim ogromem, to nie oddaje jego rozmiarów, ja po prostu nie widziałem jego wysokości ani szerokości, jego wielkość po

prostu się czuło, widzialem za to czarną przestrzeń przed nim, pod sobą i nad

sobą ale jak spojrzałem wprost to widziałem tylko jego, niesamowicie

skomplikowaną konstrukcję, bardzo bogatą w szczegóły, stan ducha? to już nie

była euforia, nie wiem co mnie ogarnęło, ogromne pragnienie aby się do niego

zbliżyć, czułem podświadomie że to jest właśnie cel, nie wiedziałem co to jest,

ale jak się może czuć jakiś mały punkt zawieszony w czarnej przestrzeni przed

czymś tak niewyobrażalanym? I tu znowu przykry koniec, dosłownie wciągnęło mnie

do tunelu, który zniknął, poczułem tylko jak lecę znowu leżąc na plecach i czar

prysł, po tunelu nie został żaden złoty najdrobniejszy punkt. Pustka w głowie

ale już nie ściskał mnie żal, nie czułem tego potwornego smutku i przygnębienia

jak po samym tylko locie. Potem nastąpił kolejny i niestety ostatni i

niedokończony lot, nie że przerwany ale niespełniony, już mówie dalej.


znowu zaczął się lot, euforia , podniecenie, czuję znowu tę niesamowitą prędkość, ale

teraz czekam na kolejne etapy, jest obrot ciała, dobry znak, wręcz błagam w

myślach aby to się nie skończyło, narasta buczenie, tunel znikł, i znowu jestem

na końcu tunelu, widzę ten wspaniały obiekt, jego zielonkawa poświata wypełnia

końcówkę tunelu, dosłownie chłonę go wszystkim czym się da, jest przeogromny,

tam nie mogę okreslić odległości, po prostu rozmiary i odleglości się czuje, tak

to najlepsze określenie, odległości się czuje. Tym razem płynę poprzez tę czarną

przestrzeń do obiektu i nagle spływają na mnie jakby strumienie uczuć, miłość,

podniecenie, euforia, jakże banalnie brzmią te uczucia w tym stanie, który mnie

ogarnął


Obiekt zaczyna się otwierać, w tym momencie zdaję sobie sprawę że to jest

brama, brama ale jaka brama, tak złożona, tak ogromna, zreszta słowo 'brama'

jest zupełnie nieodpowiednie ale tylko tak mogę przybliżyć to coś, zresztą jak

już mówiłem język ludzki nie jest w stanie tego opisać (ot to tylko moja

nieporadna próba, która właściwie wnosi więcej zakłamania niż prawdy, ale coż

staram się), zobaczyłem jak ten obiekt powoli sie otwiera, tryliony uczuć

przelatujących przez głowę, czułem jakby drugi świat, który był za tą brama i

którego za chwile miałem stać się częścią, cały czas tryliardy uczuć, przestrzeń

jakby się obróciła cała razem ze mną i obiektem, leżę na plecach a obiekt jest

nade mną, powoli się unoszę w górę, nie widze już przestrzeni, mam tylko przed

sobą ten ogromy obiekt, niezwykle złożony, przeważa zieleń i czerń, (chciałbym

opisać szczegóły ale są tak złożone, zresztą wydaje się że jest w nim więcej

wymiarow niż 3), mam świadomość że jak brama otworzy się to nie będzie odwrotu,

ale żadnego niepokoju, zresztą gdzie przy tych przepływających uczuciach, dźwięk

który był w tunelu jest teraz dosłownie rykiem, wypełnia przestrzeń, nie drażni

po prostu czuję że jest potężny, ogarniają mnie pierwsze elementy tej bramy to

nie jest materia to jakby pasma energii, ta zieleń, jednocześnie wiem że to

ogromna masywna konstrukcja, po prostu nieziemska technologia, technologia nie z

tego wszechświata, jestem atakowany przez zmysły, uczucia nie do opisania,

brama cały czas się otwiera, powoli ale to jest megaogrom, (dziś śmiało

przyrównałbym to do calego układu słonecznego, przynajmniej takie mam

skojarzenie, zresztą nie wiem, ale rozmiar jest ogromny, po prostu go czuję, nie

jestem w stanie tego ogarnąć wzrokiem, w tym momencie po prostu czułem), jestem

przekonany że jak brama się otworzy to nie wrócę, nie wrócę na ziemie, nie wrócę

w to miejsce gdzie siedziałem i kirałem, nagła chwila zawachania, dosłownie

przemkneła przez mój umysł i to był koniec, całkowite zerwanie natychmiastowe

filmu, siedziałem z workiem w naszym stałym miejscu gdzie kiraliśmy. Byłem

oszołomiony, przed chwilą byłem tak blisko czegoś nieziemskiego, czułem że to nie

był film, dlaczego sie zawachałem ? co mi strzelilo do głowy ? nie wiem, ten

film już nigdy do mnie nie wrócił...


Po latach, ten tekst zresztą też piszę po latach, lubię sobie tłumaczyć iż

rzeczywiście było to coś więcej niż zwykły film, w tamtym czasie byłem o tym

dosłownie przekonany, uczucie że straciłem coś niebywałego ale co gorsza

bezpowrotnie, napełniło mnie goryczą, co by było gdybym się wtedy nie zawachał ?

Może ceną, którą trzeba było zapłacić, była śmierć ? Pamietajmy że klej niszczy

bezpowrotnie komórki nerwowe, a może to był krzyk umierajacych komórek, nie

wiem, ale wiem jedno, chciałbym to przeżyć jeszcze raz - zapłacilbym dowolną

cenę.

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media