Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

lsd - mój pierwszy raz / by mr. blonde

lsd - mój pierwszy raz / by mr. blonde

Autor: Mr. blonde

Wiek: 19 lat

S&S: ulice miasta, w którym mieszkam, park, okolice

Substancja: 170ug LSD, kolega G 115ug

Doświadczenie: grzyby(P. semilanceata i P. cubensis), DOC, bromo-dragonfly, LSA, szałwia divinorum, marihuana, haszysz, MDMA, MDPV, amfetamina, metamfetamina, efedryna, pseudoefedryna, metkatynon, kodeina, tramadol, benzydamina, dxm, nikotyna, alkohol, kofeina

Wprowadzenie: z pomocą znajomego, którego tu pozdrawiam, udało się zdobyć roztwór LSD o stężeniu skalibrowanym na 100ug/kropla. 7 kropel tego roztworu zostało rozpuszczonych w 123ml wódki.

Godz. 8.40 Za pomocą cylindra miarowego precyzyjnie odmierzam 20ml roztworu, który zaraz potem ląduje w żołądku kolegi. Nazwijmy go G. Pierwotny plan zakładał większą dawkę, jednak z racji podatności kolegi na działanie innych środków psychodelicznych zdecydował na pierwszy trip użyć dawki 115ug. Moja porcja wynosi 170ug.

8.50 Następuje zażycie obu porcji. Dla poprawy smaku i wypłukania resztki materiału nalewam nieco whiskey do szklanki. Jack Daniel's pieści moje gardło.

9.00 Żeby nie marnować czasu postanawiam ugotować obiad. Czuć działanie alkoholu zażytego na pusty żołądek.

9.20 Po upływie 30min od zażycia zauważam dziwne uczucie. Trudno porównać to do czegokolwiek, co znam. Czy tak czułem się niedługo po zażyciu grzybów ? Uczucie jest podobne, ale to nie to. Czuję narastające napięcie. Przez moment dostaję ataku nudności, jednak jest on bardzo lekki i niemal natychmiast ustępuje.

9.40 Mija 50min od wypicia "zupy". Nawet subtelny ruch ręką pozostawia za sobą ślad, szybkie gesty pozostawiają smugę długości metra. Euforia daje o sobie znać w postaci spazmów śmiechu, ogólnie humor dopisuje. Zaczynam czuć niesamowicie silny szczękościsk.

10.00 Wychodzimy z domu. Wtedy moja dedukcja nakierowuje mnie na właściwy trop. Później orientuję się, że dokładnie tak czułem się 50-60min po zażyciu MDMA. Zaczynają się efekty wizualne, kolory są już nie tylko wyostrzone, ale zmieniają się w mgnieniu oka. Perspektywa jest bardzo zaburzona. Drzewa i budynki wydają się nadnaturalnie duże, przestrzeń wydaje się nieskończona. Przypomina to nieco wrażenia po zażyciu MDMA, ale jest dużo silniejsze.

10.10 Kolega jedzie powolutku na rowerze, ja idę obok. Przypominam sobie, że zostawiłem coś w domu. Wracam, mówię G żeby jechał powoli dalej, dogonię go.

10.20 Jestem pod domem, wtedy orientuję się, że przekazałem G klucze. Jestem poirytowany, na dodatek G nie odbiera telefonu.

10.30 Czuję napływ energii z wnętrza ciała, euforia mnie rozsadza. Jestem zniecierpliwiony, zaczynam biec. Doganiam G.

10.40 Dzwonię do kolegi, przyjmijmy K. Mówię, że spotkamy się tu i tam o godz. 11. Żeby zdążyć znowu zaczynam biec. G stwierdza, że wraz z upływem dystansu przyspieszam zamiast męczyć się i zwalniać. Biegnę razem może 2km. Po drodze podziwiam kolory osiedla domków. Chmury na niebie tańczą, zmieniają kształt formę i kolor, widzę to, o czym śpiewali Beatlesi "Picture yourself (...) With tangerine trees and marmalade skies". W przeciwieństwie do moich doświadczeń na grzybach, nie mam problemu iść ulicą pełną ludzi. Ludzie mają twarze błaznów. W pewnych granicach mogę wpływać myślami na wyraz twarzy mijających mnie Kowalskich. Widzę atrakcyjną młodą niewiastę, czuje podniecenie, ale wyobraźnia podpowiada mi : ma mieć tępy wyraz twarzy. Lico owej kobiety momentalnie rozpływa się i nabiera wyjątkowo niebystrego wyrazu.

