Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

luxus szczęście dekadencja

detale

Chemia:

raporty unknown

luxus szczęście dekadencja

LSD-pierwszy raz

Wtajemniczenie: zioło- wiele razy, extasy- 5 razy, amfetamina- 2 razy

Jeden cały papierek pod język


O LSD myślałem już od dawna. Miałem próbować już w wakacje, ale moja ówczesna dziewczyna zdrowo mnie ochrzaniła za takie pomysły, więc odłożyłem to na później. Teraz, będąc już do wzięcia, postanowiłem zrealizować swoje marzenie.
Wiele czytałem o tej substancji. Znałem na pamięć opisy przeżyć innych internautów, artystów. Byłem przygotowany na spotkanie z inną rzeczywistością. Ponieważ uważam, że w głowie mam poukładane, nie obawiałem się zbytnio szoku związanego z przejściem do innego świata. Troszkę obawiałem się bad tripa, ale uznałem, że gra jest warta świeczki.
Mimo tego, że wiedziałem o LSD wszystko, na moim przykładzie można by napisać artykuł pt "Jak nie należy brać LSD". Na szczęście dzięki mojemu optymizmowi, oraz dzięki niewiarygodnemu szczęściu faza była cudowna. Sądzę jednak, że na 100 osób postępujących tak jak ja, 99 miałoby bad tripa.
Kupiliśmy sobie z kumplem 2 papierki. Pół było dla niego, półtora dla mnie. Słysząc od koleżanki opowieści (prawdziwe, jak się później okazało) o olbrzymich źrenicach i o kompletnym oderwaniu od rzeczywistości, postanowiłem nie tripować wieczorem, gdyż musiałbym rozmawiać z rodzicami. Wymyśliłem, że wezmę kwasa sam w swoim pokoju, gdy wszyscy będą już spać.
Mój kumpel wziął jednak połówkę wieczorem. Ja, pijąc przy tym parę piwek, pilnowałem go. Jednak, prawdopodobnie dlatego, że bierze dużo amfetaminy, mało było po nim widać. To mnie zupełnie zmyliło. Wróciłem do domu lekko podkręcony alkoholem. Pomyślałem, ze raz się żyje i wyssałem cały papierek. Była godzina 22:43. Nie brałem nic od 2 tygodni, więc mój umysł był zupełnie bezbronny wobec tej substancji. Ponieważ kumpel zaczął coś czuć dopiero po ok. 2 godzinach, myślałem, że zdążę skończyć referat, potem mnie klepnie, a o 8 normalnie pójdę do szkoły.
Jednak już po godzinie zacząłem się dziwnie czuć. Doszedłem dokładnie do połowy referatu, kiedy postanowiłem, że obejrzę sobie jakieś zdjęcia z panienkami w internecie. Nagle pary na zdjęciu zaczęły się lekko ruszać, zwłaszcza w wiadomych miejscach. Uznałem, że to jest już To;)))
Szybko wyłączyłem komputer i włączyłem sobie telewizor. LSD powoli przechodziło do ataku...
Planowałem sobie, że obejrzę film "Pocahontas". Zrobiłem to po paleniu i miałem jedną z najlepszych wkręt w życiu. Myślałem, że teraz będzie podobnie jak po ziele, więc włączyłem kasetę. W ogóle wyobrażałem sobie wcześniej ten stan jak zwielokrotnienie zioła. Myślałem, że będę mógł cudownie wkręcić się w ulubioną muzykę, ulubione książki...
Jednak po LSD nie można robić nic na siłę. Kwas sam wie, co dla ciebie dobre. I tak zorientowałem się, że nie mogę za bardzo zrozumieć pewnych scen w filmie, mimo że widziałem go nieraz. Z kolei czasami dopatrywałem się głębszych treści w banalnych tekstach bohaterów. Uznałem w końcu, że oglądanie filmu nie ma sensu i postanowiłem posłuchać muzyki.
