Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

kochać! żyć! kochać!

detale

Chemia:

raporty unknown

kochać! żyć! kochać!


Kochać! Żyć! Kochać!

czyli kolejny LSD trip-report, o który prosiliście ;)



Zażyte substancje: 4 browary, 1 drops (wisienka) i oczywiście

1 papier (Campbells)

Miejsce: domek letniskowy kolegi

Czas: overnight



Siedziałem z kolegą przed telewizorem, lekko wstawiony. O 21 zacząłem

realizować swój plan odcinając kolejnego cennego papierka i żując go

namiętnie. Godzinę później obaj chapnęliśmy po dropsiku. Zastanawiałem

się, czy papier się czasem nie zestarzał, ale po 1,5h efekty zaczęły

się pojawiać: to typowe dla kwasu uczucie oczekiwania, niemożność

wysiedzenia na tyłku. Po 2,5h wzorki na ścianach zaczęły oddychać,

a telewizor razem z szafką jeździł po całym pokoju ;) Cholera, znów

za wcześnie zjadłem pigułę, bo zanim kwas zdążył się rozkręcić, mdma

przyjebało (i to bardzo mocno). Nie było wyjścia, jakąś godzinkę

siedziałem na tyłku totalnie opanowany przez ecstasy i lampiłem się

w tv, o ile mogłem skoncentrować na nim wzrok. Kolega totalnie wrósł

w fotel i od tej pory do 3 w nocy bez przerwy skakał po kanałach ;)



Działanie MDMA, gdzieś po 1h od wejścia, się ustabilizowało, a kwasik

cały czas rósł w siłę. W końcu poczułem, że natura mnie wzywa i

postanowiłem wyjść na spacer ;) Do mojej dyspozycji było tylko 200m

drogi ograniczonej 2 bramami i ogrodzeniami, ale z początku mi to

starczało ;) Ciemności panowały umiarkowane, niemniej jednak i tak

miałem problemy z orientacją w przestrzeni. Parę razy wpadłem ryjkiem

w siatkę, albo oparłem się o nieistniejącą, szukałem po omacku furtki

która "gdzieś tu przecież była" i takie tam. Im dłużej kursowałem od

jednej bramy do drugiej, tym bardziej czułem się nimi ograniczony.

W końcu wróciłem do domu po zestaw, który potem towarzyszył mi jeszcze

ładnych parę godzin, a składał się z: browara pod pachą, szluga w

zębach, pęku kluczy w jednej ręce i miseczki jagód w drugiej. Musiałem

wyglądać komicznie, zwłaszcza zanosząc jeszcze do domu napotkanie

kwiatki, ale wtedy to było mało ważne.



Wziąłem klucze, usiadłem przed bramą i kombinowałem. Wpychałem je

do kłódki na wszystkie strony, ale nic się nie działo. Nic dziwnego,

poziom "szumu" wizualnego osiągnął taki poziom, że widziałem głównie

swoje myśli i losowe wyładowania kolorowych receptorów, a nie to, na

co miałem patrzyć. Po kilkunastu minutach szarpania się z zamkiem,

usłyszałem "klik" i furtka stanęła otworem. To było bardzo przyjemne

uczucie, jakby nagle cały świat był mój i tylko na mnie czekał ;)



Od teraz do 3 w nocy robiłem sobie spacery na trasie działka - brama

- do 200-250m za bramę. Takich kursów było może ze 20-30, a kolega

nie mógł wyjść ze zdumienia, że chce mi się tak łazić. Dla mnie

siedzenie w czterech ścianach było najbardziej bezproduktywną rzeczą,

jaką mogłem sobie wyobrazić. Z początku wziąłem ze sobą odtwarzacz

mp3, ale okazało się, że muzyka wcale dobrze nie współgra z moim

tripem. Resztę czasu spędziłem w absolutnej ciszy, słuchając odgłosów

nocy (o mamo, jak pięknych), szelestu ściółki pod moimi butami,

swojego oddechu i od czasu do czasu głosu. Wszystko było takie nowe,

takie piękne, godne uwagi i podziwu. Czułem się zjednoczony z naturą,

częścią swojego otoczenia. Jako, że była noc i byłem daleko od łuny/

aury miasta, mój wzrok zachowywał się jak źle nastrojony telewizor.

Musiałem więc radzić sobie innymi zmysłami. Wiele czasu spędziłem

bardzo delikatnie dotykając, pieszcząc kwiatki, wąchając korę drzew,

przesypując garście ziemi, wsłuchując się w odgłosy pola, lasu, ...



Do dziwnych celów, wręcz perwersyjnych, używałem też własnego języka.