11.00 Udaje się spotkać o czasie. G ma zostawić rower w domu. Przytłaczający jest efekt opisany przez A. Huxleya w "drzwiach percepcji" *. Jeżeli jedną z funkcji ludzkiego mózgu jest filtrowanie wszechogarniających informacji, LSD spowodowało wyłączenie filtra. Dostrzegam najdrobniejsze szczegóły na asfalcie, każda drobinka piasku jest indywidualna, inna i zostaje przeze mnie zauważona. Każde źdźbło trawy jest uchwycone przez moje oczy. Chwilami jestem przeładowany napływem informacji.

11.10 G idzie zostawić rower w mieszkaniu, w tym czasie rozmawiam z K. Stwierdzam, że LSD jest najlepszą substancją psychodeliczną, której do tej pory spróbowałem. Kwas to połączenie euforii MDMA, myślenia i mistycyzmu rodem z grzybowej podróży oraz pięknych efektów wizualnych, które do tej pory udało mi się uzyskać tylko raz, po skonsumowaniu 1mg bromo-dragonfly i 3,3mg DOC razem (wtedy wizuale były jeszcze silniejsze, ale o tym przy innej okazji).

11.20 Idziemy przez rynek w mieście. Postanawiam zabrać całą radosną ferajnę na stary cmentarz miejski. Lubię przebywać w tym miejscu, nastrój panujący tam pozwoli nam ogarnąć myśli i nieco się wyciszyć. Lubię przejść się od czasu do czasu przez alejki cmentarza i popatrzeć na różne wytwory przemysłu kamieniarskiego począwszy od końca XIX stulecia do epoki PRL, muszę przyznać, że te groby pięknie wyglądają pomimo wykonania z marnej jakości materiałów.

11.25 Zaraz po wejściu do nekropolii atmosfera zmienia się nie do poznania. Głupia śmiechawa mija, zaczynam zastanawiać się nieco poważniej nad dzisiejszym tripem, mam wrażenie, że ataki śmiechu powodowane komicznym wyglądem przechodniów są skrajnie głupie i żałosne. Zatrzymujemy się na chwilę obok kilkumetrowego żelbetonowego krzyża złamanego w 1915 roku wybuchem granatu moździerzowego. Pytaniem retorycznym : "Widzicie sens w gorącej wierze, modlitwie o to żeby po śmierci nie było NIC ? Żadnego życia po życiu, po prostu pustka ?" Zaciekawiam G i K, K twierdzi, że to bez sensu. Kontynuuję historię : "Na erowidzie przeczytałem historię człowieka, który w 1972 roku przeżył wielki badtrip po kwasie. Do dziś miewa flashbacki nie pozwalające na normalną egzystencję. Osoba ta modli się o to żeby po śmierci nie było nic więcej. Nie chce żeby byt ludzki był nieustającym tripem, powtarzającym się co kolejne wcielenie" ** Odnoszę wrażenie, że G i K poważnieją nieco, dostrzegli że kwasowa podróż wcale nie musi być błoga i przyjemna.

11.40 Wracamy przez rynek, potem główną ulicę w mieście, zmierzamy w kierunku parku miejskiego. Następnie udajemy się w miejsce gdzie łączą się dwie rzeki płynące przez naszą małą ojczyznę. Panuje atmosfera kontemplacji. Mówię do G : "Chcesz spędzić resztę podróży patrząc na kamienie w rzece i myśląc ? Chodźmy w jakieś naprawdę ładne miejsce. Mam wrażenie, że bardzo kiepsko przygotowaliśmy dzisiejszego tripa."

11.50 Znów idziemy przez miasto. Moi towarzysze wydają się znudzeni ciągłymi wędrówkami. Po drodze spotykam kilka razy różnych znajomych z którymi ucinam krótkie pogawędki. Rozmowa jednak nie klei się. Przechodzimy przez ulicę, przy której kiedyś mieszkałem. Doznaję flashbacku, przypomina mi się jak 8-10lat temu chodziłem tamtędy do szkoły, mam wizję tego jak ta ulica wyglądała wtedy.