Spodziewałem się, że cudownie się wkręcę w muzykę do "Amelii", prezent jaki dostałem od swojej byłej Ani. Założyłem słuchawki i ze zdziwieniem zauważyłem, że słyszę inną muzykę niż normalnie. Ona po prostu zmieniła kształt. Widziałem to wyraźnie: zawsze była taka prosta, a teraz jakby ją ktoś pogiął. Jedne instrumenty grały głośniej, drugie ciszej. Przestałem się na niej skupiać, a zacząłem intensywnie trenować wyobraźnię. Muzyka leciała w tle i robiła nastrój. Właśnie słyszałem kawałek na pianinie i miałem wtedy pierwszą wyraźną wizję. To moja była uczyła mnie grać na pianinie ten kawałek i poprawiała moje błędy. Wtedy zrozumiałem, że powinienem słuchać jej rad, bo ona wie, co dla mnie dobre(???). Przy następnym kawałku widziałem mojego kumpla Łysego, o którym wszyscy wiedzą, że za dużo ćpa. W mojej wizji dostał od kogoś butelką w głowę i umarł. Uznałem, że jak go spotkam to muszę z nim o tym pogadać.
Wizje były różne, na ogół cudowne, choć może raz czy dwa widziałem coś nieprzyjemnego. Od razu jednak złe wrażenia zostały wypierane przez nowe, wspaniałe. Cały czas jednak doskonale odróżniałem je od rzeczywistości. Doskonale wiedziałem, że jestem w swoim pokoju, że nie należy skakać przez okno, ani schodzić po schodach na dół.
Wziąłem kartkę i chciałem coś napisać. Wielokrotnie pisałem coś po paleniu (wiersze, scenariusze) i myślałem, że teraz będzie podobnie. Nie byłem jednak w ogóle w stanie się skupić na tyle, żeby coś wymyślić. Odłożyłem kartkę i zacząłem zastanawiać się nad swoim stanem. Więc to tak działa LSD?
Następnie miałem kolejne wizje. Widziałem w nich siebie przychodzącego do szkoły i spotykającego kolegów. Nie chciałem z nimi gadać, oni nie wiedzieli tego, co ja... Następnie myślałem, że jest kilka rzeczywistości, w których jestem. Ta z moją szkołą, moimi kumplami, moją byłą, to tylko jedna z nich. W rzeczywistości mam kilka dziewczyn, kilka szkół i kilka żyć.
Zacząłem analizować całe swoje życie, od dzieciństwa. Czy szedłem właściwą drogą? Wcześniej obawiałem się tego momentu. Myślałem, że LSD może wywołać u mnie jakieś bezpodstawne wyrzuty sumienia i spowodować paranoję. Nic takiego się jednak nie stało. Doszedłem do wniosku, że jestem najlepszym z ludzi. Wreszcie też zrozumiałem, czemu dziewczyna mnie zostawiła (choć nie umiem teraz tego wytłumaczyć w ludzkim języku). Po prostu wczułem się w jej duszę. Zdałem sobie też sprawę, czym jest tak naprawdę Życie, doceniłem jego siłę i wielkość. Zrozumiałem, że jest tylko jedno i każda sekunda, nawet kiedy sram na kiblu, jest nieskończenie ważna, bo już nigdy nie wróci. Przeskakiwałem swobodnie kilka lat w przód i w tył, cały czas analizując wszystkie moje poczynania.
Następnie osiągnąłem stan, w którym nie mogłem się zupełnie skupić. Nic, po prostu nic!!! Tok mojego myślenia: Znajdę sobie kasetę i walkmana i poczytam książkę. Czego najpierw szukać? Walkmana. Ale co będę czytał? Nie wiem, poszukam najpierw jakiejś książki. Ale bez muzyki? Nie, jednak najważniejsza jest kaseta.
W końcu olałem i książkę i kasetę. Puściłem cicho płytę Jose Cury i Ewy Małas Godlewskiej, która wprowadziła kojący nastrój. Przygasiłem światła, żeby bardziej skupić się na muzyce, ale nagle coś zaczęło mnie skręcać i gnieść od środka. Zrozumiałem, że nie mogę siedzieć w ciemności, że ciemność to Zło. Z powrotem zapaliłem wszystkie światła w pokoju i znowu byłem w Niebie. Zacząłem przytulać się do kołdry i wtedy opadły mnie niezwykłe fantazje erotyczne.
