Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

i otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie.

detale

Apteka:

raporty unknown

i otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie.



Czasami mam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu a świat

jest piękny i dobry. Odbieram wszystko jako lepsze, bardziej

kolorowe, wręcz doskonałe. Tak się czułam, gdy rano po

przebudzeniu szeroko otwarłam okno i spojrzałam na otaczającą

mój blok okolicę. Tym razem nie zobaczyłam wielkich, szarych

bloków, brudnych chodników i tego całego syfu, jaki jest na co

dzień. Widziałam potężne, zielone drzewa, oświetlone słońcem,

które wyjątkowo w ten prawie jesienny, wrześniowy wieczór,

świeciło mocno. Ciemne sylwety drzew idealnie komponowały się z

błękitem nieba. Czułam się cudownie! I nadal tak się czuję! A

dlaczego? Chcesz wiedzieć? Wszystko dzięki Tramadolowi.








Give me freedom to destroy
Give me radioactive toy



Udało

mi się zdobyć ten specyfik zupełnym przypadkiem, z czego się

bardzo cieszę. Mam buteleczkę Tramadolu (10ml), gdyż są to

krople. 20 kropli - 50mg Tramadolu. Info na temat tego leku

zdobyłam oczywiście na NeuroGroove
. Przy okazji pzdr dla wszystkich,

którzy spróbowali przede mną i zechcieli podzielić się swoimi

wrażeniami
.




Długo przygotowywałam się do przeżycia tej fazy.



Oczekiwanie tylko wzmogło moją chęć zażycia. Pewnego wieczoru,

a było to wczoraj (sobota), o godzinie 19.31 wkropliłam 40

kropli
na łyżeczkę, po czym połknęłam płyn szybko popijając

sokiem. Cóż za obrzydliwy smak. :/ Nie ma jednak co się

krzywić, bo daje niezły odlot. No, ale musiałam oczywiście

trochę poczekać. Potem 40 kropli o 19.41 i 19.47. Na koniec 20

kropli o 20.10
. Te 20 kropli nie było planowanych, ale nic się

nie działo, a rzeczywiście prawdę tu piszą trzeba poczekać z

godzinę, aby poczuć coś naprawdę. Siedziałam przed kompem

słuchając spokojnej muzyczki i czytając trip-rapporty na NeuroGroove.



Zaczęło mi

się trochę nudzić, więc wskoczyłam na czata. Rozmowa jakoś

szła, nawet chciało mi się gadać (pisać), dlatego walnęłam mega

mejla do kumpla... Hehe, zanudzi się, jak to przeczyta. Coś

przed 21 poczułam się dziwnie. Może to złe określenie. Poczułam

się DOBRZE. Jak nigdy dotąd!
Całą mnie wypełnił błogi spokój,

nie chciało mi się nawet palcem ruszyć. Od tego momentu było co

raz lepiej. Jednak postanowiłam się przejść do kuchni po sok. I

co? Ledwo szłam, musiałam się schwycić ściany w pewnym

momencie, bo prawie straciłam równowagę. Zataczałam się z

lekka, jednak nie kręciło mi się w głowie jak po alko (no i

dobrze, bo dlatego nie lubię alko przez te zawirowania we

łbie).Wróciłam, siadłam znów przed kompa, ale już nie miałam

ochoty na nic. Usiadłam wygodnie, nogi oparłam na fotelu i

przymknęłam oczy. Zaczęłam delikatnie poruszać głową, sprawiało

mi to ogromną przyjemność. Czas zwolnił, minuty się wydłużały,

atmosfera zrobiła się gęsta, przyjemna i jakby nieco lepka
.



Stopniowo zaczęłam odczuwać miłe odczucie, które rosło, rosło i

powiększało się i... w końcu poczułam niesamowitą euforię. Tego

się nie da opisać- to trzeba poczuć! Miałam zamknięte oczy i

siedziałam bez ruchu, czułam się taak dooobrze i spokooojnie...