12.00 G mówi, że ma sprawę do załatwienia w domu. Zostawia mnie samego z K. Boję się, że G może zrobić coś sobie lub komuś wędrując samemu. Siedzimy z K w centrum miasta, chwilę później decydujemy się wybrać w jedno z najładniejszych miejsc w okolicy - cmentarz wojskowy z I WŚ. Cmentarz otoczony jest przez wysoki kamienno betonowy mur. Po wdrapaniu się nań roztoczyła się przed nami panorama miasta. Moją uwagę przykuł industrialny krajobraz, zwłaszcza wyginające się i rozpływające budynki i wieże. Najefektowniej wyglądał komin elektrociepłowni przybierający groteskowe formy, gdyby w rzeczywistości wyglądał tak jak wtedy - niechybnie zawaliłby się pociągając za sobą wiele ofiar. Chmury nie robiły już takiego wrażenia jak 2 godziny wcześniej. Halucynacje zdawały się słabnąć. Jednak twarz K nadal wyginała się i przeistaczała przybierając niejednokrotnie odpychający wygląd. Czas schodził na rozmowach o przysłowiowej dupie Maryny.

13.00 G wraca, spotykamy się na murku. Podziwiamy widoki i dyskutujemy. Dochodzę do wniosku, że trip był źle zaplanowany, za dużo chodzenia, za mało czasu żeby się skupić. Żałuję, że nie wybraliśmy się w ładniejsze miejsca na starcie. Mówię, że miło byłoby spędzić czas u boku bardziej ekstrawertycznych i charyzmatycznych osób. K ucina rozmowę słowem "dziękuję".

14.00 Włóczymy się po mieście, podziwiamy efekty, które jeszcze można uznać za silne. Niejednokrotnie czułem chaos bodźców w głowie, zwłaszcza dźwiękowych.

15.00 Zasiadamy pod parasolami w rynku miasta. K sączy piwo. Panuje rozleniwienie. Działanie LSD powoli słabnie.

16.30 Wracam do domu. W lustrze widzę silnie rozszerzone źrenice. Trip dobiega końca.

· "Zastanawiając się nad swoim przeżyciem muszę się zgodzić z wybitnym filozofem z Cambridge, dr C. D. Broadem, <<że uczynilibyśmy dobrze rozważając poważniej niż dotąd wysuniętą przez Bergsona teorię pamięci i spostrzegania zmysłowego. Sugerował on, że funkcją mózgu, układu nerwowego i organów zmysłowych jest przede wszystkim tworzenie. Każdy człowiek jest w każdym momencie zdolny pamiętać wszystko, co mu się przydarzyło i spostrzegać wszystko, co się dzieje gdziekolwiek we wszechświecie. Funkcją mózgu oraz układu nerwowego jest chronienie nas przed przytłaczającym, mogącym przyprawić o dezorientację wpływem tej masy w głównej mierze bezużytecznej i nieistotnej wiedzy poprzez wyłączenie większości z tego, co w przeciwnym razie nieustannie spostrzegalibyśmy i zapamiętywali oraz pozostawienie tylko bardzo małego i szczególnego wycinka, który miałby praktyczne znaczenie.>>"

http://www.erowid.org/experiences/exp.php?ID=8336

Ocena: 

Odpowiedzi

Bardzo ładnie, zazdroszczę kropelek. I polecam na przyszłość jakieś bezpieczne, leśne rewiry z możliwością bezpiecznego schronienia, na przykład w namiocie. Chodzenie po LSD na dłuższą metę może być męczące.

(...) funkcją mózgu, układu nerwowego i organów zmysłowych jest przede wszystkim ELIMINOWANIE I NIE TWORZENIE. Każdy człowiek jest w każdym momencie zdolny pamiętać wszystko, co mu się przydarzyło i spostrzegać wszystko, co się dzieje gdziekolwiek we wszechświecie. Funkcją mózgu oraz układu nerwowego jest chronienie nas przed przytłaczającym, mogącym przyprawić o dezorientację wpływem tej masy w głównej mierze bezużytecznej i nieistotnej wiedzy poprzez wyłączenie większości z tego, co w przeciwnym razie nieustanie spostrzegalibyśmy i zapamiętywali oraz pozostawienie tylko bardzo małego i szczególnego wycinka, który miałby praktyczne znaczenie."

Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media