Widziałem siebie w jakimś haremie z setkami pięknych kobiet w długich, powabnych szatach. Wszystko działo się w jakiejś arabskiej, bajecznie kolorowej twierdzy. Wizje były zupełnie prawdziwe, tj. zdawałem sobie sprawę, że jestem w pokoju i zjadłem LSD, a panienki to tylko moja wyobraźnie, ale... no właśnie. Ja ich sobie nie wyobrażałem, nie pracowałem umysłem, on sam to za mnie robił. Co chwila też "widziałem" moją byłą. Co ciekawe, nie kojarzyła mi się w ogóle z erotyką. Chodziliśmy tylko razem, rozmawialiśmy i się przytulaliśmy. Odczułem, że jest to jedyna osoba na świecie, która rozumie meandry mojej duszy i że tak naprawdę nie muszę z nią być, wystarczy, że będę jej najlepszym przyjacielem...
Po jakimś czasie (trudno powiedzieć, ile to trwało) wstałem i poszedłem do łazienki sprawdzić sobie oczy. I oto pierwsza niespodzianka. Moje źrenice zaczęły falować, zmniejszać się i zwiększać. Nie byłem w stanie ocenić ich wielkości. Robiłem tak kilkakrotnie tej nocy i zawsze w łazience zadawałem sobie pytanie: Co ja tu robię? Przyszedłem się wysrać, wysikać, zwalić konia czy wykąpać? I wracałem do pokoju, pamiętając by nie narobić hałasu. Naszła mnie ochota, by zejść na dolne piętro i pograć na pianinie, lecz doskonale zdawałem sobie sprawę z absurdalności tego pomysłu i z konsekwencji, jakie by się z tym wiązały. Kiedy wróciłem do pokoju, wszystko zaczęło falować. Zwłaszcza mapa świata, na której kontynenty i ocean zlewały się w jedno.
Zacząłem oglądać telewizję. Wyobrażałem sobie, że cały świat wie, co zrobiłem, i że program TV jest przygotowany z myślą o mnie. Co chwila były jakieś teledyski z pięknymi dziewczynami i krajobrazami. Koło 4 w nocy wyłączyłem telewizor i zamknąłem oczy. Doskonale wiedziałem, że nie zasnę (LSD działa amfetaminopodobnie), byłem jednak ciekaw, co się stanie. Przed moimi oczami nagle zaczęły powstawać geometryczne figury, które nie przypominały żadnych z dotąd istniejących. Wszyscy podawali sobie ręce, a te ręce układały się w siatkę. Otworzyłem oczy i popełniłem mały błąd. Zacząłem myśleć o szkole. Referat nie gotowy, a na drugiej lekcji mam klasówkę z czytanie ze zrozumieniem (nie mogłem wybrać gorszego dnia)!!! Nie wiedziałem, czy nie iść na pierwszą lekcje, czy na cały dzień, czy może jeszcze zdążę wytrzeźwieć. Myślałem nad tym może z pół godziny. Jednak nie był to bad trip- po prostu śmiałem się z absurdalności mojej sytuacji. Próbowałem napisać referat, ale nie mogłem sklecić żadnego zdania. W końcu podjąłem decyzję, że nie idę do szkoły i ponownie byłem w Niebie. Jaki ja jestem genialny! Przecież wybrnąłem z takiej sytuacji!
Koło wpół do szóstej przeżyłem największy szok, który można porównać tylko do uczucia jakie przeżył Bóg stwarzając świat. Przez ponad 5 godzin (które odebrałem jako 5 lat) siedziałem sam w pokoju, w ciemności. Wprawdzie pisałem w nocy SMSy do kumpli, ale oni nie odpowiadali. Zapomniałem, że istnieją na świecie inni ludzie, oraz, że po nocy następuje dzień. Nagle zaczął się wchód słońca, a ludzie zaczynali iść do pracy. Jednak Dobro pokonało Zło!!! Jasność zwycięża ciemność, a Bóg stworzył dla mnie ludzi!!! Wyglądając przez okno zobaczyłem jak chmury zaczynają zmieniać kształty i przemieszczać się...
Zastanawiałem się, co ze sobą zrobić. Poszedłem do łazienki i byłem już na tyle trzeźwy, żeby zobaczyć, że mam oczy wielkie jak stodoła. Za chwilę przyjdą moi rodzice, żeby mnie obudzić do szkoły... Jak z tego wybrnąć?! I gdzie ja się podzieje przez ten czas, kiedy powinienem być w szkole?!