Cokolwiek mogłem dotknąć rękoma, musiałem też dotknąć językiem :)

I tak badałem nim fakturę rdzy na znaku drogowym, siatki, kwiatów,

drzew, własnych rąk, wszystkiego, co wzbudziło moją uwagę. Moja

rozwiązłość seksualna osiągnęła szczyt, kiedy odkryłem, że przyjemność

sprawia mi dotykanie własnej skóry (mam gładziutką jak niemowlę -

przyp. red. ;)
). Bardzo prawdopodobne, że mój zmysł dotyku był

tak bardzo, bardzo czuły ze względu na pigułę, która, nota bene,

sprawiła mi przykrą niespodziankę, gdy zaczęła schodzić. W środku

kwasowego tripa poczułem, jakby zniknęła jakaś część mojej jaźni,

wrażliwości. Ale nie było tak źle. Zapach nocnego powietrza,

głębokie oddychanie i medytacja napawały mnie takim spokojem, jakiego

dawno nie czułem. W takim stanie nawet zejście z piguły nie mogło

zepsuć mi nastroju. Było po prostu bosko.



Zdążyłem jeszcze przywitać się z drzewem, na którym jako smarkacz

budowałem (z tym kolegą) domek. To zabawne, że w ciągu ostatnich

lat byłem tu kilka razy, a dopiero teraz przypomniałem sobie o

istnieniu tego drzewa. Wracałem już, gdy spojrzałem w lewo, na

wielkie pole zboża, i chora myśl strzeliła mi do głowy :) Rozpędziłem

się ile sił w nogach, wpadłem między kłosy i zacząłem się tarzać :P

Leżałem tak dobrych kilkanaście minut, zafascynowany resztkami

swoich halucynacji i podziwiając, jak niebo przechodzi różne odcienie

granatu, błękitu, gdzieniegdzie wpadając w czerwień. Kurde, chętnie

narysowałbym to zboże, las i niebo, ale to może kiedyś, jak będę

miał więcej weny, niż teraz.



W końcu dotarłem na dobre do domu, wykończony jak po maratonie, ale

szczęśliwy. Łyknąłem 5-HTP i postanowiłem spróbować zasnąć. Kolega

chrapał aż miło, a ja, wiadomo, miałem z tym większy problem, ale

udało mi się też do jakiegoś stopnia wyłączyć mózg i choć godzinkę

przekimać.



Co było niesamowite, to czas działania kwasa. O 12 w południe nadal

miałem lekkie zniekształcenia dokoła kształtów (takie mroczki), a

mój wzrok starał się wynagrodzić mi to, że w nocy się nie spisał ;)

Kolory były absolutnie przecudowne, spacer lasem do sklepu przypominał

chodzenie w środku jakiejś baśniowej, pastelowej ilustracji. Nigdy

wcześniej nie widziałem tak pięknych kolorów, w tylu odcieniach i

kontrastach. Nie da się opisać błękitu nieba, na które patrzyłem

przez absolutnie zielone liście, idąc po brązowej, żwirowej ścieżce.

Mniam. Szkoda, że nie widzę tak kolorów zawsze, bo nie da się dołować,

widząc takie piękno dokoła. Ale może z czasem uda się i bez kwasa? :)

Niespotykane nasycenie kolorów utrzymywało mi się jeszcze do 22,

czyli ok. 24 godziny od wjazdu!



Skąd tytuł tego raportu? Niestety, nie jestem dziś w zbyt poetyckim

nastroju i część atmosfery tamtej nocy mi w tekście umknęła. Nie mogę

opisać poczucia spokoju, ciekawości i spełnienia, jakie miałem.

Natura była absolutnie przepiękna i wtedy zastanawiałem się, czy

musimy się tak od niej izolować i ją męczyć, zamiast do niej wrócić.

Takie rozważania nie mają jednoznacznej odpowiedzi więc najlepsze,

co mogłem zrobić, to uświadomić sobie (jak wcześniej nakwaszony),

że i tak nie zrozumiem świata i tego, jak funkcjonuje. Mogę za to

cieszyć się tym, co mam, oczywistymi rzeczami, które "na trzeźwo"

wydają się zbyt prozaiczne, by komukolwiek za nie dziękować.

A ja czułem się zafascynowany i wdzięczny tym, że mam świadomość,

że mam wolę, że mam, jak to mi do głowy wtedy przyszło, "moc

sprawczą", że mogę działać. I że mogę kochać. Mogę dawać siebie

innym, poświęcać swoją energię, by zmieniać świat, i to jest właśnie

piękne. To jest miłość. Miłość to rozwój, to przeciwstawianie się

entropii ;) O.



I to by było na tyle, w poniedziałek byłem trochę zmasakrowany

(brak snu m.in.), ale potem szybko wróciłem do siebie, bez żadnej

pigułowej deprechy (viva 5-HTP), a spotkanie z koleżanką we wtorek

było bardzo radosne zarówno dla mnie, jak i dla niej (zdziwiła się,

czemu mówi mi tyle rzeczy, a tak słabo się znamy... cóż, to te

resztki mojej pigułowej aury otwartości ;>)



Trza dziękować, dziatwa, kwasom, za to, że są. I je czasem jeść,

bo naprawdę jest ekstra. Tylko jak można po tym mieć bad tripa? ;-O



A może niedługo zjem po jednym z dziewczyną... oooo to będzie

perwera ;)



Ciekawe, co się dzieje po 2 papierach. Ktoś potrafi to porównać

do jednego?



To się rozpisałem. I tak wiem, że nikt tu nie doszedł ;)

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media