Wyciszyłam się kompletnie i czułam tylko ten błogostan.



Chciałam być w takim stanie jak najdłużej, zawsze, przez całą

wieczność! Z godzinę tak siedziałam i leciałam, leciałam,

leciałam... Tak wspaniale i nieziemsko jeszcze nigdy się nie

czułam! Jeśli mam to porównać z innymi dragami , to powiem, że

Tramadol zajmuje na mojej prywatnej liście 2. miejsce, zaraz

po fecie. Gdy pierwszy raz zaćpałam fetę czułam się równie

wspaniale, jednakże rozpierała mnie energia, a na dłuższa metę

to mi się nie podoba. Na spidzie jestem zbyt pobudzona, musze

się czymś zająć i potem jeszcze ten okropny zjazd...
I feta

i Tramadol dają euforię ale feta strasznie pobudza, a ja nie

lubię pośpiechu. Tramadol to zupełny spokój, rozkosz nie do

opisania. Cudownie jest pozostawać w bezruchu i odlatywać...




Właściwie od początku mojej zabawy z dragami, wiedziałam, że

opioidy są mi przeznaczone. Każdy narkoman, czy też człowiek

lubiący od czasu cosik przyćpać znajduje w końcu to, co mu daje

najlepszą fazę. Już za pierwszym razem wiem, że najbardziej

podoba mi się działanie opioidów. I jeszcze jedno: każdy

następny drag, który biorę po raz pierwszy, podoba mi się

najbardziej ze wszystkich, z którymi już miałam do czynienia.



Przez dłuższy czas pozostaję przy tym jednym, po czym albo

biorę coś nowego, albo wracam na stare śmieci... Fetka jest

spoxik, mimo wszystkoJ Porównując zioło do Tramadolu, to

odczuwałam podobnie jakby zgęstnienie powietrza. Było tak

dobrze! Już chcę do tego wrócić, już się obawiam, co będzie jak

w buteleczce ujrzę dno... To dopiero będzie DNO. Pod koniec

fazowania siedziałam w ciemności na łóżku z głową opartą na

rękach. Miałam wrażenie, że śpię i śnię. Wydawało mi się, że z

kimś rozmawiam, ze coś mówię, albo coś widzę. To było całkiem

ciekawe, nowe doświadczenie. Jak sen na jawie. Bo przecież nie

spałam. Wystarczył chwilowy przypływ świadomości otwierałam

oczy i już wiedziałam co się naprawdę dzieje. Że nie śpię,

tylko siedzę i siedzę w nieskończoność. Jak dla mnie to

najlepiej nie robić nic, tylko siedzieć. Najpierw miałam pełno

myśli w głowie, tworzyłam historie różne, myślałam czemu w

ogóle ćpam i od czego mnie to doprowadzi, itd., itp. Każda myśl

miała powiązanie z drugą wszystkie razem tworzyły jednolitą,

zrozumiałą i logiczną całość. Kłopoty zaczęły się później. W

połowie zdania, które sobie myślałam, już nie wiedziałam o czym

właściwie myślę. Traciłam sens tego co myślałam, bo nie mogłam

z nikim porozmawiać sama w domu siedziałam. Co jakiś czas,

gdy na coś patrzałam, to nie mogłam skupić wzroku w jednym

miejscu, obraz delikatnie skakał, ale dało się wytrzymać.



Miałam wrażenie, że gdy w pokoju światło było zgaszone, chodzi

niewielki chłopiec
, takie małe urojenie. Ale usilnie

pomyślałam: -Spokojnie, to tylko twoja wyobraźnia, nie masz co

się bać i wizja zniknęła. No i dobrze, nigdy nie lubiłam

halucynogenów, choć z braku laku także miałam z nimi do

czynienia.