Gandzia ma to do siebie, że choćbym nie wiem jak się nastukał, to zawsze mogę trzeźwo mówić i podejmować właściwe decyzje. Kwas jednak to zupełnie inna bajka. Po LSD nie należy pokazywać się rodzicom. Zastanawiałem się jak wybrnąć z tej arcytrudnej sytuacji... Kiedy mama przyszła mnie "obudzić", specjalnie byłem odwrócony tyłem i ścieliłem łóżko. Następnie poszedłem się ogolić, nie wiem jakim cudem nie poderżnąłem sobie gardła. Chyba z pół godziny zastanawiałem się jak i kiedy zejść na śniadanie. Wiedziałem, że odbieram na zupełnie innych falach niż normalni ludzie i że ewentualna, nawet najprostsza rozmowa skończy się dla mnie tragicznie. Zszedłem w końcu na dół, pożarłem śniadanie jak najszybciej, pobiegłem na górę, wziąłem plecak i wyszedłem z domu. Po drodze na przystanek omal nie przejechał mnie samochód. Poczułem powtórne uderzenie LSD w mózgu, związane z ogromną ilością wrażeń, jakie oferował mi świat zewnętrzny. Nie wiedziałem, gdzie się podziać i co mam zrobić (szkoła nie wchodziła w grę, wiedziałem, że pacjenci zakładu z Tworek mają ze mną szansę we współzawodnictwie o bystry wyraz twarzy).
Na szczęście napisał do mnie kumpel, który brał wczoraj połówkę, że też nie napisał referatu. Umówiliśmy się na jego przystanku. Kiedy przyszedł i zamieniłem z człowiekiem pierwsze słowa od kilkunastu godzin, zrozumiałem, że do trzeźwości brakuje mi baaardzo wiele. Po prostu nie mogłem się z nim dogadać, miałem wrażenie, że on rozumie mnie bez słów, a on zupełnie nie wiedział o co mi chodzi. Jakiś koleś wszczął z nim awanturę w autobusie (nie chciałem wierzyć, że to przypadek i myślałem, że to jakaś zmowa) i wypchnął go za drzwi. Wysiadłem na następnym przystanku i zadzwoniłem do niego, żeby do mnie przyszedł. Czekając na niego spotkałem swoją przyjaciółkę, której od dawna nie widziałem. Nie wiedziałem, jak jej powiedzieć, że jestem po kwasie, a byłem pewien, że od razu zorientuje się, że coś ze mną nie tak. Na szczęście spieszyła się na autobus, więc tylko przywitała się ze mną i poszła dalej. W tym czasie przyszedł mój kumpel i poszliśmy gdzieś na jakieś podwórko. On postanowił sobie zapalić zioło, żeby bardziej się ze mnie śmiać.
Następnie podjechaliśmy pod szkołę i naprawdę z wielkim trudem zaciągnął mnie do parku. Nie podobało mi się tam, była brzydka pogoda i cały czas miałem wrażenie, że coś dziwnego się stanie. Usiedliśmy na ławce, a po chwili przyplątał się do nas jeden z największych oryginałów, jakiego widziałem. Poprosił nas o wysłanie SMSa do swojej dziewczyny, którą wkręcił, że jest w Łodzi i zarabia pieniądze. A naprawdę od 3 dni pil, zgubił komórkę i pieniądze. Nie chciałem uwierzyć, że to przypadek, że nas spotkał i znowu dopatrywałem się w tym jakiejś zmowy. Pojechaliśmy stamtąd z powrotem do naszej dzielnicy. W autobusie widzieliśmy przez okno olbrzymie kordony policji. Jak się potem okazało, jechali na demonstrację górników. Ja jednak myślałem, że oni dowiedzieli się, że ktoś wziął LSD i pojechali go szukać.
Dojechaliśmy na miejsce. Rozsiedliśmy się na ławeczce, akurat wyszło słońce. Zaczęły przeze mnie przychodzić strasznie przyjemne prądy, tak jakby ktoś mnie przytulał. Wyciągnąłem książkę z poezją polską i w każdym wierszu dopatrywałem się działania LSD. Np.

