Znowu widzę pułkownika B. — olbrzymia kupa płynnych świń wylała mu się z lewego oka, które zniekształciło się przy tym w sposób potworny. Scena teatralna — na niej potwory sztuczne. Ohydny świnio ryj w zielonej konfederatce z piórkiem. (Witkacy, Peyotl)
Facebook hyperreal Twitter hyperreal Kanał RSS neurogroove

REKLAMA

crystal symphony

detale

Chemia:

raporty unknown

crystal symphony

dzionek poprzedni upłynął był nam na upajaniu się totalnym

spiguleniem, czego efektem było długie odsypianie densflorowej

jazdy. obudziłem się ok. 18-tej i z nieukrywanym trudem

przetrasnsportowałem swe ciało do koleżki dwa piętra wyżej.

palił blanta i wkręcał się w składanie muzy na kompie.

zapronowałem śniadanie mistrzów jak zwykle o poranku :-) -

"troszq proszq?" zrobiliśmy sobie mały rejstrak po ok. 300 mg

śliczniutkiej amfetaminki i wkręciliśmy sobie fazę z miksowaniem

dramenbejsu w murach starej kamienicy, wypełnionych po brzegi

chmurami dymu, które ulatniały się raz po raz z wiśniowej fajki

mojego papy. Po 22-giej ostro już naczesany ziomo przypomniał

sobie, iż jest szczęśliwym posiadaczem trzech kryształków... nie

tracąc czasu na zbędne w tym momencie podziwianie kunsztu

jubilerskiej roboty, jaka niewątpliwie musiała zostać

wykorzystana podczas cięcia naszych rubinków, zjedliśmy dwa i

zapaliliśmy sobie kolejną faję z zielskiem oczekując na

teleportację. po jakichś 20-tu minutach przerażeni brakiem

nowych doznań zjedliśmy jeszcze po połówce i... wbiliśmy się w

totalnie przytłaczającą, lewą fazę, co zważywszy na kurację

proszkową z przed paru godzin wydało nam się aspektem niezwykle

dołującym. stwierdziłem, że idę zakmknąć się u siebie - kocioł.

zszedłem po schodkach, otwarłem drzwi i walnąłem się na wyro bez

nadziei na zaśnięcie. zamknąłem oczy... i otwarłem... hardkor!!!

sufit z ponadświetlną prędkością zbliżył się do mnie,

wyhamowując z efektem kadrowania obrazu tuż przed mą głową.

wystraszony doczołgałem się do kompa i włączyłem sobie jakąś

pojechaną projekcję w bajkowych kolorach. zachwycony kolorami

nie zauważyłem, że ekran wybrzusza się, i rozciąga, podążając

nieznacznie w moim kierunku. uciekłem do drugiego pokoju i

postanowiłem sobie puścić jakąć czilałtową płytkę na

uspokojenie. po zamknięciu szafki z płytkami i kasetami

stwierdziłem, że coś mi nie pasuje i postanowiłem otworzyć ją

powtórnie - kasety wydawały cichy szelest, więc stwierdziłem, że

najlepszym pomysłem jest wystraszenie ich (!!!) wrzeszczałem

więc jakąś minutę o godzinie mniej więcej pierwszej do wnętrza

szafki, po czym dumny z siebie przyjrzałem się kasetom w celu

sprawdzenia efektu swojego zabiegu. kasety zaczęły się wyginać

po czym wyleciały z piskiem i zaczęły mnie osaczać. były

kolorowe, przelatywały przez ściany i w ustalonym szyku spadały

mi na głowę. po długiej i nierównej walce (moim jedynym orężem

była skarpetka, poruszająca się w dodatku w powietrzu o

konsystencji galarety) wleciały niechętnie do szafki i uspokoiły

się. udałem się do łazienki w celu załatwienia potrzeby

fizjologicznej i odkryłem, że w lustrze mieszka mój klon.

wyszedłem z mieszkania, by podzielić się z kumplem moim

odkryciem, lecz okazało się (info sprzadane przez współlokatora,

który nie "podróżuje"), że ziomal wybił się w nieokreślonym

kierunku w ucieczce przed klaustrofobią, ubrany jak (...). nie

mogłem go znaleźć, więc postanowiłem poprzyglądać się

maszkaronom kamienic na krakowskich uliczkach i tym sposobem

dostałem się na krakowski rynek główny. jak zwykle miałem

wrażenie, że wszyscy mi się przyglądają, więc poruszałem się

skokowo, systemem "od bramy do bramy" po jakichś dwóch godzinach

ostrej jazdy trafiłem na koleżkę, który z czołówką na głowie i

kombinezonie do eksploracji jaskiń biegł za jakimiś

wystraszonymi, dziewojami (później okazało się, że przyczaił się

wcześniej w bramie i przyglądał makijażowi bujających się między

różnego autoramentu dyskotekowniami sztuń. hardkor nad

hardkory!!! dołączyłem do niego i biegliśmy za laskami (dalej

starając ukrywać się w bramach) przez dobrych kilka ulic. pan

taksówkarz nie chciał nas zawieźć do domu, więc wciągnęliśmy

jeszcze po małej kreseczce i wróciliśmy do domu. jazda trwała

jeszcze długo. rano przyszła jakaś koompela, ale szybko wybiła

się z powrotem, po kilku nieudanych próbach nawiązania

komunikacji. pojechaliśmy ostro. polecam wszystkim kryształową

symfonię









Ocena: 
Zawartość serwisu NeuroGroove jest dostępna na licencji CC BY-SA 4.0. Więcej informacji: Hyperreal:Prawa_autorskie
© hyperreal.info 1996-2019
design: Metta Media