O godzinie 22.34 faza wyraźnie osłabła, nie

odczuwałam już takiej nagle zalewającej mnie euforii, tylko

ogarnął mnie głęboki spokój. Położyłam się na łóżku wsłuchując

się w dźwięki muzy, teraz nieco szybszej, bo tamta powolna była

dobra na wstępie, ale potem zaczęła mnie za bardzo usypiać. O

tej godzinie pozwoliłam sobie zanotować moje myśli: Ta faza

zajmuje 2. miejsce po 1. rzecz jasna... Pierwsza jest Lady Snow

*. Zajebiście dobrze; super; odjazd na maxa! Czegoś takiego

jeszcze nie przeżyłam! (...) Wolę spokój; głęboki spokój,.

Gęsty niczym mgła! To jest cudowne! Nie czuje się dreszczu

emocji przed nadchodzącym kolejnym napływem rozkoszy! Miodzio!

A na pewno będzie lepiej! Piękne jest życie, gdy od czasu do

czasu można znaleźć się w niebycie! Bycie w zawieszeniu w

czasoprzestrzeni celem pierwszorzędnym!
. Tyle mówią zapiski na

fazie. Teraz jest 11.54 czuję się normalnie i zwyczajnie,

tylko mam dobry humor. Ale nie czuję się radośnie i wesoło,

tylko jestem zadowolona z życia. Cieszę się z tego, że jestem,

i że świat jest taki, a nie inny
.



To jest powód, dla którego

biorę. Potrzebuję odskoczni od codzienności, wcale nie od

szarego życia, bo moje jest ciekawe i całkiem udane. Lecz od

dłuższego czasu życie na czysto zrobiło się dla mnie nudne.

Nie umiem sobie już odmówić tej głębokiej przyjemności, jaką

daje mi ten czy inny narkotyk. Właściwie nie wiem co z tym

zrobić, ale co ja tu będę gadać to mój problem i nikt z was

mi nie jest w stanie pomóc... Wracając do mojej fazy, to to nie

była podróż, trip czy cokolwiek takiego. To był najprawdziwszy

ODLOT, podobny swoją mocą do tego jaki w życiu miałam tylko na

fecie. Bycie na haju to jest to! Choć wbrew pozorom ciężko

jest tak żyć, jeśli chce się jeszcze stwarzać pozory

normalności. Dom, szkoła, rodzina, przyjaciele, znajomi...



Trzeba wykazać się zainteresowaniem i włożyć wiele energii,

żeby wszystkiemu podołać. Takie życie na podwójnym torze. Jak

długo można tak żyć? Powracając do Tramadolu jedynym minusem

było swędzenie skóry, szczególnie na brzuchu, głowie i twarzy

oraz ramionach. Właściwie jeszcze odczuwam swędzenie, ale to

przecież nie bardzo możliwe, bo czas działania już daawno

minął... W każdym razie nie wiem jak komuś może być niedobrze.



Mi w każdym razie ani na chwilę nie zrobiło się nieprzyjemnie.

Co prawda na śniadanko udało mi się tylko wszamać jogurt, bo

nic innego nie chciało mi przejść przez gardło. Tak sobie

myślę, że jak za pierwszym razem miałam dobrze, to za drugim

będzie jeszcze lepiej. Super.



Na drugi dzień (niedziela) byłam miło zmęczona i bardzo senna

poszłam w kimę na jakieś 3 godzinki po południu do wieczora.

Nie wiadomo dlaczego zaczął mnie boleć język, lecz uświadomiłam

sobie, że może być to skutkiem tego, że niechcący go sobie

przygryzłam. Ktoś tam już wspominał o szczękościsku może też

go miałam? Nie pamiętam zbyt dokładnie... Ponadto tram działa

przeciwbólowo, więc nic nie czułam nieprzyjemnego...




Jeśli chcesz udać się w podróż do Krainy Chemicznego

Szczęścia, droga stoi przed Tobą otworem. Zaufaj Tramadolowi,

on otoczy Cię opieką i poprowadzi przez chwile rozkoszy.

Przeżyjesz euforię, jakiej nie czułeś nigdy dotąd! No to

lecimy!!! Odloooot do nikąd! START!

Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media