Stanisław Wyspiański

"Jakżeż ja się uspokoję"


Jakżeż ja się uspokoję

Pełne strachu oczy moje,

Pełne grozy myśli moje,

Pełne trwogi serce moje,

Pełne drżenia piersi moje

Jakżeż ja się uspokoję...



To przecież wyraźnie wiersz kolesia, który wziął kwasa i przestał nad sobą panować-tak to wtedy odebrałem. Posiedzieliśmy tam jeszcze chwilę i pojechaliśmy gdzieś na jakieś pole, gdzie znowu kompletnie się wyluzowałem. Z daleka widać było las i drzewa falujące na wietrze. Chmury, krzaki, trawa, całe pole- wszystko zlewało się w jedną piękną całość. Zadzwonił do nas kumpel, który znał powód naszej nieobecności w szkole. Kiedy z nim rozmawiałem przez telefon zdawało mi się, że widzę jak siedzi na parapecie i ze mną rozmawia.
Wtedy wreszcie rodzice kumpla z którym byłem poszli do pracy, wiec mogliśmy do niego pójść. Znowu się kompletnie wyluzowałem, chociaż moje fanaberie mogły być dla niego denerwujące... Przeszkadzało mi wszystko- jego pies, chrupek wrzucony do mleka, pestki w winogronach. Najbardziej denerwowało mnie to, że jest godzina 12, a ja jestem jeszcze kompletnie nakwaszony, nie mogę się z nim dogadać, a niedługo muszę wrócić do domu. Jak ja to zrobię?
Po chwili jednak przestałem się martwić i znowu zachwycałem się wszystkim, co było w pobliżu. Najbardziej podobało mi się zdjęcie mojej klasy sprzed 3 lat. Mogłem zobaczyć, jak wszyscy urośli i na zdjęciu mogłem manipulować ich twarzami. Kumpel chciał mi puścić jakiś film, ale ja kompletnie nie mogłem się skoncentrować. W końcu wyszliśmy i zaczęliśmy iść w stronę mojego domu. Kumpel wsadził mnie na rower i obserwował moje manewry. Jazda była dla mnie bardzo skomplikowana i teraz wiem, że pijany kierowca to żadne zagrożenie w porównaniu z kolesiem na kwasie.
W końcu uznałem że nadeszła pora, żeby wrócić do domu. Kumpel zadzwonił domofonem i sprawdził, że nikogo u mnie nie ma. Pożegnałem się z nim i poszedłem do domu. Położyłem się spać, bo byłem potwornie zmęczony. Obudziłem się o 17 i stwierdziłem, że choć jestem jednak lekko odurzony, to już jestem w realnym świecie i mogę rozmawiać z ludźmi...
Po 17 godzinach, które odebrałem jak parę lat, znowu wróciłem do normalnego świata. Jednak on nie jest już taki, jak przedtem. Wszystko jest wyraźniejsze... Choć nigdy nie narzekałem na nudę i zawsze kierowałem się dewizą "carpe diem", to czuję się, jakby po 18 latach mojego życia, ktoś wreszcie wyczyścił moje zakurzone okulary, którymi patrzyłem na świat...
Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media